日本へようこそ!

samolot1

Po 13 godzinach lotu w klasie, którą zazwyczaj zwę sardynkową, nareszcie Narita. Cieszę się (albo po prostu usilnie się staram, bo czuję się masakrycznie zmęczona), nawet mimo tego, że od „nadmiaru“ miejsca na rozprostowanie moich nóg, moje stopy wyglądają, jakby napadł je rój os, bo są ze 3 rozmiary większe…

naritawita1

Przed wyjazdem wszyscy mi zazdrościli, że będę miała w Tokio tak wspaniale ciepło i że w Polsce już idzie jesień, a ja to mam tak super (albo inne superlatywy), bo się zdążę nacieszyć jeszcze latem. Nawet przez chwilę dałam sobie to wmówić, zapominając, że przy temperaturze 30 stopni i wilgotności chyba z milion procent, odczuwalna temperatura jest jak w bardzo dobrze nagrzanej saunie. Marzenia o prysznicu więc nigdy nie ustają, nawet jak się w danym momencie jest w prysznicu, zawsze woda wydaje się za lepka i za ciepła. I sekundę po wyjściu z kąpieli znowu się jest spoconym, wszystko dookoła się lepi i ma się wrażenie, że cały świat to kocioł gorącej gęstej zupy, z którego nie ma ucieczki.

Na szczęście to już nie rok 2011, kiedy to podczas mojego pobytu w Osace, Japończycy mieli jeszcze wspaniałomyślne podejście do oszczędzania energii po trzęsieniu i tsunami w Tohoku. Idealizm nie jest już w cenie. Rok 2013 to klimatyzacja włączona na full w każdym pociągu, sklepie, na stacji metra, czy kawiarni.

Przyjechać do akademika mogłam dopiero po 15, więc spędziłam kilka godzin w Shinjuku (新宿), dzielnicy, którą chyba lubię najbardziej – jest tłok, hałas, tysiące sklepów i sklepików, restauracji i kawiarenek, ale skręciwszy w bok, natrafiamy na wąską zagraconą uliczkę. Dworzec Shinjuku jest zresztą najczęściej używanym dworcem kolejowym na świecie – dziennie (według Wikipedii) korzysta z niego ponad 3,5 miliona osób. Liczące sobie kilometry podziemne korytarze, którymi można przejść na kilka pobliskich stacji w każdym kierunku, będą mi się zawsze dobrze kojarzyć. Moją pierwszą wizytę w Tokio, do którego przyjechałam sama nocnym autobusem 8 godzin z Osaki, też rozpoczęłam, gubiąc się właśnie na dworcu Shinjuku. I mimo, że we wrześniu poprzedniego roku byłam w Tokio przez miesiąc, a na Shinjuku się często przesiadałam, nadal potrafię się na nim zgubić i trafić na nigdy wcześniej niewidziany korytarz czy wyjście, mimo że z reguły jestem święcie przekonana, że znam drogę na pamięć i że nie ma szansy, że tym razem się zgubię.

randomshinjuku

Nie muszę więc chyba opowiadać o tym, co miało miejsce tym razem po tym jak wysiadłam z Narita Express. Pewna na 100%, że wiem gdzie idę, nie raczyłam nawet spojrzeć na żadną mapkę – „bo po co”. Tym też sposobem wylądowałam  po drugiej stronie dworca niż ta, gdzie znajdują się schowki bagażowe. I zamiast przejść jakieś 10 metrów z 50 kilogramami bagażu, targałam się chyba z nim w sumie z kilometr.

Na szczęście wszelkie niedogodności, niewyspanie i ogólne zmęczenie wynagradza mi świadomość, że „this is it”. Że jestem w Japonii i mogę robić z czasem wolnym co tylko zechcę. Zakupy w Shibuyi? No problem. Jednodniowa wycieczka do Kamakury? Nie ma sprawy.

Najbliższe kilka dni upłynie mi na rozpakowywaniu, rejestracji na uniwersytecie i innych nudnych rzeczach, które niekoniecznie są ciekawym tematem do pisania. Ale już za kilka dni weekend, więc jak tylko zwalczę swój jet lag na tyle, żeby być w stanie funkcjonować w miarę jak zdrowy człowiek przez co najmniej kilka godzin dziennie, na pewno wynajdę jakieś ciekawe miejsce i coś tutaj o nim napiszę.

Na razie idę spać, wstanę pewnie kompletnie wyspana w środku nocy i będę miała masę czasu, żeby uwierzyć w to, że naprawdę jestem w Tokio i że to tylko ode mnie zależy, jak bardzo ten pobyt będzie udany.

おやすみなさい! (Dobranoc!)

PS. Na koniec zdjęcie dwóch małych chłopców w mundurkach z podstawówki. Zawsze rozbraja mnie to połączenie krótkich spodenek i kapelusza.

random

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (5)

  1. mundurki przecudne, do tego te plecaki <3 skwaru nie zazdroszczę, gorący wilgotny klimat to faktycznie nic fajnego. za to całej przygody zazdroszczę bardzo i czekam na kolejne wpisy 🙂

  2. A ty się martwiłaś, że możesz nieciekawie pisać czy coś 🙂 Mega, zdjęcia też dobre – cudo, obserwuję!

  3. MARIOLA OLEŚNIEWICZ

    super
    zazdroszczę podróży i studiowania w Oxfordzie, czekam na kolejne reportaże z podrózy 🙂

  4. Natalia

    <3 Ostatnio wpadłam na bloga przez przypadek, ale tak mnie urzekł, że zaczynam go czytać od początku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *