時差惚け czyli o jet-lagu słów kilka

W Internecie jest pełno stron, postów i artykułów na temat jet-laga. Każdy ma swoją teorię na ten temat, jedni polecają naszprycować się jakimiś lekami, inni dostosować się do strefy czasowej kraju, do którego się leci sporo przed lotem. Patrząc na te wszystkie (w większości bezsensowne) rady, jestem tylko ciekawa ile z tych osób kiedykolwiek doświadczyło jet-laga.

Ja nie wiem czy ja jestem jakimś dziwnym przypadkiem, ale za każdym razem wydaje mi się, że powinnam zrobić to i to, żeby mniej cierpieć i szczerze mówiąc, cokolwiek bym nie robiła, nadal budzę się o 3 nad ranem wyspana, a o godzinie 10 padam na twarz i usypiam w locie. I chciałabym, żeby ten „lot“ był tylko taką metaforą, ale autentycznie wczoraj wrociłam z porannych zakupów i chęć snu wygrała z głodem. A to naprawdę coś. Ale pocieszam się faktem, że nawet niezawodna Wikipedia twierdzi, że podróż na wschód jest o wiele gorzej znoszona niż ta na zachód, więc to może nie ze mną jest coś nie tak, tylko Japonia niepotrzebnie się zapodziała na Dalekim Wschodzie. Ponoć dojście do siebie powinno mi zająć „2/3 liczby przekroczonych stref czasowych”, ale z tego co pamiętam, ostatnio ledwo zaczęłam przyzwyczajać się do czasu japońskiego, a już zaraz trzeba była wracać do Polski, więc śmiem wątpić, że to pójdzie tak łatwo, jakbym chciała.

Dzisiaj miałam spotkanie orientacyjne na uniwersytecie i jak zwykle Japończycy mnie zadziwili, bo po raz kolejny przeszli samych siebie. Myślałam, że nie można być większymi biurokratami, niż byli do tej pory, kiedy to co chwilę dosyłali mi dziesiątki stron w języku japońskim i kazali mi to wysyłać to do nich, to do jakiegoś ministerstwa, to jechać do ambasady, a to nagle załatwiać jakieś oryginalne papiery z Anglii, a tak najlepiej to wszystko cna wczoraj. Dzisiaj otrzymałam chyba z 10kg papierów, ulotek, informatorów, gazetek itp. I to znowu nie jest hiperbola; chodzę po mieście z dwoma reklamówkami ulotek, zamiast jak na osobę mieszkającą w Tokio przystało, nosić małą torebeczkę z uroczo zapakowanym lunchem w bentō* w kształcie Hello Kitty.

Słyszałam do wielu osob, że kampus Uniwersytetu Waseda (早稲田大学) jest „prześliczny“ i z moją estetyką przyzwyczajoną do budynków raczej w stylu Hogwartu oczekiwałam czegoś podobnego. Jak bardzo się myliłam. Owszem, budynek biblioteki jest całkiem ładny i genialnie pokazuje japońską wizję „stylu zachodniego”:

WasedaUniversity(© www.houseofjapan.com)

Jednakże cały kampus to wielopiętrowe budynki, niektóre z nich mają ich z kilkanaście. Probówałam zrobić zdjęcie, które jakoś oddawałoby klimat tego miejsca, ale naprawdę jest to trudne, jako że odstępy między budynkami są niewielkie i zacienione.

wasedacampus1

Co mnie dzisiaj zdziwiło najbardziej to fakt, że studentom w Japonii najwyraźniej nie jest potrzebny ruch w postaci chodzenia po schodach, bo w budynkach znajdują się schody ruchome, ale tak wąskie, że nie można się na nich wyminąć, więc wszyscy stoją tam i wyglądają tak, jakby byli na bardzo długich i męczacych zakupach w galerii handlowej, a nie na uczelni.

Nie wiem jaki wpływ na podejście studentów do nauki i ich wyników ma to, że nie muszą biegać co chwilę po schodach, ale faktem jest, iż Waseda jest jednym z najlepszych uniwersytetów w Japonii. Uniwersytet został założony przez Ōkumę Shigenobu w roku 1882, czyli jak na europejskie standardy jest to bardzo młoda uczelnia, ale jedna z najstarszych w Japonii. Niestety, tytuł najstarszej uczelni wyższej uczelnii w Japonii przypada Uniwersytetowi Keiō (慶應義塾大学), największemu konkurentowi Wasedy. Relacja między dwoma uczelniami przypomina tą między Oxfordem i Cambridge. I tak jak w przypadku tych dwóch uczelnii brytyjskich, największym wydarzeniem jest wyścig drużyn wioślarskich, tak w przypadku Wasedy i Keiō jest to mecz baseballa, który zwie się Sōkeisen (早慶戦). Sama nazwa „Sōkeisen” jest zresztą ciekawa, bo jest połączeniem pierwszych znaków kanji tych uniwersytetów plus kanji 戦 „sen”, które oznacza „bitwa”. Sō to inny sposób na przeczytanie kanji 早 (zamiast „wa”), a 慶 „kei” to pierwsze kanji w nazwie Keiō. Mam nadzieję, że uda mi się pójść na ten mecz w przyszłym roku! Co przypomina mi tylko, że nadal nie byłam na wyścigu Oxford kontra Cambridge, a jak na studentkę Oxbridge to trochę wstyd.

To na razie chyba na tyle. Trzeba się ruszyć i wyjść z klimatyzowanego raju na ten nieznośny skwar.

じゃ、またね。

PS. bentō (弁当) – japoński posiłek pakowany do pudełka, przypominającego dużą „śniadaniówkę”. Większość Japończyków przygotowuje sobie lunch w takiej formie przed wyjściem do pracy czy szkoły, i podgrzewa na miejscu, lecz można je też kupić w większości supermarketów albo na dworcach. Ostatnio modne są tak zwane kyaraben (キャラ弁), czyli „bento z postaciami”. Więcej o bentō wkrótce !

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (0)

  1. Kopia z zachodu doskonala, jedyne co przeoczyli to przeznaczenie budynku… Coz, co kraj to obyczaj!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *