Festiwal Polski & 曼珠沙華 (Manjushage)

Jestem w Japonii dopiero trochę ponad dwa tygodnie, lecz zrobiłabym naprawdę wiele w celu zdobycia polskego chleba. Owszem prawie na każdej stacji jest „piekarnia” (cudzysłów użyty z premedytacją) – ale jak mogą się one nazywać piekarniami jeśli nie sprzedają nawet bagietek?! Więc o polskim chlebie można zapomnieć. Dlatego też wybrałam się do Roppongi na Festiwal Polski (ポーランド祭, Pōrando matsuri), pełna nadziei, że uda mi się zjeść chociaż malutką kromeczkę.

W zeszłym roku miałam okazję pomagać przy tym wydarzeniu i pamiętam, że napychałam się co kilka godzin ogromnym kawałkiem jabłecznika, ale w tym roku nie mieli nawet ciasta. A reszta jedzenia była bardzo niewegetariańska, więc musiałam obejść się smakiem.

polishfestival2

Główną atrakcją były, tak jak i w zeszłym roku, recitale fortepianowe utworów Chopina. Tak, Japończycy mają totalnego bzika na jego punkcie. Nie zdziwię się jak niedługo stwierdzą, że tak naprawdę Chopin był Japończykiem…

polishfestival3

Ciekawe było także zachowanie publiczności – tak inne od tego, do czego jestem przyzwyczajona w Polsce. Wyobraźcie sobie, że jesteście na zakupach w centrum handlowym i słyszycie, że ktoś tam gra na pianinie albo śpiewa. Podejrzewam, że większość ludzi w takiej sytuacji po prostu przechodzi obok i nie zwraca na to uwagi, a część się złości, że jest hałas, a oni chcieli w spokoju zrobić zakupy. Japończycy wręcz przeciwnie – wszyscy jak tylko zobaczyli, że coś się dzieje, siadali na przygotowanych krzesłach i słuchali występu. I nieważne, że mieli inne plany albo, że koncert trwał prawie godzinę. Ich zaangażowanie jest tak ogromne, że japońska babinka upomniała mnie dość stanowczo, że za głośno rozmawiam (notabene z organizatorami!) i że przeszkadzamy jej w słuchaniu występku.

Polski Festiwal odbywa się już od kilku lat w Roppongi Hills (六本木ヒールズ), jednym z najbardziej popularnych i luksusowych centrum handlowych w Tokio. Roppongi zresztą ma reputację miejsca bardzo przyjaznego cudzoziemcom, co sprawia, że (niestety?) jest ich tam cała masa. I wiecie co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? Wcale nie sprawia to, że poczułam się lepiej, a wręcz przeciwnie. Po dwóch tygodniach przebywania głównie wśród Japończyków zdołałam już zapomnieć jak głośni i wręcz chamscy my cudzoziemcy potrafimy być. Idąc ulicą w Roppongi co chwilę słychać krzyki amerykańskich turystów, którzy myślą, że jak będą krzyczeć po angielsku, to będzie ich łatwiej zrozumieć. Weszłam na chwilę do kawiarni i nie mogłam nie usłyszeć krzyków na całą restaurację za kelnerem z błahego powodu, co jest naprawdę zbędne w Japonii, bo nie można nigdy nic zarzucić jakości obsługi.

polishfestival1

Polski Festiwal nie zapewnił mi niestety spełnienia moich chlebowych marzeń. Miałam o tym napisać wczoraj, lecz dzień skończył się na piciu sake z Japończykami, co trochę zapełniło chlebową pustkę w mojej duszy. Pomogły z pewnością też niezliczone ciastka z anko (餡子), słodką pastą z fasoli adzuki, która jest chyba moim dotychczasowym najlepszym odkryciem kulinarnym w Japonii.

Po kilku godzinach snu, w którym też (o zgrozo!) wszystko działo się po japońsku, stwierdziłam, że pojadę na okoliczny festiwal kwitnących kwiatów higanbana (彼岸花). Dosłowne tłumaczenie nazwy higanbana to „kwiat przesilenia jesiennego”. Często nazywany jest też Manjushage (曼珠沙華), a po polsku znana jest jako czerwona pajęcza lilia. Codziennie widywałam masę plakatów, reklamujących ten festiwal, w pociągu, na dworcu, a także na ulicy. W związku z tym, że potrzebowałam pobyć choć kilka godzin sam na sam z moimi polskimi myślami, spakowałam mój ukochany podróżniczy notes Moleskine, butelkę chłodnej zielonej herbaty i wyruszyłam w taką oto mini-podróż.

Manjushage matsuri pozytywnie mnie zaskoczyło, a zwłaszza atmosfera i naprawdę przemili ludzie w miejscowości Koma (高麗), w której się ten festiwal odbywał. Od dworca ciągnęły się niezliczone stoiska z przeróżnymi stoiskami. Uległam już przy pierwszym z takich stoisk i kupiłam przepyszne taiyaki (鯛焼), czyli gorące ciastko w kształcie ryby z nadzieniem z anko. Jeszcze dobrze nie skończyłam jeść taiyaki, a już kupowałam lody o smaku zielonej herbaty. Istny słodyczowy raj na ziemi!

manjushage2

Na początku miałam trochę obaw czy uda mi się trafić na miejsce festiwalu, bo był on całkiem sporo oddalony od stacji Koma. Okazało się jednak, że martwiłam się całkiem niepotrzebnie. Wystarczyło, ot tak, podążać za tłumem ludzi i tym samym nie martwić się ciągłym patrzeniem na miniaturową mapkę, którą dostałam na dworcu.

manjushage1

Na miejscu ilość kwiatów okazała się wręcz przytłaczająca. Zrobiłam z milion zdjęć, ale większość z nich wygląda identycznie. Kwiaty, kwiaty, kwiaty.

manjushage4manjushage9manjushage5

Według ulotki, w Koma kwitnie teraz 5 milionów kwiatów! Jak zwykle zajęło mi trochę czasu rozszyfrowanie japońskich numerów (五百万 czyli 5*100*10.000)…

manjushage8manjushage3 manjushage7 manjushage6

Nie miałam niestety okazji zwiedzić reszty miejscowości, a szkoda, bo okolica wydaje się prześliczna. Miejsce takie jak Koma sprawiają, że nie wariuję kompletnie od ciągnącego się w nieskończoność asfaltu i betonu w Tokio. Z chęcią przyjadę tutaj jeszcze kiedyś, ale może tym razem w okresie, kiedy nic szczególnego się nie dzieje, bo dzisiaj tłumy były naprawdę przerażające. Nawet natrafienie przypadkiem na wegetariańską restaurację (co w tym kraju równe jest z cudem) nie ucieszyło mnie tak jak zwykle. Co chwilę musiałam stać w kolejce – a to czekając na stolik, a to kolejka do kasy, do łazienki, itp. ALE! Zjadłam coś co smakowało i wyglądało jak polska pomidorowa, więc nie mam prawa narzekać.

I kto by pomyślał, że polskich smaków powinnam szukać w małej górskiej mieścinie w prefekturze Saitama, a nie na Polskim Festiwalu w centrum japońskiej stolicy?

Categories Festiwale
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

2 comments on “Festiwal Polski & 曼珠沙華 (Manjushage)

  1. Karolina! To miejsce w Saitamie jest wręcz czarujące!
    Dziękuję Ci bardzo za wskazówkę 🙂

    • Karolina

      Nie ma sprawy 😀 Miło to wspominam, bo to był dopiero początek mojego pobytu w Japonii i byłam z siebie taka dumna, że pojechałam gdzieś sama, haha.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *