Harajuku (原宿) – stolica wszystkiego co ‚kawaii’

W Japonii najbardziej fascynują mnie wszechobecne kontrasty. Nie mówię tutaj o kłującym w oczy kontraście między biedą a bogactwem, jaki można zobaczyć w wielu europejskich miastach. Raczej mam na myśli istną mieszankę stylów, które na pierwszy rzut oka w ogóle do siebie nie pasują, ale nie wiem czemu w Japonii to działa i do tego daje taki niesamowity efekt.

Kontrast widać na każdym kroku – automaty z piciem w kilkusetletniej świątyni buddyjskiej czy kobieta w przepięknym kimonie grająca na komórce. Dla mnie miejsce, w którym można tego najbardziej doświadczyć jest Harajuku – dzielnica zarówno taniego kiczu jak i światowego luksusu.

O Harajuku wspomniałam już co nie co tydzień temu przy okazji wpisu o Ningyō kanshasai. Meiji Jingū (明治神宮) – świątynia, w której odbywał się ten festiwal, znajduje się w ogromnym parku, a można by wręcz rzec, że w lesie. Można tam spacerować w zupełnej ciszy i być totalnie nieświadomym faktu, że tylko kilkaset metrów dalej znajduje się bodajże najgłośniejsza i najtłoczniejsza ulica w Tokio – Takeshita-dōri (竹下通り).

Takeshita Street - najsłynniejsza uliczka w Harajuku

Takeshita-dōri oferuje wszystko, czego może sobie tylko zamarzyć japońska młodzież – zwłaszcza wszystko, co można określić jako ‚kawaii‚ (可愛い). Kawaii to jedno z najczęściej słyszanych słów w Japonii. Kawaii w dosłownym tłumaczeniu znaczy „uroczy” i „słodki”, lecz używa się tego słowa nierzadko, gdy coś jest wyjątkowe i fascynujące.

Koncept kawaii towarzyszy Japończykom na co dzień. Ideał kobiety lansowany na billboardach i w reklamach to ucieleśnienie kawaii. Miejscem, gdzie spotykają się wszyscy poszukujący kawaii akcesoriów, ubrań, itp jest właśnie Harajuku. Na każdym kroku można spotkać tam członków przeróżnych japońskich subkultur – gothic lolita (ゴスロリ), gyaru (ギャル) czy ganguro (ガングロ). Na moście pogrywają nieraz muzycy visual kei – jeśli jeszcze nie słyszeliście o tej subkulturze, to koniecznie przeczytajcie mój artykuł na ten temat!

Gothic Lolita w Harajuku
(© http://tokyofashion.com/gothic-harajuku-street-fashion-girls/)

Jednakże w większości spędzają tam czas po prostu osoby, które szukają czegoś, co pomoże wyróżnić się im z tłumu. Zawsze mnie to dziwi, jak kolorowo potrafią się w wolnym czasie ubierać Japonki, a w dni powszednie chodzić do pracy w bardzo konserwatywnych garsonkach. Może to taki sposób na odreagowanie stresu? Mężczyźni chodzą pić do izakayi albo bawić się w miejscach takich jak w Kabukichō (歌舞伎町), a dziewczyny na zakupy do Harajuku.

Eksplozja kawaii w Harajuku Kawaii skarpetki w jednym ze sklepików w Harajuku

Jednakże pierwszą rzeczą, która przychodzi mi na myśl gdy ktoś wspomni o Harajuku są… naleśniki – tak zwane crêpes. Budki z takimi pysznościami są na Takeshita-dōri dosłownie co kilkanaśnie metrów. Jeśli kiedykolwiek będziecie w Harajuku, pierwszą rzeczą przez zabraniem się za wydawanie pieniędzy powinno być zjedzenie gorącego, świeżego i mega-kalorycznego crêpe’a. Za każdym razem jak jestem w Harajuku, staję w jednej z niebotycznie długich kolejek, a potem szukam miejsca na jakiś schodach w bocznej uliczce i zajadam się kilogramami bitej śmietany.

Jedno z licznych miejsc sprzedające crepes w Harajuku

Po nacieszeniu się naleśnikami, warto zejść z ulicy Takeshita i pójść w stronę Omotesandō (表参道), która jest definicją luksusu i stylu. Tak jak Takeshita-dōri jest głośną, tłoczną i kolorową wąską uliczką, tak Omotesandō to szeroka aleja, obsadzona pięknymi drzewami.

Jako że na Omotesandō mają swoje butiki najbardziej uznane marki modowe na świecie, takie jak Prada, Louis Vuitton czy Dior, ulica ta zwana jest często tokijskimi Champs-Élysées. Jest to miejsce stworzone nie tylko dla miłośników mody, ale także architektury. Wiele z budynków sklepów zostało zaprojektowanych przez znanych architektów, tak jak np. sklep Prady autorstwa pracowni Herzog & de Meuron.

Butik Prada na alei Omotesando w Harajuku
(© http://www.e-etegami.com)

W przeciwieństwie do Takeshita-dōri, po Omotesandō można poruszać się bez groźby zostania zgniecionym żywcem. Zamiast fast-foodów, takich jak wspomniane wyżej naleśniki, są tutaj za to luksusowe francuskie kawiarnie i restauracje, w których zamiast krzyku i chichotu, sączy się z głośników relaksująca muzyka.

Aleja Omotesando w Harajuku

Najbardziej w Omotesandō zadziwiła mnie jednak obecność… drzew. To, czego brakuje mi w Tokio, to właśnie zieleni. Jest niby kilka parków, tak jak ten w pobliskim Yoyogi, ale brakuje mi zieleni dookoła na co dzień. Każdy dostępny skrawek ziemi jest pokryty betonem albo asfaltem i dopiero po spacerze wzdłuż Omotesandō uświadomiłam sobie, jak bardzo za taką codzienną zielenią tęsknię. Po powrocie do Europy zacznę chyba na nowo doceniać te wszystkie skwery, trawniki i żywopłoty.

Po spędzeniu dnia spacerując po Takeshita-dōri i Omotesandō, które się różnią od siebie w każdym chyba calu, przyszedł czas powrotu do zwykłej podmiejskiej codzienności. Teraz czekam aż kraina kontrastów znów na kilka dni zamieni się w krainę tajfunów – w końcu czym byłby pobyt w Japonii bez budzących mnie w środku nocy trzęsień ziemi i bez wiatru, łamiącego parasolki?

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *