Popołudniowy spacer po świątyniach w Nishi-Waseda

Wipha już zdążyła opuścić Tokio na dobre i nareszcie można wyjść z domu bez obawy, że zostanie się porwanym przez wiatr. Po ostatnim tajfunie doznałam ogromnego szoku, kiedy to po wyjściu na dach nareszcie ujrzałam Fuji. Tym razem, otrzymałam bonus w postaci całego pasma górskiego.

widok1

Zawsze zapominam, że Tokio jest otoczone tak naprawdę z każdej strony górami, bo nigdy nie widzę niczego innego oprócz kilometrów betonu, asfaltu i kabli. Teraz czekam tylko na kōyō (紅葉), czyli czerwienienie się liści i z pewnością wybiorę się w góry (razem z jakimś milionem Tokijczyków), by popodziwiać piękno natury, której tak mi brak na co dzień.

Zazwyczaj narzekam na japońską pogodę. A to że jest za gorąco, za duszno i w ogóle, że jestem bliska śmierci z odwodnienia, ale japońska jesień (jeśli można to w ogóle nazwać jesienią) mi jak najbardziej odpowiada. Nie jestem przyzwyczajona do chodzenia w letnim ubraniu w drugiej połowie października, ale bynajmniej bardzo mi się to podoba. I za każdym razem, jak sprawdzam pogodę w Anglii czy w Polsce, czuję nutkę satysfakcji, że kiedy w Europie ludzie będą się opatulać płaszczami i wełnianymi swetrami, ja dopiero zacznę szukać w szafie czegoś z długim rękawem.

Spędziwszy całą środę w akademiku, zabrałam się za czytanie książki, która leżała na mojej półce już od dawna – „Haruki Murakami i jego Tokio. Przewodnik nie tylko literacki” Anny Zielińskiej-Elliot. Jest to gratka głównie dla fanów Murakamiego, którego gorąco polecam dla wszystkich, którzy nie mieli okazji przeczytać żadnej z jego książek. To właśnie „Norwegian Wood” Murakamiego dawno dawno temu zapoczątkowało moją fascynację japońską literaturą, a z czasem i wszystkim co japońskie, więc będę Murakamiemu za to zawsze wdzięczna. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale Murakami także studiował na Uniwersytecie Waseda, więc teraz patrzę na kampus trochę inaczej. Może mnie też to miejsce jakoś zainspiruje? Mam tylko nadzieję, że ukończenie uniwersytetu nie zajmie mi, jak jemu, siedmiu lat…

Anna Zielińska-Elliot wspomina w swojej książce w kilku słowach o Takadanobaba (高田馬場) i Nishi-Waseda (西早稲田), czyli okolicy, w której znajduje się główny kampus Wasedy. Podczas przerwy między zajęciami wybrałam się do świątyni Hachimana, shintoistycznego boga wojny – Ana-Hachiman Jingū (穴八幡宮). Co zaskoczyło mnie najbardziej, to przepięknie wypielęgnowany trawnik zaraz za bramą torii, gdzie wylegiwało się kilku Japończyków, czytając książki.

hachiman1hachiman2

Imię Hachiman (八幡) w dosłownym tłumaczeniu oznacza „osiem chorągwi”, które nawiązują do mitologicznych ośmiu chorągwi, które zapowiedziały narodziny cesarza Ōjin. Hachiman uznawany jest także za boskiego opiekuna Japonii i narodu Japońskiego. Według Wikipedii, obecnie w Japonii znajduje się około 30 tys. chramów poświęconym Hachimanowi i liczba ta ustępuje tylko liczbie świątyń poświęconych bóstwie Inari (稲荷).

hachiman3

Po minięciu przepięknej bramy w intensywnie czerwono-pomarańczowym kolorze, który zawsze mnie zachwyca, docieramy do głównego budynku świątyni. Chram został całkowicie zniszczony podczas bombardowania Tokio w 1945, ale został szybko odbudowany. I całe szczęście, bo atmosfera tego miejsca naprawdę daje wytchnienie wiecznie zabieganej tokijskiej duszy.  Zwłaszcza powolny spacer w cieniu drzew, rosnących dookoła świątyni oferuje zasłużony odpoczynek od wykańczającego zgiełku.

hachiman5

hachiman4

hachiman6

hachiman7 hachiman8Po zejściu schodami z takimi pięknymi latarniami, jak na zdjęciu powyżej, przeszłam się do świątyni „tuż za miedzą” – tym razem buddyjskiej. Nigdy nie jestem w stanie się nadziwić, jak bezproblemowo współistnieją w Japonii różne religie i nikomu to bynajmniej nie przeszkadza. Hōjō-ji (放生寺) to świątynia sekty buddyjskiej Shingon (真言), która znajduje się tak naprawdę na tym samym terenie co Ana-Hachiman Jingū (穴八幡宮) – oddzielone są one tylko niskim płotem.

hojoji2hojoji1 hojoji3

hojoji4

Świątynia, aczkolwiek interesująca, nie miała tak wiele miejsca do spacerowania tak jak Ana-Hachiman Jingū (穴八幡宮), więc po zrobieniu kilku zdjęć, udałam się spowrotem w stronę uniwersytetu. Po drodze jednak zauważyłam kunsztowny wzór na bramie torii, prowadzącej do świątyni Hachimana! Prawda, że wspaniały?

hojoji5

Zarówno Ana-Hachiman Jingū (穴八幡宮), jak i Hōjō-ji (放生寺) są bardzo dobrze utrzymanymi i zadbanymi świątyniami, które są regularnie odwiedzane przez wiernych – sama podczas kilkunastu minut widziałam kilka osób, które przyszły odmówić szybką modlitwę. Po drodze na kampus wstąpiłam jednak do małej świątynki, która wyglądała prawie na opuszczoną, gdyby nie obecność pani, która sprzątała w ogrodzie.

horinji1horinji5

Hōrin-ji (法輪寺) to malutka świątynia buddyjska sekty Nichiren (日蓮). Została zbudowana w 1669 roku, jednakże główny budynek został zniszczony podczas amerykańskich nalotów dywanowych w 1945 roku. W teraźniejszej formie został odbudowany w 1960 roku.

horinji4 horinji2

Największą część terenu świątyni zajmował cmentarz, z którego było bardzo dobrze widać budynki z kampusu Wasedy. Podobał mi się ten kontrast między tradycyjnymi grobami buddyjskimi i nowoczesnymi wielopiętrowymi budynkami. Ale mam słabość do takich konstastów i nie pomaga wcale to, że napotykam je w Japonii dosłownie na każdym kroku.

horinji6

horinji3

Nie wiem czemu, ale to właśnie ta lekko zaniedbana świątynia spodobała mi się najbardziej. Może dlatego, że była chyba najbardziej naturalna, trochę zagracona i zarośnięta i sprawiała, że poczułam się bardziej jak w domu niż w jakimś teatrze. Ana-Hachiman Jingū (穴八幡宮) była majestatyczna i dopieszczona w każdym calu, zapewne na całym terenie nie leżał na ziemi żaden papierek, a lampy i słupy były wyczyszczone na błysk. Naprawdę doceniam japońską manię na temat czystości i porządku, ale nieraz mam ochotę pobyć w miejscu, które jest jakoś bardziej przyziemne i realne, nawet jak oznacza to trochę chwastów i minimalny (jak na polskie normy) nieporządek.

horinji8

horinji9horinji7

Czując się jakbym trafiła do jakiegoś tajemniczego ogrodu, spędziłam resztę wolnego popołudnia zaczytana w książce o Murakamim i Tokio, siedząc na ławeczce w ogrodzie buddyjskiej świątyni. Trochę surrealistyczny obraz, prawda? Jakoś nigdy nie wyobrażałam sobie, że będę sobie, ot tak po prostu, siedzieć i czytać książkę na terenie jakiejś świątyni i że nikt mnie nie przegoni za to miotłą ani się nie obrazi. I jak tu nie kochać Japonii!

PS. Do wszystkich posiadających Facebooka: utworzyłam fanpage’a pod adresem https://www.facebook.com/wkrainietajfunow. Z góry wielkie dzięki za „lajki” i polecanie bloga innym!

0 comments on “Popołudniowy spacer po świątyniach w Nishi-Waseda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *