Naród w wiecznym biegu

Zaczyna mnie przerażać to, jak bardzo moja poranna wersja wpasowuje się w japoński model. Zawsze dziwiło mnie to, jakim cudem Japończycy śpią w pociągach, nawet jak ich podróż trwa tylko kilka minut. A do tego robią to w naprawdę przedziwnych pozycjach – na stojąco jest standardem. Po kilku tygodniach pobytu na japońskim uniwersytecie przestaje mnie to niestety dziwić. Z tego co mi wiadomo, niestety system na polskich uniwersytetach zdaje się być podobny i zaczynam coraz bardziej doceniać studiowanie w Anglii. Ale przynajmniej w Polsce obecność na lekcji nie jest głównym kryterium końcowej oceny – tutaj jest. Więc nikogo nie dziwi widok śpiących studentów, bo ważne jest że na tej lekcji są. Istny obłęd.

Za każdym razem jak mówię ludziom, że tęsknię za siedzeniem w bibliotece, wszyscy się dziwą, bo nie rozumieją o co mi chodzi. Przecież zajęcia są od rana do samego wieczora, kiedy masz jeszcze czas na siedzenie w bibliotece? Jestem tu dopiero trochę ponad miesiąc, a powoli zaczynam się zastanawiać, czy sobie nie wymyśliłam świata,  w którym jest czas na przeczytanie książki, a nie tylko na odrabianie zadań domowych, które niestety nie grzeszą kreatywnością.

Tak, z pewnością te zajęcia pomagają mi w nauce języka japońskiego. I część zajęć jest naprawdę ciekawa. Ale niestety – ta cała otoczka, siedzenie w sali, gdzie połowa ludzi tak naprawdę śpi albo gra na komórce, bo liczy się tylko to, że tam są, powoli zaczyna mi działać na nerwy. Więc stopniowo zaczynam wpadać w sidła notorycznego niewyspania, nawet mimo tego, że śpię wystarczającą liczbę godzin w nocy. Od poniedziałku do piątku otoczona jestem przez istny tłum zombie, którzy śpią na lekcjach, śpią w pociągu, widziałam nawet osoby, którym zdarzyło się usnąć w kawiarni czy w restauracji.

A wszystko to jest całkowicie tolerowane w kraju, gdzie życie w wiecznym biegu i pośpiechu jest normą, a nawet ideałem. Na każdym kroku Japończycy starają się „zaoszczędzić” czas, a im ktoś jest w sklepie obsłużony szybciej tym lepiej. Więc na dworcach można zamówić jedzenie w automacie, a nie u kelnera i odebrać je chwilę później, zrobić zdjęcie do dokumentów w następnym automacie, bo wizyta u fotografa zajęła by przecież za dużo czasu, a na koniec w kolejnym automacie kupić wymarzony napój, po wypiciu którego wskoczymy do pociągu na szybką drzemkę.

benrisa5

W dużym stopniu życie w Japonii jest naprawdę benri – wygodne. O tym, jak ważne jest to słowo w języku japońskim, pisałam kilka tygodni temu, ale na każdym kroku uświadamiam sobie jak taka wygoda jest istotna dla Japończyków. Co kilka metrów znajdują się automaty z piciem, często w skupiskach po kilka czy kilkanaście.

benrisa1 benrisa2

Co ciekawe, na każdym automacie znajduje się plakietka z adresem, żebyśmy na przykład w razie trzęsienia ziemi (albo wracając z imprezy i dzwoniąc po taksówkę) wiedzieli, gdzie dokładnie się znajdujemy. A jako że automaty z piciem są dosłownie wszędzie, naprawdę dowiedzenie się, gdzie jesteśmy jest bodajże najłatwiejszą rzeczą na świecie. Pod warunkiem, że umiemy oczywiście czytać kanji..

benrisa6

ここの住所は新宿区西早稲田3丁目20番3号

Tutejszy adres: Shinjuku-ku, Nishi-Waseda 3-20-3

Wieczne życie w biegu umożliwia Japończykom między innymi wszechobecność tak zwanych konbini (コンビニ; po ang: convenience stores), sklepów otwartych 24/7, gdzie można kupić dosłownie wszystko, czego potrzeba do codziennego życia (a raczej przetrwania). Fenomen konbini zasługuje na kilka słów z mojej strony. W Japonii jest kilka głównych sieci konbini – Seven Eleven, Family Mart i Lawson to taka święta trójca. Oprócz tego jest wiele innych pomniejszych sieci, ale to te trzy widuje się najczęściej.

benrisa4 benrisa3

Konbini to w zasadzie perfekcyjna definicja słowa benri. Można tam tak naprawdę kupić wszystko, co potrzebne nam do codziennego życia, kupić w specjalnym automacie bilety na samolot czy na koncert, zapłacić rachunki, a także skserować, zeskanować i wydrukować, co tylko nam potrzeba. Oczywiście wszystko za odpowiednią opłatą. W wielu konbini można też skorzystać z bezpłatnej i czystej toalety, co znacznie ułatwia życie, ponieważ większość publicznych toalet w Japonii znajduje się na dworcu, ale już za bramkami.

benrisa7 benrisa8 benrisa9 benrisa10Do takiej wygody człowiek się przyzwyczaja naprawdę szybko. Nawet po kilkutygodniowym pobycie w Japonii, wróciwszy do Polski przeżywam odwrotny szok kulturowy. No bo jak to nie mogę wyjść z domu i w ciągu 2 minut wrócić z sokiem, lodami i czipsami? Zapominam zawsze, że jest niedziela albo jakieś święto i że w Anglii w weekend sklepy zamykają jakoś w środku dnia i potem chodzi człowiek głodny albo kupuje jedzenie w budzie z kebabem. Co nie zmienia faktu, że Japończycy tak się do szybkiego i wygodnego życia przyzwyczaili, że wydaje się to już obsesją.

Kilka dni temu przeczytałam fascynujący artykuł na The Guardian, pod tytułem „Why have young people in Japan stopped having sex” (Dlaczego młodzi Japończycy przestali uprawiać seks?), który porusza problem Japończyków, którzy nad intymność przedkładają karierę i właśnie wygodne życie. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy w jaki sposób taka wszechobecna wygoda może mieć wpływ na ludzi. Oczywiście nie można do końca wierzyć tak jednostronnej opinii, jaka została zaprezentowana w artykule, bo świat nie jest czarno-biały i prawda nie do końca tak wygląda. Jednakże faktem jest, że większość restauracji i barów ma przewidziane miejsca dla jednej osoby – krzesła wzdłuż długiego blatu, a przed wejściem widać ludzi, zamawiających swój ekspresowy posiłek w automacie.

benrisa11

Bardzo często widuję ludzi, jedzących w biegu i z reguły bez towarzystwa. Dworce pełne są barów oferujących tanie rozgrzewające i sycące zupy, tuż przy peronie, żeby można było zjeść w kilka minut i zdążyć się przesiąść. Japońskie miasta naprawdę są w dużej mierze stworzone do bycia samemu – chodniki są wąskie, mieszkania malutkie a w konbini można bez problemu kupić posiłek dla jednej osoby, jednorazową bieliznę, a nawet małe paczki ugotowanego ryżu czy makaronu, żeby nie musieć gotować od razu sporej porcji.

Dlatego przestaje mnie już dziwić, jak łatwo jest popaść w samotność w tak zatłoczonym mieście. Na ludzi wpada się wszędzie, często dosłownie, zwłaszcza w pociągu w godzinie szczytu. Zawsze wydaje mi się, że nie ma możliwości, żeby do pociągu zmieścił się jeszcze ktokolwiek, a Japończycy nic sobie z tego nie robią i napierają tak długo, aż w wagonie zmieści się każdy. Nawet jak oznacza to podróż w nieludzkim ścisku – jak w puszce sardynek. No ale przecież czemu mieliby poczekać na następny pociąg? Pociągi linii Yamanote jeżdzą co minutę, a nie widziałam jeszcze nikogo, kto by odpuścił i poczekał tą minutę, żeby wsiąść jako jedna z pierwszych osób do wagonu i usiąść. Zmarnować całą minutę? W kraju, w którym dostaje się certyfikat od pracownika stacji, jeśli pociąg spóźni się więcej niż 5 minut, a średnie spóźnienie np. linii Tōkaidō Shinkansen wynosi około pół minuty? Nie do pomyślenia.

Categories Tradycje
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

0 comments on “Naród w wiecznym biegu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *