Podziwianie jesiennych kolorów w Nikkō (日光)

Mieszkania w Tokio nie da się porównać z niczym innym, ale czasem mieszkanie na tak ogromnej pustyni betonu zaczyna przytłaczać. Jako że w tym tygodniu otrzymałam dar z nieba w postaci długiego weekendu, postanowiłam skorzystać z tej okazji, aby pojechać gdzieś poza Tokio. Wybór padł na Nikkō w Prefekturze Tochigi (栃木県), które jest uznawane, za jedne z najpiękniejszych miejsc w regionie Kantō (関東). Warto tutaj podkreślić, że wybór Nikkō jako miejsca, w którym chciałam podziwiać czerwieniące się liście nie był w ogóle przypadkowy. Japończycy mają obsesję na punkcie kwitnących wiosną drzew wiśni oraz właśnie czerwieniących się liści, zwłaszcza japońskiego klonu. Każdy większy serwis informacyjny ma specjalny portal, na którym można sprawdzić, czy w danym miejscu liście są już odpowiednio czerwone, albo czy może już opadają z drzew i lepiej wybrać się gdzieś indziej. Nawet w telewizji wspomina się o „froncie czerwieniących się liści” i pokazywane są mapki z każdą prefekturą w odpowiednim odcieniu czerwieni. Po prostu kosmos.

nikko0 (© http://kouyou.nihon-kankou.or.jp)

Dlatego też spodziewałam się, że razem ze mną do Nikkō wyruszą tłumy, w celu podziwiania czerwonych liści, więc nie zraziło mnie specjalnie stanie przez trzy godziny w pociągu, bo sztukę czytania na stojąco po prawie dwóch miesiącach pobytu w Japonii opanowałam wręcz do perfekcji.Już sama nazwa miasta dobrze zapowiada panującą w nim atmosferę. 日光 (Nikkō) oznacza „światło słoneczne”, co od razu nasuwa skojarzenia z wspaniałością i oświeceniem. Początki Nikkō sięgają ósmego wieku, kiedy to buddyjski mnich Shōdō Shōnin (勝道上人) założył pierwszą świątynię w Nikko. Według legendy, mnich i jego uczniowie, wracając z pielgrzymki na świętą górę Nantai w 766 roku, natrafili na przeszkodę w postaci wartkiego nurtu rzeki Daiya, którego nie byli w stanie przekroczyć. Shōdō pomodlił się i bóg Jinjia-Daiou pojawił się przed nim z dwoma wężami owiniętymi dookoła jego ramion. Czerwony i niebieski wąż przemieniły się w tęczowy most, po którym mnich wraz z uczniami mogli przekroczyć rzekę. W ramach podziękowania bogu za pomoc, Shōdō postanowił założyć na tym miejscu świątynię, która stoi tam do dziś – Futarasan jinja (二荒山神社). Kilkaset lat później nad rzeką wybudowano most Shinkyō (神橋, po pol: święty most), który służył wyłącznie szogunowi i cesarskim posłańcom. Dzisiaj most ten uznawany jest za jeden z kilku najpiękniejszych mostów w całej Japonii i muszę przyznać, że widok czerwonego lakierowanego mostu na tle jesiennego krajobrazu naprawdę zapiera dech w piersi.

nikko1

Za mostem znajduje się wejście do kompleksu świątyń, który wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jak to często bywa, nic co ma jakąkolwiek wartość nie przychodzi łatwo, więc najpierw trzeba się natrudzić, wchodząc pod górę po niezliczonej ilości schodów, aby wreszcie, ledwo łapiąc oddech, dotrzeć do serca Nikkō.

nikko2

Po wejściu na górę, w oczy rzuciły mi się przepiękne czerwone klony, które na tle starych historycznych budowli wyglądają nieziemsko. Przestały mi nawet przeszkadzać tłumy ludzi, robiących zdjęcia bodajże każdemu małemu listkowi, bo po chwili i ja dołączyłam do nich i zaczęłam bez opamiętania pstrykać zdjęcia tej istnej powodzi czerwieni.

nikko3 nikko4 nikko5

Największą i najwspanialszą świątynią w Nikko, jeśli nie w ogóle w całym regionie dookoła Tokio jest Tōshō-gū (東照宮). Świątynia powala swoim rozmachem, lecz nic dziwnego, bo została zbudowana jako mauzoleum ku czci Tokugawy Ieyasu – założyciela szogunatu w Japonii. Zbudowanie świątyni godnej chwały Ieyasu zarządził jego wnuk – Tokugawa Iemitsu i bynajmniej nie szczędził na to grosza. Przy budowaniu całego kompleksu pracowało ponoć około 15 tysięcy rzemieślników i efektem ich ciężkiej pracy jest świątynia w tak zwanym stylu Momoyama (桃山), który jest charakteryzuje się ogromnym przepychem – taki japoński barok.

nikko7

Do świątyni prowadzi szeroka aleja strzeliście wysokich drzew sugi, zwanych także cedrami japońskimi i aż człowiek nie wie, czy ma podziwiać przepiękne drzewa, czy świątynie, czy może kontrast tego niewyobrażalnego bogactwa z prostotą natury. A to wszystko w jesiennym słońcu, w którym czerwień i złoto wyglądają piękniej niż zwykle, jeśli to w ogóle możliwe. Po przejściu aleją, przy bramie znajduje się pagoda, ufundowana przez jednego z daimyo  (lorda feudalnego) w 1650 roku. Każda z pięciu kondygnacji, w kolejności od dołu, reprezentuje jeden z pięciu japońskich żywiołów – ziemię, wodę, ogień, wiatr i niebo.

nikko6

Naprawdę niemożliwe jest ujęcie w słowa ogromu całego kompleksu, który według Wikipedii zajmuje powierzchnię 80 tys. m², na wysokości 640 m n.p.m., a na jego terenie znajduje się łącznie 55 budowli, w tym 23 pawilony główne. Ja nie miałam specjalnie pojęcia czym jest każdy z budynków i postanowiłam się tym specjalnie nie przejmować i po prostu nacieszyć się atmosferą tego miejsca.

nikko8nikko9

Na fasadzie budynku stajni znajduje się kilka przepięknych drewnianych płaskorzeźb, w tym ta najsłynniejsza przedstawiająca tak zwane „trzy mądre małpy” – 三猿 (Sanzaru, San’en). Przysłowie „nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego” jest obecne także w kulturze chińskiej, nie tylko w naukach buddyjskich, ale także w „Dialogach konfucjańskich”. Dlaczego jednak artysta zdecydował się na ukazanie tej maksymy, rzeźbiąc małpy? W klasycznym japońskim fraza ta brzmi „見ざる, 聞かざる, 言わざる” (mizaru, kikazaru, iwazaru), -zaru jest nieużywaną już końcówką przeczącą. Od zaru bardzo blisko do ‚saru’ (猿) czyli małpy, a jako że Japończycy często wokalizują głoski w różnych słowach (na przykład wymawiając „z” zamiast „s”, albo „d” zamiast „t”), to skojarzenie nasunęło się artyście nie bez powodu.

nikko10

Najświętszym miejscem w całym kompleksie jest grób Ieyasu, do którego trzeba się wspiąć jeszcze wyżej po naprawdę ciągnących się w nieskończoność wąskich schodkach.nikko11 nikko12

nikko13 nikko14 nikko15

Po bardzo długiej wędrówce wśród nieliczonych budowli na terenie Tōshō-gū,  postanowiłam zejść z góry pełnej świątyń i wrócić do zwykłego świata i popodziwiać jesienne krajobrazy. nikko16 nikko17 nikko18

W tym celu wcisnęłam się w jeden z autobusów, jadących w stronę jeziora Chūzenji (中禅寺湖), które według każdego przewodnika, którego wzięłam do ręki, jest wspaniałym miejscem do podziwiania kōyō (紅葉), czyli czerwieniących się liści. Przyklejona do okna niebezpiecznie wychylającego się z zakrętów przepełnionego autobusu, podziwiałam widoki, nie mogąc się doczekać aż dotrę do 中禅寺湖温泉 (Chūzenjiko onsen), małej miejscowości wciśniętej między świętą góry Nantai a brzeg jeziora.

chuzenjiko1

Niestety, podróż ,która miała trwać 50 minut, zajęła prawie trzy godziny. Okazało się, że nie tylko ja, ale także tysiące Japończyków postanowiło wybrać się w tym kierunku, i na stromej górskiej dróżce utworzył się korek… Coś, co wydawało mi się nierealne, no bo jak na istnym końcu świata można utknąć w korku, ale najwidoczniej można. Jak już udało mi się nareszcie dotrzeć do Chūzenjiko onsen, góry były spowite mgłą, a słońce powoli zachodziło. Jednakże myślę, że dla takiego wspaniałego widoku warto było się tam wybrać, bo usiadłam na brzegu i patrzyłam się na zachodzące słońce w ciszy. Ale czy taki widok potrzebuje jakichkolwiek słów?

chuzenjiko2

Po raz kolejny widzę w Japonii łódki w kształcie łabędzi, a te, wyciągnięte na brzeg i lekko podrdzewiałe wyglądały wręcz groźnie w lekkiej mgle i w poświacie zachodzącego za chmurami słońca. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś kogoś namówić na wynajęcie takiej łódki, bo może jest to jedna z tych rzeczy, które trzeba zrobić podczas pobytu w Japonii.

chuzenjiko3 chuzenjiko4

Po krótkim spacerze wzdłuż brzegu jeziora, wybrałam się z powrotem do centrum miejscowości, w celu zaspokojenia ssącego głodu. Obawiałam się, że umrę z głodu, bo w menu wszystkie pozycje zawierały ryby albo/oraz mięso, ale stwierdziłam, że wejdę do pierwszej lepszej malutkiej knajpki i najwyżej zjem trzy miski ryżu. Na szczęście właściciel restauracji, uroczy dziadek, okazał się przesympatyczny i ugotował makaron soba z warzywami specjalnie dla mnie. W Tokio nie spotkałam się jeszcze z taką życzliwością i może muszę częściej wyjeżdżać poza miasto, by przypominać sobie za co kocham ten kraj. chuzenjiko5 chuzenjiko6

Po przepysznej kolacji, nadszedł czas na powrót do Tokio. Nie wiem czemu, ale widok bram torii na tle wody jest zawsze magiczny – a tutaj brama była naprawdę ogromna i robiła wrażenie na tle zapadającej nocy. Ze smutkiem opuściłam krainę zieleni, zapierającej dech w piersiach natury i otwartych ludzkich serc i udałam się w stronę miejskiej dżungli. Ale mojej dżungli.

0 comments on “Podziwianie jesiennych kolorów w Nikkō (日光)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *