Waseda w deszczu

Miałam nadzieję, że wyjeżdżając z Anglii na rok, uda mi się uciec przed deszczową jesienią, lecz niestety wygląda na to, że muszę się przyzwyczaić do wiecznie siąpiącego deszczu. Nie wiem dlaczego, ale bardziej przekonuje mnie gwałtowność tajfunów niż wisząca w powietrzu wilgoć, przed którą nie ma ucieczki i która przenika do szpiku kości bez względu na to, czy używa się parasolki czy nie. Nie mówiąc już o tym, że poruszanie się z parasolką w porannym tłumie jest nie lada wyczynem. Na szczęście Japończycy wpadli na jakże proste, ale skuteczne rozwiązanie – przezroczyste parasolki. Jaką ogromną różnicę robi świadomość, że można używać parasolki bez strachu, że zaraz na kogoś wpadnę albo nie daj Boże zostanę potrącona przez samochód, bo nie zauważyłam go przez morze parasolek. A kilka razy zdarzyło mi się osłaniać parasolką przed deszczem i odskakiwać w ostatnim momencie przed pędzącym piętrowym autobusem, więc z chęcią uniknęłabym więcej tego typu doświadczeń. Japonia dostarcza mi wystarczającą ilość wrażeń.

wasedarain1wasedarain2wasedarain3wasedarain4

Nie tylko droga z dworca na uniwersytet, ale także cały kampus wydawał się prawie wymarły. Widok opuszczonych stolików i krzeseł, na których zawsze tłoczą się tłumy przekrzykujących się studentów, sprawił, że sporej części kampusu bliżej było do post-apokaliptycznych filmów niż do zwykłej szarej codzienności.

wasedarain5wasedarain6

Na szczęście po kilku godzinach lekcji (na których zdrzemnęłam się tylko przez chwilę) przestało padać i wyszło słońce, ukazując, że jesień potrafi być piękna i zachwycać swoimi kolorami, jak tylko chce. Niestety, nie padało tylko przez godzinę czy dwie, ale udało mi się w tym czasie przejść na odświeżający spacer po kampusie i zrobić kilka zdjęć! Wyszłam z głównej części kampusu i udałam się w stronę Ogrodu Ōkuma (大隈庭園), lecz niestety był on zamknięty, ale teren przylegający do ogrodu też jest o wiele ładniejszy od przygnębiających szarych wielopiętrowych bloków na głównym kampusie.

wasedacolor1wasedacolor3wasedacolor4waswdacolor2

Następnie zainspirowana chwilową poprawą pogody wybrałam się do mojego ulubionego miejsca na kampusie, czyli uniwersyteckiej kawiarenki, gdzie podają przepyszną herbatę i o dziwo także bardzo dobre ciasta. Jest to moje ulubione miejsce ucieczki od często wiejących nudą zajęć i niewyobrażalnie nagrzanych i dusznych sal bez okien. Uwielbiam siedzieć w przestronnej kawiarni pełnej dziennego światła, tak innej od klas, którym niestety bliżej do więzienia i czytać książkę, popijając gorącą herbatę imbirową.

wasedacolor5wasedacolor6

Na koniec chciałam wspomnieć o czymś, na co czekałam od mojego przyjazdu do Japonii. Jakiś czas temu pisałam o tym, jak działają japońskie pociągi i o tym, że tak naprawdę spóźnienia się nie zdarzają. A także o ogólnym podejściu Japończyków do spóźnień, które są na każdym kroku tępione. Więc domyślacie się chyba, jakiego doznałam szoku, kiedy to mój poranny pociąg spóźnił się dzisiaj dziesięć minut! Nawet nie chcę wiedzieć dlaczego, ale mam tylko nadzieję, że nie było to spowodowane niczyją śmiercią… W każdym razie, przy wysiadaniu z pociągu otrzymałam certyfikat z pieczątką kierownika stacji i datą, zaświadczający o spóźnieniu pociągu.

wasedarain10

本日、ご乗車の電車は10分遅延したことを証明いたします。

Honjitsu, go-jōsha no densha wa 10-pun enchō shita koto wo shōmei itashimasu.

Potwierdzam, że dzisiejszy pociąg miał 10-minutowe spóźnienie.



西武鉄道株式会社

Seibu Tetsudō Kabushiki-gaisha

Koleje Seibu, Spółka Akcyjna



池袋駅長

Ikebukuro eki-chō

Kierownik stacji Ikebukuro

Ten malutki kawałek papieru zwie się 遅延証明書 (chi’enshōmeishō – zaświadczenie o spóźnieniu) i ma ogromne znaczenie dla przeciętnego Japończyka. Spóźnienie na zajęcia ma wpływ na końcową ocenę, a spóźnienie w pracy jest postrzegane bardzo negatywnie, więc pokazanie tego papierka swojemu przełożonemu zmienia postać rzeczy. Nie jesteśmy już postrzegani jako nieprofesjonalni i leniwi, lecz wina ta spada na przewoźnika – w tym przypadku Seibu (西武).

Niestety jak to mówią – nadzieja matką głupich – i moje trzymanie kciuków za to, że deszcz sobie pójdzie nie zadziałało. Dlatego w ramach początku mojego jakże upragnionego trzydniowego weekendu zabiorę się za wyzwanie miesiąca – przeczytanie pierwszego tomu Harry’ego Pottera po japońsku. 頑張って (Ganbatte) – jak to powiadają Japończycy – „Powodzenia! Tak trzymać! Dasz radę!”

Zobaczymy. Ale kubek gorącej herbaty przyprawionej cynamonem i kardamonem z pewnością pomoże. Albo dwa. Albo cały dzbanek.

0 comments on “Waseda w deszczu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *