新大久保 (Shin-Ōkubo) czyli tokijskie Korea Town

Wczoraj w ramach odpoczynku (i w celu zjedzenia przepysznego koreańskiego jedzenia) postanowiłam się wybrać na kilka godzin do Shin-Ōkubo (新大久保, 신오쿠보), które jest znane jako tokijski Korea Town. Jako że nie mogę się doczekać wyjazdu do Korei w przyszłym roku, wyprawa do Shin-Ōkubo miała za zadanie zaspokoić moją fascynację Koreą.

…Szczerze mówiąc, tylko ją pogłębiła i pewnie będę musiała wpadać na lunch do jakiejś małej koreańskiej knajpki raz na jakiś czas, żeby jakoś do czerwca wytrzymać, aby potem móc przez prawie trzy miesiące cieszyć się Seulem ile tylko zechcę!

W całej Japonii mieszka prawie milion Koreańczyków, z czego tylko część posiada japońskie obywatelstwo. Niestety, wielu z nich nadal podlega dyskryminacji. Sytuacja jest dość skomplikowana, ponieważ podczas drugiej wojny światowej Japończycy zmusili do pracy na terenie Japonii miliony Koreańczyków. Po wojnie wielu z nich nie dostało pozwolenia na powrót do kraju, gdyż mieli tylko japońskie obywatelstwo (pamiętajmy, że Korea przez kilkadziesiąt lat była japońską kolonią), a nawet gdyby chcieli wrócić do kraju, to nie byłoby to takie proste, bo na półwyspie trwał ciągły konlifkt, który w ciągu kilku lat przerodził się w krwawą wojnę, a wszyscy wiemy jak to się skończyło. Koreańczycy, którzy mają pozwolenie na stały pobyt w Japonii, są nazywani Zainichi (在日) i większości z nich nie podoba się to określenie – oznacza ono po prostu „tymczasowo przebywać w Japonii”, co sugeruje że nie są oni tutaj na stałe i tym samym, nie mają takich samych praw, jak Japończycy.

Głównym moim celem było znalezienie pibimbapu – dania koreańskiego, które zasługuje na wszelkie peany. Pibimbap (비빔밥) to jedno z narodowych dań koreańskich, które zasmakowało mi za pierwszym razem na tyle, że poszłam następnego dnia. I następnego. Obiecałam sobie, że nie będę się rozpisywać tutaj o każdej smacznej rzeczy, jaką zjadłam podczas pobytu w Japonii, ale myślę, że dla pibimbapu można zrobić wyjątek.shinokubo5

Ale czym tak naprawdę jest pibimbap? Danie to jest zadziwiająco proste – ryż, na to wrzucone są różne warzywa i mięso, a na samym wierzchu rozbijane jest jajko. Najlepszym typem pibimbapu jest tak zwany dolsot pibimbap (돌솥 비빔밥), który podawany jest w gorącej kamiennej misie. Po otrzymaniu miski, miesza się wszystko z koreańską pastą chili – gochujang (고추장) i otrzymuje się coś, co trudno jest opisać słowami, ale uwierzcie mi, że jest przepyszne. Notabene, pibimbap było pierwszym słowem, które nauczyłam się zapisywać w alfabecie koreańskim – hangulu. A potem, jednym z pierwszych zdań, które zapamiętałam, było „poproszę pibimbap bez mięsa”.

shinokubo5.5

Po zachwycającym pibimbapie, zjadłam też kimchijeon (김치전), czyli naleśnik z kimchi (김치) . O kimchi pewnie napiszę jeszcze nie raz, jak już trafię do Korei, ale myślę, że warto wytłumaczyć w kilku słowach w czym tkwi fenomen kimchi. Kimchi to sfermentowana/kiszona kapusta w czerwonej paście chilli, czyli podstawa większości koreańskich dań, nadająca im niepowtarzalny kwaśno-pikantny, ale nie paląco ostry, smak.

shinokubo2Z pełnym brzuchem wywlokłam się cudem z restauracji i przeszłam na krótki spacer po okolicy, nie zbaczając zbytnio z głównej ulicy, pełnej sklepów z koreańskimi kosmetykami, jedzeniem i muzyką. Nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, że koreańskie kosmetyki mają w sobie coś specjalnego, ale co chwilę można było znaleźć ogromne markety pełne naprawdę wymyślnych kosmetyków, których ja osobiście bałabym się nałożyć na swoją twarz, ale co kto lubi. shinokubo7

Najbardziej zadziwiły mnie chyba niezliczone kosmetyki ze składnikami typu „jad węża” albo „śluz ślimaka”. O dziwo, nie tylko Koreanki, ale masa młodych Japonek wrzucały do koszyków całe garście przeróżnych maseczek, a największym hitem była właśnie gama ze śluzem ślimaka. Jeśli jedynym sposobem na bycie piękną jest nakładanie na siebie produktu z jadem węża czy też pszczoły, to ja, nawet kosztem gorszego wyglądu, zostanę przy tradycyjnych metodach dbania o wygląd.


Najbardziej zadziwił mnie istny chaos sklepów z muzyką, filmami, plakatami i innymi akcesoriami z wizerunkiem koreańskich boysbandów. Z jednego z takich miejsc wyszłam juz po niecałej minucie, bo nie wytrzymałam tego hałasu dziesiątek różnych teledysków, grających w tym samym czasie, z nakładającym się na ten huk krzykami sprzedawczyń po koreańsku i japońsku. A myślałam, że nic nie jest w stanie przebić gwaru i hałasu Harajuku

shinokubo11

W ogóle nie jestem fanką koreańskiej muzyki pop i mało co o niej wiem, ale w Japonii koreańskie zespoły są niesamowicie popularne – wydają specjalne wersje swoich hitów po japońsku, mają całe trasy po Japonii, japońskie wersje fanklubów. Nie potrafię opisać w słowach tego fenomenu, więc oceńcie sami i spójrzcie na teledyski dwóch najpopularniejszych zespołów – „SORRY SORRY” Super Junior (슈퍼주니어) i „MIROTIC-주문 ” DBSK (동방신기)

Z moim mózgiem przypominającym gąbkę po wizycie w jednym ze sklepów pełnych akcesoriów z wizerunkami przeróżnych boysbandów, przeszłam się po okolicy, aby nacieszyć się tą namiastką Korei zanim
będzie mi dane pojechać do krainy kimchi.

Po kilku godzinach w Shin-Ōkubo, wróciłam na dworzec i przejechałam kilka stacji linią Yamanote do Shibuya. Nie robiłam tam nic specjalnego oprócz chodzenia po sklepach, ale chciałam wspomnieć tylko o jednej rzeczy, mianowicie o największym i najbardziej zatłoczonym skrzyżowaniu ulicznym na świecie. shibuya1

Skrzyżowanie to jest o tyle specyficzne, że w jednym momencie zapala się czerwone światło dla aut nadjeżdżających z każdego kierunku i zapala zielone dla pieszych. Po japońsku taki typ skrzyżowania zwie się スクランブル交差点 (sukuranburu kōsaten), co jest połączeniem fonetycznego zapisu angielskiego słowa „scramble” i japońskiego słowa na „skrzyżowanie”. Ponoć właśnie to skrzyżowanie zainspirowało architektów londyńskich do zmiany organizacji ruchu na jednym z najsłynniejszych skrzyżowań w Londynie – Oxford Circus. shibuya2

Po krótkim spacerze, przysiadłam w pobliskim Starbucksie, aby podziwiać tysiące, czy też nawet dziesiątki tysięcy ludzi przechodzących na drugą stronę ulicy. Jest w tym coś hipnotyzującego i mogłabym się na to patrzeć bez końca.shibuya4

Jak na amerykański komercjalizm przystało, w tle leciały kiczowate świąteczne piosenki, a cała kawiarnia była ozdobiona lampkami choinkowymi i bombkami. Z reguły mi to przeszkadza i piekielnie denerwuje, ale oglądanie skrzyżowania i tej masy ludzi wśród niegasnących billboardów i świateł, popijając gorącą herbatę chai i zagryzając ciasteczkiem było jednym z niewielu momentów w całym moim życiu, gdzie poczułam atmosferę świąt całą sobą. I co z tego, że to dopiero początek listopada. To skrzyżowanie ma widocznie jakąś specjalną moc, która jest w stanie przemienić największego krytyka komercjalnej świątecznej papki w osobę, nucącą pod nosem „Last Christmas”. Tylko w Shibuya.

shibuya5

Według opowieści moich znajomych, znalezienie jakiegokolwiek miejsca siedzącego w tym Starbucksie graniczy z cudem, ale miałam szczęście i od razu udało mi się znaleźć wolne krzesło – i to przy oknie. Nie wiem ile czasu spędziłam, patrząc się na niekończący się strumień ludzkich istnień, ale myślę że spokojnie ponad godzinę. Na szczęście w mieście, w którym nocne i dzienne niebo różnią się zaledwie odcieniem szarości, są też miejsca takie jak Shibuya, gdzie można stanąć i patrzeć się bez końca na filmy i wiadomości na migoczących billboardach, na reklamy, banery i slogany, które paradoksalnie pozwalają się oderwać od ciągłego biegu. Taka japońska wersja lasu i gwiazd, w wydaniu elektroniczno-betonowym. Ale też ma w sobie to coś.

Categories Jedzenie
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

4 comments on “新大久保 (Shin-Ōkubo) czyli tokijskie Korea Town

  1. Co do koreańskich kosmetyków, to mam krem BB z wyciągiem ze śluzu ślimaka i bardzo go sobie chwalę ;). Śluz ślimaka może brzmieć trochę przerażająco, ale podobno zawiera wiele substancji przyjaznych skórze (alantoina, kwas glikolowy i wiele innych).

    Cieszę się, że prowadzisz tego bloga, bo chociaż w ten sposób mogę się dowiedzieć co u Ciebie słychać :). Życzę miłego dalszego pobytu w Japonii i Korei :D.

  2. Aga V. Berczynska

    Kosmetyki zawieajace naturalne ekstrakty ( sluz slimaka, jad węza, wąkrotkę azjatycką) to błogosławieństwo dla cery. Są dużo bardziej delikatne, ale mają silniejsze działanie. POlecam sprawdzenie chocby masksheet, schłodzone w lodowce niesamowicie odświeżają i nawilżają cerę.

  3. Dwa Koty

    Uproscilas niesamowicie (i raczej malo dokladnie) sytuacje japonskich Koreanczykow. Rozmawialas z nimi osobiscie, pytalas sie o ich wlasne opinie i co mysla o wlasnej sytuacji?

    Mam sporo znajomych koreanskiego pochodzenia i tutaj cos na ten temat na moim blogu:

    http://nawsiwjaponii.blogspot.jp/2013/10/japonscy-koreanczycy-i-koreanscy.html

    • Karolina

      Wspomniałam tylko o moich doświadczeniach, ale cieszy mnie, że są też Koreańczycy, którzy łamią stereotypy i patrzą na tę sytuację inaczej. Dziękuję za rozwinięcie tematu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *