Kanazawa (金沢) – czyli wizyta w „drugim Kioto”

Wczesna jesień w Japonii upłynęła mi pod znakiem długich spacerów i podziwiania czerwieniących się liści, np. na Takao-san. Niestety listopad w Tokio przepełniony jest na razie przygnębiającą szarością i przenikliwym chłodem. Kiedy już nawet filiżanka gorącej kawy i ogromny kawałek ciasta nie są  w stanie pomóc w pozbyciu się tej ciążącej na duszy chandry, to znak, że coś jest nie tak. W związku z tym, odrzuciłam książki w kąt i zaczęłam planować jakiś kilkudniowy wypad z dala od Tokio, a najlepiej i całego regionu Kantō.

Wybór padł na Kanazawę (金沢) w prefekturze Ishikawa (石川県). Nigdy nie byłam jeszcze po drugiej stronie gór, nad Morzem Japońskim, więc stwierdziłam, że może to być świetne miejsce na weekendowy odpoczynek od tokijskiego zgiełku

Zanim dotarłam do celu, humor poprawił mi się znacznie już podczas samej podróży. Po pierwsze – miałam okazję przejechać się shinkansenem (新幹線) i to dopiero drugi raz w życiu, czyli nadal byłam podekscytowana tym jak dziecko. Prawie musiałam zbierać szczękę z podłogi, gdy zobaczyłam, że wjeżdżający na stację shinkansen jest dwupiętrowy – „double-decker” superszybki pociąg. Czy to nie brzmi trochę jak oksymoron?  W każdym razie, znalazłam sobie miejsce przy oknie i czytając nową powieść Murakamiego pod tytułem „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa”, zatopiłam się w atmosferze podróży.


Z czasem jednak, zwracałam coraz mniejszą uwagę na akcję powieści, a coraz większą na zmieniający się za oknem krajobraz. Nie spodziewałam się w ogóle, że japońskie góry będą aż tak piękne i że będę przejeżdżać przez rejon Japonii, pokryty już śniegiem.

kanazawa5 kanazawa6

Po prawie pięciu godzinach podróży pociągiem, wreszcie przybyłam do Kanazawy i od razu zaskoczyłam się na plus. Kanazawa ma mniej niż pół miliona mieszkańców, co według standardów japońskich bliższe jest wiosce niż sporemu miastu. Jednakże już sam dworzec i przylegające do niego centra handlowe zrobiły na mnie wrażenie, a osłupiałam kompletnie, gdy wybrałam się wieczorem na spacer do centrum. Głównej ulicy było bliżej do londyńskiej Regent Street niż do małomiasteczkowej uliczki. W mieście, tak naprawdę nie wiele większym od Szczecina, nie spodziewałam się widoku butików pokroju Louis Vuttion, Gucci czy Tiffany’s. I bynajmniej nie wyglądały one tam sztucznie i nie na miejscu.

Po spacerze dokoła Kōrinbō (香林坊), czyli centralnej części Kanazawy, kolacji w małej klimatycznej koreańskiej restauracji i wizycie w kilku sklepach olśniło mnie, że ludzie jednak są z natury mili i sympatyczni i to z Tokijczykami jest coś czasem po prostu nie tak. Nie przypominam sobie, żeby barista w jakiejkolwiek kawiarni w Tokio wypytywał się mnie o to, skąd jestem, a następnie poczęstował mnie za darmo kawałkiem ciasta („Pierwszy raz  jesteś w Kanazawie, a na dworze tak zimno…”), żeby pani w sklepie zaczęła przynosić mi tonę szalików w różnych kolorach, bo przypatrywałam się jednemu z nich dłużej niż trzy sekundy; żeby właściciel restauracji był szczerze zainteresowany tym, co robię w Japonii i wdał się w kilkuminutową rozmowę, mimo że miał pewnie masę innych klientów do obsłużenia.

Kanazawa jest głównie znana i ceniona za swoją przesiąkniętą historią atmosferę. Często określą się ją mianem „drugiego Kioto”, ponieważ te dwa miasta jako jedyne uniknęły ataków bombowych podczas drugiej wojny światowej i w związku z tym zachowały się w nich spore części historycznej zabudowy. Dlatego też Kanazawa kojarzy się jako centrum wszystkiego co „tradycyjnie japońskie” – tradycyjnych japońskich słodyczy wagashi (和菓子), kimon, płatków złota, ceremonii herbacianej, a nawet gejsz. Tak, w Kanazawie ostały się trzy dzielnice herbaciarni, w których nadal żyją prawdziwe gejsze.

W sobotni poranek, spacerując w stronę Kōrinbō, wylądowałam przez przypadek w 長町武家屋敷跡 (Nagamachi Bukeyashikiato), czyli dawnej dzielnicy samurajów. Było jeszcze zbyt wcześnie, aby cokolwiek się tam działo, więc po prostu przeszłam się wśród wąskich ulic, próbując wyobrazić sobie atmosferę, jaka mogła tam panować dobre kilkaset lat temu. Chwilami nie było to nawet trudne, bo często w pobliżu nie było żywej duszy.

Do roku 1868 Kanazawa była miastem pod władzą klanu Kaga (加賀), a zarządzanym przez rodzinę Maeda (前田). I to właśnie w tych domach, schowanych za glinianymi murami i bramami nagayamon (長屋門), mieszkało wiele z najpotężniejszych rodzin samurajskich w całym regionie.

Najważniejszym miejscem w Kanazawie sprzed Restauracji Meiji z 1886 roku był jednak zamek, zbudowany pod koniec szesnastego wieku. Aby udać się na teren zamku z Kōrinbō, można przejść przez teren świątyni Oyama (尾山神社), która poświęcona jest jednemu z lokalnych lordów – Maeda Toshi’ie (前田利家). Szczerze mówiąc, jak ją zobaczyłam po raz pierwszy, to myślałam, że to dziwna kapliczka albo kościółek! Później jednak doczytałam, że świątynia ta została zaprojektowana przez holenderskiego architekta w 1875 roku, więc skojarzenie z kościołem nie powinno nikogo dziwić. Zwłaszcza, że w bramie znajduje się witraż, coś czego chyba jeszcze nie widziałam podczas mojego pobytu w Japonii!

Na terenie świątyni okazało się, że odbywa się jakieś święto, o którym ja nie miałam pojęcia, bo pełno było rodziców z małymi dziećmi, ubranymi  w prześliczne i bardzo urocze odświętne kimona. Aby umilić sobie spacer w stronę zamku, skusiłam się na tak zwane baby castella/kasutera (ベビーカステラ), czyli mini wersja japońskiego ciasta biszkoptowego, które jest popularne w Japonii już od 16 wieku, kiedy to podobny przysmak przywieźli ze sobą portugalscy handlarze. Nazwa wywodzi się z portugalskiego Pão de Castela, co znaczy “chleb z Kastylii”. Nie wiadomo tak naprawdę na ile współczesna receptura bazuje na portugalskim przepisie, ale wiadomo jedno – jest pyszne! Podano mi je w różowej torebce z myszką Minnie, co szczerze mówiąc jakoś mnie w ogóle nie zadziwiło.

 

Jak zwykle, oprócz samego budynku świątyni, podobała mi się bardzo panująca dookoła atmosfera – ludzie zajadający się gorącymi taiyaki (タイ焼き), czy baby castella, rozmawiający i śmiejący się. Ale chyba najbardziej zadziwił mnie widok śpiącej osoby na ławce przy stawie w ogrodzie przylegającym do świątyni – zgaduję, że biegacz, który postanowił, ot tak wstąpić do świątyni po porannym joggingu i nacieszyć się ostatnimi promieniami słońca tej jesieni.




Po wyjściu ze świątyni, udałam się w stronę wspomnianego wyżej zamku. Niestety spłonął on w 1881 roku, a z pożaru ocalała jedynie prześliczna brama – Ishikawa-mon (石川門). Na szczęście całkiem niedawno zaczęto powoli odrestaurowywać budynki po terenie zamku i odbudowano już między innymi wieżę Hishi Yagura (菱櫓; wieża diamentowa) , znajdującą się na północy kompleksu oraz wieżę Hashizame-mon Tsuzuki Yagura (橋詰門続櫓), która strzegła głównego wejścia do zamku. Oprócz tego odrestaurowano także długi i prześliczny magazyn (storehouse), który łączy te dwie wieże – Gojukken Nagaya (五十間長屋).

kanazawa34kanazawa31 kanazawa32

W 2010 roku ukończono też odbudowę głównej bramy – Kahoku-mon (河北門). Na razie musi zarówno turystom, jak i mieszkańcom wystarczyć spacer po zamkowym terenie i te kilka odbudowanych budynków. I mimo że, oprócz bramy Ishikawa-mon, nie są one oryginalnymi budynkami sprzed kilkuset lat, lecz jedynie odwzorowaniem tego, jak wyglądały one przed pożarem, zostały one zrekonstruowane tak pieczołowicie, że umożliwiają wczucie się w atmosferę Kanazawy, rządzonej przez klan Kaga.

Po przejściu się na terenie zamku, udałam się w stronę głównej atrakcji Kanazawy – ogrodu Kenroku-en (兼六園). Kenroku-en jest jednym z najsłynniejszych ogrodów japońskich i obok Kairaku-en (偕楽園) w Mito oraz Kōraku-en (後楽園) w Okayamie, uznawany jest za jeden z trzech najwspanialszych ogrodów w Japonii.

Ale o ogrodzie za dnia, jak i w nocy, oraz o innych przepięknych miejscach w Kanazawie napiszę wkrótce. Nie martwcie się – ciąg dalszy nastąpi. A na razie, dobranoc!

Categories Kultura Podróże
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

1 comment on “Kanazawa (金沢) – czyli wizyta w „drugim Kioto”

  1. Oddalone zdjęcie matki z dzieckiem w kimonie na tle świątyni – świetne!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *