Kenroku-en (兼六園) – „ogród sześciu wspaniałości”

Wczoraj, opisując mój pierwszy dzień w Kanazawie, obiecałam także obszerny wpis o ogrodzie Kenroku-en (兼六園). Ogród jest dla wielu turystów głównym i często niestety jedynym powodem odwiedzenia Kanazawy, a szkoda, bo miasto ma niepowtarzalną atmosferę.

W dosłownym  tłumaczeniu nazwa ogrodu oznacza  „ogród sześciu wspaniałości” i nawiązuje ona do sześciu złotych zasad idealnego ogrodu chińskiego: przestronności, odosobnienia, atmosfery starożytności, oryginalności, płynącej wody i widoków. Myślę, że nazwa bardzo dobrze odzwierciedla harmonię i niepowtarzalność tego ogrodu, któremu bliżej do ogromnego parku niż naszego wyobrażenia „ogródka”.

kenrokuen1

Przed wejściem do ogrodu, trzeba było przejść wąską uliczką, pełną zabytkowych sklepów, sprzedających tradycyjne wyroby z regionu, głównie słodycze. Jedną z rzeczy, z której słynie Kanazawa są złote płatki o grubości 0.0001 mm! Ponoć na terenie miasta znajduje się nawet muzeum poświęcone sztuce kinpaku (金箔) – wyrabiania złotych liści, lecz nie miałam okazji się tam wybrać. W kilku ze sklepów sprzedawano nawet lody z automatu pokryte złotym pyłkiem, ale nie miałam szczególnie ochoty na lody, więc zostawiłam sobie tę przyjemność na następną wizytę w Kanazawie, tym razem na przykład latem.

Żeby wejść na teren ogrodu, trzeba uiścić drobną opłatę, za co pani w kasie nie omieszkała mnie przeprosić ze dwa razy, a upewniała się kolejne kilka razy, czy na pewno nie mieszkam w Kanazawie, bo wtedy mogłabym wejść za darmo. Ludzie w Kanazawie byli niewyobrażalnie pomocni i mili, ale czemu się dziwić, jeśli mogą, kiedy tylko chcą, ot tak, spędzić swój czas wolny, podziwiając Kenroku-en (兼六園).

 

Widok karpi koi w japońskich stawach z reguły mnie nie zadziwia, można by wręcz rzec, że traktuję to jako normę i się nad tym specjalnie nie zastanawiam. Te karpie jednak, nie dość, że były wyjątkowo kolorowe, to jeszcze żarłoczne i jakby wytresowane. Podążały za człowiekiem, od momentu wejścia na mały mostek, aż do zejścia z niego po drugiej stronie stawu. Kilka osób zlitowało się nad nimi i wsypało do wody jakieś okruszki, co zaowocowało głośnym pluskaniem. Prawie jak dawanie przysmaków psu!

 

Piękne wijące się wśród krzewów i drzew strumienie zwą się kyokusui (曲水), czyli w dosłownym tłumaczeniu „kręta woda” albo „kręte strumienie”. Woda do strumieni czerpana jest z systemu wodnego tatsumi (辰巳), którego budowę zlecił trzeci daimyō z rodziny Maeda – Toshitsune (利常) po ogromnym pożarze w 1631 roku, aby mieć pod ręką zbiornik wody w przypadku kolejnego sporego pożaru. Na szczęście, zadanie to polecono inżynierowi Itaya Heishirō (板屋兵四郎), służącemu w tym czasie rodowi Kaga (加賀) i dzięki Bogu, że w jego wyobraźni zbiornik na wodę nie musi być prostokątnym pseudo-basenem, a może być nieodłączną częścią krajobrazu. Wzdłuż brzegów strumienia, posadzono niezliczone drzewa wiśni, które ponoć zachwycają w kwietniu, kiedy to wiśnie sakura w pełni rozkwitają.kenrokuen9 kenrokuen11

Jednym z charakterystycznych elementów ogrodu są tak zwane yukitsuri (雪吊), czyli liny zabezpieczające gałęzie drzew przed złamaniem pod ciężarem śniegu. 1 listopada odbywa się specjalne uroczyste założenie yukitsuri na prześlicznych sosnach karasakinomatsu (唐崎松). Ponoć nasiona tych majestatycznych sosen zdobył 13-sty lord Nariyasu w Karasaki, niedaleko jeziora Biwa (琵琶湖), jednego z najsłynniejszych jezior w Japonii.kenrokuen16kenrokuen17

 

Na uwagę zasługuje też niepozorna i nierzucająca się w oczy fontanna, która jest pierwszą fontanną w Japonii. Woda w fontannie czerpana jest ze stawu Kasumigaike (霞ヶ池), największego w ogrodzie.

kenrokuen23

To tyle, jeśli chodzi o ogólny zarys ogrodu i zdjęcia ze spaceru po nim za dnia. Teraz chciałabym napisać trochę o wydarzeniu, które miało miejsce w Kenroku-en po zmierzchu, czyli 兼六園ライトアップ (Kenroku-en Light-up) – zapalenie świateł w ogrodzie. Postanowiłam się tam wybrać, ponieważ wydawało się to ciekawym pomysłem na spędzenie wieczoru i zabicie czasu przed kolacją, zwłaszcza, że słońce zachodzi w Japonii wyjątkowo szybko, bo już około w pół do piątej.

Nie spodziewałam się jednak, ile ludzi postanowi przyjść na zapalenie świateł. Zawsze zapominam, że Japończycy lubują się w festiwalach przeróżnego typu, więc ogromne tłumy nie powinny mnie już dziwić. Już sama droga w stronę głównej bramy ogrodu pozytywnie nastrajała, ale dopiero widok podświetlonych sosen sprawił, że otaczające piękno mnie po prostu zatkało.

Przed wejściem do ogrodu ustawione było kilka podświetlonych dekoracji. Największe wrażenie zrobiły na mnie podświetlone tradycyjne japońskie papierowe parasolki – wagasa (和傘). Nie wiem do czego by mi taka parasolka mogłaby mi być potrzebna, ale z pewnością sobie kiedyś taką kupię!

Szczególnie pięknie w tej poświacie wyglądała herbaciarnia Uchihashi-tei (内橋邸), nad stawem Kasumiga-ike. Została ona zbudowana podczas rządów piątego lorda Tsunanori (綱紀), lecz spłonęła w pożarze w 1759. Na szczęście została odnowiona z rozkazu 11 daimyō – Maeda Harunagi (前田治脩).

Jednakże najbardziej zachwycały sosny Karasaki-no-matsu. Podświetlone mocnym reflektorem, ale także poświatą księżyca, wyglądały jak nie z tej Ziemi, nieprawdaż? Prawie jak jakiś wymyślny statek kosmiczny, który jakimś cudem wylądował akurat pośrodku japońskiego ogrodu. Oprócz samych drzew, zachwycało też ich odbicie w niczym niezmąconej niczym tafli stawuPo spędzeniu jakiejś godziny, w ciągu której byłam kilkakrotnie bliska utraty zębów lub/oraz życia, potykając się o niewidoczne w mroku korzenie, udałam się powoli w stronę zamku, a następnie Kōrinbō (香林坊), aby spędzić ostatnie godziny dnia, odpoczywając od tłumów w ogrodzie, w jakiejś małej knajpce.

To jeszcze jednak nie koniec opowieści o Kanazawie! W kolejnym i już ostatnim poście o tym jakże pięknym mieście, będzie sporo ciekawych informacji Myōryū-ji (妙立寺), zwanej często świątynią ninja (tak, dobrze przeczytaliście!) i trochę o spacerze po tradycyjnych dzielnicach domów herbacianych: Higashi-chayamachi (ひがし茶屋町) i Nishi-chayamachi (にし茶屋町). Postaram się zaspokoić Waszą ciekawość jak najszybciej, ale może to niestety potrwać kilka dni. Ale obiecuję, że będzie warto troszkę dłużej poczekać!

2 comments on “Kenroku-en (兼六園) – „ogród sześciu wspaniałości”

  1. Ciekawe jak sosny z tymi osłonami wyglądają, kiedy rzeczywiście spadnie śnieg? Czekam na zimową wersję zdjęć! 😉

  2. Pingback: Yukitsuri: The Japanese Snow Suspenders - Techno Economic Consultants

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *