Myōryū-ji (妙立寺), czyli świątynia ninja

Zgodnie z obietnicą, przedstawiam wam ostatni odcinek opowieści o wyprawie na drugi brzeg Japonii, do Kanazawy. Przeglądając zdjęcia z tej wycieczki, żałuję, że byłam tam tylko trzy dni, ale mam nadzieję, że uda mi się tam jeszcze wrócić przed wyjazdem z Japonii w czerwcu.

Dzisiaj chciałabym napisać o czymś, co może zainteresować większą ilość osob, niż zdjęcia drzewek, kwiatków i innych widoków. Przedstawiam wam Myōryū-ji (妙立寺), która jest bardziej znana jako świątynia ninja – ninja-dera (忍者寺). Niestety nie mieszkali tu ninja, ale w świątyni znajduje się cała masa tajemnych przejść, ukrytych schodów i podobnych “bajerów”, że z czasem zaczęto ją właśnie tak nazywać.

Wejście do świątyni ninja w Kanazawie

Na początku trochę suchych faktów: świątynia buddyjskiej sekty Nichiren (日蓮) została wybudowana w 1585 roku przez daimyō Toshiie Maedę (前田利家), założyciela terytorium Kaga (加賀). Han (藩) tłumaczone jest na polski często jako „lenno feudalne”, ale niespecjalnie mi się to tłumaczenie podoba, więc pozostańmy przy japońskiej nazwie. W każdym razie, Kaga było najbogatszym hanem, więc nic dziwnego, że rządzący tym terytorium lord musiał ciągle wymyślać sposoby na radzenie sobie z wrogami, szpiegami i innymi politycznymi zagrywkami. Świątynia została oryginalnie zbudowana w pobliżu zamku, lecz w 1643 Toshitsune Maeda (前田利常), przeniósł świątynię na południe od zamku, aby służyła jako punkt obserwacyjny i strażniczy.ninjadera3

Siedemnasty i osiemnasty wiek w Japonii to czas rozgrywek politycznych i częstych konfliktów między poszczególnymi klanami. Widząc to, szogun, który posiadał największą władzę, postanowił wprowadzić szereg zasad i praw, które miały za zadanie osłabić wpływy daimyō. Jednym z takich praw było bardzo szczegółowe i restrykcyjne prawo budowlane, które zabraniało między innymi budowy konstrukcji wyższych niż trzy piętra. Z zewnątrz Myōryūji wygląda na budynek dwupiętrowy, lecz tak naprawdę ma cztery piętra. W środku znajdują się 23 pomieszczenia i aż 29 (!) par schodów. Oprócz tego, świątynia została skonstruowana wyjątkowo solidnie, jak na japońskie normy – od czasu budowy wytrzymała wiele tajfunów, trzęsień i silnych opadów śniegu, z których prefektura Ishikawa jest znana.

Świątynia ninja w Kanazawie

Wiedziałam, że aby zwiedzić świątynię trzeba mieć rezerwację, ale postanowiłam się wybrać tam na spacer i tak, bo pociąg miałam dopiero po południu. Na szczęście udało mi się „wcisnąć” na listę rezerwacji – znajomość japońskiego jako tako się jednak przydaje! W każdym razie, przewodnik przypominał mi ze trzy razy łamanym angielskim, że w środku nie można robić zdjęć, ale ucieszył się niezmiernie, że w miarę rozumiem japoński, bo cały „tour” był po japońsku. Najciekawsze rzeczy w świątyni były jednak w środku i już się martwiłam, że będę musiała opisywać wszystkie ciekawostki bez pomocy w postaci zdjęć, ale na szczęście istnieje coś tak wspaniałego, jak Internet!

Zacznijmy od podstaw, czyli konstrukcji. Jak już wspomniałam, konstrukcja jest bardzo wytrzymała, głównie dlatego, że opiera się na solidnych filarach, a dach na solidnych belach. Co ciekawe, belki te są zrobione z pojedynczych wygiętych drzew:

Wydawać by się mogło, że powinno to być ostatnie piętro, lecz nad tą ogromną belą znajduje się łącznik między pomieszczeniami, w kształcie mostu. Mostek ten nazywany jest często taiko-bashi (太鼓), czyli „most w kształcie bębna taiko”.

 

Następnie przejdźmy do elementu charakterystycznego dla Myōryū-ji, czyli do ukrytych schodów, które często służyły jako pułapki. Jedne z nich znajdują się za ołtarzem, a dokładnie za figurą Buddy. Nie widać ich na pierwszy rzut oka, bo trzeba otworzyć przesuwane drzwi, a potem odsunąć deski w podłodze. To konkretne miejsce służyło często jako metoda ucieczki przed nieproszonymi gośćmi – na dole schodów znajduje się ponoć pomieszczenie, w którym można było przeczekać zagrożenie. Często wrzucano tam też wrogów albo szpiegów. Jeśli nałoży się nad schody deski i potem zasunie drzwi, nie ma możliwości otworzenia przejścia ze środka, ponieważ deski są skutecznie unieruchomione pod ciężarem drewnianych przesuwanych drzwi.

ninjadera6 ninjadera7
(© http://kozaru98.fc2web.com/kouen/isikawa/ninjyadera/ninjya.htm)

Kolejne ukryte schody warte uwagi są ukryte w przejściu do głównego pomieszczenia w świątyni. Żeby je odkryć, trzeba podnieść deski i przykrywające je maty. Schody te prowadzą do tajemnego przejścia, na końcu którego znajduje się pomieszczenie dla służących.

ninjadera8 ninjadera9
(© http://kozaru98.fc2web.com/kouen/isikawa/ninjyadera/ninjya.htm)

Innymi ciekawymi schodami są tak zwane „schody światła” (明かりとり階段, akaritori kaidan), których część zrobiona jest z japońskiego papieru washi (和紙). Straż daimyō, siedząc w ciemnym pomieszczeniu pod schodami, była w stanie ocenić po pojawiającym się cieniu, czy nadchodzi wróg i wtedy z reguły sięgała po miecz i jednym pchnięciem raniła nadchodzącą osobę w stopy.

ninjadera10
(© http://www.myouryuji.or.jp/origin/index.html)

Oprócz wielu ukrytych schodów, w świątyni znajduje się też wiele tajnych pomieszczeń. Żeby do nich wejść, trzeba było wiedzieć na przykład, którą ścianę trzeba przesunąć. Często, przesunąwszy drzwi w jedną stronę, ukazywało się jakieś tajemne przejście w jedno miejsce, a przesuwając drzwi w drugą stronę – kolejne. Osoba nadchodząca z któregoś z tych przejść, nie musiała koniecznie wiedzieć o istnieniu tego drugiego miejsca.

ninjadera11ninjadera12
(© http://kozaru98.fc2web.com/kouen/isikawa/ninjyadera/ninjya.htm)

Jednym z pomieszczeń, które mnie zaintrygowało, było pomieszczenie do popełniania rytualnego samobójstwa – seppuku (切腹). Nie wiem czy wiecie, ale Japończycy nie mierzą rozmiaru pomieszczeń w metrach kwadratowych, lecz według ilości mat bambusowych tatami (畳). Standardowa wielkość japońskiego pokoju to 6 mat, przy czym mata ma z reguły wymiary około 0.95m na 1.9m. Nie tworzy się nigdy pomieszczeń o wielkości czterech mat, bo liczba 4 po japońsku 四 może być przeczytana zarówno „yon”, jak i „shi”, co oznacza też śmierć (死). Dlatego też, pomieszczenie do seppuku ma właśnie wielkość czterech mat. Samuraj zaprowadzony do takiego pomieszczenia, od razu chwytał aluzję i przystępował do swojego „obowiązku”. W pokoju tym nie ma okien, więc jest to naprawdę przygnębiające miejsce, zwłaszcza, jeśli sobie człowiek uświadomi, że zapewne nie jedna osoba wypatroszyła sobie w tych czterech ścianach swoje wnętrzności.

ninjadera13
(© http://www.nikkeibp.co.jp/style/life/joy/one_day_trip/050420_ninja/index3.html)

Niepozorną rzeczą na terenie świątyni, na którą nie zwróciłabym w ogóle uwagi, gdyby nie kazał mi popatrzeć w tamtą stronę przewodnik, jest stara studnia. „Co takiego może być interesującego w jakiejś studni” – pomyślałam. Studnia ta jest o tyle szczególna, że ma głębokość 25 metrów, a ponoć kilka metrów pod powierzchnią ziemi znajduje się wejście do tajemnego przejścia, które łączyło świątynie z zamkiem. Nikt nie raczył do tej pory sprawdzić, czy przejście się tam na pewno znajduje, ale zaznaczmy, że zamek położony jest za szeroką rzęką, więc jeśli to prawda, to naprawdę – wielki respekt.

ninjadera14
(© http://www.nikkeibp.co.jp/style/life/joy/one_day_trip/050420_ninja/index4.html)

Na koniec zostawiam kolejną zmyślną pułapkę, na którą ja bym nie wpadła. W buddyjskich świątyniach przed ołtarzem znajduje się zawsze skrzynia na drobne ofiary – tak zwane saisen-bako (賽銭箱). Skrzynia jednak nie jest nigdy do końca otwarta, z reguły przykryta jest kratą, aby można było bez problemu wrzucić pieniądze, lecz aby nie można było ich zabrać. W każdym razie, do tej pory z reguły widywałam wolno stojące saisen-bako, lecz w Myōryū-ji jest ono, o dziwo, wbudowane w podłogę. Zgadniecie dlaczego? Mianowicie – pod drewnianą kratą znajduje się małe pomieszczenie, gdzie mógł zmieścić się strażnik i przebić mieczem lub włócznią wroga, gdy ten wchodził do świątyni.

ninjadera15
(© http://blog.goo.ne.jp/kanazawa-uechan/e/63e271a79b94f8b9accf7a4c4b7cca59)

Słuchając o tym, od razu próbowałam sobie wyobrazić kogoś chowającego się w chrzcielnicy z jakimś nożem. Ale jakkolwiek w europejskich zamkach można było zapewne znaleźć przeróżne schowki, a nawet pułapki, jakoś wątpię, że ktoś wpadł na uczynienie z kościoła czegoś à la mini-twierdzy. A szkoda, bo było by z pewnością ciekawiej!

Po spędzeniu około godziny na zwiedzaniu świątyni (podczas której moja głowa zaliczyła kontakt pierwszego stopnia z sufitem więcej razy niż powinna, lecz cieszę się przynajmniej, że poprawiało to humor Japończykom), wybrałam się na krótki spacer po pobliskim Nishichaya-machi (にし茶屋町). Niestety, wszystko było jeszcze zamknięte, bo przecież dzielnica gejsz i domów herbacianych nie ma racji bytu o poranku. Co nie zmienia faktu, że główna uliczka miała naprawdę przyjemną atmosferę, a na dodatek pogoda była zadziwiająco letnia, więc przysiadłam sobie na ławce i zjadłam kupionego wcześniej anpana (słodką bułkę wypełnioną anko).

Dzielnica Nishichaya-machi w Kanazawie Dzielnica Nishichaya-machi w Kanazawie

Dzień wcześniej miałam też okazję odwiedzić inny podobny dystrykt Kanazawy – Higashi-chayamachi (ひがし茶屋町). Jednakże tam udało mi się być w porze popołudniowej, więc z jednej strony wszelkie sklepy z luksusowymi japońskimi słodyczami i herbatami były pootwierane, lecz z drugiej, trudno było cokolwiek zobaczyć, bo był tam taki tłum ludzi.

Dzielnica gejsz Higashichaya-machi w Kanazawie Dzielnica gejsz Higashichaya-machi w Kanazawie Dzielnica gejsz Higashichaya-machi w Kanazawie Dzielnica gejsz Higashichaya-machi w Kanazawie

Dlatego też w mojej wyobraźni nakładam sobie obraz spokoju Nishichaya-machi i pootwieranych herbaciarni z Higashi-chayamachi. Mam nadzieję, że przy następnej wizycie w Kanazawie uda mi się wejść do którejś z herbaciarni, nawet jak skończy się to bankructwem. Tradycyjnie przyrządzona zielona herbata w towarzystwie drobnych, lecz starannie przyrządzonych japońskich słodyczy musi smakować wybornie. Ale jeszcze się o tym przekonam!

Po przepysznym lunchu w irlandzkiej knajpie (!), gdzie spotkałam chyba najmilszych ludzi na świecie, udałam się w stronę dworca. Przy głównym wejściu na dworzec znajduje się prześliczna brama, która mimo tego, że wygląda bardzo tradycyjnie, została wybudowana kilka lat temu, w 2005 roku.

Brama przed dworcem KanazawaBrama ta zwie się Tsuzumi-mon (鼓門) i świetnie komponuje się na tle szklanego, ultra-nowoczesnego budynku stacji. Nazwa ta nawiązuje do japońskiego bębna tsuzumi, który często wykorzystywany jest w teatrze Nō (能).

Swoją mini-przygodę w „drugim Kioto” zaczęłam, przechodząc przez Tsuzumi-mon i ukończyłam ją także, przechodząc pod nią. Niby to tylko brama, lecz czułam się, jakby to był portal do jakiegoś innego wymiaru! Kanazawa jest na tyle piękna, a ludzie tak zadziwiająco pomocni i mili, że może faktycznie jest to miasto nie z tego świata?

0 comments on “Myōryū-ji (妙立寺), czyli świątynia ninja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *