Matsumoto (松本), czyli miejsce kultu żab

„Matsumotoooo, Matsumotoooo!” Po wygramoleniu się z nagrzanego jak sauna pociągu z Hakuby, na dworcu w Matsumoto powitał mnie przeciągający i zniekształcony przez głośnik głos zawiadowczyni. Z zakwasami po jeździe na nartach w mięśniach, o których istnieniu nawet nie miałam pojęcia, wybrałam się na poszukiwanie miejsca, aby zostawić bagaże przed wyruszeniem na zwiedzanie miasta.

Matsumoto otoczone jest z dwóch stron górami – od zachodu siedmioma wysokimi szczytami, takimi jak Yariga-take (槍ヶ岳; 3180 m), Hotaka-dake (穂高岳; 3190 m) czy Norikura-dake (乗鞍岳; 3025 m), a od wschodu wyżynami, z których najbardziej znana to Utsukushi-ga-hara (美ヶ原). Początki miasta sięgają VIII wieku, jednakże zaczęło ono prosperować dopiero w XVI wieku, kiedy to lord Ogasawara rozpoczął budowę zamku; w tamtym czasie Matsumoto było znane pod inną nazwą – Fukashi (深志).

Teoretycznie początkowa wersja planu na te kilka dni zakładała powrót do Tokio po nartach, ale w końcu nie byłabym sobą, gdybym nie spędziła każdej możliwej wolnej chwili na zwiedzaniu i podróżowaniu, czyż nie? Podczas lunchu w nepalskiej knajpie, którym spokojnie najadłby się cały pułk wojska, wyciągnęłam mapę i ulotki znalezione wcześniej w informacji turystycznej na dworcu i ułożyłam roboczą trasę, która ostatecznie miała prowadzić do głównego celu mojej wizyty w Matsumoto – zamku.

Spacer zaczęłam od udania się do świątyni Jōrin-ji (浄林寺), należącej do sekty buddyjskiej Jōdo-shū (浄土宗), która znana jest także jako „Sekta Czystej Krainy”. Jest to jeden z najpopularniejszych odłamów buddyzmu w Japonii, zakładający, że żadne starania z naszej strony, czy to w formie przeróżnych obrzędów, umartwiania się, a nawet zgłębiania kanonu nic tak naprawdę nie zdziałają i jedyne, co jeteśmy w stanie zrobić, to po prostu zaufać miłosierdziu Buddy. Wzywając jego imię poprzez inwokację „Nami Amida Butsu” (南無阿弥陀仏), możemy liczyć na miłosierdzie Buddy Amitābhy i tym samym odrodzenie się w raju.

Jōrin-ji zostało zbudowane w XVI wieku przez lorda Ogasawarę (小笠原). Jednakże niedługo po tym klan Ogasawara został odsunięty od władzy, która przeszła w ręce rodziny Ishikawa (石川), która zmieniła nazwę świątyni na Futei-ji. Jednak, jak to w polityce bywa, klan Ishikawa niespecjalnie długo nacieszył się władaniem Matsumoto i rola ta niebawem wróciła do klanu Ogasawara – a razem z nim nazwa także wróciła do swojej oryginalnej wersji i w takiej formie została po dziś dzień. W międzyczasie świątynia ucierpiała dość znacznie w pożarze, lecz została odbudowana kilkadziesiąt lat później. Mimo tego, w 5 roku ery Meiji (1872), świątynia została zamknięta, nie tylko dlatego, że utrzymanie jej było zbyt kosztowne i czasochłonne, ale także z powodu popularnej w tamtym czasie ideologii haibutsu kishaku (廃仏毀釈), która zakładała całkowite wyplenienie buddyzmu z Japonii. Na szczęście nie została ona zniszczona tak, jak wiele innych świątyń buddyjskich. Ostatnimi czasy Jōrin-ji odrestaurowano, zatem można teraz podziwiać główny budynek, prowadzącą do niego piękną drewnianą bramę oraz zadbany ogród na terenie kompleksu.

Jednak bardziej od imponującego drewnianego budynku Jōrin-ji moją uwagę przykuł malutki chram szintoistyczny obok niego – Kasamori Inari Jinja (瘡守稲荷神社).

jorinji9jorinji6jorinji1

Malutkiego ołtarzu w Kasamori Inari Jinja strzegą wykonane z papier-mâché dwie statuy kitsune (狐), w tym wypadku białych lisów byakko (白狐), wysłanników Inari Ōkami (稲荷大神), jednego z najważniejszych kami w tradycji szintoistycznej. Kitsune mają bardzo ważne miejsce w japońskiej mitologii, na tyle, że w wielu świątyniach czczone są nawet na równi z bóstwami kami. Przypisywane są im często magiczne umiejętności, na przykład przybierania ludzkiej formy. Jedno z kitsune, na zdjęciu poniżej, ma zamknięte usta, jakby wymawiało „um” (吽), a drugie ma je otwarte, mówiąc „a” (阿) – razem wymawiają więc świętą sylabę w buddyzmie – „aum” (阿吽; ॐ). Dlatego też statua po prawej nazywa się agyō (阿形, dosłownie „kształt „a””), a ta po lewej – ungyō (吽形, dosłownie „kształt „um””).

jorinji7

jorinji10(© http://muza-chan.net/japan/index.php/blog/beautiful-inari-shrine-matsumoto)

Kierując się dość okrężną drogą w stronę zamku, przeszłam się uroczą wąską uliczką pełną tradycyjnych sklepików ze słodyczami, ceramiką i innymi drobiazgami – Nawate-dōri (ナワテ通り). Ciągnie się ona wzdłuż brzegu rzeki Metoba (女鳥羽川) i wygląda tak, jakby zatrzymał się na niej czas.

nawatedori1nawatedori2

Na uliczce panował istny rozgardiasz. Najbardziej zdziwiło mnie jednak to, że nikomu to nie przeszkadzało. Kilku sklepom było bliżej jakiejś garażowej wyprzedaży antyków niż porządnemu sklepikowi z pamiątkami z przemiłą obsługą. Przed wejściem do jednego z takich miejsc, jakiś mężczyzna, pewnie właściciel, stał i obcinał sobie paznokcie. I ani on, ani nikt przechodzący obok specjalnie się tym nie zgorszył. Nie chcę jednak, żebyście pomyśleli, że uliczka Nawate była brudna, nic z tych rzeczy! Po prostu panował na niej jakiś taki chaos, tak inny od atmosfery w Tokio, który sprawił, że od razu poczułam się tam bardzo dobrze i nawet przenikliwy chłód przez chwilę nie wydawał się aż taki straszny.

nawatedori5nawatedori6nawatedori7

Najbardziej spodobały mi się jednak wszechobecne żaby – figurki, pomniki, rysunki, a nawet mały ołtarzyk! Skąd jednak wzięła się taka fascynacją żabą? Otóż w 1972 roku, z powodu zanieczyszczenia rzeki Metoba, liczne niegdyś żaby kajika-kaeru (河鹿蛙) zniknęły z jej wód. Mieszkańcy Matsumoto, gdy to zauważyli, postanowili podjąć jakieś działania, by rzekę oczyścić. Po uprzątnięciu koryta rzeki, postawiono także malutką „żabią” świątynię – Kaeru Daimyōjin (カエル大明神), z nadzieją, że żaby wrócą kiedyś do jej wód.

nawatedori9

Oprócz samej świątynki, przy obu wejściach na uliczkę znajdują się pomniki żab – najpopularniejsza z nich to duża rzeźba o nazwie Gamazamurai (がまざむらい), czyli „ropuszy samurai”. Nie do końca rozumiem jej przesłanie, ale może chodzi tylko o to, żeby zwracała na siebie uwagę? Na drugim końcu uliczki znajduje się o wiele mniejsza statua – kamienna żaba z parasolką. Nie wspominając już o wielu miniaturowych żabkach w przeróżnych miejscach, tak jak ta malutka ropucha na kamieniu na jednym ze zdjęć poniżej.

nawatedori8

Przesłanie wszechobecnych żabich figurek opiera się na dwuznaczności słowa „kaeru” – zapisane jako カエル, bądź 蛙 znaczy „żaba”, lecz może to także być czasownik 帰る, czyli „wracać (głównie do domu)” albo 返る – „zwracać, oddawać”. W czym ma jednak pomóc zwykłemu śmiertelnikowi złożenie ofiary, czy zawieszenie tabliczki ema z życzeniem w Kaeru Daimyōjin? Otóż lista jest dość długa: gdy nie mamy pieniędzy, stracimy pracę, rozstaniemy się z ukochanym, albo nie udało się nam dostać na uniwersytet, wizyta w żabiej świątyni ma nam pomóc w odzyskaniu dobrej fortuny i osiągnięciu tych wszystkich rzeczy. W tym celu można kupić ema w kształcie żabki i zawiesić ją przy ołtarzyku, uprzednio napisawszy na niej swoje życzenia.

nawatedori12 (http://nawate.net)

Chciałabym też zwrócić uwagę na dwie rzeczy napisane na powyższym plakacie promującym sprzedaż tabliczek. Pierwsza to „リベンジ祈願” (Ribenji Kigan) – „ribenji” to zapisane po angielsku słowo „revenge”, które oznacza zemstę i faktycznie w języku japońskim jest to jedno ze znaczeń tego słowa. Jednakże ma ono także drugie, bardziej ukryte znaczenie w języku japońskim, „determinacja przegranego, aby wygrać następnym razem” i chyba bardziej o tę definicję chodzi w tym wypadku. „Kigan” to „modlitwa”, więc wizyta w Kaeru Daimyōjin ma nie tyle sprawić, że manna spadnie nam z nieba, tylko pomóc nam w podtrzymaniu determinacji, abyśmy się nie poddawali, bo kiedyś przecież z pewnością nam się uda.

Duży zielony tekst po prawej stronie plakatu to „よみガエル” (yomigaeru), czasownik, który zazwyczaj zapisywany jest za pomocą chińskiego znaku: „甦る”. Tym razem jednak zapisano go za pomocą hiragany i katakany, aby uwydatnić „ガエル” (gaeru), któremu bardzo blisko do „カエル”, czyli żaby. „Yomigaeru” oznacza „przywrócić, ocucić, powrócić”, co jest kolejną wariacją na temat „żaby” i „wracania”.

Przy samej świątynce znajdowało się stoisko z taiyaki, do którego ciągnęła się niewyobrażalnie długa kolejka. A to w Japonii znak, że cokolwiek czeka na jej końcu, jest tego warte. Zresztą mnie nigdy nie trzeba długo namawiać na ciastko z gorącym nadzieniem anko, o czym już pewnie wiecie, zwłaszcza po długim wpisie poświęconym temu przysmakowi. Po kilkunastu minutach ogrzałam swój żołądek (i przy okazji poparzyłam całe podniebienie) i udałam się do świątyni leżącej na północ od uliczki Nawate, do której ciągnęły tłumy, a przynajmniej tłumy według standardów prefektury Nagano.

Świątynia Yohashira (四柱神社) jest bardzo młoda, jeśli porównamy ją do wielu popularnych świątyń w Japonii, które często mają po 800 czy 900 lat. Dlaczego jednak nazywa się „yohashira”, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „cztery filary”? Czczci się w niej czterech bogów shintō, zwanych kami: Ame-no-minaka-nushi-no-kami (天之御中主神), Takamimusubi no kami (高皇産霊神), Kamimusubi-no-kami (神皇産霊神) oraz Amaterasu Ōmikami (天照大神). Pierwsze trzy mają bardzo ważną pozycję w mitologii japońskiej, ponieważ jako pierwsze wyłoniły się z przedwiecznego chaosu. Natomiast Amaterasu uznawana jest za najważniejsze bóstwo w shintō, bogini słońca, władczyni „Wysokiej Równiny Niebios”, którą zamieszkują kami.

Dopiero w 1874 pojawił się w doktrynie szintoistycznej nurt czczenia tych czterech bóstw razem, a narodził się on dokładnie tutaj – w Matsumoto, dlatego 5 lat później to właśnie tu zbudowano świątynię Yohashira. Niestety, w 1888 roku, jak to często w japońskiej historii miało miejsce, świątynia spłonęła w pożarze, który strawił znaczną część miasta. W 13 roku ery Taishō (1924), świątynię odbudowano i teraz uznawana jest za jedną z ważniejszych świątyń w prefekturze Nagano.

yohashira4
Piękne noworoczne ema

yohashira1

Chciałabym napisać kilka słów o kolejnej tradycji związanej z wizytą w świątyni shintō, a mianowicie o przepowiedniach losu zwanych omikuji (おみくじ). Po uiszczeniu drobnej opłaty, bierze się w rękę drewniane pudło i trzęsie się nim, po czym wypada z niego losowy patyczek z napisanym numerkiem, który daje się kapłanowi, po czym otrzymuje się od niego świstek papieru z przepowiednią.

yohashira2

Co jednak zrobić, jeśli na papierze jest napisane, że czeka nas ogromne nieszczęście i szereg katastrof? Japończycy i na to wymyślili sposób! Nieprzychylne nam przepowiednie przywiązuje się do sosny albo do przygotowanego specjalnie do tego celu stelaża. Dlaczego akurat do sosny, a nie na przykład do klonu czy brzozy? Tu ponownie znaczenie ma gra słów w języku japońskim. Sosna po japońsku to „matsu” (松), tak samo jak czasownik czekać (待つ). Zatem przywiązanie niefortunnej przepowiedni do sosny ma spowodować „przeczekanie” tej złej wróżby na terenie świątyni, aby nie prześladowała już nieszczęśnika, który ją wylosował.

yohashira3

Na szczęście moja przepowiednia była najlepsza z możliwych – 大吉 (daikichi, „ogromne szczęście”), więc wygląda na to, że rok 2014 będzie jeszcze lepszy niż poprzedni. Nie żeby 2013 był złym rokiem, ale jako że jestem perfekcjonistką, zawsze dałoby się w nim coś poprawić.

yohashira5

Na samej górze znajduje się wiersz, który próbowałam przetłumaczyć, ale nie dość, że nigdy nie byłam dobra w poezji w ogóle, to jeszcze oddanie znaczenia w jakimkolwiek innym języku przekracza jeszcze moje umiejętności językowe. W każdym razie, wiersz jest bardzo pozytywny – wspomina na przykład na początku, że nawet zachmurzone niebo się kiedyś rozjaśnia, a potem przywołuje błyszczące promienie wschodzącego słońca. Taka światłość na przyszłość z pewnością się przyda.

Następny jest krótki opis dotyczący naszego przyszłego zachowania – w moim wypadku wygląda na to, że wszystko pójdzie po mojej myśli, jeśli będę działać zgodnie ze swoim sercem. Poza tym, muszę porzucić wszelkie żądze i chciwość, i postarać się skupić bardziej na potrzebach innych ludzi. I wtedy mam rzekomo osiągnąć ogromne szczęście. Jak dla mnie są to rady, których powinien się trzymać każdy. Zresztą większość religii, czy to chrześcijaństwo, czy buddyzm nawołują do takich samych zachowań, ale gdyby ktoś przypadkiem zapomniał, to może sobie o tym przypomnieć na drugim końcu świata, zerkając na małą karteczkę w języku pełnym niezrozumiałych szlaczków.

Ale nie ma tak łatwo! Nie wywiniemy się tylko z ogólnikową gwarancją, że wszystko będzie dobrze. Omikuji, przynajmniej to moje, podaje listę konkretnych scenariuszy, a obok nich (w tym wypadku pod nimi, bo ta część pisana jest pionowo od prawej do lewej) krótkie notki na ten temat, na przykład co powinniśmy zrobić w danym przypadku albo jakie jest prawdopodobieństwo, że coś takiego będzie miało miejsce. Kategorie na moim omikuji są następujące:

願望(negaigoto)- Życzenia

待人(machibito)- Osoba, na którą czekasz

失物(usemono) – Zgubione rzeczy

旅行(tabidachi)- Podróż

商内(akinai) – Biznes

学問(gakumon)- Nauka

相場(sōba)- Rynek, finanse

争事(arasoi)- Konflikty

恋愛(ren’ai) – Związki miłosne

転居(yatsu’uri)- Przeprowadzka

出産(osan)- Poród

病気(yamai)- Choroba

縁談(endan)- Zamążpójście

Nie będę tutaj tłumaczyć wszystkiego, bo większość nie ma dla mnie zbytniego sensu, ani mnie specjalnie nie dotyczy. Mimo, że wygląda na to, że gdybym w tym roku wpadła na pomysł znalezienia męża i rodzenia dzieci, to wszystko poszłoby perfekcyjnie. Ale jako, że naprawdę jest to dla mnie wizja tak odległa, jak lot w kosmos, skupmy się na tym, co może być dla mnie istotne. Wygląda na to, że muszę się upewnić, że dostatecznie planuję moje podróże, a poza tym pilnie się uczyć. Brzmi dość rozsądnie, chociaż czasem lubię po prostu rano wstać, losowo wybrać jakieś miejsce na mapie okolicy i się tam udać. No ale można spróbować pójść z przepowiednią na kompromis i planować podróże fifty-fifty. Co ciekawe, nie dość, że powinnam także wkrótce się przeprowadzić, to jeszcze najlepiej, jakbym uczyniła to jak najprędzej. Zdrowie też ma mi dopisać, jeśli uspokoję swoje serce, co muszę przyznać, że z moim cholerycznym temperamentem może być dość trudne. Jednakże i to można potraktować trochę jako noworoczne postanowienie i postarać się choć trochę „wyluzować”. Pierwszy punkt twierdzi także, że moje życzenia zostaną spełnione, więc wygląda na to, że faktycznie nie ma co się niepotrzebnie stresować i trzeba się jak najbardziej się da cieszyć pobytem w krainie tajfunów przez te najbliższe kilka (dziewięć!) miesięcy.

Jakkolwiek Japończycy biorą omikuji całkiem na poważnie, dla większości jest ono po prostu motywacją, aby w nowym roku starać się być lepszym człowiekiem, czy to w kontaktach międzyludzkich, czy też w nauce albo w pracy. Co nie zmienia faktu, że zawsze lepiej wylosować omikuji prorokujące ogromne szczęście niż straszną katastrofę. Dlatego też ze świadomością, albo raczej z nadzieją, że ten rok będzie należał do bardzo udanych i z wywołanym tą myślą uśmiechem na twarzy, ruszyłam w stronę zamku, uznawanego za jeden z najpiękniejszych w Japonii. Ale o tym już wkrótce!

0 comments on “Matsumoto (松本), czyli miejsce kultu żab

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *