Matsumoto-jō (松本城) – wizyta w „Zamku Kruków”

Zamek Matsumoto-jō jest najstarszym drewnianym zamkiem w Japonii – został ukończony w 1595 roku i stoi w takiej formie do dziś. Jako jeden z czterech zamków w Japonii, obok Hikone, Himeji i Inuyama, wpisany został na listę Dziedzictwa Narodowego, w związku z tym jest on jednym z najczęściej odwiedzanych zamków w Japonii. Dlaczego? O tym za chwilę!

Wczoraj Japończycy świętowali Dzień Dorosłości, zwany po japońsku Seijin no hi (成人の日) . Odbywa się on co roku w drugi poniedziałek stycznia i jest to święto wszystkich, którzy od 2 kwietnia poprzedniego roku ukończyli 20 lat lub osiągną ten wiek do 1 kwietnia tego roku. Podczas tego dnia, odbywają się różne uroczystości w świątyniach, ale także oficjalne spotkania organizowane przez lokalne społeczności, a następnie spędza się ten dzień razem z rodziną. W Japonii osiąga się pełnoletniość dopiero w wieku 20 lat, więc jest to jednoznaczne nie tylko z możliwością głosowania w wyborach, ale także z legalnym piciem alkoholu – co podejrzewam, że dla wielu jest głównym powodem tak hucznego celebrowania tego dnia… Co nie zmienia faktu, że dzień wolny od zajęć bardzo mnie ucieszył, bo mogłam spędzić go, świętując Dzień Dorosłości na swój sposób – czyli totalnie przeciwnie do tego, co się oczekuje od dorosłego – leniuchując. Po dniu nicnierobienia, niezliczonych drzemek i konsumpcji groźnych dla zdrowia ilości pysznego jedzenia, przyszedł czas na powrót do rzeczywistości i ogarnięcie się choć trochę przed jutrzejszym początkiem zajęć. Dlatego też, powróćmy do opowieści o przepięknym Matsumoto, w prefekturze Nagano.

Zamek w Matsumoto jest dość nietypowy i dostrzeże to także totalny laik: jest czarny, w przeciwieństwie do większości zamków w Japonii, których biel aż kłuje w oczy (jak na przykład ten w Osace!) Fasada donżonu, została wykonana z czarnego drewna, dlatego też często nazywa się zamek w Matsumoto „Zamkiem Kruków” (烏城; Karasu-jō). Dlatego też wrył się w moją pamięć na długo.

matsumotojo9

Zamek w Matsumoto był w swoich początkach tłem do wielu burzliwych wydarzeń, przechodził z rąk do rąk różnych klanów i miał co chwilę zmienianą nazwę. Na początku ery Eishō (永正, 1504-1521), czasu ciągłej wojny domowej, panujący w regionie klan Ogasawara zbudował pierwsze fortyfikacje w miejscu, gdzie dzisiaj stoi zamek, nazywając je Fukashi (深志). Jednak lord Ogasawara nie zagrzał w nim długo miejsca, bo już w 1550 roku klan Takeda odsunął go od władzy. 12 lat później władza wróciła do Ogasawary po słynnym incydencie w świątyni Honnō-ji (本能寺), w którym to panujący wtedy daimyō, Oda Nobunaga (織田 信長), został zmuszony do popełnienia rytualnego samobójstwa przez Mitsuhide Akechiego (明智光秀). Nazwa zamku odzyskanego przez Ogasawarę Sadayoshiego ponownie uległa zmianie, tym razem na zamek Matsumoto, jak nazywany jest do dziś.

matsumotojo2

Zamek był centrum władzy w domenie Matsumoto aż do Restauracji Meiji w 1868 roku, kiedy to szogunat został zniesiony, a razem z nim cały stary system domen, rządzonych przez potężne rody. Jak to często bywa podczas rewolucji, chęć zmian trochę wyrwała się spod kontroli. Zaczęto modernizować wszystko na siłę i niszczyć cokolwiek, co mogło się kojarzyć z poprzednim systemem. W 1872 roku działka, na której znajduje się budowla, została sprzedana na aukcji, a sam zamek został przeznaczony do rozbiórki – ktoś „mądry” stwierdził, że lepiej na tym miejscu zbudować coś „nowoczesnego”… Na szczęście mieszkańcy Matsumoto się zbuntowali i na czele z Ichikawa Ryōzō i Kobayashi Unarim, dyrektorem lokalnego liceum, zebrali wystarczające fundusze, aby odkupić zabytek.

Widok kilku drzew rosnących przed otaczającą zamek fosą, starannie podwiązanych yukitsuri (雪吊) od razu przypomniał mi wizytę w ogrodzie Kenroku-en w Kanazawie. Dla tych, którzy jednak nie pamiętają – liny te mają za zadanie zabezpieczyć gałęzie drzew przed ciężarem śniegu, a tego bynajmniej w prefekturze Nagano z reguły nie brakuje.

matsumotojo1


Wewnątrz, oprócz odrestaurowanych pustych sal, znajduje się także muzeum z wystawą broni i zbroi z okresu, kiedy to zamek Matsumoto był centrum dowodzenia w regionie. Co ciekawe, mimo że z zewnątrz budowla wygląda, jakby miał pięć poziomów, w rzeczywistości ma ich sześć. To ukryte piętro było najbezpieczniejszym miejscem w zamku, lecz dość ciemnym – docierało do niego tylko światło przez szczelinowe drewniane okna, tak zwane kidure-gōshi (木連格子).

matsumotojo14
© http://muramasa01200403.blog.so-net.ne.jp/2012-07-18

Miałam zamiar zwiedzić zamek ze szczerym zainteresowaniem, ale nie do końca mi to wyszło. Bynajmniej nie dlatego, że było tam nudno, wręcz przeciwnie. Ale ktoś wpadł na pomysł, aby kazać wszystkim zwiedzającym zdjąć przed wejściem buty i chodzić po zamku boso. Podejrzewam, że chodzenie w skarpetkach po chłodnej podłodze byłoby całkiem przyjemne latem, kiedy temperatura w Japonii osiąga nieludzki poziom, jednakże chyba ktoś nie do końca przewidział, że zimą w Matsumoto temperatura zazwyczaj spada poniżej zera. Nie wspominając już o takim drobnym szczególe jak fakt, że zamek nie jest ani w żaden sposób ogrzewany, ani nie ma szyb w oknach. Więc przyszło mi dreptać po lodowatej podłodze w skarpetkach w pomieszczeniach, w których wiał mroźny wiatr. Dlatego za wszelki brak wystarczającego entuzjazmu przepraszam, lecz po jakiś kilku, czy też kilkunastu minutach, zamiast zachwycać się kunsztem japońskich budowniczych sprzed kilkuset lat, marzyłam o ciepłej herbacie, grubych skarpetkach i w tym momencie nie pogardziłabym nawet horrorem, jakim jest japońskie lato.

matsumotojo5 matsumotojo8

Oprócz samej majestatycznej bryły donżonu (którą można by podziwiać bez końca, gdyby nie przenikliwy chłód i wiatr), a także interesującego drewnianego wnętrza, wrażenie na mnie wywarł także widok ze środka zamku, zwłaszcza od strony czerwonego mostu nad fosą.

matsumotojo7

matsumotojo12 matsumotojo13

matsumotojo11

Po zwiedzeniu donżonu skierowałam się w stronę Daishō-ji (大松寺), którą było widać z daleka na drugim brzegu rzeki Metoba (女鳥羽). Muszę się przyznać, że nie miałam zielonego pojęcia, co to za świątynia, lecz wyglądała z daleko bardzo ładnie, a była nawet po drodze (no może trochę nie do końca) do ostatniego miejsca, które chciałam odwiedzić przed wyjazdem z Matsumoto, więc stwierdziłam, że nie zaszkodzi o nią zahaczyć. A wizyta w nowej świątyni zawsze mnie czegoś uczy – w Japonii jest tyle różnych odłamów buddyzmu, tyle różnych szintoistycznych kami itp, że naprawdę po każdej wizycie czy to w buddyjskiej świątyni, czy też w szintoistycznym chramie, muszę spędzić dość sporo czasu, rozszyfrowując zdjęcia i doczytując co nie co o konkretnej świątyni.

daishoji1

Daishō-ji to świątynia buddyjskiej sekty Sōtō-shū (曹洞宗, po chińsku: cáodòng zōng), jednego z trzech największych odłamów buddyzmu Zen w Japonii. Dla fanów liczb – według danych z 1989, które cytuje Wikipedia, sekta ta „posiada 14718 świątyń, 15 528 mnichów, 1177 mniszek i 7 milionów wyznawców”. Probowałam zrozumieć trochę więcej na temat tego konkretnego odłamu buddyzmu, ale po kilku akapitach tekstu, pełnego niezrozumiałych dla mnie nazw praktyk buddyjskich, poddałam się. Dlatego musi Wam starczyć kilka zdjęć – na jednym z nich można dopatrzyć się nawet małej żabki, która jest powtarzającym się motywem w Matsumoto (o wszechobecnych tu żabach pisałam kilka dni temu!)

daishoji3 daishoji4 daishoji5

Nie samą historią i zabytkami człowiek żyje, dlatego też udałam się w stronę muzeum sztuki Matsumoto-shi Hakubutsukan– (松本市美術館) w celu obejrzenia wystawy pochodzącej stąd znanej na całym świecie artystki – Yayoi Kusamy (草間彌生). Przyznam się bez bicia, że sztuka współczesna w ogóle do mnie nie trafia, ale w wielu pracach Kusamy jest coś, czego nie potrafię do końca opisać słowami, lecz z pewnością mój zmysł estetyki nie pozostaje na to obojętny. Zresztą sama artystka nazywa swoje prace „sztuką obsesyjną”, więc może faktycznie jest w jej pracach coś, co pobudza ukryte zakątki duszy?

kusama7
http://prw.kyodonews.jp/opn/release/201201312140

Yayoi Kusama jest z pewnością bardziej znana za granicą, niż w Japonii, zwłaszcza od kilku ostatnich lat, kiedy to zaangażowała się między innymi we współpracę z Louis Vuitton. Urodzona w 1929 roku właśnie w Matsumoto, w 1957 wyjechała do Nowego Jorku, gdzie była bardzo aktywna w ruchu pop art, sztuki feministycznej i minimalistycznej. Co zdziwiło mnie dość mocno, gdy czytałam krótką notkę o jej biografii to fakt, że to ona zainspirowała takich gigantów sztuki pop art jak Andy Warhol. W 1973 roku Kusama wróciła do Japonii, lecz nie została tutaj przyjęta tak entuzjastycznie, jak w Ameryce. W związku z tym, zamiast na tworzeniu, skupiła się na sprzedawaniu obrazów – niestety po kilku latach jej biznes upadł, a ona popadła w chorobę psychiczną. Kusama zdecydowała się na dobrowolne umieszczenie siebie w szpitalu psychiatrycznym w Tokio, gdzie mieszka do dziś. I co najbardziej w niej podziwiam – nie boi się o tym otwarcie mówić. Zwłaszcza w kraju, gdzie choroby psychiczne są ogromnym tabu, a mówienie publicznie o swoich problemach zdrowotnych, czy to natury fizycznej czy psychicznej, z reguły uznawane jest za coś nie na miejscu.

Matsumoto nic sobie nie robi z uprzedzeń i kontrowersji otaczających artystkę i jest dumne z tego, że to właśnie stamtąd pochodzi Yayoi Kusama i dlatego też poświęcono jej większość stałej wystawy w muzeum. Autobus jeżdżący do muzeum z dworca jest cały w typowych dla Kusamy kropkach – kapitalny akcent! Zastanawiałam się nawet czy by nie podjechać choć jednego czy dwóch przystanków, ale spacer po mroźnym Matsumoto wygrał.

kusama1

Mimo tego, że w muzeum trwała specjalna wystawa obrazów Gustave’a Moreau i Georgesa Rouaulta, promował ją dość mały plakat, przysłonięty wszechobecnymi kropkami. Warto także zaznaczyć, że w części, gdzie prezentowana była twórczość Kusamy, wystawione były także obrazy wielu innych współczesnych artystów japońskich, ale szczerze mówiąc, żaden z nich mnie specjalnie nie porwał, dlatego pustki na tej części piętra mnie raczej nie dziwiły. W końcu już od samego wejścia do muzeum, gdziekolwiek się nie spojrzy, w oczy rzuca się tylko sztuka Kusamy. Czy to ogromne kolorowe tulipany, manekiny w witrynie, a nawet owoc współpracy artystki z Coca-Colą – ławki i automaty z piciem w kropki. Rozważałam nawet przez chwilę kupno kropkowanej puszki, ale wypicie zimnej coli, gdy moim dłoniom było bliżej do bryły lodu niż do ludzkiego ciała, jakoś nie wydawało się kuszącą wizją.

kusama2 kusama3 kusama4 kusama5

Celem mojej wizyty w muzeum była jednak sama wystawa, więc chciałam pokazać Wam kilka prac Yayoi Kusamy, które można obejrzeć w muzeum w Matsumoto. Nie można było robić zdjęć prac, co jest oczywiste, ale nawet jak próbowałam zrobić zdjęcie tabliczki na ścianie, bo nazwa obrazu była zapisana w kanji, którego nie widziałam wcześniej, to kustoszka zareagowała w ułamku sekundy, mimo że stała jakieś kilkanaście metrów ode mnie. Nie wiem czy to jakaś szczególna umiejętność kustoszy w ogóle, Japończyków, mieszkańców, czy po prostu tej konkretnej osoby, ale muszę przyznać, że zrobiło to na mnie takie wrażenie, że aż się uśmiechnęłam, nawet jak zwracano mi w dość ostry sposób uwagę. Najbardziej znanym dziełem artystki na wystawie jest bezspornie „Dynia” (かぼちゃ; Kabocha), namalowana w 1999 roku.

kusama6
© http://artscape.jp/study/art-achive/1211653_1982.html

Jednakże moją uwagę oprócz perfekcyjnie doprowacowanych obrazów, jak „Dynia” powyżej zwróciły rysunki ołówkiem, namalowane przez małą, 10-letnią Kusamę, który pokazuje, że obsesyjne wizje męczyły ją od dzieciństwa – według samej artystki jedynym sposobem na radzeniem sobie z nimi w jakikolwiek sposób była, i nadal jest, sztuka.

kusama8
© http://www.cinra.net/news/viewer.php?eid=6641&id=8

Po obejrzeniu prac Yayoi Kusamy i zagrzaniu się w przyjemnie ciepłym budynku muzeum przyszedł czas na zmierzenie się z mrozem na zewnątrz. Pobyt w Matsumoto zakończyłam więc spacerem, a raczej żwawym marszem na stację z muzeum, przechodząc po drodze przez pięknie odrestaurowaną uliczkę Nakamachi (中町通り; Nakamachi-dōri). Niestety, nie miałam zbytnio czasu, aby powchodzić do niezliczonych sklepików, sprzedających tradycyjną ceramikę czy japoński papier. Zresztą, wiele z nich było już zamkniętych, więc musiałam się zadowolić obejrzeniem kilku witryn i po prostu – naprawdę przyjemną atmosferą tego miejsca.

nakamachi1 nakamachi2 nakamachi3 nakamachi4nakamachi5

Mimo, że opuszczałam już Matsumoto, po którym poszwędałabym się z chęcią jeszcze kilka dni, to nie koniec moich „przygód” w prefekturze Nagano. Tak jak mój pobyt w Matsumoto zaczął się na dworcu, tak też pożegnał mnie zawodzący, zniekształcony przez głośniki głos, niosący się po zimnym peronie: „Matsumotooo!”. Wyglądając za okno nabierającego prędkości pociągu do stolicy prefektury – Nagano – układałam w myślach roboczy plan na następny dzień. O ostatnim dniu wyprawy, którego większość spędziłam, spacerując po ogromnym terenie buddyjskiej świątyni Zenkō-ji (善光寺), celu pielgrzymek wielu Japończyków, napiszę już wkrótce. Lecz na razie czas wrócić do codzienności i choć w miarę przygotować się na ostatnie trzy tygodnie uniwersytetu.

1 comment on “Matsumoto-jō (松本城) – wizyta w „Zamku Kruków”

  1. Andrzej W.

    Aaahh…Wróciły wspomnienia mojej wizyty w zamku Matsumoto w czerwcu 2012 roku – naprawdę polecam wszystkim wybierającym się do Japonii odwiedzenie tego miejsca!

    Poza tym jestem trochę zszokowany! Wygląda na to, że w Japonii dni wolnych jest prawie tyle samo co w Polsce. Często mówi się, że im mniej dni wolnych od pracy, tym gospodarka lepsza – a jednak Japonia pokazuje, że można inaczej 😉 I bardzo mnie też taka sprawa – z Twoich wpisów wynika, że wiele japońskich świąt to święta rodzinne. Ale jak to w praktyce wygląda? Rzeczywiście rodziny spędzają ten czas razem czy, tak jak w Polsce i na zachodzie, młodzież wychodzi na różnego rodzaju festyny czy imprezy?

    Nie daj się niskim temperaturom – niech Cię rozgrzewa myśl, że może minie trochę czasu zanim znowu odwiedzisz te piękne miejsca i korzystaj ile się da! Swoją drogą – kiedy odwiedzałem Matsumoto to CHYBA dawali nam jakieś kapcie na nogi…a może po prostu dawali nam siatki na buty?…Nie pamiętam…

    I czekam aż ‚upolujesz’ obiektywem jakieś kolejne niesamowite zwierzątko – jak całkiem niedawno makaki 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *