Ueno (上野) – dzień z pandami, ikebaną i owocami na patyku

Od kilku dni, a nawet i tygodnia, próbuję dokończyć wpis o Nagano, aby już zamknąć rozdział pod tytułem „wyprawa do prefektury Nagano„, ale niestety przez nawał końcowych egzaminów, prezentacji, wszelkiego typu raportów i zadań, udaje mi się tak naprawdę dopisywać po kilka czy kilkanaście zdań każdego dnia, albo próbując się dobudzić mocną herbatą przy śniadaniu albo przed pójściem spać.

Jednakże ile można funkcjonować jak robot? W przypadku Japończyków odpowiedź brzmi – długo, lecz, jak już pewnie wiecie, ja nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż kilka dni. W związku z tym stwierdziłam „dość tego” i zaplanowałam krótki wypad na drugą stronę Tokio – do Ueno. Tym razem wymówką był fakt, że nie wybierałam się tam sama, lecz z japońską koleżanką (którą od teraz będę nazywać R.), więc powtarzałam sobie po cichu, że co z tego, że będę do tyłu z kilkoma zadaniami, albo nawet jeśli nie zrobię ich tak dobrze, to przecież spędzę cały dzień, mówiąc tylko po japońsku, co na pewno pomoże w dalszej perspektywie, prawda? I cieszę się, że wyrwałam się z zachodniego Tokio, bo dzień spędzony na spacerowaniu do Ueno należał do bardzo udanych!

Ueno znajduje się w dystrykcie Taitō (台東区) i znane jest głównie z parku o tej samej nazwie. W parku znajduje się kilka ważnych muzeów – Muzeum Tokijskie, Muzeum Sztuki Zachodniej czy też Muzeum Natury i Nauki, ale także przeróżne świątynie i pomniki. Najpopularniejszą częścią parku jest jednak Tokijskie Zoo, do którego postanowiłam z R. wybrać się od razu po przyjeździe do Ueno, głównie po to, żeby zobaczyć główną atrakcję, czyli pandę.

zoo1

Panda, niestety, nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia, a raczej zrobiło mi się smutno, widząc to biedne zwierzę za grubą na kilka centymetrów szybą, do której przyklejona była cała masa turystów. Dlatego też, przeszłyśmy się po zoo dość pobieżnie, bo szczerze mówiąc, oprócz pandy, nie było w nim niczego na tyle ciekawego, czego nie można zobaczyć w każdym innym zoo na świecie. Japończycy wyczuli koniunkturę – podobizna pandy zdobi prawie każdy centymetr kwadratowy zoo, jej podobizna jest w logo ogrodu zoologicznego, na przeróżnych plakatach, reklamach, mapkach i znakach. Nie wspominając już o kilku sklepach, sprzedających głównie pluszowe pandy, karteczki z wzorkiem pandy, ciastka w kształcie pand, et cetera. Jakoś inne zwierzęta, choćby nie wiem jak ciekawe i interesujące, przegrały w medialnej bitwie z biało-czarnym misiakiem.

Szczerze mówiąc, to nie zoo było głównym celem mojej wizyty w Parku Ueno, lecz wystawa ikebany (生け花), na którą bilety otrzymała R. od swojej babci, pracującej do całkiem niedawno jako nauczycielka tejże sztuki. Ponoć jeszcze w zeszłym roku można było na wystawie zobaczyć także jej prace, lecz w tym roku ze względu czy to na wiek, czy brak chęci, nie przygotowała żadnej aranżacji, a szkoda.ikebana0

Wystawa ta odbywa się co roku w jednym z najbardziej prestiżowych miejsc – czyli w muzeum w Ueno i tegoroczna edycja była 81. z kolei. Niestety, nie jestem w stanie ocenić, czy te prace były w jakikolwiek sposób dobre czy innowacyjne, ale przyznam, że na kilku z nich, zwłaszcza tych nowoczesnych i kolorowych, zawiesiłam oko.

(Kliknijcie na wybrane zdjęcie, aby zobaczyć je w całej okazałości!)

Sama wystawa spodobała mi się na tyle, że muszę dowiedzieć się kiedyś czegoś więcej o sztuce ikebany. Na razie wydaje mi się to trochę bardziej losową zabawą, ale według R. ponoć istnieje wiele różnych zasad i norm, których należy się trzymać, przy tworzeniu bardziej tradycyjnych „bukietów”. Nie znałam sporej nazwy kwiatów, nawet po polsku, a przysłuchując się z boku dyskusjom znawczyń, ubranych w przepiękne kimona, nie miałam pojęcia, o której aranżacji mówią, bo te nazwy niestety nic mi nie mówiły.

Po spędzeniu kilku godzin w Parku Ueno, przyszedł czas na zjedzenie czegoś dobrego, więc udałyśmy się w stronę uliczki znanej ze sprzedaży wszelkiego typu przekąsek i jedzenia – na market Ameyoko (アメ横), którego pełna nazwa brzmi Ameya-Yokochō (アメヤ横丁), co oznacza „uliczka sklepów ze słodyczami”. Czyż sama nazwa nie powinna zachęcić do wizyty w tym miejscu? Spodobały mi się bardzo nie tylko stoiska z niezliczoną ilością orzechów, fasoli, wodorostów i innych produktów spożywczych, ale także małe budki, sprzedające owoce na patyku. Jednak zdrowy fast food istnieje! Skusiłam się na soczystego melona i był to bardzo dobry wybór.

ameyoko1 ameyoko2

Na rynku można jednak poczuć trochę inną atmosferę niż w bogatej części Tokio, np. w Shibui czy Ginzie. Ueno, a zwłaszcza okolice stacji kolejowej, są jednym z miejsc, gdzie mieszka najwięcej bezdomnych w Tokio, więc okolica ma także dość niechlubną opinię wśród Tokijczyków. Ameyoko ma także niezbyt świetlistą historię – po wojnie powstał tu nielegalny market, wokół którego kwitnęła tokijska szara strefa. Dzisiaj też Ueno ma dość specyficzny charakter – z jednej strony znajdują się w nim bogate muzea, po których chodzą ubrane w kunsztowne kimona bogate Tokijki, a z drugiej mamy też śpiących na chodnikach bezdomnych i market, na którym oprócz podstawowych dóbr, można kupić głównie chińskie tanie podróbki.

ameyoko3 ameyoko4 ameyoko5 ameyoko6 ameyoko7 ameyoko8

Bo Japonia to przecież nie tylko Harajuku i designerskie sklepy, ale także zwykła szara codzienność. W końcu nie każdego Japończyka stać na truskawki za 30 zł za sztukę czy też na buty za kilkadziesiąt tysięcy jenów. Warto przejść się po Ameyoko, nie tylko, aby popodziwiać przeróżne świeże morskie stworzenia, o których istnieniu nie miało się do tej pory pojęcia, ale także, aby uświadomić sobie, że w Japonii żyją ludzie wszelkiej maści, od przeraźliwie bogatych do niewyobrażalnie biednych i nie można zapominać o tych ostatnich. Nawet jeśli ich obecność kłuje większość średniej klasy w oczy na tyle, że się po prostu o tym nie mówi. Notabene to samo widać na Shinjuku, ale jakoś mało kto na to zwraca uwagę. Kiedykolwiek wspomnę w rozmowie o tym, że znowu widziałam masę bezdomnych rozkładających kartony przed wejściem na dworzec, Japończycy są z reguły bardzo zdziwieni. Bezdomni? W Shinjuku? Na dworcu? Naprawdę? No chyba nie… A jednak.

Categories Uncategorized
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

1 comment on “Ueno (上野) – dzień z pandami, ikebaną i owocami na patyku

  1. Ikebany są odlotowe. Z całą pewnością nie mają nic wspólnego z chińską podróbką.

    Pocieszające. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *