Festiwal Śniegu w Sapporo (さっぽろ雪まつり)

Praca w japońskiej firmie może i jest ciekawym doświadczeniem, ale siedzenie prawie 9 godzin przy komputerze męczy fizycznie i psychicznie. Dlatego jak tylko zorientowałam się, że niedługo długi weekend, szybko zaklepałam wyjazd last minute z dala od Tokio. Tym razem poza Honshū (本州), największą wyspę archipelagu japońskiego, a konkretniej – daleko na północ, do krainy mrozu i śniegu – Hokkaidō (北海道).

Wieczorem po pracy wsiadłam w bezpośredni pociąg z dworca Shibuya na lotnisko Haneda. I od razu poczułam się lepiej. Mam duszę nomada – najlepiej czuję się w drodze, w podróży. Skłamałabym, twierdząc, że wybrałam Sapporo (札幌) losowo – w ostatni weekend odbył się tu znany w całej Japonii, a także po za nią, Festiwal Śniegu, którego główną atrakcją są niezliczone budowle z lodu i śniegu porozstawiane na głównych alejach miasta.

W Sapporo byłam raz ponad dwa lata temu, lecz latem; muszę przyznać, że wtedy nie zrobiło ono na mnie wrażenia. Szerokie ulice, przecinające się pod kątem prostym, jakby żywcem zerżnięte z pierwszej lepszej mapy jakiegoś amerykańskiego miasta. Po kilku godzinach spaceru stwierdziłam, że tak naprawdę nie ma tu nic do roboty. Dlatego cieszę się, że mogłam zobaczyć jego zimowe, jakże inne, oblicze. Ulice zasypane śniegiem, w którym odbijają się dziesiątki neonów i bilboardów, a miasto nawet o zmroku tętni życiem. Ludzie ogrzewają się miskami ciepłej zupy w zatłoczonych barach, a niska temperatura niespecjalnie przeszkadza w cieszeniu się towarzystwem. Zdaję sobie sprawę, że w jakiejś tam mierze atmosfera ta może być spowodowana festiwalem – w końcu większość lotów i hoteli była na ten weekend wyprzedana. Ale jestem skłonna stwierdzić, że dopiero zimą Sapporo odsłania swoje prawdziwe oblicze.

sapporo1 sapporo2 sapporo3

Festiwal Śniegu w Sapporo, czyli po japońsku Sapporo Yuki Matsuri (さっぽろ雪まつり) odbywa się już po raz 65.! I z każdym rokiem zjeżdżają z tego powodu do Sapporo istne tłumy. Na szczęście, z powodu śnieżycy w okolicach Tokio, wiele lotów zostało opóźnionych i odwołanych, więc spora część turystów po prostu nie dotarła na miejsce. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że zdecydowałam się lecieć w piątek wieczorem, a nie w sobotę rano, bo pewnie bym do Sapporo nie poleciała. A średnio widziała mi się wizja kilkunastogodzinnej podróży pociągiem aż na Hokkaidō…

snowfestival1

Większość rzeźb i budowli znajduje się w parku Ōdori (大通), położonym w centralnej części Sapporo, które stało się na te kilka dni miastem śniegowo-lodowych rzeźb. Na zdjęciach chyba nie widać, jak duże są w rzeczywistości, ale niektóre wysokie są na co najmniej 2 czy 3 piętra (!).

snowfestival3

Przyznam, że widząc ten budynek z daleka, a konkretnie wieżę zegarową i, aczkolwiek niewyraźnie, flagę, myślałam, że będzie to hołd złożony miłości i fascynacji japońskiej wobec Stanów Zjednoczonych. Jednak, jak tylko przepchałam się przez tłum turystów i podeszłam bliżej, okazało się, że to nie flaga Wujka Sama, lecz Malezji! A budynek to nie, ot taka sobie, wieża zegarowa, tylko budynek Sułtana Abdula Samada. Muszę jednak przyznać, że moje pierwotne skojarzenie z Big Benem nie jest całkowicie bezpodstawne, budynek ten został w końcu zaprojektowany przez brytyjskiego architekta A.C. Normana w 1894 roku. Nie mam pojęcia jak wysoka była śniegowa wersja budynku (choć wyższa, niż sugerowałby to rozsądek), lecz oryginał ma 41 m wysokości, a zegar chodzi ponoć nieprzerwanie od 100 lat. Że też kiedyś potrafili skonstruować zegary, które chodzą bezproblemowo ponad wiek. Chyba nie wpadli jeszcze na patent pod tytułem gwarancja i inne podobne wymysły współczesnego kapitalizmu. Wracając jednak do Malezji, a konkretniej do Kuala Lumpur – w budynku tym znajduje się teraz Ministerstwo Informacji, Komunikacji i Kultury (nazwa ministerstwa może konkurować z Ministerstwem Cyfryzacji, czy jak ono się zwie), więc podejrzewam, że nie można go specjalnie zwiedzać, chyba że ktoś chce zobaczyć ten budynek na tyle, żeby chcieć zostać ministerialnym urzędnikiem. Ale zawsze można się przejść na Plac Niepodległości, Dataran Merdeka i popodziwiać budynek stamtąd. Ja sobie wyobraziłam, że stoję na tym placu i jestem w Kuala Lumpur, chociaż pogoda w Sapporo miała się nijak do mojego wyobrażenia malezyjskiego klimatu. Jednakże grunt to bujna wyobraźnia, a tej mam pod dostatkiem.

snowfestival6

O dziwo, powyższa budowla różni się od pozostałych o tyle, że została wykonana z lodu, a nie ze śniegu. Zatytułowana „Tradycyjny i nowoczesny Tajwan”, przedstawia najbardziej znane atrakcje turystyczne Tajwanu „stopione” w jedno. Przystanęłam przy tej rzeźbie na dłużej, czytając z ulotki informację o przedstawionych zabytkach i gdybym mogła, to prosto z Sapporo wsiadłabym do samolotu do Tajpej! Ale kiedyś jeszcze tam wpadnę, a kto wie, może mnie nawet tam wywieje podczas mojego tegorocznego pobytu w Azji? Na samym środku widać Narodowe Muzeum Pałacowe w Tajpej, w którym przechowywana jest jedna z największych na świecie kolekcji sztuki chińskiej – prawie 700 tys. egzemplarzy! Nie znam się zbytnio, a można by rzec, że w ogóle, na sztuce chińskiej, ale wizyta w takim azjatyckim Luwrze musiałaby być fascynująca. Co ciekawe, muzeum w Tajpei ma wiele wspólnego z podobnym muzeum w pekińskim Zakazanym Mieście – instytucja ta została podzielona po wojnie domowej. Część eksponatów ma zostać wystawiona w tokijskim Muzeum Narodowym akurat tydzień po moim wyjeździe do Korei, ale jakoś specjalnie mnie to nie dziwi. Trzeba będzie się po prostu wybrać do Tajpej. Wieża po lewej stronie głównego budynku muzeum to Taipei 101, wieżowiec wysoki na 509 m, znajdujący się w centrum Tajpej, w dzielnicy Xinyi (信義區; Xìnyì Qū). Budynek ma 101 pięter plus 5 poziomów pod ziemią – nie wiem czemu, ale bardziej przeraża mnie chyba wizja pobytu kilka pięter pod ziemią, niż ponad 100 nad nią. Szczerze mówiąc, z chęcią zobaczyłabym Tajwan z takiego punktu widokowego. Co tylko przypomina mi, że nadal mam do zaliczenia tokijskie Sky Tree – wysokie na całe 634 metry. Ale wszystko przede mną.

snowfestival7

Na Hokkaidō, zwłaszcza w Sapporo, nadal żywa jest pamięć o igrzyskach zimowych, które odbyły się tutaj w 1972. To samo zauważyłam zresztą w Nagano, gdzie na każdym kroku można było napotkać na ten temat plakaty i broszurki, a także znaki prowadzące do obiektów olimpijskich. Rzeźba przedstawiająca różne sporty zimowe ma nie tylko za zadanie przypominać o sukcesie igrzysk w Sapporo czy wspierać igrzyska w Soczi, ale także, albo i nawet przede wszystkim, promować Zimowe Igrzyska Azjatyckie, które odbędą się w Sapporo w 2017 roku. Najbardziej zdziwił mnie chyba jednak fakt, że to wszystko zostało wyrzeźbione nie przez profesjonalnych artystów, lecz przez ekipę z japońskich Sił Samoobrony (Japonia nie posiada armii, w związku z Artykułem 9 nowej powojennej konstytucji).

snowfestival10

Stanąwszy pod rzeźbą przedstawiającą różne zwierzaczki, zaczęłam skostniałymi palcami wertować ulotkę w poszukiwaniu jakiegoś głębokiego opisu tej rzeźby z masą informacji na temat tego, co ona przedstawia i dlaczego. A tu „zonk” – informacja była zwięzła jak w telegramie. Tytuł: „♡in all love♡”. „Miłość wobec ludzi, zwierząt i środowiska”. Miało być głębokie przesłanie, ale nie do końca jestem pewna czy wyszło, zwłaszcza, że mało kogo interesuje znaczenie tych rzeźb, a bardziej odbywające się pod nimi konkursy z darmowymi nagrodami. Szczerze mówiąc, nie zdziwiłabym się, gdyby przy poszczególnych rzeźbach świeciło pustkami, gdyby nie ciągłe nawoływanie jakichś telewizyjnych pseudogwiazdeczek, konkursy, zdjęcia z przebranymi w pluszowe i urocze wdzianka ludźmi i tym podobne.

snowfestival11

Totalnie przemarznięta, kilka razy musiałam uciekać z parku do pobliskich sklepów, by zagrzać swoje kończyny. Na szczęście co jakiś czas ustawione były specjalne pawilony, w których nakopcone było do granic ludzkich możliwości, gdzie można było wejść i się zagrzać. Niestety, jakkolwiek przyjemnie było siedzieć w warunkach bliskich wizycie w saunie, to potem wyjście na zewnątrz było istną torturą, dlatego też postanowiłam sobie odpuścić zabawę w szok termiczny i ogrzać się w pierwszym lepszym konbini. Po odzyskaniu czucia w dłoniach, wróciłam pod rzeźbę przedstawiającą grób I’timād-ud-Daulah (اعتماد الدولہ کا مقبرہ‎) w indyjskim stanie Utter-Pradesh. Grobowiec ten zwany jest często „baby Taj”, bo służył ponoć za inspirację dla słynnego Taj Mahal. Stałam i próbowałam wyobrazić sobie, że jestem właśnie w Indiach, ale było to trudne, bo z głośników grała przeraźliwie piskliwa muzyka, a przed samą rzeźbą odbywały się jakieś konkursy dla dzieci. Starałam się zrozumieć zasady i ich sens, ale chyba jeszcze nie jestem na odpowiednim poziomie wtajemniczenia. Na szczęście zamiast wysłuchiwać krzyków wielkiej pluszowej pomarańczowej kulki (cokolwiek ona miała przedstawiać), zanurzyłam się w opisie budowli, a konkretnie jej śniegowej wersji – wysokość: 12 m, szerokość: 21m, głębokość 23 m. Do zbudowania zimowej wersji tego przepięknego grobowca z białego marmuru użyto 2250 ton śniegu, które przywieziono na miejsce 450 ciężarówkami. Słownie: czterysta pięćdziesiąt. Chociaż to i tak nic przy tym ile wysiłku musiało kosztować wybudowanie oryginalnego grobowca – bynajmniej w pierwszej połowie XVII wieku nie dysponowano koparkami i ciężarówkami. Takie tam plusy życia w dwudziestym pierwszym wieku.

snowfestival26

W ramach zmiany atmosfery, bo ile można mówić o zimowych wersjach przeróżnych azjatyckich zabytków, spójrzmy na tę ogromną rzeźbę, której głównym celem, poza konsternowaniem przechodzących obok niej niezaznajomionych w temacie obcokrajowców, jest świętowanie 40. rocznicy programu telewizji Fuji – „Ponkickies” (ポンキッキーズ). Główne postaci to: Gachapin (ガチャピン), dinozaur z wystającym zębem; Mukku (ムック), czerwone Yeti i urocze trio różowych misiaków – Lollipops (ロリポップス). Nie oglądałam nigdy Ponkickies, lecz widziałam postać Gachapin i Mukku kilkakrotnie, czy to w reklamach, czy po prostu, ot tak, w Internecie. Nie wspominając już o tym, że jeden z japońskich zespółów, który bardzo lubię, wziął swoją nazwę właśnie od postaci czerwonego yeti, więc może coś w tej bajce jest? Kiedyś przysiądę i obejrzę choć jeden odcinek japońskiej wersji „Ulicy Sezamkowej”. Ale nie wiem czy przypadkiem nie trzeba do tego czegoś mocniejszego!

snowfestival31

snowfestival9   snowfestival35

Oprócz powyższych ogromnych budowli, wzdłuż głównej alei parku Ōdori rozstawione były niezliczone wręcz mniejsze i większe rzeźby ze śniegu. W ramach festiwalu odbywał się też konkurs na najlepszą rzeźbę ze śniegu i jedna z nich była wykonana przez zespół z Polski! Zgadniecie która? Zatytułowana jest „Karkonosze” i jakkolwiek mi się podobała i to bardzo, niestety nie wygrała konkursu, a nawet nie zdobyła żadnego wyróżnienia. No ale liczy się jakiś polski akcent, prawda? Nawet jeśli to tylko jedna rzeźba wśród całej masy przeróżnych śniegowych dzieł.

Dla mnie szczytem doświadczeń ze śniegiem jest zbudowanie bałwana, więc widok ogromnych budynków ze śniegu sprawił, że musiałam prawie zbierać z zaśnieżonego chodnika swoją szczękę. Ale Japończycy nie byliby sobą, gdyby w festiwalu chodziło tylko o podziwianie śnieżnych konstrukcji. Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że w większej mierze jest to pretekst do tego, by wlać w siebie litry grzanego wina i zagryźć je kiełbasą, słodyczami czy innymi przysmakami, dostępnymi na każdym kroku. Najbardziej zadziwiło mnie chyba malutkie stoisko z rosyjskimi przysmakami, w tym z pirożkami (пирожки), ale stwierdziłam, że to jednak nie to samo co dobre polskie domowe pierogi i że jakoś muszę wytrzymać jeszcze… 7 miesięcy. I się najem pierogami po pachy!

sapporo4 sapporo5 sapporo6 sapporo7

Jednakże budowle ze śniegu nie są jedyną atrakcją Festiwalu, nawet jeśli to „śnieg” zasłużył sobie na obecność w nazwie. Szczerze mówiąc równie spore, jeśli momentami nie większe, wrażenie zrobiły na mnie rzeźby z lodu, które były główną atrakcją odbywającego się równolegle 34. Festiwalu Lodu Susukino – Susukino-no Kōri-no Matsuri (すすきの氷の祭).

Rzeźby prezentowały się wspaniale nie tylko w dziennym świetle, lecz także, a może nawet bardziej, w nocy, kiedy to okoliczne neony i lampy odbijały się w lodowej powłoce. Dopiero ta gra świateł pozwalała dostrzec wiele szczegółów, które wcześniej przeoczyłam. I nawet ze stopami bliskimi odmrożenia w tej nieludzkiej temperaturze, zatrzymywałam się przy wielu z nich na dłużej, by nacieszyć oczy widokiem i płuca świeżym, aczkolwiek mroźnym powietrzem. Tak innym od tego tokijskiego.

susukino24 susukino25

W międzyczasie można było się „posilić” w jednym z rozstawionych między rzeźbami lodowych barów. Przy mrozie -15 nie pomógłby żaden wysokoprocentowy napój, a jako że Japończycy nie są specjalnie znani z mocnych głów, musiałabym chyba wydać fortunę, żeby poczuć jakikolwiek efekt – ich alkohol do mocnych bynajmniej nie należy. Poza tym jakoś średnio bawiła mnie wizja siedzenia na lodzie, więc udałam się dalej, podziwiając kunszt rzeźb, odbijających światło neonów.

susukino26

Najbardziej rozbawiło mnie chyba to, że wiele z tych rzeźb miało dość artystyczne przesłanie, a nieraz zamiast na nich, człowiek automatycznie skupiał swoją uwagę na rażących oczy neonach, głównie reklamujących przeróżne „usługi”, z których znana jest dzielnica Susukino – jedna z największych w Japonii dzielnica „czerwonych latarni”. I co z tego, że w Japonii prostytucja jest niby nielegalna, zawsze znajdą się sposoby na obejście tego; teraz w Japonii są to tak zwane „soap landy”, które na papierze są publicznymi łaźniami. Taa jasne. W każdym razie pomijając dość specyficzną naturę miejsca, w którym ustawiono rzeźby, trzeba przyznać, że wiele z nich naprawdę zachwyca, czyż nie?

Bardzo zaskoczyło mnie na plus to, że mieszkańcy Sapporo wydawali się autentycznie cieszyć tym wydarzeniem. Na tyle, że niektóre sklepy przygotowały własne małe rzeźby ze śniegu czy lodu, które można było podziwiać przed wejściem. A nuż kogoś taka rzeźba zainspirowała do wybrania tej restauracji a nie innej bez lodowej ozdoby?

susukino36

Po całym dniu spędzonym na chodzeniu po Sapporo i podziwianiu śniegowo-lodowych rzeźb, którym z reguły bliżej było do prawdziwych dzieł sztuki niż do pierwszego lepszego bałwana, skryłam się w jednej z wielu malutkich i zatłoczonych restauracji, serwujących ciepły makaron gryczany soba. W jeden dzień udało mi się zobaczyć większość atrakcji festiwalu, więc od razu przystąpiłam do wyszukiwania miejsc w pobliżu, gdzie mogłabym się udać, aby nacieszyć się prawdziwą zimą na najbliższy rok. Wybór padł na portowe miasteczko pół godziny drogi pociągiem z Sapporo – Otaru (小樽). Ale o świętowaniu zimy w nadmorskim Otaru, tym razem w wersji z lampionami w tle, napiszę już wkrótce. A w międzyczasie zaglądajcie na Facebooka, bo może uda mi się wrzucić jakieś ciekawe zdjęcie czy dwa, aby umilić wszystkim czekanie.

Categories Festiwale Podróże
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

7 comments on “Festiwal Śniegu w Sapporo (さっぽろ雪まつり)

  1. Witam nowa klubowiczke i juz widze, ze bede czesciej zagladac 🙂 Powodzenia w pracy!

  2. Genialne! szkoda ze u nas zadko robia takie sniezne wystawy, przeciez „produkt” do tego nic nie kosztuje ;]

  3. Dwa Koty

    Moj pan domu twierdzi, ze na Hokkaido mieszka sporo Rosjan, wiec i pierozki i buraczki i inne przysmaki sie znajda. To jeden z jego, jakze bardzo wyszukanych argumentow, aby przekonac mnie do przeprowadzki na „daleka polnoc” 🙂

  4. Ogólnie jestem zdecydowanym przeciwnikiem śniegu w mieście, ale tu, czy na chiński festiwal lodowyw Harbinie jestem w stanie zrobić wyjątek…;)
    pzdr

    • Karolina

      Też tak mam, ale na szczęście mogłam doświadczyć takiej masy śniegu z dala od miasta, w którym mieszkałam, więc potraktowałam to bardziej jak wakacje. Jakbym miała tam spędzić więcej czasu, to pewnie chaos komunikacyjny doprowadziłby mnie do szału. Już wystarczy, że raz droga do domu z pracy w Tokio zajęła mi ze trzy godziny, po tym jak spadł cały centymetr śniegu… Dlatego w idealnym świecie śnieg mógłby faktycznie istnieć jedynie w górach, tudzież innych pięknych miejscach z dala od centrów miast. Zrobiłabym też wyjątek na święta 😛

  5. Wow! Niektóre z tych rzeźb są niesamowite 🙂 Zawsze chciałam zobaczyć coś takiego na żywo.

    • Karolina

      Przyznam, że doceniłam ich artyzm o wiele bardziej, kiedy przeglądałam zdjęcia na spokojnie w hotelowym pokoju, bo na zewnątrz było jakieś -15 stopni. Na szczęście Japończycy wymyślili tak zwane ‚kairo’, czyli rozgrzewające wkładki do butów, ale także takie, które można nakleić sobie na ubrania, włożyć do kieszeni czy do rękawiczek, bo bez nich zamarzłabym tam chyba na śmierć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *