Czy czas w Japonii płynie inaczej?

Dzisiejszy post nie będzie o żadnym konkretnym miejscu w Japonii, ani też o żadnej konkretnej tradycji czy festiwalu. Będzie o czymś, co mnie intryguje już od dawna. Mianowicie, jak różne kultury postrzegają czas. Ale jak to, można postrzegać go inaczej? Mamy przecież miesiące, dni, lata, godziny, co można jeszcze wymyślić, co by się różniło, od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie? A no można. Na pierwszy rzut oka nie widać szczególnych różnic – Japończycy używają przecież kalendarza gregoriańskiego tak jak my i z reguły także liczą lata tak, jak przyjęło się na całym świecie. Jednakże liczenie lat jest właśnie pierwszym momentem, kiedy przybysz z zewnątrz może się nieraz trochę pogubić.

Oprócz normalnego systemu liczenia lat, Japończycy podają lata często w erach (年号, nengō) – według panowania konkretnych cesarzy. Bynajmniej nie jest to tylko jakaś dziwna tradycja, daty według er widzi się wszędzie. Przed przyjazdem do Japonii oczywiście uczono mnie o nazwach poszczególnych er i ich datach, ale jakoś nigdy nie opisywałam według nich wydarzeń – zawsze odnosiłam się do nich według normalnej numeracji. Dlatego też zdziwiłam się niezmiernie, kiedy to kilka dni po przyjeździe do Japonii zakładałam konto w banku, a pani się mnie pyta o datę urodzenia. Więc mówię jej że 1991, a ona patrzy na mnie jak na jakiegoś przygłupa.

– Era Heisei czy Shōwa?

– Chyba Heisei? 1991… który to będzie rok?

– Heisei 3, tak?

– Niech będzie.

Okazało się na szczęście, że faktycznie, moje urodziny przypadają w trzecim roku ery Heisei, która zaczęła się wraz z objęciem tronu przez aktualnego cesarza – Akihito (明仁). Po jego śmierci, nikt nie będzie go nazywał już Akihito, lecz właśnie Heisei. Tak samo rzecz się ma z cesarzem, którego my znamy jako Hirohito (裕仁). Mało który Japończyk w ogóle kojarzy prawdziwe imiona cesarzy, dla nich Hirohito to cesarz Shōwa (昭和天皇, Shōwa Tennō), a Akihito to po prostu – Jego Wysokosc Cesarz (天皇陛下; Tennō Heika) lub troszkę mniej oficjalnie i z większym dystansem – Kinjō Tennō (今上天皇), czyli obecnie panujący cesarz.. Nie ma innego, więc wiadomo o kogo chodzi. Tak jak z królowa brytyjską, w Anglii nikt nie nazwie jej inaczej niż the Queen. Ogromnym tabu jest nazwanie żyjącego cesarza imieniem ery, bo będzie to jego pośmiertne imię. W ogóle samo nazywanie cesarza po imieniu także uznawane jest za co najmniej bardzo niegrzeczne.

Daty er we współczesnej Japonii, a mianowicie od upadku szogunatu i Restauracji Meiji są następujące:

  • Meiji (明治) → 1868 – 1912
  • Taishō (大正) → 1912 – 1926
  • Shōwa (昭和) → 1926 – 1989
  • Heisei (平成) → 1989 –

Podejrzewam, że większość z was już obliczyła sobie w głowie, który rok teraz mamy, lecz dla tych, którzy nie wpadli na ten pomysł albo są zbyt leniwi (ja należę do tej drugiej grupy): aktualnie mamy 26 rok ery Heisei, czyli w skrócie Heisei 26.

Zejdźmy zatem o poziom niżej i spójrzmy na miesiące. Aktualnie używa się bardzo prostych nazw miesięcy, jeśli w ogóle można je określić mianem „nazw“. W przeciwieństwie do kreatywnego nazewnictwa miesięcy w języku polskim, Japończycy niespecjalnie się postarali. Nazwa miesiąca to liczba plus „getsu“ (月), czyli miesiąc. Kanji to można także przeczytać jako tsuki i wtedy oznacza „księżyc”.

  • Styczeń → 一月 (ichigatsu)
  • Luty → 二月 (nigatsu)
  • Marzec → 三月 (sangatsu)
  • Kwiecień → 四月 (shigatsu)
  • Maj → 五月 (gogatsu)
  • Czerwiec → 六月 (rokugatsu)
  • Lipiec → 七月 (shichigatsu)
  • Sierpień → 八月 (hachigatsu)
  • Wrzesień → 九月 (kugatsu)
  • Październik → 十月 (jūgatsu)
  • Listopad → 十一月 (jūichigatsu)
  • Grudzień → 十二月 (jūnigatsu)

W każdym razie, od ery Heian (平安) w użyciu są także tradycyjne nazwy miesięcy, oparte na kalendarzu księżycowym, który w Azji nadal ma dość wysoką pozycję; to według niego ustala się nie tylko daty świąt, ale także daty ślubu czy innych religijnych uroczystości.

  • styczeń → 睦月 (mutsuki); Miesiąc Bliskości

睦ぶ (mutsubu) to dość archaiczny czasownik oznaczający „być w harmonii, być z kimś blisko”. Wydaje mi się, że słowo to świetnie oddaje atmosferę, panującą w Japonii po Nowym Roku, który jest przecież najważniejszym rodzinnym świętem w calym roku (Więcej o tradycjach noworocznych przeczytacie tutaj)

  • luty → 如月 (kisaragi) lub 衣更着 (kinusaragi); Zmiana Ubrań

衣更え (koromogae) znaczy „sezonowa zmiana odzieży”, więc może dlatego, że luty jest (przynajmniej w Japonii) najzimniejszym miesiącem w roku, trzeba się na niego specjalnie przygotować, wyciągając z szafy najgrubsze i najcieplejsze ubrania, jakie tylko mógł człowiek wymyślić? Natomiast 着る (kiru) to po prostu „ubierać się”, „wkładać”. Zatem luty to miesiąc, kiedy to wkładamy na siebie specjalne ubrania. Jak dla mnie to się zgadza, bo też chodzę ubrana na cebulę i czasem liczba warstw, jaką mam na sobie, zaczyna mnie trochę przerażać…

  • marzec → 弥生 (Yayoi); Nowe Życie

Interesujące jest to, że Yayoi odnosi się nie tylko do trzeciego miesiąca kalendarza lunarnego, ale także do ery Yayoi (弥生時代 Yayoi jidai), czyli japońskiej epoki żelaza, która miała miejsce gdzieś między rokiem 300 p.n.e. a 300 n.e. W każdym razie,  弥 (yo lub iyo) to archaizm, znaczący „coraz więcej”, a 生 (sei) to życie. To marcu przypada przecież pierwszy dzień wiosny, więc wybór takiej, a nie innej nazwy wydaje się być dość oczywisty, czyż nie?

  • kwiecień → 卯月 (uzuki); Miesiąc Zająca

Jeśli przyjmiemy, że 卯 oznacza rok „Zająca” w kalendarzu chińskim, wtedy kwiecień będzie właśnie miesiącem zająca. Inna, jeśli nawet nie popularniejsza, hipoteza zakłada, że 卯 niekoniecznie odnosi się do chińskiej tradycji, lecz do nazwy kwiatu, który po polsku zwie się żylistek (i muszę przyznać bez bicia, że pierwszy raz o takiej roślinie słyszę…)

time1

(© http://ja.wikipedia.org)

Mi podoba się jednak bardziej wersja z zającem niż z jakimś kwiatkiem, więc pozostańmy przy wersji, że miesiąc, w którym się urodziłam, wziął swą nazwę od pluszowego zwierzaczka.

  • maj → 皐月, 早月, 五月(Satsuki) lub 早苗月 (Sanaetsuki); Miesiąc Wczesnych Nasion Ryżu

早苗 (sanae) to określenie na nasiona ryżu, ale jeśliby rozłożyć tę nazwę na części pierwsze to otrzymamy „wczesne nasiona”: 早い (hayai) czyli „szybki, wczesny” oraz  苗 (nae) czyli nasionko. W maju sadzi sie ryż, więc nazwa chyba nie wymaga większego tłumaczenia, dlaczego komuś wpadł taki a nie inny pomysł do głowy.

Tak na marginesie, 皐月 to także nazwa kwiatu z rodziny rododenrowatych – Rhododendron indicum.

time2

(© http://denkikei1955.seesaa.net/article/154740691.html)

  • czerwiec → 水無月 (Minatsuki lub Minazuki); Miesiąc Wody

Gdyby potraktować nazwę dosłownie, oznaczałaby ona ‘miesiąc bez wody’. 水 (mizu) to woda, 無い (nai) to zaprzeczenie, brak czegoś, a na końcu mamy oczywiście też kanji na „miesiąc”. Jednakże 無 zostało użyte w tym przypadku tylko ze względów fonetycznych, aby oddać partykułę な ‚na‚, która w preklasycznym japońskim używana była zamiast の ‚no‚ (współczesnej partykuły dopełnienia). Chińskie znaki użyte tylko i wyłącznie ze względu na ich fonetyczne brzmienie, pomijając ich znaczenie, określane są mianem ateji (当て字 lub 宛字).

  • lipiec → 文月 (Fumizuki); Miesiąc Pism

Wiele osób tłumaczy tradycyjne japońskie określenie siódmego miesiąca kalendarza księżycowego odbywającym się w tym czasie w Chinach Festiwalem Siódmego Wieczoru 七夕 (chin: qīxī, jap: tanabata), który współcześnie zresztą obchodzony jest także w Japonii, ale niekoniecznie w tej samej formie. To chińskie święto zakochanych, podczas którego w zwyczaju było pisanie życzeń na skrawkach papieru, często w formie wierszy. Jednakże pomyślmy o czymś bardziej istotnym dla Japończyka w tamtym czasie, niż jakieś tam święto w niewyobrażalnie odległym Kraju Środka. Istnieje też teoria, że pełna nazwa miesiąca tak naprawdę brzmiała 穂含月 (Hofumizuki), co oznacza „miesiąc owocowania kłosów ryżu”.

  • sierpień → 葉月 (Hazuki); Miesiąc Liści

Starsza i pełniejsza nazwa tego miesiąca brzmiała 葉落ち月 (Haochizuki), czyli „miesiąc spadających liści”. Nazwa ta jest niesamowicie podobna etymologicznie do naszego polskiego listopada.

  • wrzesień → 長月 (nagatsuki); Długi Miesiąc

„Długi Miesiąc” bynajmniej ani nie powala swoją kreatywnością, ani nie mówi nam na temat znaczenia zbyt wiele, prawda? Ale mowa tutaj nie o fakcie, że miesiąc ciągnie się niemiłosiernie i nie możemy się doczekać, aż się skończy, tylko o długich nocach. Prawdopodobnie oryginalna nazwa brzmiała  夜長月 (yonagatsuki), czyli „miesiąc długich nocy”.

  • październik → 神無月 (kan’nazuki lub Kaminazuki); Miesiąc bogów

Kolejny przykład fonetycznego wykorzystania 無, co niestety wiele osób wprowadza w błąd. Na tyle, że nawet polska Wikipedia nazywa miesiąc ten „miesiącem bez bogów”. Jednakże ta błędna interpretacja rozpowszechniła sie nawet wśród Japończyków na tyle, że powstały alternatywne nazwy: 神有月 i 神在月(kamiarizuki), czyli „miesiąc z bogami”. Co ciekawe, nazwa ta była w użyciu jedynie w dawnej prefekturze Izumo (出雲國; Izumo-no-kuni), części dzisiejszej prefektury Shimane (島根県; Shimane-ken). Według ludowych wierzeń to właśnie w tym miesiącu wszyscy bogowie mieli się spotykać w świątyni Izumo Taisha (出雲大社), dlatego też nie było ich wtedy w pozostałych prowincjach.

  • listopad → 霜月 (Shimotsuki); Miesiąc Szronu

Nazwa jedenastego miesiąca nie przysparza żadnych problemów z interpretacją, co mnie bardzo cieszy, bo nie muszę wchodzić na piętnasty poziom podświadomości i postarać sie zgadnąć i dowiedzieć z przeróżnych źródeł, o co też mogło chodzić Japończykom kilkaset lat temu, jak nazywali dany miesiąc tak a nie inaczej.

  • grudzień → 師走 (Shiwasu); Bieg Mnicha

Na koniec pozostawiamy w moim mniemaniu wisienkę na torcie, czyli nazwę pod tytułem „bieg mnicha”. 師 (shi) odnosi się w tym przypadku do mnicha, ale może też określać nauczyciela czy mentora. Natomiast czasownik 走る (hashiru) znaczy „biegać”. Jedna z popularnych interpretacji twierdzi, że mnisi są tak zajęci załatwianiem wielu spraw przed noworocznymi obrzędami, że muszą robić wszystko dosłownie w biegu. Wy też pędzicie przez końcówkę grudnia, nie patrząc na to, co się dzieje dookoła? Bo mi ten czas kojarzy się z poświątecznym relaksem…

Warto jednak zaznaczyć, że większość Japończyków w moim wieku ma naprawdę blade pojęcie o tradycjach, takie jak nazwy miesięcy według kalendarza księżycowego. Może gdyby nazwali tak jakąś mangę to wszyscy zapamiętaliby je w try miga, ale chyba się na to nie zanosi. Aczkolwiek nadal widuje się często w kalendarzach tak zwane rokuyō (六曜), czyli serie po sześć dni, wzięte z kalendarza chińskiego, które przewidują fortunę na ten dzień. Nie zwracałam nigdy uwagi na zapisane w rogu daty jakieś kanji, bo przyzwyczajona jestem do tego, że zawsze coś tam jest napisane (w Polsce są to na przykład imieniny). Dopiero znudzona na zajęciach w styczniu przyjrzałam się mojemu kalendarzowi i odkryłam, że każdemu dniu przypisano jedną z kilku kategorii.

time5

(© http://happyprintable.com)

Każdy kolejny miesiąc zaczyna się danym rokuyō: styczeń – senshō, luty – tomobiki, et cetera.

  • 先勝 (senshō)

Nieraz można spotkać także inne czytania tych kanji, na przykład senkachi, sakigachi lub sakikachi, ale wszystkie znaczą de facto to samo: „wygrana na początku”. Zresztą w języku japońskim to słowo używa się często właśnie w znaczeniu wygrania pierwszego meczu w serii, itp. Oznacza to, że kiedy budzimy się rano i patrzymy w kalendarz a tam czarno na białym: senshō. Wtedy szybko się zbieramy, bo jedynie poranek ma być dla nas fortunny, a najgorszy czas na robienie czegokolwiek to między godziną 2 a 6 – wtedy może spotkać nas nieszczęście. Ponoć jest to także dobry dzień na zaczynanie nowych interesów, spraw sądowych czy też wszelkich oficjalnych procedur. Ale trzeba pamiętać, żeby zrobić to przed południem, bo inaczej wszystko pójdzie na marne.

  • 友引 (tomobiki)

Patrząc na znaki, którymi zapisano tomobiki, od razu kusi człowieka, by dodać końcówki gramatyczne i otrzymuje się zdanie 友を引く (tomo-o hiku), co znaczy „przyciągać przyjaciół”. Dlatego też nie powinno się w ten dzień organizować pogrzebów, aby przypadkiem nie „wciągnąć” żywych do świata umarłych. Jednakże poza tym, tomobiki to raczej pomyślny dzień, pomijając okolice południa.

  • 先負 (senbu)

Kanji te można przeczytać także jako senmake albo sakimake; słowo to ma znaczenie odwrotne do dnia pierwszego – senshō. Tym razem to poranki sa pechowe, lecz popołudnie ma nam przynieść szczęście, w czymkolwiek, za co się zabierzemy. Jako że jest to przeciwieństwo senshō, nie powinniśmy nawet myśleć o rozpoczynaniu niczego ważnego, a zwłaszcza, jeśli mówimy o biurokracji.

  • 仏滅 (butsumetsu)

W doslownym tlumaczeniu butsumetsu zapisane tymi kanji oznacza „śmierć Buddy”, co daje nam obraz, jak wielce pechowy to jest dzień. Jednakże wiele osób, zwłaszcza żarliwych buddystów twierdzi, że oryginalnie zapisywano tę nazwę jako 物滅, gdzie pierwszy znak oznacza „rzecz” a nie „Budda”. W każdym razie, jakkolwiek by tej nazwy nie zapisać, dzień ten uznawany jest za najbardziej niefortunny ze wszystkich rokuyō. Japończycy bronią sie wręcz rękoma i nogami przed braniem ślubu w dzień oznaczony w kalendarzu jako butsumetsu. Mało kto decyduje się też na życiowe zmiany takie jak przeprowadzka czy początek budowy domu.

  • 大安 (taian)

Żeby pocieszyć się po jakże przygnębiającym butsumetsu, czas na dzień pełni szczęścia. Każdy chce wziąć ślub w niedzielę oznaczoną jako taian, dlatego nie dość, że trzeba je rezerwować nieraz lata (!) do przodu, to jeszcze trzeba za tę przyjemność zapłacić często kilkakrotnie więcej niż za ślub w inny dzień. Czyli fortunę. Co ciekawe, ponoć wiele firm odmawia organizowania ślubu w butsumetsu, ale są też takie, które podejmują ryzyko i robią to do tego o wiele taniej. Nawet kiedy powstaje nowy rząd, ma to miejsce z reguły tego dnia. Wiele osób ma w zwyczaju kupno losu na loterii, mając nadzieję, że dobra aura taian pomoże im w wygranej.

  • 赤口 (shakkō)

Abyśmy przypadkiem nie upili sie przeogromnym szczęściem i radością dnia poprzedniego, czas na dzień, który jest niefortunny od rana do wieczora, pomijając kilka godzin w okolicy południa –  konkretnie tak zwaną Godzinę Konia (11:00-13:00). Zresztą już sama nazwa shakkō brzmi groźnie – dosłownie znaczy „czerwone usta”. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie obraz takich wampirzych zakrwawionych ust sprawia, że z chęcią przełożę jakieś ważne decyzje na następny dzień.

Zaintrygowała was ta Godzina Konia, czyż nie? Jak wiecie, w Azji popularny jest zodiak chiński shēngxiào (生肖). Podobnie jak europejski, składa się on z dwunastu znaków, lecz, w przeciwieństwie do tego pierwszego, nie dzieli on jedynie roku na 12 miesięcznych cykli, ale także dzień na 12 „podwójnych” godzin. Bazuje on na filozofii tak zwanych „ziemskich gałęzi” – 十二支 (chiń: shí’èrzhī, jap: jūnishi), systemie obliczania czasu, który powstał na podstawie obserwacji Jowisza. Jego jedno okrążenie dookoła Słońca wynosi w przybliżeniu właśnie 12 lat.

time3(© http://www.flickr.com/photos/m-louis/)

Aby ułatwić ludziom zapamiętywanie nazw, na przykład godzin, do każdej „gałęzi” (w tabelce poniżej po prawej) przyporządkowano konkretne zwierzę. Podejrzewam, iż większość z Was słyszała o chińskich znakach zodiaku i o ich zwierzęcej symbolice, lecz poza nimi równie istotny jest cykl pięciu żywiołów – metal (金), woda (水), drewno (木), ogień (火) i ziemia (土). Tym samym, czas w Azji podzielony został na 60-letnie cykle.

1

Szczur

鼠 (nezumi)

23:00 – 00:59

()

2

Bawół

(ushi)

01:00 – 02:59

 (chǒu)

3

Tygrys

(tora)

03:00 – 04:59

 (yín)

4

Królik

(usagi)

05:00 – 06:59

 (mǎo)

5

Smok

(ryū)

07:00 – 08:59

 (chén)

6

Wąż

(hebi)

09:00 – 10:59

 ()

7

Koń

(uma)

11:00 – 12:59

 ()

8

Koza / Owca

(hitsuji)

13:00 – 14:59

 (wèi)

9

Małpa

/ (saru)

15:00 – 16:59

 (shēn)

10

Kogut

(niwatori)

17:00 – 18:59

 (yǒu)

11

Pies

/ (inu)

19:00 – 20:59

 ()

12

Świnia

/ (buta)

21:00 – 22:59

 (hài)

Jak już wspomniałam, oprócz samego zodiaku ważna jest też jego kombinacja z danym żywiołem. Żywioły jednak nie występują w cyklu po 5, lecz po 10 – ponieważ występują podwójnie, jako yin i yang. Te pięć par określane jest mianem „niebiańskich pni” i zakorzenione są one w kulturze azjatyckiej nie tylko jako część systemu określania czasu, lecz używa się ich także, zwłaszcza w Chinach do wyliczania, coś a la nasze ABC. W Japonii też używa się ich czasem, na przykład do numeracji stron w oficjalnych dokumentach, bądź do oznaczania odpowiedzi na testach. Z pewnością najważniejszy użytek żywiołów w Japonii to nazwy dni tygodnia. Oprócz pięciu żywiołów, dwa dni wzięły swoją nazwę właśnie od księżyca i słońca – yin i yang.

日曜日nichiyōbiSłońceniedziela
月曜日getsuyōbiKsiężycponiedziałek
火曜日kayōbiOgieńwtorek
水曜日suiyōbiWodaśroda
木曜日mokuyōbiDrewnoczwartek
金曜日kin’yōbiMetal / Złotopiątek
土曜日doyōbiZiemiasobota

Skąd jednak wiadomo jaki żywioł ma dany rok? Jako że cykl ma 10 pozycji, określenie tego jest wręcz banalnie proste, jeśli skorzysta się z prostej ściągawki. Wystarczy spojrzeć na cyfrę, na którą kończy się rok w naszym starym dobrym systemie i już wiemy, jaki żywioł przypada w danym roku:

  • 0 → Yang Metal
  • 1 → Yin Metal
  • 2 → Yang Woda
  • 3 → Yin Woda
  • 4 → Yang Drewno
  • 5 → Yin Drewno
  • 6 → Yang Ogień
  • 7 → Yin Ogień
  • 8 → Yang Ziemia
  • 9 → Yin Ziemia

Niektóre kombinacje mają bardziej pozytywne skojarzenia, inne mniej. Tak to już jest. Nie byłoby chyba w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby raz na jakiś czas, czyli co te 60 lat, jeden zestaw nie doprowadzał całego narodu do istnej obsesji, graniczącej z obłędem. Na tyle, że liczba urodzin spada w tym roku na łeb na szyję. I nie potrzeba do tego żadnej wojny ani epidemii. Wystarczy, że ktoś kilkaset lat temu wymyślił, że co 60 lat nastąpi rok zwany 丙午 (hinoeuma), co w dosłownym tłumaczeniu oznacza rok Ognistego Konia.

Dlaczego urodzenie się w roku Ognistego Konia miałoby być takie straszne? W przypadku chłopców nie ma to większego znaczenia, lecz dziewczynki urodzone w tym roku mają… po prostu przechlapane. W Azji kobiety z roku Ognistego Ognia uważane są za kłótliwe i nieposłuszne swoim mężom na tyle, że wielu Japończyków jest święcie przekonanych, że to wręcz urodzone zabójczynie swoich małżonków. W związku z tym, mało kto pragnie żony urodzonej w roku hinoeuma, no i tym samym niewielu także chce mieć też i córkę spod tej samej gwiazdy. Niestety nie kończy się to tylko na pospolitej wierze w przesądy. Japończycy nie boją się przystąpić w tej materii do działań. I to zdecydowanych.

time4

(© http://www.tofugu.com/2012/04/11/the-curse-of-the-fire-horse-japans-ultimate-form-of-contraception)

Widzicie ten, wydawałoby sie nudny, wykres narodzin i zgonów w Japonii w ostatnich kilkudziesięciu latach? Zauważcie znaczny dołek, to właśnie rok 1966 – ostatnie hinoeuma. W porównaniu z rokiem poprzednim, urodziło sie o 463,000 mniej dzieci. To prawie pół miliona! Jednakże ta różnica w wielu przypadkach wynikała niekoniecznie z przemyślanego odłożenia decyzji o posiadaniu potomstwa na później. Często ludzie zdawali sobie sprawę z tego, że ich potomek przyjdzie na świat w roku Ognistego Konia już z dzieckiem w drodze. Wielu średnio widziało się posiadanie dziecka, a w szczególności córki, dla której znalezienie męża, zwłaszcza w bardziej tradycyjnym środowisku, graniczyłoby z cudem. Dlatego też liczba aborcji w tym roku wzrosła na tyle, że zaalarmowało to japońskich lekarzy, a nawet polityków. We wcześniejszych latach liczba ta utrzymywała się na poziomie około 30 aborcji na 1000 urodzin, lecz w 1966 było to już ponad 43. Co w tym wszystkim najbardziej intryguje? Nikt nie wie do końca skąd się tak naprawdę wzięło przekonanie, że to akurat rok Ognistego Konia, a nie na przykład Wodnego Królika, ma być tak pechowy… i to jedynie dla kobiet. Wielu za początki tego „mitu” uznaje powieść Ihary Saikaku (井原西鶴), „Pięć kobiet, które żyły dla miłości (好色五人女; Kōshoku Gonin Onna) z 1686 roku. Czyli ponad 300 lat temu. Występuje w niej wątek o dziewczynie, zainspirowany prawdziwą postacią – Yaoya Oshichi (八百屋お七), która została spalona na stosie za próbę podpalenia. Nie byłoby w tej historii nic szczególnego, gdyby nie fakt, że urodziła się ona właśnie w roku Ognistego Konia (1666). I tak oto od historii nieszczęśliwej miłości, zakończonej śmiercią 16-letniej dziewczyny, zaczęła się obsesja narodu. I bynajmniej nie wygląda na to, żeby z czasem słabła. Zobaczymy jednak, co się będzie dziać za kilkanaście lat, w 2026. A nuż kogoś oświeci, że nie żyjemy w średniowieczu?

Jak sami widzicie, czas w Japonii zdaje się płynąć trochę inaczej. Z pewnością nieco barwniej. Mamy dzisiaj 26 rok ery Heisei oraz rok Drewnianego Konia (uff… tym razem się upiekło). Miesiąc Zmiany Ubrań powoli dobiega końca, więc może najwyższy czas wybrać sie na jakieś zakupy póki luty jeszcze trwa? Zawsze można będzie wytłumaczyć wydatki wyższą koniecznością. Patrzę rano na kalendarz, a tam czarno na białym, że dzisiaj senbu, czyli czeka mnie pomyślne popołudnie. Rano nie zdarzyło się nic szczególnie niefortunnego (pomijając nieludzki ścisk w pociągu), ale kto wie, co według Japończyków oznacza pech. Na co dzień idę z reguły spać w godzinie świni, a przebudzam się w połowie godziny królika. I nawet jeśli w Japonii w dużej mierze jest to już świat zamierzchłej historii to jak widać, raz na jakiś czas naród sobie o niej przypomina. Czyż to nie o wiele bardziej kolorowy świat niż ten opanowany przez liczby? Zatem może, choć na chwilkę, zapomnijmy o chłodnej logice rządzącej naszym światem i dajmy sie ponieść azjatyckiej fantazji.

Categories Tradycje
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

2 comments on “Czy czas w Japonii płynie inaczej?

  1. Dwa Koty

    Zywioly zywiolami, ale planety, ktorym te zywioly odpowiadaja, so dokladnie takie same jak w tradycji europejskiej, wiec w sumie mozna powiedziec, ze nazwy dni tygodni sa identyczne, jak te po angielsku czy hiszpansku. I przy okazji mozna sie nazw planet nauczyc po japonsku 😉

  2. Strasznie skomplikowane!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *