Przerwa na lunch w świątyni Konnō Hachimangū

Zazwyczaj rozpisuję się bez końca o moich weekendowych wypadach poza Tokio, lecz ostatnio prawie w ogóle nie wspominałam o mojej (nudnej) tokijskiej codzienności. Czas to zmienić! Od kilku dni świeci słońce i nareszcie czuć, że nadchodzi wiosna. Przez ostatnie kilka tygodni byłam pełna wątpliwości czy ma ona w ogóle w tym roku zamiar tutaj zagościć, czy też może się, z Bóg wie jakiego powodu, obraziła i w związku z tym wiosny nie będzie. Wygląda jednak na to, że nareszcie nadszedł koniec moich mąk związanych z ciągła szarzyzną, nieustającym deszczem i przenikliwie zimnym wiatrem i że już wkrótce będę mogła w końcu zacząć chodzić na spacery bez potrzeby opatulania się w kilka warstw ubrań.

Siedząc kilka dni temu w firmowej stołówce na 17. piętrze jednego z wielu wieżowców w Shibuya (渋谷), spoglądałam raz po raz na panoramę i budynki znajdujące się na dole. I uświadomiłam sobie, że mimo iż pracuję tu już ponad dwa miesiące, nie miałam specjalnie okazji przejść się bocznymi uliczkami, bo albo pogoda nie dopisywała, albo po prostu mi się nie chciało. Słońce świeciło w czwartkowy poranek, lecz oczywiście, jak na złość, postanowiło schować się za jakąś chmurą, która zjawiła się jakby znikąd i to akurat w porze lunchu. Ale ja nie dałam sobie popsuć humoru i postanowiłam zabrać moje bentō ze sobą i zjeść je na jakiejś ławce na świeżym powietrzu. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale znalezienie ławki, ot tak, na chodniku, graniczy w Tokio z cudem. Na szczęście tuż przy mojej firmie znajduje się świątynia, więc postanowiłam się tam wybrać i usiąść na jednej z ławek na jej terenie. Okazało się, że nie tylko ja wpadłam na taki pomysł, bo trudno było znaleźć miejsce, wśród wszystkich salarymanów siorbiących instant zupki makaronowe jakby na wyścigi. Mi się specjalnie nie spieszyło – miałam zamiar wykorzystać moją 45-minutową przerwę możliwie najprzyjemniej.

konnohachimangu10

Muszę się najpierw przyznać, że była to moja pierwsza wizyta w tej świątyni, mimo że znajduje się dosłownie rzut kamieniem od mojego miejsca pracy. Ale zimą rano – ciemno, po pracy – ciemno, a podczas lunchu ma się średnio ochotę opuszczać przyjemnie nagrzany budynek i wychodzić na słotę. Więc czas mijał, a ja nadal żyłam w nieświadomości, że tuż obok znajduje się taka perełka. Ale lepiej późno niż wcale, prawda?

Konnō Hachimangū (金王八幡宮) to bynajmniej nie byle jaka świątynia. Zawsze widywałam jedynie jej skrawek przez okno z mojego biura i nie zdawałam sobie w ogóle sprawy z tego, jak spory jest ten kompleks. Zwłaszcza jak na sam środek jednej z najbardziej zatłoczonych dzielnic w Tokio, czyli także na całym świecie. Pamiętacie może jak pisałam o słynnym przejściu dla pieszych przy stacji Shibuya? Ja także, wracając z pracy, jestem jedną z takich spieszących się „mróweczek”. Dlatego znalezienie miejsca na chwilowe odetchnienie od wiecznego zgiełku tego miejsca to zaiste cud.

Obecny budynek świątyni został wybudowany w 17 roku ery Keicho (1612), podczas panowania lorda Hidetata Tokugawy (徳川秀忠), drugiego z szogunów z tego rodu z polecenia Lady Kasuga (春日局; Kasuga no Tsubone) oraz Aoyama Tadatoshi (青山忠俊). Dlaczego jednak świątynię zbudowano z powodu mamki syna Hidetaty, Takechiyo (竹千代), znanego jako Iemitsu?  Kiedy Takechiyo miał 9 lat, a jego młodszy brat, Kunimatsu (później używający imienia Tadanaga (忠長)) – 7, zaczęły się na dworze szoguna pojawiać plotki, że na przekór tradycji, to właśnie ten drugi zostanie następnym szogunem. Lady Kasuga niezwykle zmartwiona tym, że to nie Takechiyo przejmie władzę, postanowiła wziąć razem z jego opiekunem, Aoyama, sprawy w swoje ręce i zawierzyć ten problem kami. Z tego powodu Lady Kasuga przekazała ogromną na tamten czas ilość pieniędzy na wybudowanie świątyni, z nadzieją, że pomoże to w ustawieniu losu jej podopiecznego według jej myśli. Nie wiem na ile to właśnie budowa świątyni pomogła, lecz to właśnie Iemitsu został następnym szogunem i zapisał się na zawsze na kartach japońskiej historii.

Warto jednak podkreślić, że przed jakże hojną kontrybucją Lady Kasugi na tym terenie od pół milenium znajdowała się świątynia, której początki sięgają „15 dnia pierwszego miesiąca 6 roku ery Kanji (寛治) podczas panowania cesarza Horikawy (堀河)”, czyli po naszemu – na początku roku 1092. Nie będę tutaj wchodzić w szczegóły, lecz dość powiedzieć, że czas ten był w Japonii okresem chaosu, wiecznych sprzeczek między klanami, zdrad wewnątrz rodów i tym podobnych zawiłych intryg, w których chyba nikt do końca nie jest w stanie się połapać. Jednakże w skrócie – do powstania Konnō Hachimangū doprowadził przewrót ze strony potężnego lorda Tairy no Tadatsune (平忠常), który to w celu zwiększenia swoich wpływów, postanowił zaatakować ówczesne prowincje Kazusa (上総) i Awa (安房) – obie znajdują się na terenie teraźniejszej prefektury Chiba. Z polecenia cesarza kontratak przeciwko siłom Tairy poprowadził rządzący prefekturą Ise (伊勢), Minamoto no Yorinobu (源頼信). Wspierał go jeden z członków rodu Taira, Takemoto (武基), który ofiarował dwie z wojennych flag do świątyni na świętej górze Myōken (妙見), dzisiaj znanej jako Góra Bukō (武甲). Kilka lat później syn Takemoto, Taketsuna (武綱) stanął u boku kolejnego Minamoto, tym razem o imieniu Yoshiie (義家) w wojnie Gosannen (後三年合戦; gosannen kassen), której celem było rozwiązanie konfliktów wewnątrz klanu Kiyohara (清原). W każdym razie, w zamian za zasługi wojenne, a także za odparcie ataku na pałac cesarski, potomek Taketsuny, Shigeiie (重家), otrzymał tytuł… „Shibuya”. Nowopowstały klan Shibuya zaczął budowę zamku prawdopodobnie gdzieś tuż obok miejsca, w którym pracuję na co dzień. Nie zostało z niego nic oprócz kamienia na terenie Konnō Hachimangū. Aby zapewnić klanowi pomyślność, zwrócono mu flagi z góry Myōken, które następnie umieszczono w rodzinnej świątyni. Początkowo znana była ona jako Shibuya Hachimangū. Niedługo potem zmieniono ją, aby uczcić zasługi potomka założycieli klanu, Konnōmaru (金王丸).

konnohachimangu1

Od razu po wejściu na teren świątyni udałam się w stronę tabliczek ema, które nie wiem czemu, ale mnie zawsze fascynowały. Nie tylko sam wzór na odwrocie, ale także to, jakie życzenia ludzie piszą, a następnie wywieszają je w miejscu publicznym. W większości są to prośby o pomoc w zdaniu egzaminu, promocję w pracy czy zdrowie dla rodziny, ale niektórzy naprawdę przelewają na ten mały kawałek drewna swoją duszę. Aż ma człowiek nadzieję, że prośby napisane na ema, wiszących w świątyni przez co najmniej kilka miesięcy, słońce czy deszcz, zostaną wysłuchane przez kami.

konnohachimangu2

Po spędzeniu dobrej chwili na przyglądaniu się ema, udałam się w stronę ławek postawionych na głównym dziedzińcu świątyni. Zatrzymałam się jednak w pół drogi, bo coś zwróciło moją uwagę i aż musiałam przystanąć. Mianowicie w jednym z budynków wywieszony został obraz (potem się okazało, że to jednak zdjęcie)… konia.

konnohachimangu7

Podeszłam zatem do budynku i przeczytałam małą, lekko pomiętą kartkę przyczepioną na bambusowym stojaku. Okazało się, że na terenie świątyni ma miejsce wystawa fotografii Antoine Poupel pod tytułem „Horse”. Nie miałam niestety specjalnie czasu zagłębić się w tenże artystyczny nastrój, ale wygląda na to, że mam jeszcze kilka dni, gdyby mnie natchnęło na oglądanie zdjęć z końmi w roli głównej.

konnohachimangu8

Na terenie Konnō Hachimangū znajduje się malutka świątynka 玉造稲荷神社 (Tama-tsukuri Inari jinja), dedykowana, jak nazwa wskazuje, bóstwu Inari, którego wysłannikami są kami przybierające formę lisa.konnohachimangu11

Ołtarzu strzegły dwa kamienne kitsune – wytłumaczyłam ich rolę szczegółowo przy okazji wizyty w Matsumoto, więc jeśli nie pamiętacie, dlaczego lisy mają tak ważną pozycję w kulcie szinto, to polecam sobie szybko przypomnieć!

konnohachimangu12 konnohachimangu13

Wróćmy jednak do głównego budynku świątyni, w końcu nie bez powodu jest on centrum całego kompleksu, prawda? Zbudowany jest on w stylu gongen-zukuri (権現造), tak samo jak Ōsaki Hachiman-gū w Sendai. Konnō Hachimangū nie ustępuje zbytnio kunsztem świątyni z Sendai, która może poszczycić się mianem najstarszej ocalałej w całej Japonii konstrukcji tego typu, ale płaskorzeźby w drewnie są naprawdę niesamowite. Zwłaszcza dwie – jedna przedstawiająca tygrysa, a druga mitycznego stwora baku (貘).

konnohachimangu14 konnohachimangu15

Czym jest jednak baku? Według japońskiej mitologii jest to stwór, który pożera sny i koszmary. Manuskrypt z XVII wieku pod tytułem „Sankai Ibutsu” (山海異物) opisuje baku jako „nieśmiałe stworzenie z trąbą słonia, oczami nosorożca, ogonem woła, łapami tygrysa, które chroniły przed złem”. Dopiero później zaczęto opisywać moce baku w pożeraniu koszmarów, zwłaszcza w późnym okresie Edo.

Po zjedzeniu lunchu i przyjrzeniu się raz jeszcze rzeźbom mitycznych stworzeń, postanowiłam opuścić teren świątyni nie bocznym wejściem, którędy weszłam na jej teren, lecz przez główną drewnianą karminową bramę. Nie wiadomo do końca, kiedy brama ta została zbudowana. Można przypuszczać jednak, że gdzieś w okolicach przełomu wieku XVIII i XIX, ponieważ w na tyle bramy znajduje się inskrypcja z datą 1801.

konnohachimangu16Opuściwszy teren świątyni udałam się na krótki spacer po okolicy, aby jak najlepiej wykorzystać te kilkanaście minut, które mi zostało. Muszę przyznać się bez bicia, że średnio miałam chęć wracać do dusznego biura, ale takie już życie, nieprawdaż? Zresztą nie mam zamiaru tu narzekać – kilka miesięcy spędzone w japońskiej firmie są dla zafascynowanej Japonią i japońskim społeczeństwem osoby jak ja niepowtarzalnym doświadczeniem, nawet jak nieraz dość męczącym.

konnohachimangu17

Ale tak wygląda moja codzienność od poniedziałku do piątku. Bo w weekendy trzeba jakoś te zarobione pieniądze wydawać! A czy jest lepszy sposób niż podróżowanie po kraju, który na każdym kroku nie przestaje mnie zaskakiwać? O wyprawie na Shikoku, która naładowała mnie pozytywnie na najbliższy tydzień i z której to dopiero niedawno wróciłam napiszę już wkrótce. Na razie musicie uzbroić się w cierpliwość!

Categories Religie
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

0 comments on “Przerwa na lunch w świątyni Konnō Hachimangū

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *