Hanami (花見), czyli podziwianie kwiatów wiśni

Niewiele jest rzeczy, wobec których cały naród jest zgodny, nie ważne czy chodzi o politykę, styl życia, upodobania czy przekonania religijne. Konflikty wszelkiego typu obecne są w każdym kraju, choć przyznam, że w Japonii wpada mi to mniej w oczy, bo w przekonaniu wielu Japończyków „inność” czy „indywidualność” ma niekoniecznie pozytywne konotacje. Dlatego też znalezienie zwyczaju, który potrafi zjednoczyć wszystkich ludzi to istny cud, nieprawdaż? Ale chyba trudno byłoby znaleźć przeciwników leżenia pod kwitnącymi drzewami wiśni i spędzenia większości dnia z rodziną czy przyjaciółmi na świeżym powietrzu.

Zamiłowanie Japończyków do oglądania kwiatów sakury, tak zwane hanami (花見), przeradza się często w obsesję. W pracy, jak tylko zaczęły w okolicach Tokio kwitnąć pierwsze drzewa wiśni, nikt nie mówił o niczym innym niż o tym, w którym parku właśnie w pełni zakwitły kwiaty, a gdzie i kiedy zakwitną one w najbliższych dniach. Artykuły o hanami pojawiają się w największych japońskich gazetach, w Internecie pełno jest serwisów z informacjami na temat najlepszych miejsc do podziwiania sakury, a nieodłączną częścią prognozy pogody w sezonie hanami jest pokazywanie mapki „frontu sakury„.

Mapka hanami, przewidująca gdzie i kiedy zakwitną wiśnie w Japonii(© http://jp-hotnow.com/en/hanami/index.php)

Ja także zauroczona widokiem bladoróżowych kwiatków udałam się do jednego z największych parków w Tokio, Yoyogi Park (代々木公園, Yoyogi Kōen) , położonego tuż przy świątyni Meiji Jingū (明治神宮), w której byłam kilka miesięcy temu przy okazji „pogrzebu lalek” –Ningyō kanshasai (人形感謝祭). Ostatnio dane mi było podziwiać te przepiękne kwiatki prawie trzy lata temu, więc domyślacie się zapewne, że z niecierpliwością wyczekiwałam słońca oraz znaków na ziemi i niebie sugerujących, że to już. Że już mogę zacząć pstrykać miliony zdjęć, gdziekolwiek tylko nie pójdę, ryzykując śmierć przez zadeptanie.

Przed pierwszą wizytą w Japonii wydawało mi się to takie oklepane – no fajnie fajnie, kwiatki jak kwiatki, ale ile można o nich mówić… Dopóki nie zobaczyłam pierwszego, ledwo rozwiniętego pąka sakury, któremu zrobiłam zapewne więcej zdjęć niż jesteście sobie w stanie wyobrazić. Wspomnienie magii kwitnącej sakury zaczęło powoli zanikać w mojej świadomości, więc przyszedł czas na odnowienie tej małej obsesji. Zatem wzięłam w poniedziałek wolne, z nadzieją, że nie będę musiała przebijać się przez tłum ludzi i będę mogła poleniuchować sobie pod jakimś ślicznie kwitnącym drzewem w spokoju. I oczywiście się zawiodłam, bo zawsze, i to bez wyjątku, zapominam, że nawet jak większość ludzi jest w pracy to zostaje jeszcze kilka milionów osób w tej metropolii, które niekoniecznie muszą siedzieć w klimatyzowanych biurowcach od rana do nocy. Ledwo weszłam do parku Yoyogi, a już musiałam przeciskać się przez tłumy. Na szczęście zaraz przy bramie znajdowała się budka z lodami, więc mogłam choć na chwilę przystanąć i ochłonąć, zajadając się pysznymi waniliowymi lodami w wafelku, które od razu obudziły we mnie wspomnienia z beztroskiego dzieciństwa. I tak oto, z lodem w ręku, udałam się za ludzką masą w stronę kwitnących w oddali drzew.

Tokijski park Yoyogi wiosną Hanami - piknikowanie pod kwitnącymi drzewami sakury Tłumy na hanami w tokijskim parku Yoyogi

Nie spodziewałam się jednak, że w parku będą aż takie tłumy. Jednakże, o dziwo, w przeciwieństwie do tokijskiej codzienności nie była to masa zabieganych wiecznie spieszących się i niewyspanych pracowników korporacji, ale uśmiechnięci ludzie, spędzający czas z rodziną i przyjaciółmi, popijający piwo i zajadający się czy to jakimiś przysmakami ze stoisk rozsianych po parku, czy też lunchem z przygotowanych w domu bentō. W parku rozłożone były dostępne dla wszystkich brezentowe płachty, lecz spora część ludzi przyniosła swoje koce, razem z koszami pełnymi jedzenia. Taki piknik w wydaniu masowym może się nam na początku wydawać dość przytłaczający – przynajmniej dla mnie chyba pierwszym wymogiem dla pikniku byłoby właśnie odosobnione miejsce, gdzie mogę się spokojnie nacieszyć naturą. Tokijczyków jednak tłum nie przeraża – zresztą atmosfera panująca na hanami zbliżona jest do tej festiwalowej, w tle co chwilę słychać czyiś śmiech, między kocami przeskakiwały dzieci, które choć na ten dzień oderwały się od swoich nieodłącznych konsol do gier. Aż miło było patrzeć na tysiące ludzi, którzy spędzali czas na rozmowie, zapominając wreszcie o komórkach, komputerach i innych gadżetach, w które wpatrują się codziennie godzinami. A wszystko dzięki zachwycającym swoim pięknem kwiatkom.

Zapierające dech w piersiach kwitnące wiśnie w tokijskim parku Yoyogi Pięknie kwitnące wiśnie nad kanałem w parku Yoyogi Spacer wśród kwitnących wiśni w tokijskim parku Yoyogi

Piękno sakury tkwi jednak w jej ulotności. Jakkolwiek każdy Japończyk z wyczekiwaniem wysłuchuje wiadomości na temat tego, kiedy gdzieś w pobliżu kwiaty wiśni będą w pełnym rozkwicie, czyli tak zwanym mankai (満開), równie wielu zwolenników ma podziwianie wolno opadających na wietrze płatków. To właśnie ta ulotność, głęboko zakorzeniona w japońskiej estetyce, trafia do japońskich serc. Nie bez powodu sakurze poświęcono setki wierszy czy malowideł. Motyw sakury można spotkać na co dzień dosłownie wszędzie – zaczynając od tradycyjnych elementów, takich jak czarki do herbaty czy kimona, a kończąc na przyborach do pisania czy biżuterii. Niektórym słynnym artystom japońskim udało się zakląć to ulotne piękno w kilku wersach haiku czy w zwoju kaligrafii, lecz mnie niestety do tego daleko. Dlatego mam nadzieję, że chociaż w jakimś stopniu zdjęcia zrobione w parku Yoyogi pozwolą się Wam poczuć, nawet jeśli tylko na chwilę, jakbyście właśnie znaleźli się w miejscu magicznym. Bo uwierzcie mi, ale leżąc na jednej z takich płacht, z gałęzią pełną pudrowo-różowych kwiatków nad głową, człowiek ma wrażenie, jakby znalazł się w raju. Jestem wręcz skłonna stwierdzić, że hanami – czyli zgodnie z nazwą podziwianie kwiatów – to taka forma medytacji.

Kwiaty bladoróżowej sakury z bliska Morze kwitnących kwiatów wiśni w parku Yoyogi Piękne kwiaty sakury w tokijskim parku Yoyogi Nietypowe śnieżnobiałe kwiatki sakury

Ja też dałam się ponieść sakurowemu szaleństwu – spędziłam dobre kilka godzin, nie robiąc nic poza leżeniem i podziwianiem kwiatów, a kiedy to mi się nudziło, przechodziłam dalej powolnym krokiem, krocząc między drzewami i robiąc nieskończoną ilość zdjęć. I mimo, że hanami już dawno minęło, a proces ten został przyspieszony przez gwałtowne deszcze, Japończycy nadal trzymają się go rękoma i nogami. Co z tego, że drzewa już przekwitły, jeśli nadal można kupić w wielu sklepach specjalnie dango, anpan czy mochi z płatkami sakury, a w wielu kawiarniach nadal serwowane są specjalne napoje a la sakura latte. W pracy przez kilka dni wszyscy rozpaczali, że hanami skończyło się w tym roku wyjątkowo szybko, bo delikatne kwiaty nie wytrzymały kilku dni przelotnych deszczy. Mnie także dołował widok płynących rynsztokiem płatków, ale chyba właśnie w tym tkwi urok kwiatów wiśni – w ich ulotności. I jakże genialnie odzwierciedla to japoński koncept mono no aware (物の哀れ), oznaczający „melancholię przemijania”. Zacytuję tutaj jednak fragment artykułu, który świetnie podsumowuje istotę mono no aware:

Nie chodzi tu o samo poczucie smutku, ale o kontemplację i zadumę nad charakterystycznym rysem ludzkiego życia w obliczu piękna natury.

Źródło: http://www.filo-sofija.pl/userfiles/nr4_recenzje.pdf

I dlatego zamiast „dołować się”, że nie dane było mi już podziwiać kwiatów sakury w pełnym rozkwicie w następny weekend, staram się cieszyć tą, jakkolwiek ulotną, chwilą, kiedy to leżałam w słońcu pod kwitnącym nieboskłonem lekko różowych płatków i nic innego w świecie się nie liczyło. Jedynie otaczające mnie piękno. Mimo, że było to prawie dwa tygodnie temu, trzymam się kurczowo tego wspomnienia za każdym razem, gdy siedzę od rana do wieczora w biurze, a szarość zza okna stara się wedrzeć do środka i popsuć wszystkim humor. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że gdziekolwiek teraz jesteście, może zainspiruje was specyficzne japońskie podejście do piękna i zauważycie je w czymś ulotnym i kruchym – nie ważne czy będzie to kwiat, liść czy może zwykła kałuża. Ja za to czekam z utęsknieniem na kolejną okazję, kiedy dane będzie mi uczestniczyć w hanami. Za rok zapewne się nie uda, bo będę zakopana gdzieś w książkach przed egzaminami, ale może po prostu będę musiała zorganizować sobie hanami poza Japonią, w wersji z pierogami i jabłecznikiem zamiast onigiri i mochi. Jacyś chętni?

Categories Festiwale Tradycje
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

1 comment on “Hanami (花見), czyli podziwianie kwiatów wiśni

  1. U nas, w Warszawie, też sadzimy sakury w jednym z parków. Mam nadzieję, że za kilka lat będziemy mieć piękny zakątek do piknikowania. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *