Seongsan Ilchulbong (성산일출봉), czyli wspinaczka na „Wulkan Wschodzącego Słońca”

Po kilku godzinach na wyspie Udo, gdzie zanurzyłam się na chwilę w Korei przyziemnej, autentycznej i przy tym jakże pięknej, stałam, oparta o niezbyt stabilną barierkę, lekko zmęczona, na odpływającym z małego portu promie, patrząc na niknącą we mgle sylwetkę „Krowiej Wyspy”. A w planach miałam jeszcze wspinaczkę na Seongsan Ilchulbong!

Jak już wiecie, nie jestem wielką fanką miejsc „popularnych” i tych, które „po prostu trzeba zobaczyć”. Każda publikacja na temat Jeju, jaką udało mi się dorwać, wymieniała ni to wyspę ni to półwysep, jakim jest wygasły wulkan Seongsan Ilchulbong. Widziałam go jedynie z dala, majaczącego gdzieś w oddali i zastanawiałam się jaki widok musi się z niego roztaczać. A do tego niezmiernie zafascynowana byłam wizją zobaczenia wygasłego krateru i to całkiem młodego wulkanu – pojawił się on około pięć tysięcy lat temu.

Nazwa Seongsan Ilchulbong (성산일출봉) często tłumaczona jest jako „Szczyt Wschodu Słońca” – ponoć widok wulkanu na tle wschodzącego słońca dosłownie zapiera dech w piersiach. Niestety nie było mi dane podziwiać go w tym wydaniu, bo musiałabym wstać w środku nocy i tłuc się przez całe Jeju rozklekotanym autobusem Bóg wie o której, żeby dotrzeć na miejsce około 5 nad ranem. Ale zawsze w takich sytuacjach staram się pocieszyć, że nie można wszystkiego w danym miejscu zobaczyć, bo nie będzie po co do niego wracać. Dlatego też, nie przejmując się zbytnio tym faktem, udałam się z portu powolnym krokiem w stronę tego niesamowitego ziemskiego tworu, z zamiarem wejścia na wysoki na 182 metry szczyt.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Jeju to wyspa wulkaniczna, dlatego pełna jest stożków, zwanych w dialekcie Jeju oreum (오름). Seongsan jest dość nietypowym wulkanem, powstałym poprzez kontakt morskiej wody z gorącą magmą. Z tego co mi wiadomo, jest to jedyny tak świetnie zachowany stożek wulkanu takiego typu, bodajże na całym świecie. Dlatego został on wpisany zarówno na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, jak i pomógł znacznie w nominacji całej Wyspy Jeju jako jednego z „Nowych siedmiu cudów natury”. Nie powinno to nikogo dziwić, bo widok Seongsan w rzeczywistości zachwyca. A jeszcze piękniej wygląda on z lotu ptaka, co niestety miałam okazję zobaczyć tylko na zdjęciu. Ale czyż nie jest on niesamowity?

seongsan2
(© http://www.ijto.or.kr)

Zanim zaczęłam kolejną wyczerpującą wspinaczkę tego dnia, udałam się do małej świątynki, znajdującej się na zboczu. Prawie przegapiłabym do niej wejście; zresztą nie miałam zielonego pojęcia, że się ona tam znajduje, bo żaden przewodnik nie raczy o niej wspomnieć. A szkoda, bo naprawdę mi się podobała. Ale może to dlatego, że nadal nie nacieszyłam się nowością koreańskiej estetyki?

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

W każdym razie, Dongamsa (동암사 / 東岩寺), czyli „Świątynia Wschodniej Skały” zaciekawiła mnie kilkoma drobiazgami, takimi jak ten posąg Buddy, którego widok poprawił mi humor. Nie wiem nawet dlaczego, ale po prostu rozsiewał aurę niesamowitej radości i szczęścia.

Uśmiech rozbawionego Buddy, wygrzewającego się w słońcu, z dwójką dziećmi szczypiących go… w sutki także wprawił mnie w świetny nastrój i przez chwilę zapomniałam, że czeka mnie wejście po setkach stopni, których widok straszył z daleka. Nie spieszyło mi się nigdzie, więc powoli podziwiałam różne malowidła na fasadzie głównej hali modlitw.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Nie dowiedziałam się niestety wiele na temat świątyni, co nie przeszkodziło mi jednak w nacieszeniu się tym miejscem. Przeszedłszy na drugą stronę wylądowałam przy kolejnym posągu, a kilka kroków dalej przy bujnie kwitnącym krzaku hortensji. Mogłam popatrzeć sobie przy okazji na Jeju przed wspinaczką na Seongsan Ilchulbong.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

dongamsa8Niezwykle spodobały mi się groźnie wyglądające kamienne żółwie, będące podstawami kamiennych stelli. Żółw jest niezwykle istotnym symbolem w chińskiej taoistycznej kulturze – skorupa oznacza niebo, a płaski brzuch, ziemię. Przez wieki uznawany był zatem za zwierzę niemalże święte, które spaja niebo z ziemią, dlatego też często próbowano wyczytać przyszłość ze wzorów na żółwich skorupach. To właśnie na nich znaleziono pierwsze wyryte chińskie znaki, co tylko potwierdza, że żółwie uważane były za stworzenia niezwykle ważne w Chinach już od wieków.

Potwierdzenie tego można znaleźć w chińskiej mitologii, w której to określone są mianem jednego z czterech świętych zwierząt-symboli. Po chińsku zwany guī (龜 lub w uproszczonej wersji 龟), po japońsku kame (亀), a w Korei zwany geobuk (거북), żółw w tradycji feng shui reprezentuje wodę. Na górze każdej ze stelli znajduje się płaskorzeźba dwóch wijących się smoków – motyw bardzo popularny podczas chińskich dynastii Ming i Qing. Stelle w takim stylu stawiano tylko wyjątkowo ważnym urzędnikom, kapłanom, a nawet cesarzom. Ciekawe czyjej pamięci strzegą te groźne żółwie, ukryte w cieniu majestatycznego stożka Seongsan Ilchulbong?

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Po wyjściu z Dongamsy przyszedł czas na to, na co przygotowywałam się mentalnie od rana – na wejście wąskimi, ciągnącymi się w nieskończoność, schodami, zdającymi się wręcz sięgać nieba. Wejścia na szlak strzegły wszechobecne na Jeju statuy dol hareubang (돌 하르방), uznawane zarówno za bożków płodności, jak i za strażników, gwarantujących bezpieczeństwo. Dlatego też można je często spotkać przy bramach, gdzie chronią mieszkańców przed czyhającymi na nich demonami. Jako że na Jeju wulkanicznej skały jest pod dostatkiem, wykonane są one z reguły z porowatego bazaltu.

seongsan4

Współcześnie używana nazwa powstała dopiero w XX wieku, wcześniej określano te figury wieloma różnymi imionami. Dol (돌) to „kamień, a hareubang (하르방) to w dialekcie z Jeju „dziadek”, w przeciwieństwie do standardowego koreańskiego, w którym to „dziadek” to harabeoji (할아버지). Nie do końca wiadomo skąd wzięła się tradycja tworzenia dol hareubang, niektórzy twierdzą, że przybyła ona z półwyspu koreańskiego, inni, iż narodziły się one z szamańskiej kultury na Jeju.

Patrząc z dala na wijące się po stożku drewniane schody, pojawiło się w mojej głowie szybko pytanie „czyś ty oszalała kobieto?”. Zamiast siedzieć w jakiejś sympatycznej kawiarence, popijając zieloną herbatę z lodem, wpadłam na pomysł wspięcia się w nieludzki upał po setkach schodków, wśród tłumów turystów, aby zobaczyć… sama nawet nie wiedziałam, czego się spodziewać.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Jednak z każdym stopniem, powoli zaczęłam rozumieć, dlaczego powzięłam się na to pozornie szalone przedsięwzięcie. Nie dość, że napotkana po drodze bujna i soczyście zielona roślinność niesamowicie cieszyła oczy, to jeszcze widok rozpościerający się ze zbocza na zatokę i migoczącą gdzieś w oddali wysepkę Udo po prostu zachwycał. Zwłaszcza jak słońce powolutku zaczęło chylić się ku horyzontowi, a wszystko z każdą minutą tonęło w coraz cieplejszym świetle. (Kliknijcie na zdjęcie, żeby zobaczyć panoramę w całej okazałości)

seongsan5

Po kilku dniach intensywnego zwiedzania Korei, które wymagało wspinania się na mniejsze i większe pagórki czy wzgórza, udało mi się zdobyć Seongsan Ilchulbong bez zemdlenia po drodze bądź wypocenia kilku litrów płynu (co nie zmienia faktu, że zatrzymywałam się dobre kilkanaście razy, żeby odpocząć, ale zawsze mogłam użyć wymówki, że to przecież nie dlatego, że padam na twarz, tylko po prostu chcę popodziwiać widoki.)

seongsan1

Jednym z ciekawszych elementów na szlaku była ogromna skała, przypominająca kształtem coś a la maczugę. Przez mieszkańców Jeju została ochrzczona mianem Deung Gyeol Dol (등결돌), co można przetłumaczyć jako „Lampią Skałę”. Ponoć osoby z okolicy mają w zwyczaju czterokrotnie kłaniać się, gdy przechodzą obok – dwa razy dla bogini Selmondae, która stworzyła Jeju i dwa ku pamięci generała Kim Tong-jeong (김통정 / 金通精), który poświęcił swe życie walce przeciwko mongolskiej dynastii Yuan.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Według legendy, bogini Selmondae niosła w swojej spódnicy ziemię, z której tworzyła w ciągu dnia wyspę, a w nocy zszywała poły spódnicy. Ponoć to na tej skale stawiała swoją lampę, aby móc ponaprawiać szkody po dniu ciężkiej pracy. Co do generała – podania mówią, że biegał on dookoła skały w celu wyćwiczenia swojego ciała i umysłu.

seongsan8(© http://www.jejuweekly.com/news/articleView.html?idxno=3295)

Babcia Selmondae była krzepka – siedmioma ruchami łopaty utworzyła górę Halla, a ziemia wypadająca z jej spódnicy po drodze utworzyła ponad trzysta oreum, którymi może się poszczycić Jeju. Niestety, jej historia nie ma „happy-endu”. Miała ona 500 synów i jako dobra matka przyrządzała im codziennie obiad. Jednego dnia gotowała dla nich ogromny kocioł zupy i przez przypadek pośliznęła się w kuchni i wpadła do środka. Synowie wrócili z polowania i jak gdyby nigdy nic zasiedli do posiłku, nie zdając sobie w ogóle sprawy, że w zupie została ugotowana ich własna matka. Kiedy zorientowali się, zalali się krwawymi łzami i zamienili się z rozpaczy w skały. Co roku jednak natura przypomina sobie o ich żałobie i góra Halla w pamięci Selmondae i ich synów obrasta barwnymi azaliami.

Na szczycie mogłam nacieszyć się widokiem.. wielkiego dołu pełnego zieleni. Niekoniecznie jest to krater, jakiego można by się spodziewać, ale widok zarówno na szeroką połać na szczycie stożka, jak i okolicę był nieziemski.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Jednakże nie mogłam sobie pozwolić na podziwianie natury bez końca – trzeba było jeszcze jakoś wrócić do Jeju, a nie miałam zielonego pojęcia, o której i skąd odjeżdża powrotny autobus. Z żalem, że muszę już wracać, zaczęłam powoli schodzić na dół, niesamowicie usatysfakcjonowana, że udało mi się wspiąć na samą górę Seongsan Ilchulbong. Nawet jeśli nie było to o wschodzie słońca.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Druga strona stożka nie była dość łagodnym wzniesieniem jak ta, na której znajdowały się schody do wejścia na szczyt, lecz mogła pochwalić się pięknymi klifami, które od razu przywiodły mi na myśl podziwiane kilka godzin wcześniej Tolkani (돌칸이) na Udo.

seongsan14 SAMSUNG CAMERA PICTURES

Nie mogę uwierzyć, że był to dopiero mój pierwszy dzień na Jeju, a już obfitował w jakże niepowtarzalne wrażenia. Niby przez wielu Jeju zwane jest „koreańskimi Hawajami” i nie do końca jestem w stanie sprawdzić trafność tego porównania, bo w życiu tam nie byłam, co nie zmienia faktu, że jest to miejsce wyjątkowe. Wyspa wulkaniczna, która z jednej strony jest głównym punktem turystki i w centrum Jeju czy Seogwipo aż trudno się opędzić od tłumów, a z drugiej – oazą tradycji i spokoju.

Miejsce, gdzie mówi się innym dialektem, często niezrozumiałym dla przeciętnego Koreańczyka, nie wspominając już o osobie dopiero zaczynającą swą przygodę z tym językiem. Gdzie chwilę po napotkaniu kobiet w chustach uprawiających orzeszki ziemne, jak to było na Udo, czy też filetujących ryby i wyskrobujących małże z malutkich muszelek, można wylądować w niezwykle nowoczesnej, a nawet „hipsterskiej” kawiarence ze szklanką wymyślnej kawy w ręku. Z gwarantowanymi zakwasami, lecz z masą wspomnień i uśmiechem przylepionym na twarzy, znalazłam wreszcie przystanek i autobus, który miał mnie zawieźć do mojego tymczasowego domu na Jeju. Po to, aby móc nabrać sił przed kolejnym dniem, który też, jak to bywa podczas podróży po miejscach pełnych atrakcji, upłynął na chodzeniu od rana do nocy, zajadaniu się świeżutkim i jakże satysfakcjonującym jedzeniem i podziwianiu natury. I jak tu pogodzić się z myślą, że każdy dzień przybliża mnie do wyjazdu z tego kraju?

3 comments on “Seongsan Ilchulbong (성산일출봉), czyli wspinaczka na „Wulkan Wschodzącego Słońca”

  1. A ja jadę na Jeju w przyszły weekend 🙂 Byłem tam cztery lata temu, ale wtedy nie zdążyłem wejść na górę. Mam nadzieję, że uda się tym razem. Dzięki za opisy, będę wiedział czego mam szukać.

    • Karolina

      Super! Ja na razie gotuję się w seulskim skwarze i tęsknię za chodzeniem po górach i oddychaniem świeżym powietrzem 🙂 niestety nie udało mi się zdobyć Hallasan, a ponoć naprawdę warto. Szykuję jeszcze jeden post o Jeju (a konkretniej o Seogwipo), więc postaram się go niedługo napisać, a nuż się przyda. W każdym razie – miłego wypadu!

  2. Aleksandra

    „Ale zawsze w takich sytuacjach staram się pocieszyć, że nie można wszystkiego w danym miejscu zobaczyć, bo nie będzie po co do niego wracać. ” – dobre podejście 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *