Boseong (보성), czyli w krainie zielonej herbaty

Jednym z miejsc, które odwiedziłam w Korei podczas kilku ostatnich tygodni jest prowincja Jeolla Południowa na samym południu półwyspu. Wybrałam się tam prosto z Jeju, gdzie spędziłam cztery wspaniałe dni, o których już Wam opowiedziałam w szczegółach. Przyszedł jednak czas na opuszczenie „koreańskich Hawajów”.

Nie byłam jeszcze gotowa na powrót do ogromnej metropolii, jaką jest Seul, postanowiłam spędzić dwa dni w regionie znanym z pysznego jedzenia i usianego wysepkami wybrzeża. Mnie najbardziej zaciekawiła jednak wzmianka w przewodniku o plantacji zielonej herbaty, najsłynniejszej w całym kraju i znanej nie tylko ze swojej wysokiej jakości produktów, ale także z zapierających dech w piersiach scenerii. Bez zastanowienia zaplanowałam więc jednodniowy wypad do Boseong (보성), nie tylko po to, aby najeść się przysmakami o smaku zielonej herbaty, ale także, aby zobaczyć, jak wygląda ta roślina zanim wyląduje w filiżance.

Boseong znane jest głównie z uprawy zielonej herbaty i w okolicy tego miasteczka znajduje się kilka dość sporych plantacji. Ja jednak chciałam zobaczyć tę najsłynniejszą i najwspanialszą, której zdjęcia podziwiałam długo zanim dane mi było tam pojechać. Po niecałych dwóch godzinach spędzonych w dość dusznym pociągu z Yeosu do Boseong, wsiadłam do taksówki (które w Korei są bardzo powszechne i dość tanie, zwłaszcza na prowincji) i po kilkunastu minutach szalonej jazdy, podczas której kierowca trzymał ręce wszędzie, lecz niekoniecznie na kierownicy, z piskiem opon zajechałam przed Daehan Dawon (대한다원 / 大韓茶園). I chwilę później weszłam w magiczny świat wręcz rażącej oczy soczystej zieleni, świeżo przyrządzanych lodów o smaku zielonej herbaty, które mogłabym jeść codziennie i tylu rodzajów suszonych liści w sprzedaży, że od wyboru aż mogło zakręcić się w głowie.

Do plantacji prowadzi długa aleja, oferująca schronienie w przyjemnym cieniu od skwaru letniego słońca. Idąc powoli i wdychając świeże powietrze pachnące lasem (zapach, który od razu przypomniał mi o Polsce!), z każdym krokiem rośnie podniecenie, bo już zaraz, może za chwilę, zza drzew wyłoni się pole zielonej herbaty i wreszcie zobaczę miejsce, uznawane przez wielu za najpiękniejsze w całej Korei. Nastawiona na dzień pod znakiem herbaty, przyspieszyłam kroku, żeby jak najszybciej znaleźć się w herbacianym raju.

boseong1

Faktycznie, już kilka minut później moim oczom ukazało się porośnięte zielonymi krzewami wzgórze i niezmiernie zdziwiło mnie to, że krzewy herbaty wyglądały jak… duży bukszpan. Nie mam pojęcia, czego się spodziewałam, lecz byłam dość zaskoczona. Zwłaszcza tym, że liście wyglądały na dość twarde i sztywne, nie wiem czemu, ale wyobrażałam sobie, że będą one bardziej miękkie (może dlatego, że w filiżance wydają się bardzo cienkie i delikatne?).

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Żeby móc podziwiać pola ciągnącej się w nieskończoność herbaty, trzeba było się dość sporo nachodzić. Jakkolwiek z dołu plantacja także wyglądała pięknie, zatopić w magii tego miejsca można było dopiero po wejściu pod górę po drewnianych schodach.

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURESSAMSUNG CAMERA PICTURES

Nie przewidziałam jednak, że chodzenie po schodach w takim skwarze tak szybko pozbawi mnie energii. Przez kilkanaście minut próbowałam się nacieszyć widokiem, siedząc na ławce i pstrykając milion zdjęć. Bo jakże się tu nie zachwycać takim połączeniem ludzkiej pracy i piękna natury?

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Mogłabym siedzieć tak bez końca, ale po kilku godzinach podróży i męczącej wspinaczce, nagle poczułam w brzuchu niezłe ssanie i stwierdziłam, że nie ma już co go ignorować. Zerkając co chwilę za siebie, zeszłam powoli jedną z bocznych ścieżek w stronę restauracji specjalizującej się w przysmakach z dodatkiem liści zielonej herbaty. Bez zastanowienia zamówiłam bibimbap, a po dłuższej chwili zdecydowałam się także na naengmyon (랭면 / 冷麵). 

boseong33

Bibimbab (비빔밥) i naengmyeon (랭면)

Nie jestem w stanie powiedzieć co smakowało mi bardziej, bo bibimbap mogłabym jeść codziennie i nie jestem w tej kwestii obiektywna. Świeże warzywa takie jak ogórek czy marchewka, do tego kilka typów namul, na przykład kiełki fasolki mung i pokrojony cieniutko omlet. Do miski na zdjęciu wyżej dodałam ryż ugotowany z liśćmi zielonej herbaty i muszę przyznać, że ta lekka goryczka była właśnie tym, czego potrzebowałam na taki upał!

Podejrzewam, że wielu z was zastanawia zupa z makaronem na zimno. No bo jak to wcinać makaron nie dość że w zimnym bulionie, to jeszcze pływający wśród pokruszonego lodu? Z reguły podstawą naengmyeon jest makaron gryczany z dodatkiem skrobi na przykład ze słodkiego ziemniaka czy kuzu. W Boseong do tego dodano jeszcze oczywiście zieloną herbatę! Do tego wkraja się zazwyczaj ogórka, a często także gruszkę lub jabłko. Na górę kładziemy gotowane jajko, zalewamy wszystko lodowatym bulionem i voilà – otrzymujemy jedno z ulubionych koreańskich dań do walki z upałem! Co ciekawe danie to, pochodzące z terenu dzisiejszej Korei Północnej, jeszcze niedawno zajadane było ze smakiem zwłaszcza w Pjongjangu (평양) i Hamhung (함흥), ale z czasem rozprzestrzeniło się także na południu Półwyspu Koreańskiego. I dobrze, bo po zjedzeniu nawet odrobiny naengmyeon od razu poczułam się lepiej i nawet przez chwilę pojawiła się w mej głowie myśl, że żaden upał mi nie straszny.

Posiliwszy się tymi herbacianymi przysmakami, stwierdziłam, że dam radę i wejdę na samą górę, ścieżką prowadzącą hen ku niebu, aby móc popodziwiać plantację w całej okazałości. A widok był warty każdej kropli potu!

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURESW oddali można było dojrzeć upstrzone wysepkami wybrzeże. Plantacja otoczona była wzgórzami, porośniętymi zielonymi drzewami, a intensywność barw nieba i roślinności nadawała całemu miejscu niemalże egzotyczny charakter. Tak stojąc na samym szczycie i patrząc się w stronę morza, nie mogłam uwierzyć, że jestem w Korei, a nie gdzieś w Azji Południowo-Wschodniej (która, swoją drogą,  niesamowicie mnie kusi). Dlatego na chwilę udało mi się jakoś zaspokoić moje nieuleczalne wanderlust i popijając zimną zieloną herbatę, stałam w słońcu i nawet nie wiem ile czasu spędziłam bez żadnego ruchu, po prostu ciesząc się tym, że dane mi było odwiedzić takie miejsce!

SAMSUNG CAMERA PICTURESSAMSUNG CAMERA PICTURES

Zamiast wrócić na dół schodami, po których wspięłam się na szczyt, postanowiłam obrać okrężną drogę prowadzącą przez las. I był to dobry wybór, bo nie dość, że mogłam odetchnąć od palących promieni słońca, to jeszcze gdzieniegdzie w lesie znalazłam dzikie krzewy herbaty, nie wiem czy samosiejki, czy też opuszczone, a może zostawione tam celowo? Ale prezentowały się one całkowicie inaczej niż dopieszczone kule na głównym poletku. A wszystko to przy dość dziko wyglądającym szlaku!

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURESPo kilkunastu minutach spaceru usłyszałam dziwny szum. Jakoś nie spodziewałam się małego wodospadu, chociaż nie powinno mnie to dziwić – Boseong znane jest ze świeżego powietrza, czystej źródlanej wody i odpowiedniej jakości gleby, co czyni je wręcz idealnym miejscem do uprawy zielonej herbaty!
SAMSUNG CAMERA PICTURESSAMSUNG CAMERA PICTURES

Nie wiedzieć kiedy dziki las zaczął ustępować ponownie zorganizowanej przestrzeni – początkowo była to aleja cedrów, a chwilę później zza ich gałęzi zaczęły pojawiać się ciągnące się w nieskończoność rzędy krzewów zielonej herbaty.

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURESNiesamowicie spodobała mi się mała altana ukryta wśród drzew – czy istnieje bardziej magiczne miejsce do odpoczynku niż to, ukryte w przyjemnym cieniu drzew, skąd można podziwiać rażącą po oczach zieleń herbaty?

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Weszłam tam tylko na chwilę, bo korciło mnie niemiłosiernie, aby spróbować lodów o smaku zielonej herbaty w małej kawiarence pod restauracją, w której godzinkę wcześniej zjadłam przepyszny obiad. Kiedy miejsce to ukazało się moim oczom, przyspieszyłam kroku, a po chwili prawie że truchtałam, bo nie mogłam się już powstrzymać. Chwilę po zamówieniu zaczęłam pałaszować ze smakiem bodajże najlepsze lody o smaku zielonej herbaty, jakie miałam kiedykolwiek okazję zjeść. Nie wiem czy wydały mi się takie niesamowite, bo przyrządzone były z najwyższej jakości miejscowej herbaty, czy też po prostu jakiekolwiek lody w tym momencie wydałyby mi się nieziemskie. Nie zmienia to faktu, że zdążyłam je w większości zjeść, zanim zorientowałam się, że wypadałoby im zrobić zdjęcie. Dlatego musicie wyobrazić sobie zielone lody z automatu w kubeczku, które aż proszą o to, żeby je zjeść. A potem zamówić kolejne. Prawie że tak zrobiłam, ale niestety mój żołądek ma limit pojemności. Szkoda… Warto tu wrócić nawet tylko dla skosztowania tych lodów!

Nie mogłam się jeszcze mentalnie pożegnać z tym miejscem, nawet mimo tego, że przeszłam je całe dookoła. Dlatego weszłam jedną z bocznych ścieżek w górę, aby przyjrzeć się z daleka ciężkiej pracy kobiet na herbacianym polu.

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Przez chwilę aż zrobiło mi się głupio, że ja zajadam się lodami i spędzam dnie bez stresu, zwiedzając sobie Koreę, a te kobiety pracują od rana w nieludzkim skwarze po to, żebym ja mogła sobie potem siedzieć w klimatyzowanym pomieszczeniu i zajadać się lokalnymi przysmakami… I to co dla mnie jest magicznym widokiem, przywodzącym na myśl wakacje, dla nich jest miejscem pracy. Bijąc się takimi myślami przysiadłam na jednym z tarasów przeznaczonych na odpoczynek i po raz ostatni starałam się nacieszyć oczy magią Boseong – kto wie, kiedy przyjadę tu następny raz? Chcę wierzyć, że kiedyś na pewno!

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Trudno było mi się pożegnać z miejscem przesiąkniętym taką atmosferą, ale przed powrotem do Yeosu, gdzie zatrzymałam się na dwa dni, zdecydowałam się podjechać na pobliską plażę w Yulpo (율포), by zamoczyć nogi w oceanie, przysiąść chwilę na ciepłym piasku i odetchnąć po tych kilku godzinach pełnych wrażeń. Po kilkunastu minutach jazdy wylądowałam przed ogromnym ośrodkiem, oferującym między innymi kąpiel w zielonej herbacie, ale mnie bardziej kusiła plaża i szum fal. Dlatego pozostawiłam tę przyjemność innym turystom i chwilę później leżałam już na złotym piasku.

yulpo1Wiecie co mnie zdziwiło najbardziej? Na plaży, mimo pięknej pogody, nie było nikogo. Oprócz mnie i kilku wyschniętych meduz, wśród których raz na jakiś czas przemknął przerażony mini-krab. Spojrzałam w lewo, w prawo i nic. Pustka. Jakby przeszła tu właśnie apokalipsa. Słońce grzeje, woda ciepła, a ja siedzę sama na ogromnej plaży. Pewnie wszyscy turyści siedzieli w wannie z zieloną herbatą w klimatyzowanym pomieszczeniu – jeśli tak, to nie wiedzieli, co tracą!

yulpo3 yulpo2

Nie wiem, ile leżałam tak bez ruchu, zastanawiając się, czy kiedyś zobaczę jakąś żywą duszę. Nic takiego się jednak nie stało, więc po dłuższym czasie wstałam, otrzepałam się i udałam się w poszukiwaniu taksówki, która zawiozłaby mnie do Boseong. Nie spodziewałam się jednak, że okaże się to takim wyzwaniem. Kroczyłam po dziwnie opustoszałych uliczkach Yulpo i po kilkunastu minutach zaczęłam wątpić w to, że kiedykolwiek się stąd wydostanę. A średnio widział mi się marsz kilkanaście kilometrów pod górę do Boseong… Weszłam zatem do jakiegoś sklepiku i spytałam się właściciela czy mógłby zadzwonić po taksówkę. Zamiast chwycić za słuchawkę, ten zaklął pod nosem, wybiegł na zewnątrz i krzyknął z całych sił. Nie miałam zielonego pojęcia, co się dzieje, ale po chwili okazało się, że było to imię jego znajomego taksówkarza, który drzemał sobie w samochodzie kilkanaście metrów dalej. Ten wyskoczył z auta jak oparzony, zaprosił energicznym ruchem ręki do samochodu i dosłownie kilka sekund później pędziliśmy już po krętych górskich drogach.

Mimo że w Boseong byłam tak naprawdę tylko kilka godzin, widok plantacji herbaty z dopieszczonymi krzewami wrył się w moją pamięć na długo. A może i na zawsze? Nigdy nie przypuszczałam, że pole pełne krzaków zielonej herbaty zrobi na mnie aż takie wrażenie! A to wszystko połączone z pysznym jedzeniem, zarówno w wersji zdrowej, jak i tej niekoniecznie i zakończone kupnem bodajże tony herbaty, którą popijam codziennie do dziś. Miejsca takie jak to sprawiają, że moje uzależnienie od podróży się jeszcze bardziej umacnia, jakby już znacznie nie kontrolowało mojego życia (a zwłaszcza portfela). Ale wtedy uświadamiam sobie, że o to właśnie w życiu chodzi. O świeże powietrze w płucach, o szklankę zimnej zielonej herbaty, wyhodowanej i ususzonej kilka miesięcy wcześniej tuż obok. Warto nawet i spłukać się do ostatniego grosza aby móc poleżeć sobie samej na ogromnej plaży, a chwilę później pędzić samochodem wśród porośniętych herbatą wzgórz. I z każdą chwilą coraz bardziej darzyć uczuciem kraj, o którym jeszcze tak mało wiem. Jeszcze!

Comments (9)

  1. Aleksandra

    Herbatka prosto z plantacji, mmm… ^^

  2. Właśnie uświadomiłam sobie, że pomimo że byłam 3x w Nihonie, 2x (a właściwie to 3…) w Hindustanie i 1x w Czajna, czyli krajach, któe słyną z herbaty, to jeszcze nigdy (nigdy!!!) nie widziałam prawdziwej plantacji herbaty. Jak to się stało?!! Załamałam się! Nie. Stop. Nie załamałam się! Dodaję do listy „must see” i to z etykietą „priorytet”! 😛

    Dzięki za ten piękny wpis! Buziaki. A.

    • Karolina

      No to trzeba to jak najszybciej nadrobić! Zwłaszcza jeśli można potem zajadać lody o smaku zielonej herbaty – mam do nich niesamowitą słabość. Ale przynajmniej miałaś okazję odwiedzić Chiny czy Indie, bo to jeszcze przede mną… A nosi mnie niesamowicie! Zresztą cała Azja mnie kusi i moja lista priorytetowych „must see” miejsc rośnie w zastraszającym tempie 😀

      • Uwierz mi, że mam tak samo! A co do Chin – był to tylko Szanghaj i okolice, zatem nie wiem, czy mogę powiedzieć, że widziałam „prawdziwe Chiny”. 😉 Kiedyś musimy wrócić i zobaczyć przynajmniej Pekin i kawałek gór!

        • Karolina

          Ze wszystkich państw w Azji Wschodniej o Chinach wiem najmniej, więc nie mam pojęcia, co można by uznać za „prawdziwe Chiny”. Ale czy istnieje coś takiego jak „prawdziwa Japonia”? Im dłużej po niej podróżuję, tym utwierdzam się w przekonaniu, że cały kraj jest piękny, a nie tylko Kioto i Tokio, jak w mniemaniu większości turystów. A wizyty w Chinach i tak zazdroszczę! Nawet jeśli był to tylko „Szanghaj i okolice” 🙂

  3. Bardzo ładnie! Szczerze powiedziawszy nieco się zdziwiłam, że w Korei Pd. uprawiana jest herbata – nie wiem czemu, ale herbata zawsze kojarzyła mi się z cieplejszym klimatem, np. południowe Chiny czy Sri Lanka. Ale człowiek uczy się przez całe zycie. Co więcej – ja również baaaaardzo lubię lody o smaku zielonej herbaty. Jeszcze jedna rzecz – wiesz, że w Chinach też jemy tę zimną zupę z makaronem i nawet w znaczkach chińskich jest podobna do tych znaków, które podałaś – po chińsku to jest: 冷面 . Tyle że w Chinach nie dodaje się owoców, a jedynie ogórek, pomidor, makaron i jajko:) Ale koncept pozostaje ten sam. Pozdrawiam!:) Ola

    • Karolina

      Boseong znajduje się na samym południu Półwyspu, więc może jest tam wystarczająco ciepło dla herbaty? Szczerze mówiąc, ja też zdziwiłam się, przeczytawszy o plantacji herbaty w przewodniku i po prostu musiałam się tam wybrać! Czasami do naengmyeong dodają kilka plasterków owoców, ale często nie – zależy chyba od fantazji kucharza. Ja wolę wersję bez 🙂

      I wielkie dzięki za komentarz – właśnie spojrzałam na Twojego bloga i nie mogę się doczekać, kiedy dane mi będzie odwiedzić Chiny. Planuję spędzić w Państwie Środka kilka tygodni po ukończeniu studiów (czyli za rok), ale zobaczymy co z tego wyjdzie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *