„To co ty jesz?”, czyli krótki przewodnik dla wegetarian w Japonii

Jestem wegetarianką już dobre kilka lat (a ostatnio testuję nawet dietę wegańską), więc nasłuchałam się o mojej diecie już wiele. „Ale jak to tak bez mięska?” „A może szyneczki?” „Coś blado wyglądasz, zjedz sobie dobrego schabowego, to ci przejdzie”. Nauczyłam się te komentarze ignorować, bo po co się ma człowiek denerwować. Ale w Polsce niejedzenie mięsa nadal postrzegane jest jako dość nieszkodliwe szaleństwo, jak to ktoś określił w jednym z komentarzy na moim blogu – „wege-pacyfizm”. Żyłam sobie tak w spokoju, czasami tylko znosząc dziwne komentarze, aż nadszedł czas wyjazdu do Japonii i to na rok. Wszyscy znajomi od razu uderzyli w tarabany, że „Karolina, no nie ma szans, umrzesz tam z głodu, może daruj sobie te wymysły i po prostu jedz jak człowiek”. Nawet w Internecie jest więcej komentarzy, jak to nie ma szans na bycie wegetarianinem w Japonii, chyba że chcecie jeść sam ryż. Owszem, podejrzewam, że bez znajomości języka, będąc w Japonii po raz pierwszy, wiele osób niejedzących mięsa i ryb może się poczuć dość przerażonych. Każdy przewodnik, jak już coś poleca, to będzie to sushiramen, bądź wszelkie potrawy mięsne, jakby warzyw w tym kraju się nie jadało. Jak już ktoś wspomni o kuchni wegetariańskiej, to bardziej w ramach luksusowej restauracji z daniami przygotowywanymi przez mnichów buddyjskich, czyli tak zwane shōjin ryōri (精進料理). Jeśli stać Was na wydawanie setek złotych na posiłek, to zazdroszczę i życzę miłych doznań kulinarnych, ale jeśli przez przypadek nie należycie do tego grona, to może ten mini-przewodnik Was przekona, że nie, nie umrzecie z głodu, ale także, że nieraz trzeba się wyluzować i nie świrować, bo inaczej z cieszenia się Krainą Kwitnącej Wiśni nic nie wyjdzie.

Po pierwsze – mało który Japończyk słyszał o czymś takim jak wegetarianizm. Autentycznie na każdym kroku musiałam tłumaczyć czy to znajomym, czy też jakimś przypadkowym osobom, o co mi chodzi. Na wieść, że nie dość, że nie jem mięsa i ryb, to także nie toleruję potraw przygotowywanych na wywarze z ryb, który jest podstawą kuchni japońskiej, nagle oczy rozmówcy robiły się okrąglutkie niczym piłeczki do ping-ponga. „Ale jak to…?” w tym momencie rozmowa ucichała na chwilę, bo trzeba było sobie tę informację przyswoić. I to właśnie od dashi (出汁) zacznę, ponieważ jest ono dosłownie wszędzie. Początkowo unikałam go jak ognia, mało co zachodziłam do jakichkolwiek japońskich miejsc, bo co ja tam biedna zjem, jak wszystko przygotowywane jest na dashi. I tutaj powiem zapewne coś, co zadziwi wielu wegetarian – nieraz trzeba odpuścić i przełknąć ten makaron, nawet jak w zupie znajduje się jakiś tam kawałeczek suszonej ryby. Uwierzcie mi, że ten wywar jest wszędzie – w cieście do tempury, w niby-omletach okonomiyaki, w sosie do warzyw, w kimchi, w zupie miso – po prostu wszędzie.

Jeśli chcecie podróżować z listą ściśle wegetariańskich miejsc i głodować, gdy restauracja będzie zamknięta albo jej nie znajdziecie, droga wolna. Ale gdy będziecie późnym wieczorem na totalnym końcu świata, gdzie otwarta jest jedna mała knajpka, to może nieraz lepiej do niej zajrzeć i doświadczyć tej prawdziwej Japonii? Bo nawet jak wytłumaczycie kucharzowi, że nie jecie mięsa, ryb, jajek, owoców morza, podejrzewam, że większość z chęcią coś dla Was specjalnie przygotuje. Zamiast krewetek w tempurze dodatkowe warzywa? Nie ma sprawy. Okonomiyaki bez mięsa? No problem. Zapytawszy jednak o dania bez dashi, spotkacie się z autentyczną paniką. Dashi to po prostu bulion, a bulion w Japonii równa się ryba (chociaż nie dla Japończyków, którzy są święcie przekonani, że jak już wyjęli rybkę, to nie ma się nad czym rozwodzić). Dlatego dla przyjemności podróżowania, spokoju ducha i zdrowia psychicznego, radzę podejść do wszystkiego z dystansem. Uwierzcie mi, że nie będziecie przez to gorszymi wegetarianami, a Wasz komfort życia wzrośnie wręcz nieporównywalnie. Ile mnie początkowo rzeczy ominęło, bo dałam sobie wmówić, że nie będzie dla mnie nic do jedzenia. Znajomi wychodzili na miasto? No ale przecież Karolina nic nie zje, bo nawet nie je dashi. Ale przemogłam się raz czy drugi i okazało się, że zawsze jakaś opcja się znajdzie. Koledzy chcieli iść na grillowanego kurczaka? Nie ma sprawy, ja zajadałam grillowaną paprykę, bakłażan bądź tōfu. Ktoś zrobił tempurę i specjalnie dla mnie przygotował także warzywa? Nie będę świrować, że usmażone było w tym samym garze, co wcześniej krewetki. Ludzie autentycznie starali się mi pomóc i wspierać, ale w kraju, gdzie koncepcja wegetarianizmu jako taka nie istnieje, często ludzie nie zdają sobie sprawy, że dodając dashi do zupy warzywnej od razu dyskredytują to danie z jadłospisu wegetarianina. I co? Miałam powiedzieć koleżance u której nocowałam w Hiroszimie, że nie zjem całej góry jedzenia, które dla mnie specjalnie przygotowała, bo w sosie sojowym, który użyła do gotowania, znajduje się dashi? Czyli bez wariowania, będzie dobrze, ale przygotujcie się na to, że czasem trzeba będzie pogodzić się z faktem, że warzywka które wcinamy, mogą być ugotowane na wywarze z suszonej ryby.

okonomiyaki1

Okonomiyaki w Hiroszimie

Ustaliliśmy zatem, że pewien dystans jest niezbędny, aby nie zwariować. Przejdźmy więc do konkretów, czyli co taki wegetarianin może zjeść. I jak zakomunikować światu, iż nie jemy mięsa, nawet jeśli są to tylko małe kurczaczki (autentycznie, raz jedna Japonka nie mogła zrozumieć, że nie jem kurczaczków, przecież to takie małe, mięska prawie nie ma). Najpierw podstawy: wegetarianin po japońsku to albo zmutowana wersja angielska, czyli bejitarian (ベジタリアン) albo saishokushugisha (菜食主義者), które jednak używane jest niezwykle rzadko, jeśli w ogóle. Nie używajcie jednak nigdy w tym kontekście wspomnianego wyżej określenia shōjin ryōri (精進料理), gdyż, jak już wspomniałam, jest to kuchnia dość luksusowa, więc niejedna osoba zdziwi się, jeśli wejdziecie do małego sklepiku z makaronem i poprosicie o ucztę à la cesarz. To tak jakbyście weszli do budy z kebabem i zażądali pieczoną gęś. Po prostu ma się to jak pięść do nosa. Kilka podstawowych zwrotów, które może się przydać na sam początek to:

Jestem wegetarianinem: Bejitarian desu.

Nie jem mięsa: Niku wa taberaremasen1 lub Niku wa dame desu.

Czy macie dania wegetariańskie/bez mięsa?: Bejitarian ryōri ga arimasuka? / Niku-nashi no ryōri ga arimasuka?

Czy to danie zawiera mięso?: Kono ryōri wa niku ga haitte imasuka?

Niestety definicja mięsa w Japonii jest dość wąska. Dla niektórych jest to na przykład jedynie kawał wołowiny, a kurczak to przecież nie mięso, tylko osobna kategoria – „kurczak”. Tak samo rzecz ma się z szynką, nie wspominając już o rybach czy owocach morza. Dlatego też poniżej przygotowałam listę kilku podstawowych słów, z którymi warto się zapoznać:

mięso: niku (肉)
ryba: sakana (魚)
owoce morza: kaisen (海鮮)
krewetki: ebi (エビ lub 海老)
bonito:2 katsuobushi (鰹節)
jajko: tamago (卵)
mleko: gyūnyū 牛乳
ser: chiizu (チーズ)
szynka: hamu (ハム)

Z takimi podstawami możemy zatem wyruszyć na poszukiwanie jedzenia. W dużych miastach nie ma problemu ze znalezieniem wegetariańskich restauracji, ale sztuką jest nieprzejmowanie się zbytnio robieniem mapki z miejscami, gdzie można zjeść, tylko znalezienie pożywnego jedzenia, bez względu na to, gdzie się znajdujemy. Postaram się przybliżyć Wam kilka opcji, które pomogą Wam przeżyć, poznać prawdziwą Japonię, a niekoniecznie izolować się jedynie w wegańsko-makrobiotycznych knajpkach, jakkolwiek fajne by one nie były (i czasem naprawdę warto tam zjeść!). Sama nieraz bywałam w restauracjach stricte wegetariańskich, ale jeśli podróżujecie w większej grupie, przyda się wiedzieć, gdzie można zjeść, aby każdy, zarówno mięsożerca, jak i wegetarianin się najadł.

enoshima2

Wegetariański posiłek w Kamakurze

Zacznijmy od sushi. Podejrzewam, że wielu z Was zdziwi to, że wcale nie jest w Japonii danie wielce popularne. Mało kiedy miałam okazję zobaczyć któregoś z moich Japońskich znajomych zajadającego sushi. Przede wszystkim, jeśli już je jedzą, to z reguły jest to sashimi, czyli kawałki surowej ryby bez jakichkolwiek dodatków, bądź nigirizushi – kawałek ryby położony na uformowanej w ręku ryżowej poduszeczce. Rzadko kiedy komuś chciałoby się zawijać maleńkie skrawki ryby w całą masę ryżu. Ryż można przecież zjeść zawsze, a z dobrą surową rybą chodzi o to, żeby poczuć jej smak. Na szczęście są też takie typy sushi, które ryby nie zawierają i można je dostać nie tylko w restauracjach, ale także w sklepach typu konbini, które, nie dość, że są dosłownie wszędzie, to jeszcze są czynne 24/7. Do najpopularniejszych typów sushi bez mięsa należą:

wegejaponia6

kyūri-maki (キュウリ巻き) lub kappa-maki (カッパ巻き) → z ogórkiem

kanpyō-maki (かんぴょう巻 ) → z tykwą marynowaną w sosie sojowym

shinko-maki (新香) → z różnymi piklami, z reguły jest to rzepa daikon

nattō-maki → ze sfermentowaną soją, o dość mocnym aromacie i bardzo specyficznym smaku

umeboshi-maki (梅干し巻き) → z piklowaną śliwką (naprawdę kwaśne!)

Często dostępne są też nigiri z jajecznym omletem tamagoyaki (卵焼き), jednakże z reguły dodawane jest do niego dashi. Poza tym uwielbiam inari-zushi, czyli danie bardziej na słodko – ryż, często z dodatkiem sezamu, zawijany w kieszonki ze smażonego tōfu. Pycha!

otarusushi3

Nie liczmy na to, że uda nam się wszędzie znaleźć coś do jedzenia – nie ma szans na cokolwiek wegetariańskiego na przykład w sklepach z zupą ramen (której podstawą jest rosół z wieprzowiny i kości wieprzowych). Zawsze jednak możemy wybrać się do jednego z miejsc oferujących gryczany makaron soba, których w Japonii jest pod dostatkiem. Jeśli przeżyjecie odrobinę dashi albo poprosicie o przygotowanie tego na bazie miso bądź sosu sojowego zamiast dashi, na pewno nie wyjdziecie głodni. Wystarczy powiedzieć:

Dashi-nashi de tsukuraremasuka? – Czy można to przygotować bez dashi?

Dashi-no kawari-ni miso ka shōyu de tsukuraremasuka? – Czy można przygotować to z miso bądź sosem sojowym zamiast dashi?

Goma-dōfu i tōfu nabe

Goma-dōfu i tōfu nabe

Zwłaszcza latem niesamowicie popularną opcją jest tak zwane zaru-soba (笊蕎麦), czyli po prostu góra gotowanego makaronu z podawanym obok sosem sojowym do maczania, często posypana także suszonymi wodorostami nori. Niektórzy dodają do niego dashi, inni nie, ale ja z czasem przestałam się przejmować, bo pytanie się co trzy sekundy o wszystko zaczęło nie tylko moim znajomym, ale także mi trochę grać na nerwach. Kilka typów soby (czy to na ciepło w bulionie, czy bez), które bez obaw mogą wcinać wegetarianie to:

nagatoro5

Soba w Nagatoro

wakame soba (わかめ蕎麦)→ z wodorostami wakame

kitsune soba (きつね蕎麦)→ ze smażonym na głębokim oleju tōfu, czyli aburaage (油揚げ), podobnym do tego w inari zushi

tororo soba (とろろ蕎麦) lub yamakake soba (山かけ蕎麦)→ ze startym yamaimo (山芋); takim niby ziemniakiem, którego można jeść na surowo

nameko soba (なめこ蕎麦) → z malutkimi, dość obślizgłymi, lecz bardzo smacznymi grzybkami nameko

sansai soba  (山菜蕎麦) → z „dzikimi warzywami”, czyli w skrócie różna zielenina plus na przykład pędy bambusa

tanuki soba3 (たぬき蕎麦) → z pokruszonym ciastem, które zostaje po smażeniu tempury

tempura soba (てんぷら蕎麦) → z tempurą, czyli smażonymi w głębokim oleju dodatkami. Z reguły są to warzywa plus na przykład krewetki, dlatego poproście o wersję bez owoców morza albo pytajcie czy je zawiera.

tsukimi soba (月見蕎麦)→ z wbitym surowym jajkiem, które dogotowuje się w jeszcze gorącej zupie

Kolejny typ restauracji, do których z pewnością warto zajrzeć to tak zwane yakiniku bądź izakaya. Te pierwsze skupiają się bardziej na jedzeniu, można tam dostać głównie grillowane na patyku różności – owszem, głównie mięsne, lecz i roślinożercy znajdą tam coś dla siebie. Izakaya natomiast to taki japoński à la pub, gdzie Japończycy idą po pracy aby się zrelaksować. Serwowane są tam przeróżne dania, często także szaszłyki, sushi czy inne przekąski i warto zaznajomić się z kilkoma opcjami przyjaznymi wegetarianom.

Shiitake i małe papryczki

Grzyby shiitake i małe papryczki shishitō

Jeśli mowa o yakiniku, prawie zawsze są do wyboru szaszłyki warzywne, najczęściej są to:

eringi (エリンギ) → grzyby eringi

shiitake (椎茸) → grzyby shiitake

tamanegi (玉ねぎ/タマネギ) → cebula

shishitō (ししとう) → małe (niekoniecznie ostre) zielone papryczki

nasu (茄子/なす) → brokuł

kabocha (かぼちゃ) → dynia

tomato (トマト) → pomidor

piiman (ピーマン) → papryka

ninniku (にんにく) → czosnek

ninjin (にんじん) → marchew

tōmorokoshi (トウモロコシ) → kukurydza

Jeśli nie będziemy do końca usatysfakcjonowani zjedzeniem tony szaszłyków z warzywami, możemy skusić się na jakieś przystawki. Często oferowane są pieczone ziemniaki czyli yakiimo (焼き芋). Pyszne i sycące. Zawsze można zamówić sobie też miseczkę ryżu – gohan (ご飯). Nie ma z reguły także problemu z dostaniem czegoś z tōfu, czy to w wersji smażonej, czy też na zimno. Jednym z moich ulubionych dań jest tak zwane nasu dengaku (茄子田楽), czyli pieczony bakłażan polany słodkawym sosem na bazie pasty miso. Palce lizać. Kolejne stricte wegetariańskie i popularne danie to ochazuke (お茶漬け) – miseczka ryżu zalana ciepłą zieloną herbatą z dodatkiem warzyw bądź pikli. Warto także zwrócić uwagę na to, że często jako przystawka podawane jest edamame (枝豆), młoda soja, którą je się jak bób. Pyszna, pożywna i zdrowa. Ja z reguły proszę, żeby go nie solić, bo Japończycy uwielbiają wszystko, co słone. A dosolić sobie w razie potrzeby zawsze można.

oishinbo2

Jestem zdania, że podczas wizyty w Japonii powinno się jeść japońskie jedzenie, a nie szukać na siłę opcji z całego świata, aby przypadkiem nie zjeść kropli dashi albo ze strachu przed spróbowaniem czegoś nowego. Nie zawsze człowiek ma jednak ochotę na kolejną miskę makaronu soba bądź ryż z tempurą. Wtedy z całego serca polecam restauracje koreańskie, gdzie sztandarowym daniem jest bibimbap (po jap: ビビンバ, po koreańsku: 비빔밥), którym delektowałam się między innymi w tokijskim Korea Town. Jest to micha ryżu z różnymi warzywami, z dodatkiem jajka i czasem mięsa. Ja zawsze proszę o wersję bez mięsa i nie ma najmniejszego problemu. Mięso przygotowywane jest osobno i rzucane na wierzch na samym końcu, więc niedodanie go jest wyjątkowo proste. Kolejne opcje w koreańskich knajpach to przeróżne naleśniko-omlety, na przykład bazujący na mące z fasolki mung bindaetteok (빈대떡) czy też przeróżne niby omlety określane w Japonii mianem chijimi (チヂミ). Częste kombinacje to kimchi-chijimi (キムチチヂミ) bądź yasai-chijimi (野菜チヂミ), czyli placek z warzywami.

Smaczną i bezpieczną opcją są też restauracje indyjskie, których, o dziwo, w Japonii jest całkiem sporo. Tam z reguły łatwiej dogadać się po angielsku niż po japońsku, a kelnerzy nie mają problemu ze zrozumieniem, o co tym gaijinom z tym całym bejitarian-bełkotem chodzi. Niektóre z tych miejsc nie wyglądają może na najbardziej luksusowe przybytki w okolicy, ale wbrew pozorom, zazwyczaj zjecie tam całkiem smacznie. Wielki plus za to, że dania są o wiele mniej pikantne i tłuste niż te przygotowywane w restauracjach europejskich. Co chwilę można napotkać także pseudo-włoskie przybytki, w których mimo że w menu nie ma opcji bez mięsa, nie ma z reguły problemu z przygotowaniem czegoś z samymi warzywami. Nie polecałabym ich jednak, bo nie dość, że z włoskim jedzeniem nie ma to wiele wspólnego, w Japonii istnieje taki wybór pyszności, że grzechem byłoby wcinać rozgotowany makaron pływający w tłuszczu. Pałeczkami… Po prostu nie warto.

wegejaponia5

Podczas podróży zdarza się jednak, że ma się ochotę na jakąś przekąskę, którą można zjeść w biegu. Tutaj na ratunek przychodzą konbini, ale tam także nie ma za łatwo. Oczywiście można dostać tam banana czy sałatkę owocową, ale owoce są z reguły albo przejrzałe albo niedojrzałe. Nie wspominając już o tym, że drogie. Najpopularniejszą opcją jest onigiri (御握り), czyli uformowany w trójkątny bądź owalny kształt ryż z dodatkami. Z reguły zawinięte jest ono w sprasowany wodorost nori. Opcji nie ma aż tak wiele, ale zawsze można coś znaleźć dla siebie:

umezuke (梅漬け) bądź umeboshi (梅干し) → ze wspomnianą powyżej marynowaną śliwka

kombu (昆布) → z wodorostami, z reguły z dodatkiem sosu sojowego

takana (高菜) → pikle z liściastej rośliny o tej samej nazwie

nattō (納豆) → ze sfermentowaną soją

Drugie śniadanie kupione #omusubi #おむすび #onigiri #ikebukuro #池袋 #tokio #tokyo #jedzenie #japonia #japan #ryż

A post shared by W krainie tajfunów | Karolina (@wkrainietajfunow) on

Kupując onigiri warto spojrzeć na skład. Jeśli jako tako radzicie sobie z kanji, warto zapamiętać dwa z nich: 肉 „niku„, czyli mięso oraz 魚 „sakana” – ryba. Większość nazw ryb, bądź gatunków mięsa będzie miało gdzieś takie znaczki, więc od razu wiadomo, że nie jest to nic przyjaznego wegetarianom. W przypadku wymienionych powyżej czterech typów nie powinno być jednak z tym większego problemu. Poza tym często sprzedawane są także inari-zushi, jogurty, gotowane jajka i sałatki. Nie liczcie jednak na jakiekolwiek kanapki. Pomijając fakt, że chleb, zwłaszcza według polskich norm, jest po prostu szkaradny, miękki jak gąbka, często z powykrajaną skórką, to znalezienie nadzienia, które da się przełknąć, należy do „mission impossible”. Jeśli jadacie jajka, po tygodniu nie będziecie mogli już na nie patrzeć. Często można dostać także kanapki z masłem orzechowym (które z prawdziwymi orzechami ma niewiele wspólnego) bądź dżemem, ale nie polecam. Już lepiej skusić się na jakiś bardziej japoński deser, à la anpan (あんパン) bądź melonpan (メロンパン). Większość, jeśli nie wszystkie, zawierają masło, mleko i jajka, więc odpadają jako przysmaki dla wegan. Przy kasie w konbini można dostać nieraz gotowane na parze ryżowe bułki z nadzieniem z anko (któremu poświęciłam jakiś czas temu całego posta) i te powinny być bezpieczne także dla tych, którzy jajek i nabiału nie spożywają.

anko8

Nie powinno być natomiast problemu z dostaniem jakichkolwiek sojowych produktów. Mleko sojowe dostępne jest w sklepach w niewyobrażalnej gamie smaków, ale mi i tak najbardziej smakuje to klasyczne. Zaczyna ono być coraz bardziej dostępne w różnych kawiarniach; nawet mimo tego, iż należą one do tej samej sieci, niektóre je miały, a inne nie. Niezawodny pod tym względem jest Starbucks, gdzie otrzymuje się nawet na kubek specjalną naklejkę z napisem „soy milk”, które po japońsku zwie się tōnyū (豆乳).Tak samo sprawa wygląda z tōfu, które kosztuje dosłownie grosze i można je kupić wszędzie. Wiele japońskich dań zresztą na nim bazuje, więc zawsze warto szukać wszelkich sałatek z tōfu bądź innych przekąsek. Japończycy nie postrzegają tego jako substytutu mięsa, lecz po prostu jako dodatek do jedzenia, dlatego serwowane jest ono wszędzie, bez względu na to czy jest to restauracja wegetariańska czy nie.

Mleko sojowe o smaku melona, mango, lodów waniliowych, zielonej herbaty, banana, kawy... Do wyboru, do koloru!

Mleko sojowe o smaku melona, mango, lodów waniliowych, zielonej herbaty, banana, kawy… Do wyboru, do koloru!

Wiele restauracji, nawet niekoniecznie wegetariańskich, gdzie można znaleźć dobre jedzenie to tak zwane restauracje makrobiotyczne. Nieraz serwowana jest tam ryba, ale na pewno nie mięso, nabiał czy jajka. Z mojego doświadczenia wynika, że większość dań jest tam wegańska. Wiele wegetariańskich knajpek utrzymanych jest w takim duchu, więc nie zdziwcie się, gdy nawet jeśli wybierzecie się do całkowicie innej restauracji, codziennie będziecie zajadać się prawie tym samym. Nie jest to nic niesmacznego, lecz, przynajmniej jak dla mnie, z czasem się nudzi.

wegejaponia3

wegejaponia4

Jak widzicie, spędziłam prawie rok w Azji i żyję. Nie musiałam w siebie wmuszać mięsa, ani nie umarłam z głodu. Bycie wegetarianinem zapewne wymaga trochę więcej wysiłku i planowania, ale tak samo jest przecież i w Polsce, zwłaszcza dla wegan. Dlatego polecam zapoznanie się z serwisami takimi jak HappyCowVegeNavi, bądź bento.com, gdzie można bez problemu znaleźć wege-restauracje. Warto też wyszukać w Internecie „vegetarian + nazwa miasta” – wiele osób z całego świata poleca restauracje na swoich blogach. Dobrym pomysłem jest też sprawdzenie różnych rankingów, takie jak ten na Time Out Tokyo, gdzie można znaleźć rekomendowane wegetariańskie restauracje w stolicy. Sami, przy okazji wizyty w Japonii, przekonacie się, że wcale nie jest tak źle, jak to malują. Co ciekawe, najbardziej panikują zazwyczaj nie-wegetarianie. To oni uparcie twierdzą, że się nie da, bo sami nigdy nawet nie chcieli spróbować. Dlatego głowa do góry, z głodu nie umrzecie – a wręcz przeciwnie – najecie się całej masy pyszności i będziecie mieli o czym opowiadać. Pamiętajcie tylko, aby się zbytnio nie stresować, bo nie ma czym! Jako dowód polecam przejrzenie postów na moim blogu, gdzie piszę o jedzeniu w Japonii – i przekonacie się, że można być wegetarianinem i niczego sobie nie odmawiać.

PS. Gdybyście nadal nie byli przekonani, że można być szczęśliwym wegetarianinem w Japonii…


1 Z premedytacją używam tutaj formy „taberaremasen” a nie „tabemasen„. Pierwsza oznacza „nie mogę jeść/nie wolno mi jeść”, a druga „nie jem”. Łatwiej jest komuś wytłumaczyć, żeby przygotował nam coś bez mięsa, bo nie możemy go jeść, niż mieć nadzieję, że ktoś zrozumie, że nie jemy tego z własnej nieprzymuszonej woli.

2 Mowa tutaj o suszonych płatkach tuńczyka, który używany jest zarówno do przyrządzania dashi, jak i często do posypywania dań.

3 Tanuki to po polsku „jenot”. Stworzenie to często występuje w japońskiej kulturze, związana jest z nim na przykład legenda o zającu i jenocie, którą poznałam w Kawaguchiko, koło góry Fuji .

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (19)

  1. Życie mi uratowałaś 😉 A tak serio… poradzić bym sobie poradziła, ale z takim przewodnikiem będzie i dużo łatwiej i dużo przyjemniej. Wiem już czego szukać i jak to nazwać 😉 Dziękuję i serdecznie pozdrawiam 🙂

  2. Pierwsze bardziej zdanie, którego moja koleżanka się nauczyła, jadąc do Japonii, to było:
    肉と魚と貝が食べません! Żeby nie było wątpliwości, że ryb i skorupiaków ona też nie ten tego… Na wszelki wypadek, aby gdy zamówi potrawę bez mięska, to żeby „na pocieszenie” nie dorzucali kilku krewetek… Bo robią tak (z dobrego serca, rzecz jasna)!
    Ja mięso uwielbiam, ryby na surowo też (smażone i pieczone mniej), ale te potrawy, które wymieniłaś są rewelacyjne i spokojnie na ich rzecz jestem w stanie wymienić wołowinę, cielęcinę, czy ptaszynę. A okonomiyaki po hiroszimsku, to już totalny wypas!

  3. Nie trzeba jechać bardzo daleko, by musieć się tłumaczyć z wegetarianizmu. W Polsce wielokrotnie też spotykałam się z niezrozumieniem terminu wegetarianizm i usilnie była mi wciskana ryba lu uwaga „mięso mielone”. Nie wiem, jak restaurator może zwać się restauratorem i nie wiedzieć, że mięso mielone nadal pozostaje mięsem.
    Mnie się generalnie Azja kojarzy z dużymi możliwościami, jeśli chodzi o wege jedzenie, ale może to przez fakt, że sporo nasłuchałam się o Indiach i Wietnamie, gdzie jednak mięcha spożywa się znacznie mniej.

    • Karolina

      To prawda, ja muszę co chwilę tłumaczyć się z tego w Polsce, ale akurat tutaj skupiłam się na Japonii, bo wiele osób wypytywało mnie o to, jak sobie poradzić tam z tym „fantem”. Teraz rzadko bywam w Polsce, a w Anglii na szczęście wegetariańskie opcje są dosłownie wszędzie, ale jak wracam do domu na wakacje czy święta i zachce mi się pójść nie do stricte wege-knajpki… Nigdy nie zapomnę jak kilka miesięcy temu w całkiem dobrej restauracji chciałam zamówić zupę jarzynową. Pytam się czy jest wegetariańska. „Tak oczywiście”. „Czyli nie jest gotowana na mięsie?” „Nie, na warzywach”. „Czyli bulion stricte warzywny?” „Bulion? No oczywiście że z kości”. No i jak tu rozmawiać… Od kilku miesięcy jestem weganką, więc aż się boję, co to będzie, jak następnym razem postanowię się wybrać z rodziną czy znajomymi gdzieś zjeść na mieście.
      Niestety nie byłam jeszcze w Indiach i Azji Południowo-Wschodniej, a dużo słyszałam na temat tego, że są to właśnie kraje wyjątkowo przyjazne wegetarianom. W Japonii, Korei i Chinach wygląda to nieco inaczej, zawsze jakaś wegetariańska opcja się znajdzie, ale trzeba umieć to w danym języku wytłumaczyć i wiedzieć, czym jest konkretne danie. Nawet w Tokio obsługa kelnerska znająca choćby podstawy angielskiego należy do rzadkości, więc to głównie bariera językowa sprawia, że wielu wegetarian jest po prostu w Japonii totalnie zagubiona. I wcale się im nie dziwię!

    • Nie jestem wegeterianinem, aczkolwiek jedna moja córka jest, a druga kombinuje z weganizmem).
      Jednak doceniam dobre potrawy bez mięsa.
      Ale najśmniejsze zdarzenie z kartą wegetariańską miałem około 25 lat temu w naprawdę niezłej knajpce w Krakowie.
      SIedziałem z moją obecną żoną i przeglądaliśmy menu. I nagle hit – dania wegetariańskie.
      A pierwsza potrawa na liście – omlet z szynką 🙂

  4. Jak ktoś chce – znajdzie sposób, jak ktoś nie chce – znajdzie wymówkę. Ty znalazlaś sposób na to, jak zostać przy swoich poglądach i zwyczajach i chwała Ci za to 🙂

    • Karolina

      Sporo moich znajomych, którzy byli wegetarianami przed wyjazdem do Japonii, nagle o tym zapominała i jadła sushi w najlepsze, bo „przecież nie da się być tutaj wege”. Ja za to należę do osób raczej upartych (i idealistycznie nastawionych do świata), więc stwierdziłam, że dam radę, no i jakoś się udało 😀

  5. Bardzo podoba mi się Twoje podejście, żeby zjeść to, co specjalnie dla Ciebie przygotowano, nawet jeśli niekoniecznie jest to zgodne z Twoimi przekonaniami. Miałam koleżankę, także wegetariankę, która w trakcie gościny (niestety nie pamiętam gdzie- Mongolia? Uzbekistan?) odmówiła jedzenia jakichkolwiek potraw, ponieważ zupa była przygotowana na mięsie, podobnie inne dania. Same w sobie nie były mięsne, jednak zawsze znalazło się coś, co mogło mieć styczność z mięsem. Doprowadziła tym samym do straszliwej obrazy całego rodu. Myślę, że czasami warto znaleźć kompromis między tym, co nasze, a tym, co w danym momencie słuszne.

    • Karolina

      Ja jestem zdania, że jeśli idę do restauracji i za coś płacę i obsługa zapewnia, że nie będzie tam mięsa i ryb, a przynosi mi coś innego, to mam prawo się kłócić. Jeśli kupiłam coś, a okazało się, że ma mięso/rybę, oddawałam to komuś innemu i nie było problemu. Ale kiedy odwiedzałam z koleżanką jej znajomą, którą ledwo co znałam, a ta spędziła cały dzień, gotując wegetariańskie jedzenie specjalnie dla mnie i przygotowała królewską ucztę, nie „sfocham się” przecież, bo sos sojowy, który dodała do zupy zawiera jakiś tam nikły procent suszonej ryby… Uważam, że w podróży trzeba szanować zwyczaje panujące w danym miejscu i po prostu docenić starania drugiego człowieka. Niestety wielu wegetarian zapomina, że obrażaniem drugiej osoby raczej nie przekonają ich do zrezygnowania z mięsa. Ja tam uważam, że prędzej przekonam kogoś do ograniczenia mięsa, jeśli będę mega pozytywną osobą, która pokazuje światu, że się da i że to smaczne i fajne. Krytyka i robienie z siebie męczennika (typu głodowanie w podróży, zwłaszcza w krajach takich jak Mongolia czy Uzbekistan) raczej nie pomoże ani nam, ani współtowarzyszom naszej podróży, nie mówiąc już o mieszkańcach tego kraju.

  6. Wyglada na to, ze definicja miesa w RPA jest podobna do japonskiej 😉 A w ogole tpo patrzac na te zdjecia nabralam ochote na japonskie jedzonko, musze odwiedzic naszego okolicznego Japonczyka 😉

    • Karolina

      Mnie tak korci od dawna, żeby zjeść coś japońskiego, ale po długim pobycie w Japonii, jakoś trudno mi znaleźć japońskie jedzenie, które by mnie zadowalało 😛

  7. Wow! Ile opcji 🙂 Dobrze wiedzieć, bo ja też wege, choć w wersji samodzielnie zmodyfikowanej – jem ryby (więc na sushi rybne bym się rzuciła) i jajka, ale mam tez inne ograniczenia – gluten i laktoza 😀
    Zgłodniałam patrząc na te zdjęcia… jeść!

    • Karolina

      Jeśli jadasz ryby i jajka, to możesz ucztować w Japonii bezstresowo. Spora ilość wegetariańskich opcji opiera się właśnie na jajkach, więc nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła przetestować bycie weganką i zobaczyć jak sobie z tym fantem poradzę 🙂
      Co do laktozy, nie powinno być z unikaniem tego żadnych problemów. Japończycy niespecjalnie lubują się w nabiale, nie mają też w ogóle związanych z nim tradycji, dlatego też wszelkie tradycyjne dania są przygotowywane bez mleka, sera, itp. Nie ma problemu z dostaniem mleka sojowego dosłownie wszędzie, jedynie trzeba przestrzegać się ukrytej laktozy w ewentualnych słodyczach. Jednakże ja polecałabym te tradycyjne japońskie na bazie słodkiej fasoli i ryżu, a tam raczej nikt nie miał pomysłu dolewania mleka, bo po co.
      Nie wiem jednak jak sprawa wygląda z glutenem. Jeśli masz dość poważną tolerancję lub alergię, to może być ciężko. Sos sojowy jest podstawą japońskiej kuchni i z reguły zawiera także pszenicę. Dlatego też większość dań, o które poprosisz w restauracji, będzie zawierać sos sojowy, czyli tym samym także gluten. Do tego dochodzą wszelkie panierki. Niektóre restauracje, zwłaszcza te wegetariańskie/makrobiotyczne przygotowują ryż z dodatkiem jęczmienia, popularna jest także tak zwana mieszanka „10 ziaren”, gdzie oprócz ryżu dosypywane są także jęczmień, owies, sezam, itp. Ukochana przeze mnie mugi-cha, czyli herbata z jęczmienia, także odpada. Także do pasty miso często dodaje się jęczmień, więc jakkolwiek kupując pudełko miso w sklepie, człowiek jest w stanie zobaczyć, co i jak, w restauracji nigdy nie masz pewności. Większość makaronu gryczanego podawanego w restauracjach także ma domieszkę pszenicy, aczkolwiek w markecie można dostać także taki z samej gryki. Podejrzewam, że gluten czai się także w paście wasabi i masie innych dodatków, więc nie mam pojęcia, w jakim stopniu Japończycy byliby w stanie się dostosować…

  8. Przyznam, że jestem mięsożercą, ale ten post jest tak bardzo zachęcający i bogaty we wszelkie informacje, że z przyjemnością odpuściłabym mięso dla tych wszystkich potraw! 😀 I zdjęcia wyglądają tak apetycznie..! 🙂

    • Karolina

      Ja staram się rzadko zaglądać do moich zdjęć z jedzeniem, zwłaszcza jak jestem z dala od kuchni, bo kończy się to burczeniem w brzuchu 😛 Cieszę się, że zdjęcia się podobają! Japońskie jedzenie naprawdę ma wiele do zaoferowania, zarówno dla mięso-, jak i roślinożerców 🙂

  9. Dashi nie koniecznie musi byc rybne, mozna je przygotowac z roznych skladnikow:
    1. suszonych platkow ryby katsuo (i wtedy mamy katsuodashi)
    2. z malych suszonych rybek (niboshidashi)
    3. z suszonych grzybow shiitake (hoshishiitake dashi, uzywane jest wlasnie w shojin ryori
    4. z suszonego wodorostu konbu (konbu dashi)

    W restuaracjach najczesciej uzywa sie mieszaniny katsuo i konbu dashi, ale czasami warto moze zapytac, czy moga cos przygotowac na wywarze tylko z wodorostow.

    🙂

    • Karolina

      Oczywiście, ale jednak w większości restauracji używają katsuo dashi i często, na pytanie czy da radę przygotować bez, reagowali paniką 🙂 Ale to naprawdę zależy, bo w wielu sytuacjach ludzie byli niesamowicie pomocni, oferując np miso, które jest bez dashi albo w ogóle coś innego spoza menu

  10. Szkoda, że nie ma przystępnych cenowo wegańskich lub wegetariańskich restauracji – wygląda na to, że będąc mięsoceptykiem z silnym uczuleniem na ryby (kontaktowym, więc nawet na ich dotykanie) można sobie poradzić w Japonii wyłącznie gotując samodzielnie. Ciekawe, swoją drogą, jak wygląda w tamtejszej populacji zapadalność na ten rodzaj alergii?

    • Karolina

      Co dla Ciebie oznacza przystępna cena? Moim kryterium w powstaniu zestawienia nie była cena, ale tylko kilka z miejsc na liście zaliczyłabym do trochę droższych – sporo jest tutaj opcji, zwłaszcza na lunch.
      I nie mam pojęcia, jak wygląda zapadalność na ten rodzaj alergii w Japonii… Podejrzewam jednak, że unikanie ryb jest BARDZO trudne. Prawie we wszystkim znajduje się bulion rybny, tak zwane katsuo dashi. Ja jestem weganką z powodów etycznych, więc nawet jak gdzieś tam był bulion, mimo że myślałam, że nie, to nie miałam z tego powodu problemów zdrowotnych. Dlatego faktycznie miejsca stricte wege mogłyby być dobrym rozwiązaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *