Konkatsu (婚活), czyli japońskie „polowanie na małżonka”

Ostatnio coraz gorzej wychodzi mi aktualizowanie bloga – mimo że mam w głowie masę pomysłów, nie mam po prostu czasu na ich aktualizację. Zwłaszcza, jeśli mowa o artykułach bardziej na poważnie, poruszających kwestie kultury, społeczeństwa czy historii. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła przysiąść na spokojnie i zacząć pisać co nie co, o tym, co interesuje mnie najbardziej, czyli o życiu, społeczeństwie i różnym podejściu do spraw. A najbardziej uszczęśliwiłaby mnie chyba walka z mitami, które przez wieki narosły między innymi wokół Kraju Kwitnącej Wiśni. Chciałabym, żeby ludzie zauważyli, że poza gejszami, samurajami, Hello Kitty, robotami, czyli dychotomią tradycja-nowoczesność, istnieje także całe spektrum innych cech, zachowań, tudzież problemów, o których się nie mówi.

Zainspirowana wykładem, na którym byłam wczoraj w Londynie postanowiłam poruszyć dzisiaj jeden z takich tematów. Profesor Masahiro Yamada z Uniwersytetu Chuo opisywał problem „konkatsu“ (婚活), czyli szeroko pojętych starań Japończyków, aby wziąć ślub. Co ciekawe, działania te często podejmują rodzice singli, nieraz podróżując na drugi koniec Japonii, aby wziąć udział w wydarzeniu, gdzie mogą spotkać inne matki i ojców poszukujących partnerów dla swoich dzieci, mimo że samym zainteresowanym często do wesela wcale się nie spieszy. Siedziałam tak sobie na tym wykładzie, słuchając o moich rówieśnikach w Japonii i stwierdziłam, że to właśnie o takich rzeczach powinno się mówić i uczyć. Osoba nieobeznana z tematem stwierdzi, że przecież w czym problem? Ludzie nie chcą podporządkować się „anachronizmom”, „starym tradycjom”, no bo „papierek w końcu nic nie znaczy”, itp. Niestety odsetek par, które żyją razem, a jedynie nie posiadają papierka, jest naprawdę znikomy…

http://www.jpf.org.uk
http://www.jpf.org.uk

Zatem dlaczego młodzi Japończycy nie chcą brać ślubu? Pewnie istnieją młode Japonki, które obeznane ze zwyczajami w Europie czy Ameryce, niezbyt są chętne na podporządkowaniu się powszechnemu patriarchatowi i staniu się gospodynią domową. Tak, powoli widać zmiany w tym trendzie, coraz więcej mężczyzn zaczyna pomagać w domu, ale skupmy się tutaj na głównej tendencji, a nie na wyjątkach.

Prof. Yamada to jeden z największych specjalistów w tym temacie – to on utworzył określenia takie jak „singiel-pasożyt” (Parasite single; パラサイトシングル), które od lat jest jednym ze słów-kluczy w dyskusji o japońskim społeczeństwie. Tym razem jego badania skupiają się na zjawisku konkatsu, czyli istnym „małżeńskim polowaniu”, jak to sam określił po angielsku (marriage hunting). Słowo to składa się z dwóch kanji: kon (婚) ze słowa kekkon (結婚), czyli ślub oraz katsu (活), oznaczającego „aktywność, starania”. W 2008 roku prof. Yamada opublikował razem z Tōko Shirakawą książkę pod tytułem „Konkatsu Jidai” (「婚活」時代 ), czyli „Era małżeńskich polowań”. Od tamtego czasu termin ten rozpowszechnił się w Japonii, nie tylko w świecie akademickim, ale także w popkulturze.

konkatsu2

W związku z rozpowszechnianiem się idei konkatsu, coraz popularniejsze stają się wszelkiego typu poradniki, wykłady i programy o tym, jak dobrze wyglądać, jak zachowywać się na randce, itp. Nie łudźmy się jednak, że chodzi tutaj o romans i o znalezienie miłości życia, o czym marzy zapewne każdy młody człowiek w Europie. Chodzi tutaj stricte o znalezienie męża, bądź żony. Oczywiście część z tych osób się zakocha w sobie i będzie szczęśliwa, lecz japońska definicja szczęścia w małżeństwie różni się i to znacznie, od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Tutaj głównym celem nie jest namiętność, intymność i uczucie, lecz kwestie praktyczne. Tradycja, wymagania i oczekiwania ze strony rodziców i całego społeczeństwa sprawiają, że młodzi ludzie są zestresowani faktem, że nadal są singlami, a znalezienie partnera, z którym byliby w stanie wejść w tradycyjne role: pracujący mąż, utrzymujący rodzinę i żona opiekująca się domem, jest coraz trudniejsze. Kryzys ekonomiczny sprawił, że przeciętna pensja mężczyzny nie jest w stanie utrzymać młodego małżeństwa, nie wspominając już o większej rodzinie, więc coraz częściej na pełen etat pracują też kobiety. Niektóre dlatego, że muszą, inne, ponieważ chcą się realizować. Gdy jednak staną przed wyborem: kariera czy rodzina, często wybiorą rodzinę. Bo w Japonii połączenie tych dwóch rzeczy jest po prostu często niemożliwe.

Co ciekawe, rząd wspiera te „małżeńskie polowania” w różnorodny sposób. Lokalne władze organizują na przykład tak zwane machikon (街コン), czyli spotkania przeznaczone dla singli, gdzie mogą poznać się nawzajem i a nuż znaleźć życiowego partnera. Sama nazwa to miks słów machi, czyli miasto i gōkon (合コン) – imprezy, gdzie młodzi przychodzą głównie w celu poznania chłopaka czy dziewczyny. W niektórych rejonach sponsorowane są nawet wycieczki dla singli, usługi agencji matrymonialnych, itp. Mimo że nie wiadomo, czy starania te mają jakikolwiek efekt, rząd jest zdesperowany na tyle, żeby próbować wszystkiego.

konkatsu3
www.madameriri.com

Moją uwagę podczas wykładu zwrócił fragment programu telewizyjnego o tym, jak rodzice biorą sprawy w swoje ręce. Częściowo motywacją jest z pewnością chęć pomocy, żeby dziecko faktycznie znalazło partnera i było szczęśliwe, lecz wydaje mi się, że chodzi tutaj głównie o sprawy bardziej przyziemne. Po pierwsze, większość singli w Japonii mieszka z rodzicami. Kiedyś było to z przyczyn bardziej egoistycznych, stąd też określenie „parasite single”, lecz prof. Yamada przyznał, że teraz wyrażenie to jest w wielu przypadkach niefortunne – młodych po prostu często nie stać na mieszkanie samemu, a dawniej odnosiło się ono do dzieci, które mimo tego, że było je stać na samodzielne życie, nie dość, że nie pomagali w żaden sposób rodzicom czy to w obowiązkach domowych czy finansowo, to jeszcze korzystali z ich pieniędzy, wszystkie swoje zarobki przeznaczając na swoje zachcianki. Po drugie – to młode pokolenie musi martwić się o opiekę nad rodzicami. Matka syna, wie, że jeśli ten nie znajdzie sobie małżonki, jej starość będzie wyglądać dość blado. Pracujący od rana do nocy syn nie będzie miał czasu, aby się nią zaopiekować, więc albo skończy się to wysłaniem jej do domu starców, co byłoby istnym wygnaniem i źródłem wstydu, albo niezbyt ciekawą wizją życia i radzenia sobie samemu. (Jeśli chcecie przeczytać więcej na temat sytuacji seniorów w Japonii, zachęcam do lektury tego posta).

Mimo że z badań prof. Yamady wynika, że ponad 90% młodych Japończyków chce wziąć ślub, chociaż tylko niewielka część tych, którzy są singlami, ma stałego partnera. Wśród niezamężnych Japończyków, jedynie 1,6% mieszka ze swoim chłopakiem lub dziewczyną; co więcej, procent ten stale się zmniejsza. Zarówno z wykładu i dyskusji, która po nim nastąpiła, a także moich doświadczeń, wynika, że młode Japonki nadal są dość przywiązane do tradycji. A jako że znalezienie męża, który mógłby je utrzymać i pozwolić na dość komfortowy styl życia, prowadzony przez ich matki, jest prawie że niemożliwe, wolą one zostać w domu i nie ponosić niepotrzebnych starań. Nawet poznane na uczelni dziewczyny przyznawały, że, jakkolwiek chcą kilka lat popracować, gdyby wzięły ślub, to pewnie chciałyby zająć się domem. Kiedyś oczekiwano od kobiet, że zrezygnują z pracy w momencie zaręczyn, później było to po ślubie, a teraz granica ta przesunęła się do momentu narodzin dziecka. Pokazuje to, że jakieś zmiany, jakkolwiek powolne, mają miejsce, ale nie są one wystarczające, aby poradzić sobie z dość dramatyczną sytuacją demograficzną w Japonii.

kanazawa21

Od kryzysu naftowego w 1973 roku, który porządnie wstrząsnął japońską ekonomią, zarobki mężczyzn stale spadają, a godziny pracy się wydłużają. Sama pamiętam, jak pracowałam przez kilka miesięcy w japońskiej korporacji i widziałam mężczyzn przysypiających na biurkach, bo dzień wcześniej siedzieli w biurze do północy (pewnie zostaliby i dłużej, ale nie zdążyliby na ostatni pociąg do domu…). Pracujące kobiety z reguły miały już dzieci na tyle duże, że mogły poradzić sobie same z powrotem do domu. Często pracowały one jedynie kilka dni w tygodniu, na pół czy ćwierć etatu i nawet, jeśli wykonywały lwią część pracy, nie były traktowane na równi. W firmie zajmującej ogromny wieżowiec w Shibuya, nie wiem czy była choć jedna kobieta na stanowisku menadżera. A jeśli już by się znalazła, to podejrzewam, że nie byłaby to Japonka.

Według sondażu przeprowadzonego w 2009 roku przez profesora Yamadę, 72.3% niezamężnych i 66,6% zamężnych kobiet uważa, że to mężczyzna powinien utrzymać rodzinę, a kobieta powinna poświęcić się wychowaniu dzieci. Niestety, odsetek mężczyzn, którzy mają stałe zatrudnienie na pełen etat, również stale spada. Kobiety, chcąc spełnić swoje oczekiwania, stają przed dość trudnym wyborem – czy szukać partnera, który nie będzie w stanie ich utrzymać, czy czekać. Niestety łatwiejsze jest czekanie, co wybiera większość z nich, a mężczyzn bynajmniej nie przybywa, więc single tkwią w marazmie, od czasu do czasu uczęszczając na konkatsu, mając nadzieję, że a nuż tym razem się uda (statystyki pokazują, że udaje się coraz rzadziej…).

Nie dziwi zatem fakt, że wielu młodych jest już najzwyczajniej zmęczonych tym całym wyczekiwaniem, spełnianiem oczekiwań społeczeństwa i po prostu daje sobie z tym wszystkim spokój. Mieszkają zatem ze swoimi rodzicami, a swoją potrzebę bliskości realizują w inny sposób. Albo poprzez bliskie relacje z rodzicami, albo przez niezdrowe wręcz zaangażowanie w wirtualny świat gier, popkultury czy anime. Prawie 11 milionów, czyli niemal co drugi Japończyk w wieku 25-35 lat wiedzie już takie życie.

Mężczyźni, żyjący w ciągłym stresie, no bo przecież gdzie znajdą dziewczynę czy żonę, jeśli nie mają dobrze płatnej i stałej pracy, przestają próbować. Boją się odrzucenia, więc coraz bardziej skupiają się na ucieczce do świata fantazji. Niezainteresowani szukaniem partnera, próbują innych metod na zaspokojenie potrzeby bliskości – dla niektórych będzie to kupno zwierzęcia, inni skupiają się na wyimaginowanym à la romansie w świecie gier, komiksów czy animacji. Inni próbują odnaleźć intymność, angażując się w bycie fanem, głównie idoli, tudzież boys czy girlsbandów. Niektórzy decydują się na kupno intymności, niekoniecznie w formie prostytucji, chociaż to też dość popularne rozwiązanie, ale na przykład poprzez wizyty w tak zwanych maid café, gdzie mogą zapłacić za czas spędzony w kawiarni, obsługiwanej przez przebrane w seksowne kostiumy pokojówek kelnerki, które przysiądą się, porozmawiają i może nawet podbudują ego jakimś komplementem. Rozwój świata gier i pornografii nie powinien zatem dziwić – jest to odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie akceptacji i bliskości, nawet jeśli w wirtualnym wydaniu. To dlatego zainteresowanie celebrytami w Japonii często urasta do miana obsesji, nie mówimy tutaj o podśmiewywaniu się z dziwnej kreacji, lecz o autentycznym głębokim uczuciu do danej gwiazdy, marzeniach z nią związanych, a nawet o traktowaniu jej jako obiektu miłości.

blog.goo.ne.jp/jfa01
blog.goo.ne.jp/jfa01

Nie jest to domena jedynie mężczyzn; rozmawiając z fankami na koncertach w Japonii, nie raz zadziwiło mnie oddanie wobec zespołu. Początkowo zastanawiałam się, jak to możliwe, że stać je na podróżowanie po całej Japonii za swoim ulubionym zespołem, kupowanie wszystkich płytek, często w wielu kopiach (bo przecież każdy sklep oferuje inny bonus, a trzeba mieć wszystkie) T-shirty, dodatki i akcesoria z logiem zespołu, magazyny, w których pojawił się nowy wywiad, albo nawet krótka wzmianka. Nie jest to aż tak ogromny problem, kiedy jest to mało znany zespół, koncertujący zawsze w tym samym mieście i wydający płytkę raz na jakiś czas, którą sprzedaje jedynie na koncercie. Kłopot pojawia się w sytuacji, kiedy zespół zdaje się coraz popularniejszy, zaczyna organizować koncerty coraz dalej, wydawać coraz więcej płyt, dodatków, pojawiać się w telewizji, radiu, itp. Coraz trudniej nadążyć za tym wszystkim, więc wymaga to coraz więcej czasu. Muzycy często prowadzą bloga, Twittera, gdzie nieraz uchylają rąbka tajemnicy i dzielą się urywkami z życia spoza „świata fantazji”, czyli zespołu. Bo przecież każdy z nich przywdziewa jakąś maskę, używa pseudonimu, nie do końca wiadomo, kto jest kim, zwłaszcza, jak ubierze kostium, nałoży makijaż i odgrywa na scenie jakąś tam rolę. Jedna z dziewczyn, którą poznałam, przyznała, że mieszka z rodzicami, którzy ją utrzymują, a ona wszystkie swoje pieniądze przeznacza na ukochany zespół. Pracuje jako kelnerka, mimo że skończyła dość dobre studia, a wszystkie urlopy wykorzystuje wtedy, kiedy musi pojechać do Tokio na koncert zespołu. Ponadto należy do fanklubu, a jako że wokalista tego zespołu uczestniczy także w innym projekcie, to jeszcze co chwilę jest w drodze, podążając od lat za muzykiem, który pewnie nie ma nawet pojęcia o jej istnieniu. Na pytanie, czy ma chłopaka, odpowiedziała zdziwiona, że przecież nie ma czasu! No bo kiedy ma spędzać czas z kimś, skoro kiedy już ma wolny weekend, to pewnie jest w drodze z Kansai do Tokio nocnym autobusem, potem na koncercie, a potem z powrotem do domu. Autentycznie wie ona na temat tych muzyków więcej niż chyba ja o swoim życiu, pamięta konkretne wywiady, słowa piosenek, artykuły, a ja ledwo jestem sobie w stanie przypomnieć, co robiłam tydzień temu. Co więcej, w Japonii nikogo takie podejście nie dziwi, tak jakby każdy, w jakimś tam stopniu, stawał się otaku, obsesyjnym fanem. Ucieczka w świat fantazji, wspierana przez rodziców, niekrytykowana przez otoczenie, zdaje się być sposobem na życie wielu młodych Japończyków. Tylko jaką przyszłość ma naród, którego spora część żyje totalnie oderwana od rzeczywistości?

W Polsce czy Anglii młodzi ludzie są mocno zmotywowani, aby być niezależnym. A jeśli już mieszkają z rodzicami, to często dlatego, że autentycznie ich nie stać na mieszkanie samemu. Bo jakże utrzymać się na ludzkim poziomie za minimalną pensję i to w dużym mieście? Dlatego ciułają, zbierają na mieszkanko, pomieszkując u rodziców ze swoim partnerem czy małżonkiem. A często, kiedy już zdecydują się na samodzielność, muszą liczyć się z tym, że zanim nastąpią lata tłuste, trzeba jakoś przetrwać te co najmniej kilka lat chudych. W Japonii taki problem niespecjalnie istnieje. Coraz więcej osób nie ma stałego zatrudnienia i dorabia to tu, to tam, a nadal żyje im się dobrze, bo wspierają ich rodzice, którzy mogą sobie na to jako tako pozwolić. Pewnie gdyby młodzi Japończycy musieli się sami utrzymać, nie byłoby tak kolorowo – ja średnio wyobrażam sobie utrzymanie się w Tokio za pieniądze zarobione za kilka godzin w pracy w konbini, ale jako że mało kto podejmuje się takiego wyzwania, bieda wśród singli jest odpowiednio ukryta. Mimo że oni, tak jak ich rodzice, marzą o ślubie, rzadko sami podejmują działania w tę stronę. „Może kiedyś”, „Za kilka lat zastanowię się nad tym na poważnie”, „Niezbyt się teraz tym przejmuję” – takie opinie usłyszy się już po kilku minutach rozmowy z jakimkolwiek młodym Japończykiem.

Co się jednak stanie, kiedy młodzi „single-pasożyty” dorosną, a ich rodzice przejdą na emeryturę i nie będą mogli ich utrzymywać, a nawet będą z czasem potrzebować wsparcia? Tutaj zaczynają się dość strome schody, gdyż według badań Narodowego Instytutu do spraw Społeczeństwa i Ubezpieczeń Społecznych, około 23,5% kobiet urodzonych w 1985 nigdy nie wyjdzie za mąż, a 37% z nich nie będzie miała dziecka. Wyobraźcie sobie zatem, że jesteście w większej grupie kobiet. Prawie jedna czwarta z nich będzie sama (w końcu jedynie 1% niezamężnych kobiet mieszka z partnerem), a ponad 1/3 nie będzie miała dziecka. Czyż nie jest to dość ponura wizja? Prawie 3,5 miliona Japończyków w wieku 35-44 lat mieszka z rodzicami, a w 1985 było to jedynie 650 tys. Procentowo było to 16,1% w 2002, w przeciwieństwie do niecałych 3,4% dwadzieścia lat wcześniej. Jako że sytuacja pogarsza się, nie potrzeba wróżbity, żeby przewidzieć, że nawet najbardziej nadgorliwe matki, które gotowe są podróżować z Kyūshū do Tokio (czyli kilkanaście godzin w jedną stronę autobusem), w poszukiwaniu partnera dla swojego dziecka, nie zapobiegną nadciągającej katastrofie.

Znacie pewnie to uczucie, kiedy wiecie, że macie na jutro masę rzeczy do zrobienia, ale i tak odkładacie to z nadzieją, że problem zniknie, choć na chwilę. Taką samą strategię przyjęła większość młodych Japończyków, którzy zamiast działać, wolą uciec w wirtualny świat. A wraz z rozwojem techniki, ponowny powrót do rzeczywistości będzie coraz trudniejszy. Gospodarka szybko wyłapuje rosnące zapotrzebowanie na bliskość, nawet jeśli w takiej sztucznej formie i każdy znajdzie coś dla siebie. Jedną z najpopularniejszych gwiazd w Japonii jest… wirtualna postać Hatsune Miku (初音ミク), która została wykreowana kilka lat temu. To „muzyczna diva przyszłości”, postać która nie istnieje w rzeczywistości, lecz ma setki tysięcy fanów. Ma swoją stronę internetową, fanklub, organizowane są nawet koncerty, gdzie kołysząca się w rytm muzyki hologramowa Miku, w całości wygenerowana przez komputer, śpiewa dla rozentuzjazmowanego tłumu.

Niektórzy twierdzą, że rosnąca popularność takich wirtualnych gwiazd, a także wzrastająca liczba osób autentycznie zafascynowanych, a nawet zakochanych w postaciach, które nie istnieją, to krytyczny znak, niemalże ostatni gwóźdź do trumny japońskich tarapatów demograficznych. Prof. Yamada niestety jest pesymistą i twierdzi, że niełatwo będzie zmienić japońskie podejście do tradycji i nawet mimo tego, że istnieją wyjątki, te kilka procent osób, które postępują inaczej nie zawrócą kijem rzeki. Uczestnicząca w debacie prof. Hendry była nastawiona bardziej optymistycznie, zwracając uwagę na to, że zwłaszcza na wsiach, coraz częściej można spotkać wielodzietne rodziny. Jednakże dopóki Japończycy nie nauczą się cieszyć prawdziwym romansem, a nie skupiać się jedynie na praktycznych aspektach małżeństwa, które coraz trudniej osiągnąć w kraju targanym przez kolejne ekonomiczne i polityczne problemy, sytuacja nie zacznie się poprawiać. Dlatego może zamiast „polowania” na małżonków, którzy spełniliby rygorystyczne wymagania narzucone przez społeczeństwo, może czas skupić się po prostu na odnalezieniu indywidualnego szczęścia, nawet jeśli jest to wbrew tradycji i narodowej mentalności, stawiającej na pierwszym miejscu dobro grupy?

Niestety, tak samo jak u nas trudno jest zmienić przyzwyczajenia związane z tradycjami Judeochrześcijańskimi, w związku z czym na przykład tematy seksualności okryte są tabu, tak w Japonii mimo że kwestie seksu niespecjalnie nikogo rażą, nieodgrywanie swojej roli w społeczeństwie jest nie do pomyślenia. W końcu w mniemaniu Japończyków, „jesteś tym, kim ludzie dookoła Ciebie, myślą że jesteś”. My mamy Romeo i Julię, Wertera i całą masę wzdychających do wybranków swojego serca poetów. A Japończycy? W literaturze z reguły pojawia się pojęcie giri (義理), obowiązku wobec innych, wobec których mamy jakiś dług. Z reguły jest to rodzina, ale może to być także nauczyciel czy ktokolwiek wyżej w hierarchii społecznej. Tutaj następuje jednak konflikt z tym, czego serce pragnie naprawdę, czyli ninjō (人情). Tak samo, jak na co dzień Japończyk stara się znaleźć balans między tym, kim jest i co myśli naprawdę, czyli honne (本音), a swoją rolą społeczną, tym, kim powinien być, czyli tatemae (建前), tak samo od wieków rozdarty jest między giri, czyli obowiązkiem, a tym nieszczęsnym ninjō. Większość dzieł japońskiej literatury czy teatru porusza ten konflikt. Zdaje się jednak, że ostatnio ludzie przytłoczeni liczbą informacji, obecnością mediów, stałym kontaktem z rodziną, znajomymi, informacjami na temat życia swoich bliskich, atakującymi z każdej strony, uciekają do wirtualnego świata. Wydaje mi się niestety, że żadne starania rządu, spotkania dla rozmarzonych babć (a właściwie matek, które z całego serca pragną zostać babciami), szukających małżonka dla swoich 40-letnich dzieci, wykłady na temat zamążpójścia i inne działania wchodzące w zakres konkatsu nie pomogą, dopóki młodzi sami nie uświadomią sobie, że ucieczka nie jest rozwiązaniem. Ale czy jest nadzieja, że ten moment kiedykolwiek nadejdzie? Poczekamy, zobaczymy.

Categories Kultura Tradycje
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

9 comments on “Konkatsu (婚活), czyli japońskie „polowanie na małżonka”

  1. Dość przerażający, choć bardzo ciekawy (!), artykuł. Wynika z niego, że kultura japońska dodatkowo negatywnie wpłynęła na tendencje demograficzne. Smutne, ale jednocześnie pomyślałam sobie: ‚ufff… to jednak u nas wcale nie jest tak źle’.

    • Karolina

      U nas mimo wszystko ludzie przede wszystkim szukają szczęścia i miłości i mało kto patrzy na to jedynie pragmatycznie. W Japonii natomiast ludzie, nawet jeśli skrycie marzą o romansie, kwiatkach motylach w brzuchu, autentycznie nie mają na to czasu. Więc wykorzystują te skrawki wolnych chwil na znalezienie intymności w inny sposób. W kraju, gdzie nikogo nie dziwi, że siedzi się na uczelni od 7 rano do 22, bo oprócz zajęć, przecież „trzeba” pójść na kółko z tego czy tamtego, pomóc tu czy tam, kiedy mieliby mieć chwilę dla siebie? Mam nadzieję, że kiedyś moi rówieśnicy w Japonii zaczną się skupiać mniej na tym, czego się od nich oczekuje (albo na tym, czego myślą, że się od nich oczekuje, a tak naprawdę otoczenie ma to w nosie) i spróbują choć raz pomyśleć o sobie. Chociaż patrząc na moje koleżanki Japonki w podobnym wieku, średnio to widzę…

  2. Bardzo ciekaw artykuł. Wiesz, jest mi żal tych wszystkich młodych ludzi, którzy zwyczajnie w XXI w. się nie odnajdują. Trwa pogoń za pieniądzem, karierą, bytem na wysokim poziomie. Każdy chciałby zacząć od tłustych lat i w tych tłustych trwać. O chudych latach nie ma mowy. Takie czasy. Młody człowiek musi dziś wyglądać odjazdowo i strzelać sobie selfie najnowszym modelem iPhone’a. Musi i koniec, inaczej życia nie ma w tym społeczeństwie.

    I żal mi tych ludzi, bo każdy z nich jest cżłowieiem i ma świete prawo mieć potrzebę bliskości, intymności i poczucia, ze jest się kochanym. Nie dziwi mnie wcale, że w Japonii o to trudno, jednocześnie mnie to przeraża.

    Mieszkam w Bułgarii. Nie latam na plażing do Tunezji, Egiptu czy na Karaiby. Od roku mieszkamy z mężem w nieumeblowanym mieszkaniu, które każdego dnia błaga nas o remont. Wiele rzeczy nie mam, ale jednocześnie czuję, że mam wszystko – męża, dziecko i zdrowie. Nie śpieszy mi się do wielkiego świata i wiesz co? Trochę się go boję.

    Pozdrawiam i dziękuję za miłą lekturę.
    tymczasemwbulgarii.blogspot.com

    • Karolina

      Dziękuję bardzo za komentarz. Szczerze mówiąc, ja też nie jestem do końca przekonana, czy się w tym XXI w. odnajduję. Chciałabym powiedzieć, że tak, że mam wszystko w głowie poukładane, ale nie mam tej pewności. Muszę przyznać jednak, że to starsze pokolenie, na przykład moich rodziców, często odciąga młodych od jakiegoś idealizmu. „A co będziesz po tym kierunku robić?”, „A kiedy poszukasz porządnej pracy?” – takie komentarze skutecznie człowieka stresują, bo trzeba marzenia odłożyć na bok i zacząć realizować jakieś tam wymagania społeczeństwa. Ja zawsze byłam idealistką i moi rodzice to wspierali, ale widzę wielu z moich rówieśników, którzy, robiąc to, za czym specjalnie nie przepadają, zaczynają skupiać się właśnie na rzeczach, o których wspominasz, żeby jakoś się dowartościować.

      W Japonii widać to jeszcze bardziej – jedno z pierwszych pytań, które pada w rozmowie z dopiero co poznaną osobą to „jaka jest twoja ulubiona marka”. Kiedy na rynek wchodził nowy iPhone, przed sklepami utworzyły się kilometrowe kolejki. Większość dziewczyn traktuje pierwszą torebkę od Louis Vuittona jako rytuał przejścia w dorosłość – oszczędzają na wszystkim innym, pracują dorywczo, poświęcają cały swój wolny czas na to, żeby ją zdobyć. I to często stanowi o statusie społecznym. Nic więc dziwnego, że te dziewczyny szukają mężów, którzy zapewnią im odpowiedni poziom finansowy, który pozwoli na to, żeby mogły istnieć w społeczeństwie bez ogromnych wyrzeczeń. W kraju, gdzie różnice zarobków między kobietami i mężczyznami z tym samym wykształceniem są wręcz ogromne, często jedyną możliwością pięcia się w górę jest znalezienie odpowiedniego męża. Dlatego odkładają one na bok marzenia o miłości, intymności i szczęściu i czekają na tego męża, którego i tak nie znajdą, bo przez kryzys ekonomiczny mało który mężczyzna byłby w stanie utrzymać i siebie i żonę… No i tak trochę utknęli w punkcie bez powrotu i brną dalej. I nie wygląda to ciekawie, choć trzeba przyznać, że na świecie nadal Japonia kojarzy się z dobrobytem, szczęściem i nie wiadomo jaką utopią. Ludzie wracają z tygodniowych wakacji i oznajmiają, że muszą tam zamieszkać, bo to raj. Niestety to nie do końca tak wygląda, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało… Dlatego wiem, że mimo tego, że kocham (aczkolwiek trudną miłością) ten kraj, nie mogłabym tam zamieszkać. Napisałaś, że się trochę boisz wielkiego świata – mnie on w wydaniu japońskim po prostu przeraża.

  3. Coś tu zdecydowanie nie gra. Mówisz (nie tylko Ty) że w Japonii nie ma seksualnego tabu, jednak nawet w krajach gdzie tabu seksualne jest bardzo silne istnieje bardzo szerokie zjawisko seksu pozamałżeńskiego. Nawet w Iranie czy Arabii Saudyjskiej młodzi ludzie sobie radzą, np. biorą małżeństwa czasowe. Co więc przeszkadza młodym Japończykom tworzyć paroletnie, niezobowiązujące związki oparte na seksie ?
    Może jednak jakieś tabu seksualne tam istnieją, tyle że są niedostrzegalne z punktu widzenia Europejczyków ?

    • Karolina

      Gdyby wszystko grało, to nikt by się nad tym fantem specjalnie nie zastanawiał 🙂 Wykład, na którym byłam, jak i spora część literatury dotyczącej japońskiego społeczeństwa, bazuje na tym, co robi większość, więc z pewnością są też wyjątki. W Japonii przy każdym większym dworcu można spotkać love hotele, zatem to nie tak, że nagle cały naród wyrzekł się seksu. Problem polega jednak na tym, że młodzi autentycznie nie mają czasu, więc nie w głowie im także jakiekolwiek związki. Zamiast tego coraz więcej z nich zaczyna szukać intymności właśnie w inny sposób – zastępując seks fascynującym hobby, uczuciem wobec gwiazdy pop czy nawet wirtualnej postaci z gry. Z moich prywatnych obserwacji wynika, że większość młodych ludzi nie ma partnera, „no bo kiedy”. Spotkałam się jednak także z dziewczynami, które mieszkały bez ślubu ze swoimi partnerami i miały to w nosie, lecz były one w zdecydowanej mniejszości. Zresztą same przyznały, że rzadko widują swoich partnerów, bo wychodzą do pracy, jak one śpią, a wracają, jak one już dawno chrapią w najlepsze. Nawet weekend nie oferuje czasu wolnego; pracownicy często muszą uczęszczać na jakieś konferencje, spotkania, wyjechać w delegację, itp. Zatem często mijają całe miesiące, kiedy te młode pary nie spędzą ze sobą ani jednej nocy. Dziewczyny uciekają w przyjaźnie z innymi dziewczynami, bardziej czy mniej głębokie, często angażując się w konkretne hobby, na przykład wstępując do jakiegoś fanklubu i dzieląc swoją obsesję z innymi dziewczynami. Mężczyźni za to często uciekają w świat gier czy mang, które zapewniają im rozrywkę podczas wielogodzinnych dojazdów do pracy. A po pracy, kiedy ich partnerki już śpią, idą na piwo z kolegami z pracy, na pachinko, itp. Oczywiście mówię tutaj tylko o jakimś stereotypie, schemacie, bo są zapewne i ludzie, których nie da się w żaden sposób ująć w takie ramy, lecz zachowanie takie stało się trendem na tyle, że zaczyna martwić.

  4. Wydaje mi się, że w chwili obecnej, nie tylko w Japonii spotykamy się z takim problemem, ale także w Europie czy w Stanach. Ludzie coraz częściej decydują się na późniejsze zakładanie rodziny – najpierw studia, potem trzeba mieć pracę, a dzieci to już jak kilkakrotnie awansujemy i dorobimy się własnego lokum. Problemy demograficzno-społeczne dotyczą niestety całego świata :/
    Ale rzeczywiście, zastępowanie związku z inną osobą, fanatycznym oddaniem swojemu idolowi wydaje się bardzo niepokojące.

  5. Chętnie czytam Twój blog, zwłaszcza wpisy dotyczące Azji. Piszesz bardzo ciekawie, dzięki 🙂

    Odnośnie japońskich małżeństw (nie tylko tych z „polowania”) czy często zdarzają się takie z dużą różnicą wieku? Formalności językowe chyba to utrudniają, chociaż pewnie dla chcącego nic trudnego 🙂

    Jak się ma sprawa obywatelstwa dziecka które nie urodziło się w Japonii ale jedno z rodziców jest Japończykiem? Długo się musi starać o japońskie czy w takim przypadku to formalność? Pytam z ciekawości 🙂

  6. Agnieszka

    Wydaje mi się, że problem jest daleko bardziej złożony niż konsumpcjonizm, wygodnictwo i brak czasu młodego pokolenia Japończyków.

    Oczywiście można (i nie bez pewnych racji) obciążyć za zaistniałe problemy singli, jednak sądzę, że to nie jest wyłącznie ich wina.

    Kobiety mają nierealne wymagania w stosunku do mężczyzn. W wielu przypadkach nie są oni w stanie im zapewnić odpowiednich dochodów na utrzymanie całej rodziny, nie wspominając już o poświęceniu swojego wolnego czasu, który by umocnił więź między jej członkami.

    Mężczyźni nie śpiący na kasie oduczyli się zabiegania o względy kobiet – po co się starać i poświęcać czas, zasoby skoro i tak nie są w stanie obecnie sprostać ideałowi? Łatwo się mieszka z rodzicami, zawsze jest jedzonko na stole i rachunki opłacone. Wszystko prawda.

    A zapytajmy może: jakie warunki tworzy rząd? W jaki sposób pomaga młodym, żeby zakładali rodziny, żeby pracowali dla państwa?

    Wymagania dla mężczyzn: Z jednej strony wymaga się, żeby mężczyzna zarabiał, spędzał w pracy, na dojazdach (i po pracy na obowiązkowych balangach z ludźmi z pracy) większą część doby płacąc coraz słabiej, wydłużając godziny pracy. Z drugiej oczekuje się, że będzie miał żonę, dzieci, dom, samochód i całe mnóstwo innych rzeczy. Gdzie na to czas?

    Wymagania dla kobiet: ma znaleźć dobrze ustawionego męża, który będzie pokrywał 100% ich wydatków na życie, mieć dzieci, opiekować się dziadkami, zajmować się domem. Druga strona medalu – kobiety mające ambicje zawodowe często muszą decydować czy chcą się rozwijać zawodowo(a i tak zarabiają dużo słabiej, nawet pracując tak jak mężczyźni), albo rzucają robotę i siedzą w domu usiłując jakoś rozgospodarować pensją męża, żeby starczyła na wszystko: jedzenie, szkołę dla dziecka, ubrania, etc. Zakładając, że będą miały szczęście takiego męża znaleźć.

    Takie są przynajmniej normy społeczne, wymagania rodziny czy państwa wobec młodych.

    Starania rodziców o ślub ich dzieci są potrzebne, aczkolwiek sądzę że najpotrzebniejsze są reformy. Ale nie tylko takie na papierku.

    Mężczyźni nie powinni tyle pracować – w domu też są potrzebni. Nie chodzi o to, że nie mogą sobie wyjść na piwo z kolegami, czy rozwijać swoich pasji, ale zwyczajnie muszą mieć też czas dla rodziny. Coraz bardziej widać, że model gdzie mężczyzna zapewnia całe utrzymanie, a kobieta dba o dom jest ciężki do zrealizowania.

    Kobieta powinna mieć możliwość jednoczesnej pracy w pełnym wymiarze godzin oraz jednoczesne wychowywanie dzieci, prowadzenie domu(do czego przydatna jej będzie pomoc mężczyzny). Powinna mieć podobne warunki pracy i perspektywy awansu jak mężczyzna – nie po to idzie przecież na studia i się kształci, żeby nie szanowano jej pracy i zlecano tylko podrzędne zajęcia.

    Rząd powinien poważnie przemyśleć program prorodzinny i aktywacji zawodowej kobiet. Przy czym chodzi mi tu o stworzenie warunków do wychowywania dzieci przy jednoczesnej pracy, takie jak np: stworzenie tanich/bezpłatnych żłobków, przedszkoli etc. Najlepiej blisko pracy lub też gdzieś w miejscu pracy, gdzie kobiety lub/i ojcowie mogliby przyjść i spędzić z dzieckiem czas, zjeść obiad etc.

    Ja rozumiem, że przez wieki funkcjonował model, gdzie mężczyzna utrzymuje rodzinę, a kobieta dba o dom. Rozumiem potrzebę mężczyzn brania za to wszystko odpowiedzialności – szanuję to i doceniam. Chciałabym, żeby we wszelkiej szczęśliwości mogli tak żyć dalej.

    Niestety – Japonia należy do najbardziej zadłużonych krajów na świecie i rozpaczliwie potrzebuje reform i pieniędzy, żeby poradzić sobie z problemami. Nie sprzyja to wzrostowi pensji, zmniejszeniu wymiaru czasu pracy, czy obniżeniu kosztów utrzymania.

    Można by doprawdy długo wymieniać czynniki wpływające na ich kryzys demograficzny: od starzejącego się społeczeństwa poprzez wspomniane w artykule problemy odnośnie nastawienia społeczeństwa, na przeludnieniu i skrajnym wycieńczeniu ludzi pracujących skończywszy.

    Artykuł bardzo ciekawy, aczkolwiek jest to jedynie wierzchołek góry lodowej problemów, które wzajemnie się ze sobą łączą i mają na siebie istotny wpływ. Trzeba mieć świadomość, że w przypadku Japonii zmiana sytuacji nie jest tak prosta jak zwykłe zagonienie ludzi do roboty czy wybudowanie im żłobka. To cała seria zmian w mentalności, gospodarce, w ogóle w społeczeństwie, które to zmiany dodatkowo pochłaniają mnóstwo czasu, żeby faktycznie mogły zaistnieć.

    Dość późno odpowiadam na ten artykuł. I na dokładkę się rozpisałam o problemie, który sama w dalszym ciągu w odniesieniu do Japonii zgłębiam… :-p Nie znam wystarczająco warunków życia Japończyków, żeby przeprowadzać u nich reformy tak, żeby pasowały do ich sytuacji czy stylu życia dlatego poprzestanę na stwierdzeniu, że: tak częściowo wygodnictwo młodych ludzi ma wpływ na ilość rodzin, tak brak czasu na bliskość także, ale nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że to głównie dlatego mają kryzys rodzinny. Temat jest z pewnością szalenie zajmujący i chętnie będę w dalszym ciągu śledzić Twoje wpisy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *