Port Meadow, czyli oksfordzki sposób na odpoczynek

Nieraz słyszałam od znajomych z Polski, jak to mam dobrze, że mój semestr trwa tylko osiem tygodni. Mnożąc to razy trzy, bo tutaj obowiązują mnie trymestry, tak żeby było ciekawiej, wychodzi jedynie 24 tygodnie nauki. A między nimi co najmniej miesięczne wakacje, no po prostu żyć nie umierać. Niestety mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że te dwa miesiące to czas niewyobrażalnie intensywny. Wstać, ogarnąć się i do nauki. Oczywiście są dni, kiedy nie mam na nic siły i po prostu nic nie idzie, tak jak powinno, więc sobie odpuszczam i staram odpocząć. Tak też było w ostatni weekend. Mimo że wstałam o jakiejś nieludzkiej porze, wzięłam prysznic i zjadłam śniadanie, jak tylko zasiadłam do komputera, żeby dokończyć esej… ściana, rozpacz, nie idzie i już. Próbowałam podejść do tematu z jednej, a to z drugiej strony, ale myśli wędrowały i to niekoniecznie do Korei sprzed kilkuset lat. Porobiłam zatem trochę tego, trochę tamtego i wmawiając sobie, że robię coś praktycznego, zmarnowałam kilka godzin. Wyjrzałam za okno, a tam… słońce. Tak mnie to zbiło z tropu, że szybko wrzuciłam na siebie ubranie, płaszcz i czapkę, i postanowiłam przejść na długi spacer, a na koniec nagrodzić się czymś do jedzenia.

Tuż przy moim college’u znajduje się przepiękna łąka zwana Christ Church Meadows, ale w sobotę ledwo można się na wąskich ścieżkach przecisnąć. A ja potrzebowałam odpoczynku od turystów, ludzi, nauki, uniwersytetu, historycznych budynków, bibliotek, sklepów, książek. Wybór od razu padł na ogromną połać zieleni, leżącą na północnych krańcach Oksfordu. Przy okazji postanowiłam sobie, że wreszcie dotrę do słynnego pubu, który znajduje się już w pobliskiej wiosce zwanej Wolvercote. Szybko wyszukałam miejsce na mapie, trasa prowadziła na szagę przez łąkę – wszystko wyglądało dobrze. W jedną stronę 5 kilometrów, czyli co najmniej godzina spaceru z dala od cywilizacji, czyli dokładnie to, czego było mi trzeba.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Woda, kaczki, przelatujące gęsi. Od razu przypomniał mi się las nieopodal mojego domu. Rzędy kaczek, które przelatują nad domem, wybudzając mnie z popołudniowej drzemki. Spacery z psem, podczas których ten wariat zalicza bodajże każdą kałużę, a im więcej w niej błota, tym lepiej. Dookoła mnie nie było prawie nikogo, poza kilkoma psiarzami, więc szłam dalej, przystając od czasu do czasu, żeby dać swoim oczom odpocząć od siedzenia przed ekranem od rana do nocy. A jak nie przed komputerem, to mrużąc oczy, kiedy to próbuję rozczytać jakieś niewyraźnie skserowane kanji.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Co z tego, że upaprałam kozaki błotem, a jeansy ozdobiłam brązowymi plamkami. Ręce lekko zmarzły, nos się zaczerwienił, ale to nic. Pajęcze nitki błyszczące się na trawie w promieniach łagodnego słońca, a wśród nich kroczące majestatycznie konie, nie robiące sobie nic z tego, że przechodziłam tuż obok. Albo że obserwowałam, jak spokojnie przeżuwają jeszcze zieloną trawę. Początkowo w stronę mojego celu podróży prowadziła droga, potem ścieżka, która zamieniła się w ścieżynkę, tylko po to, aby z czasem zaniknąć. Stanęłam więc na chwilę, lekko skonfundowana, ale stwierdziłam, że czemu miałoby mi to niby przeszkodzić w czymkolwiek? Na oko założyłam, w którą stronę powinnam iść i udałam się przed siebie.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Przypominając Rudolfa czerwononosego weszłam do ciepłego wnętrza pubu The Trout Inn – Pstrągowej Karczmy – i znalazłam dla siebie miejsce przy małym stoliku w rogu. Kusiło mnie przez chwilę, żeby usiąść na tarasie, znajdującym się tuż przy Tamizie (tak, przez Oksford płynie Tamiza!), ale zostawię sobie tę atrakcję na wiosnę. Słuchając świątecznych melodii sączących się z głośnika, zamówiłam jedzenie i siedziałam sobie tak, powoli uwalniając się ze stresu, który gnębił mnie od tygodni. Wyprawa na początku listopada do Amsterdamu z pewnością pomogła, ale już kilka dni po nakład pracy i ogólna atmosfera ostatniego roku zaczęła się dawać we znaki. Nawet jak postanawiam odpocząć i tak często czuję się winna, bo „przecież mogłam zrobić więcej”. Perfekcjonizm boli i coraz bardziej sobie to uświadamiam.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Patrzyłam na całe rodziny, siedzące przy stołach, rodziców sączący wino bądź piwo, i na dzieci popijające z radością kolorowe soki. Zapachy dobrego jedzenia wypełniały całe pomieszczenie. Ludzie byli w zadziwiająco dobrych humorach – w końcu był weekend, a oni mogli spędzić te kilka godzin w przepięknym pubie otoczonym dziką naturą. Pomyślałam, że szkoda, że w Polsce nie mamy pubowej tradycji. Gdzie można przyjść i na randkę, i na spotkanie ze znajomymi, ale także na kolację rodzinną, czy spotkanie bardziej biznesowe. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. I tradycjonaliści, którzy chcą zjeść fish & chips i weganie, których uszczęśliwia micha warzyw z humusem.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Nawet nie wiem kiedy na zewnątrz zrobiła się noc, mimo że było dopiero około piątej po południu. Posiedziałam chwilę jeszcze po zjedzeniu obiadu, po prostu delektując się atmosferą tego miejsca. Chyba tego właśnie było mi trzeba – totalnego oderwania od naukowego światka. Odpoczynku od książek, komputera, słowników, a nawet komórki. Tak bardzo ostatnio brakowało mi chwil, kiedy mogłabym usiąść i na spokojnie zjeść, nie czytając czegoś w międzyczasie albo nie nanosząc poprawek na esej bądź notatki jedną ręką, a w drugiej trzymając kanapkę. Szkoda tylko, że odkryłam ten pub dopiero na ostatnim roku studiów – ale lepiej późno niż wcale, prawda?

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (8)

  1. Do klimatu brakuje mi tu już tylko wrzosów i mgły 🙂
    P.S. Wrzucaj tak dalej te zdjęcia, to do Ciebie przyjadę i to BEZ pytania czy mogę! 🙂

    • Karolina

      No wrzosów tutaj raczej nie ma 😛 Po to chyba trzeba się ruszyć trochę na północ. W każdym razie, zapraszam serdecznie <3

  2. Och, jak tam ładnie! Prześliczne, klimatyczne miejsce. I spacer bez miliona ludzi – to chyba to, za czym najbardziej tęsknię w Chinach…

    • Karolina

      Muszę się częściej wybierać na takie spacery, chociaż przyznam szczerze, że jak jest mega zimno i mgliście, to średnio mnie korci wizja wyjścia na zewnątrz… A w Japonii miałam tak samo – żeby znaleźć w miarę odosobnione miejsce, trzeba było pojechać kilka godzin w jedną stronę, a i tak na wszelkich szlakach górskich spotykało się masę ludzi, nie ważne czy rano czy w środku dnia, zawsze ktoś tam był. Dlatego zdziwiłam się niezmiernie, jak wybrałam się na Hokkaido, że jednak się da… Ale trzeba po taki luksus w postaci „braku miliona ludzi” wsiąść w samolot i wylądować na samym końcu kraju 😀

  3. Takiego Oksfordu to ja nie znałam, piekne pokazałaś, pięknie opisałaś, a ten spacer przed siebie, eh, marzenie. Mnie też się bardzo podoba kultura pubowa Brytyjczyków, można dobrze i tanio zjeść, nawet z dziećmi, albo np przyjśc na noc quizową lub karaoke, lub koncert, lub disco, zawsze dużo się dzieje. Świetnie mi się czytało. Pozdrawiam

    • Karolina

      Dziękuję bardzo za komentarz! Ja też, mimo że studiuję tutaj czwarty rok, nie znam jeszcze wielu miejsc w Oksfordzie. Nawet w samym centrum co chwilę odkrywam jakąś nową uliczkę czy budynek, nie mówiąc już o spacerach bardziej na obrzeżach, tak jak na Port Meadow. Muszę sobie chyba zrobić listę miejsc, które muszę koniecznie odwiedzić przed ukończeniem studiów 🙂 No i oczywiście wybrać się do kilku historycznych pubów, bo jest to coś, za czym będę naprawdę mocno tęsknić… Pozdrawiam!

  4. Czasami trzeba umieć sobie odpuścić bez poczucia winy. I nauczyć się nicnierobienia – pomaga żyć, w tym efektywniej 🙂

    • Karolina

      Teoretycznie to wiem, ale praktycznie średnio mi to „odpuszczanie bez poczucia winy” wychodzi… I potem mimo tego, że zaplanuję sobie wolny weekend, to spędzam jego większość, winiąc się o to, że nic nie robię, a przecież mogłabym ogarnąć to, to i tamto. Jak mi się uda już zrelaksować i odpocząć, to faktycznie lepiej funkcjonuję i jestem o wiele bardziej zadowolona z życia, ale muszę nad tym jeszcze sporo popracować!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *