„Mężczyźni są niebem”, czyli jak żyło się dawniej kobietom w Korei

Poprzedni wpis z serii bardziej na poważnie, kiedy to pisałam o tym, kim są Koreańczycy, przypadł Wam dość do gustu, więc postanowiłam kontynuować serię inspirowaną moimi uniwersyteckimi esejami i napisać jeszcze małe co nie co o koreańskiej historii. Dzisiaj jednak chcę skupić się na czymś innym, a mianowicie na tym, jak wyglądała sytuacja kobiet podczas trwającej kilkaset lat dynastii Chosǒn (1392-1897). Bo uwierzcie mi – nie miały one lekko. Patrząc teraz na to, jak żyją kobiety we współczesnej Korei Południowej, aż trudno byłoby pewnie wielu z Was uwierzyć, że jeszcze trochę ponad sto lat temu kobietom zabraniano wychodzenia z domu bez zakrycia twarzy. Zatem może następnym razem, zanim skrytykujemy sytuację w krajach arabskich, warto sobie uświadomić, że wiele z państw, które uważamy teraz za te „pierwszego świata” funkcjonowało w niedalekiej przeszłości na podobnych zasadach.

Co sprawiło jednak, że kobiety, które cieszyły się całkiem sporą swobodą trwania podczas poprzedniego królestwa Koryǒ (918–1388), zaczęły powoli tracić swoje przywileje wraz z nastaniem nowej dynastii? Jak zapewne wiecie, każdy nowy rząd czy ustrój oznacza także nową ideologię, która nie dość, że uzasadnia prawo do władzy, to jeszcze zaprzecza poprzedniemu systemowi. Władcy Koryǒ oparli swoje rządy na buddyzmie, więc nie powinno nikogo zdziwić, że wraz z nastaniem nowej dynastii, to buddyzm zaczął być winiony za wszelkie zło. Oczywiście krytyka nie była tutaj bezzasadna, wielu członków rządu podkreślało, że ekonomiczna ruina państwa spowodowana była między innymi przez niezwykle wystawne życie prowadzone przez mnichów, którzy wydawali fortunę na nowe klasztory, rzeźby czy szaty. Oprócz tego posiadali oni sporą władzę, bo nie dość, że posiadali bogactwa w postaci na przykład złota, to mieli oni także prawo do ziemi, a nawet swoich niewolników, którzy wykonywali za nich najcięższe prace. Coraz więcej ludzi było zniesmaczonych sytuacją w kraju, więc zaczęto szukać alternatywnej filozofii, która zapewniłaby społeczną harmonię. Razem z młodymi urzędnikami, którzy edukowali się w Pekinie i zapoznawali z konfucjańskimi dziełami, do państwa Koryǒ zaczęły napływać nowe idee. Wraz z nadejściem nowej dynastii, to neo-konfucjanizm, a nie buddyzm, stał się główną inspiracją rządzących do utworzenia nowego systemu.

Konfucjusz (孔夫子; Kǒng Fūzǐ)

Konfucjusz (孔夫子; Kǒng Fūzǐ)

Chciałabym tutaj zwrócić szybko uwagę na to, dlaczego mówię o neo-konfucjanizmie, a nie konfucjanizmie. Jak wiecie, Konfucjusz żył w V p.n.e., a mówimy tutaj teraz o XIV wieku, zatem w międzyczasie powstały liczne reinterpretacje jego dzieł, na których to bazowali filozofowie w tym czasie, a niekoniecznie na oryginalnych tekstach. Co ciekawe, w Korei bazowano głównie na tekstach Chu Hsi (朱熹) i czyniono to wiernie przez kilkaset lat. Jednym z najważniejszych jego dzieł są tak zwane Czteroksięgi konfucjańskie (四書; Sì Shū), które stały się z czasem podstawą programową do egzaminów urzędniczych nie tylko w Chinach, ale także w Korei. Nie chcę tutaj wchodzić w filozoficzne dywagacje ani rozważania na temat struktury społeczeństwa, tudzież zasad rządzących polityką w tym czasie. Warto jednak zdać sobie sprawę, że książki te stały się na kilkaset lat podstawą życia zarówno w sferze publicznej, jak i prywatnej. Oprócz nich ogromny wpływ miało dzieło Chu Hsi zatytułowane „Rytuały rodzinne”, w którym to opisano szereg rytuałów, zwanych ye, mający stanowić podstawę społecznego porządku.

Chu Hsi (朱熹)

Chu Hsi (朱熹)

Mimo że neokonfucjanizm skupia się na pokrewieństwie w linii męskiej, to „związek między kobietą a mężczyzną jest podstawą wszelkich ludzkich relacji”1. Nie myślcie jednak, że podstawą takiego związku były uczucia między tymi osobami – była to pewnego rodzaju „transakcja między dwoma rodami z silnymi więzami legalnymi, ekonomicznymi i politycznymi”2. W życie wszedł także nowy zwyczaj mieszkania z rodzicami męża, odcinający się od normy panującej podczas Koryǒ, kiedy to małżonkowie po ślubie wprowadzali się do rodziny żony. Taki zwrot o 180 stopni nie odbył się jednak bezpodstawnie, przynajmniej w mniemaniu filozofów konfucjańskich, którzy byli zdania, że w przypadku małżeństw matrylokalnych „yang błędnie podążał za yin, kompletnie ignorując znaczenie męża i żony”3. Idea ta była oparta na jednej z głównych zasad rządzących myślą konfucjańską, w której to yang (陽)- „niebo, szlachetność, pozytywność, światło, mężczyzna”4 – stało ponad yin (陰), „ziemią, podłością, negatywnością, ciemnością, kobietą”5. Do końca XIV wieku, kiedy to buddyzm był najpopularniejszą ideologią, mało kto przejmował się ustalaniem hierarchii, dlatego też kobiety były w stanie dziedziczyć ziemię. Im bardziej zaczęto trzymać się idei konfucjańskich, tym i pozycja kobiet uległa osłabieniu. Z czasem zostały one wykluczone z rodzinnych testamentów, więc, biorąc ślub, nie wnosiły one nic do nowego małżeństwa. Z dala od domu, bez żadnego zabezpieczenia finansowego, nie miały one pozycji, aby decydować o czymkolwiek. Jeśli już pozwalano im na wniesienie jakiegokolwiek majątku, były to głównie ubrania, a czasem niewolnik czy dwóch, którzy mieli jej pomóc w prowadzeniu gospodarstwa domowego, bez zagrożenia pozycji mężczyzny jako głowy rodziny.

kobietywjoseon3

Małżeństwo w tradycyjnym koreańskim stroju (Źródło)

Konfucjanizm szczegółowo opisywał atrybuty charakteryzujące poprawne zachowanie kobiet (pudǒk).6. Zasady kierujące wszelkimi kontaktami społecznymi oparto na zasadzie „wewnątrz i zewnątrz” (nae-oe pǒp)7, która zakładała rozdzielenie płci, kiedy to tylko możliwe. Jako że mężczyźni mieli monopol na sferę publiczną, kobietom przypadła ta stricte prywatna, co spowodowało, że były one w dużej mierze przywiązane do swoich domostw. Nie mogły one prowadzić niezależnego życia, ponieważ były one zawsze przywiązane do jakiegoś męskiego członka rodziny, zgodnie z zasadą samjong, według której kobieta miała być posłuszna „przed ślubem wobec ojca, następnie wobec męża, a po jego śmierci, wobec swojego pierwszego syna”8. Dlatego też jedynie poprzez ślub, kobiety były w stanie osiągnąć jakikolwiek status w społeczeństwie, bo pozostanie panną było po prostu nie do pomyślenia.

Mężczyzna miał wiele możliwości na to, aby rozwieść się ze swoją żoną, lecz ona, choćby nie wiadomo jak była nieszczęśliwa, nie miała prawa ubiegać się o rozwód. Jednym z powodów, na który mógł powołać się mężczyzna było tak zwane „siedem grzechów ciężkich” (ch’ilgǒjiak).9

1. Brak posłuszeństwa wobec teściów
2. Niemożność poczęcia męskiego potomka
3. Zdrada
4. Zazdrość
5. Choroba dziedziczna
6. Gadulstwo
7. Kradzież

Wyrzucenie kobiety na bruk było zatem wyjątkowo łatwe, bo każde, nawet najmniejsze przewinienie, można było podciągnąć pod jedną z tych kategorii. Przed takim traktowaniem nie ratowała kobiety nawet śmierć jej męża, jako że małżeństwo uznawane było za kontrakt między dwoma rodzinami, więc po jego śmierci pozostawała ona przywiązana do jego rodziny, bez możliwości znalezienia kolejnego męża. A gdyby postanowiła wbrew restrykcyjnym zasadom zbuntować się i wziąć ponownie ślub, nie tylko ona, lecz także wszyscy jej potomkowie, ponieśliby w tym przypadku srogie konsekwencje. Najdotkliwszą formą kary było między innymi niedopuszczenie synów takich kobiet do egzaminów, co zabierało im jakąkolwiek szansę na pracę urzędniczą, czyli tym samym na zostanie członkiem elity. Idea ponownego zamążpójścia kobiet była uznawana za coś „nieczystego i niepożądanego,”10 bo więź małżeńska miała być czymś trwałym. Szkoda tylko, że nie wyglądało to tak w przypadku mężczyzn, których wręcz motywowano, żeby jak najszybciej znaleźli nową żonę (w końcu ktoś musiał się zająć domem). Dlatego też młode wdowy prowadziły niezwykle samotny żywot, który był jeszcze cięższy w przypadku kobiet mieszkających w królewskim pałacu, gdyż były one tak naprawdę na stale przywiązane do wewnętrznych komnat zwanych anch’ae.11 Aby upewnić się, że kobiety „zachowają swoją czystość”12, przez pewien czas wdowy otrzymywały od państwa zapomogę w formie części ziemskiego majątku męża, którą nota bene nazywano „ziemią zapewniającą wierność”, czyli (susinjǒn)13. Nie powinno jednak dziwić, iż zwyczaj ten nie trwał długo, bo znaleziono lepszy cel na wydatek państwowych pieniędzy, więc wdowy po śmierci małżonka przez stulecia musiały albo polegać na dobrej woli rodziny byłego męża, albo liczyć na to, że przygarnie je z powrotem ich własna rodzina.

Naehun (内訓), czyli

Naehun (内訓), czyli „Instrukcje dla Kobiet”, edycja z połowy XVII w. (Źródło)

Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że mimo tego, iż kobiety nie mogły uczestniczyć na równych prawach w życiu publicznym, zwłaszcza w przypadku dzieci klasy rządzącej zwanej yangban, były one kształcone już od najmłodszych lat. Głównym celem nauczenia dziewczynek, poza pisaniem i czytaniem, a także zaznajomieniem ich z podstawowymi tekstami konfucjańskimi, była jednak indoktrynacja, mająca na celu uświadomienie im ich podrzędnej pozycji w każdym aspekcie życia. Kilkuletnim dziewczynkom kazano czytać i uczyć się z tekstów takich jak Naehun, „Instrukcje dla Kobiet”, czyli zestawu zasad spisanego w 1475 roku przez matkę króla Sǒngjong, Królową Sonye.14. Według niego istniały cztery główne ideały kobiecego zachowania: moralne zachowanie, poprawna mowa, poprawna uległość i kobiece obowiązki. Poza wkuwaniem tych świętości i próbami wprowadzenia ich w każdym możliwym aspekcie życia, dziewczynkom powtarzano wszelkiej maści złote myśli, które miały pokazać im ich miejsce: „mężczyźni są niebem” (punaech’ǒn), „mężczyźni są wysoko postawieni, a kobiety podrzędne” (namjon yǒbi) bądź „kobieta musi podążać za swoim mężem” (yǒp’il chongbu)15. Zważając na fakt, że wszelkie rozważania filozoficzne były prowadzone przez mężczyzn (w końcu tylko mężczyźni mogli uczęszczać do akademii), nietrudno zauważyć, że pod płaszczykiem nauczania konfucjańskiej myśli kobiet, mężczyźni bardzo sprytnie je sobie podporządkowywali.

Jednakże reperkusje coraz popularniejszego podejścia, iż wyższość mężczyzn nad kobietami nie dość że jest usankcjonowana kosmologicznie, to jeszcze jest „konieczna dla poprawnego funkcjonowania ludzkiego porządku” wykraczały poza wmawianie kobietom niższości – przenikało ono do najbardziej prywatnych sfer życia kobiet, od jej narodzin aż do śmierci, a czasem nawet i dłużej. Kobiety z reguły nie były w stanie spełnić swoich miłosnych pragnień, a większość z tych, które mieszkały w pałacu (mówimy tutaj o co najmniej kilkuset kobietach) miały narzucony na siebie celibat. Znane są przypadki związków kobiet, które poszukiwały bliskości w ramionach swoich współtowarzyszek, określanych eufemistycznie mianem „wspólnego spożywania posiłków” (taesik).16. Niestety, ceną za cudzołóstwo było z reguły ścięcie głowy…

kobietywjoseon5

Kobiety grające w go, które w Korei znane jest jako paduk (바둑) (Źródło)

Może dlatego powieści takie jak „Unyŏng-jŏn”, opisującą nieszczęśliwą miłość z perspektywy kobiety, zdobyły taką popularność. Zwłaszcza że opisywały one wzajemną miłość i zwracały uwagę na istnienie kobiecej seksualności, nie opisując związków damsko-męskich według konfucjańskich norm, czyli bazując na uległości kobiet. Mężczyźni, a zwłaszcza konfucjańscy filozofowie, w ostrych słowach krytykowali takie dzieła, obawiając się, że mogą one wpłynąć na zachowanie kobiet i tym samym zaburzyć porządek społeczny oparty na patriarchacie. Dlatego wypowiadali się o nich w dość ostrych słowach, twierdząc, że „uczą [one] samolubnych i lubieżnych zachowań”17. No bo przecież pragnienie jakiejkolwiek formy bliskości jest tak wyuzdaną perwersją!

Według założeń konfucjanizmu, czyn jednostki mógł mieć wpływ nie tylko na los całej rodziny, ale także na przyszłe pokolenia. Widać to wyraźnie po sposobie, w jaki traktowano drugie żony i ich synów (bo o losie córek nie muszę pewnie nawet wspominać). Mimo tego, że zostanie drugą żoną było pewną formą społecznego awansu (w końcu pochodziły one z reguły z niższych sfer, w przeciwieństwie do pierwszych żon, które wyszukiwano z poważanych rodzin yangban), w kwestiach stricte ludzkich drugie żony prowadziły dość tragiczny żywot. Nie miały one żadnego autorytetu wobec własnych dzieci, ani nie mogły uczestniczyć w jakichkolwiek rytuałach, które stanowiły przecież wtedy podstawę społeczeństwa. Uważano, że „utrata hierarchii pomiędzy pierwszymi i drugimi żonami (…) poskutkowałaby w kosmicznym chaosie, który oznaczałby tragedię dla losu ludzkości”18. Jeśli bycie kobietą samo w sobie nie było odpowiednio trudne w przesiąkniętym do cna konfucjańskimi wartościami społeczeństwie, bycie drugą żoną było czasami istną torturą – musiała ona przestrzegać pilnie wszelkich zasad, lecz nikt nie miał wobec niej takiego obowiązku. Zakazano im umierać na terenie pałacu, więc w przypadku choroby odsyłano je do rodziny albo po prostu zostawiano na pastwę losu za murami. Dyskryminowano nawet ich synów, którym prawo zabraniało podchodzenia do egzaminów urzędniczych.

Oddawanie czci przodkom (tangnae)19 stanowiło jeden z najważniejszych rytuałów według neo-konfucjanizmu, lecz warto tutaj podkreślić, że chodziło w nim o wiele więcej niż zwykły kult zmarłych. Po pierwsze, w ramach odejścia od buddyzmu, obowiązek pochówku nie był już obowiązkiem mnichów i miał się teraz odbywać w przydomowych świątyniach (kamyo)20. Jednym ze sposobów na wykorzystanie tego nowego porządku w utrwaleniu społecznej hierarchii było wprowadzenie w życie całego szeregu niebywale wymagających zasad dotyczących żałoby. Przede wszystkim wydłużono okres obligatoryjnej żałoby ze stu dni, które obowiązywały w Koryǒ do trzech lat. Cel był tutaj dość prozaiczny – nakazując członkom elity przestrzeganie żałoby przez trzy lata, można było odsunąć „wrogów politycznych na odpowiednio długi czas”21. Jakby tego było mało, podczas tego okresu obowiązywał całkowity celibat,22 co pokazuje, że nie dość, iż kult przodków miał wpływ nie tylko na żywych, to jeszcze ingerował w ich najbardziej prywatne strefy życia.

Procesja króla Chŏngjo do grobu swego ojca, księcia Sado

Procesja króla Chŏngjo do grobu swego ojca, księcia Sado (Źródło)

W życie zostały wprowadzone także „stopnie żałobne”, które jeszcze bardziej podkreślały hierarchię podczas dynastii Chosǒn – była to kolejna metoda na pokazanie kobietom ich niższego statusu społecznego, ale także na upewnienie się, żeby kobiety mieszkające w tym samym domu, czyli pierwsza i druga żona, przypadkiem nie myślały, że są wobec siebie równe. Tak naprawdę nie istniało pojęcie równości, każdy był zawsze częścią jakiejś hierarchii i nie było możliwości od niej ucieczki. Po śmierci swojego męża kobieta musiała nosić żałobę przez trzy lata i nie było w tej kwestii wyjątków, lecz mężczyzna mógł trzymać się po śmierci swojej żony tej zasady tylko przez rok, bo w końcu żony dało się bez problemu wymienić na nową. Jeszcze gorzej w tej kwestii miały drugie żony, po których żałoba trwała jedynie trzy miesiące, a jeśli ta nie miała syna, to w ogóle niezbyt się nad jej śmiercią rozczulano. Po jej śmierci tabliczka z jej nazwiskiem nie była wystawiana w rodzinnej świątyni i tym samym pamięć o niej szybko zanikała. Nikt nie przejmował się zbytnio faktem, że ta nieszczęsna druga żona podczas swojego żywota musiała przestrzegać wszelkich zasad nie tylko wobec męża, ale także wobec pierwszej żony i okazywać należny szacunek wobec przodków oraz potomków w linii męża23.

Kobiety zakrywające twarz płaszczami jangot

Kobiety zakrywające twarz płaszczami jangot (Źródło)

Powszechnie przyjęta wyższość sfery publicznej nad prywatną była często źródłem tragedii nie tylko dla kobiet. Jednym ze słynnych przykładów takiego dylematu jest historia króla Yǒngjo (양성 / 養性), który panował w latach 1724-1776. Dla dobra swojego kraju i stabilności dynastii musiał on zdecydować o zabiciu swojego syna i następcy tronu, księcia Sado (사도 / 思悼). Sytuacja ta stanowi główny wątek „Pamiętników Lady Hyegyǒng”, żony Sado, którą wydarzenia związane ze śmiercią jej męża prześladowały do jej ostatnich dni. Nie tylko ze względu na oczywisty tragizm całego zajścia, ale także z powodu tego, że nie była ona w stanie zdecydować o tym, co powinna była zrobić – z jednej strony czuła, że jako wierna żona powinna była popełnić samobójstwo, a z drugiej, czuła się zobowiązana do zaopiekowania się swoim synem, który w tym wypadku stał się następcą tronu.

Król Yǒngjo

Król Yǒngjo

Samo wyeliminowanie księcia Sado, który latami cierpiał z powodu poważnej choroby psychicznej, a nawet w napadach szaleństwa zabił kilka osób, nie było jednak łatwym zadaniem. Nawet mały błąd mógł doprowadzić do złamania którejś z licznych i wymagających zasad, co mogło przyczynić się do upadku nie tylko króla, ale także całej dynastii. Gdyby egzekucję Sado uznano za czyn natury kryminalnej, cała rodzina musiałaby ponieść konsekwencje. Najbardziej ucierpiałby na tym syn Sado, Chǒngjo, który jako jedyny żyjący następca tronu „zostałby obarczony piętnem kryminalisty.”24. Dlatego też zdecydowano się na dość specyficzny sposób poradzenia sobie z problemem – król nakazał swojemu synowi wejście do skrzyni, aby można było uznać to za samobójstwo, bo w końcu Sado wszedł do niej z „własnej” woli. Co z tego, że leżał w niej osiem dni, bo tyle zajęła mu śmierć z głodu. Grunt, że udało ominąć się labirynt konfucjańskich zakazów i nakazów. Żeby jeszcze umniejszyć skutki całego zajścia, król uczynił Chǒngjo „adoptowanym synem zmarłego starszego brata Sado,”25 tym samym zrywając między nimi jakiekolwiek legalne i rytualne więzy.

„Pamiętniki Lady Hyegyŏng” poruszają dogłębnie nie tylko to zderzenie sfery publicznej i prywatnej, ale także konflikt między obowiązkami żony i matki. Mimo tego, iż Lady Hyegyŏng chciała udowodnić swoje oddanie wobec męża przez popełnienie samobójstwa, pozostanie przy życiu przyniosłoby więcej korzyści w sferze publicznej, bo oznaczałoby pomoc przyszłemu władcy kraju. Z jednej strony opisuje ona w najmniejszych szczegółach to tragiczne zajście, nie sprzeciwia się ona konfucjańskiemu porządkowi, według którego „indywidualne kwestie, nie ważne jak poruszające, zawsze będą mniej istotne od sfery publicznej”26. Wielokrotnie wychwala ona nabożność synowską (chiń. xiào), jedną z najważniejszych cnót według konfucjanizmu, czyli w skrócie – szacunek i posłuszeństwo wobec rodziców, przodków i krewnych. Co ciekawe, mimo tego, że tych zasad musiał trzymać się każdy, Lady Hyegyŏng w swoich pamiętnikach wychwala jedynie męskich członków swojej rodziny, tak jakby kobiety nie były w stanie pojąć wszelkich meandrów związanych z xiào. Według niej o oddaniu jej ojca świadczył fakt, że matka jej matki kochała go bardziej niż swoje dzieci27. Po raz kolejny pokazuje to, jak niskie mniemanie miały o sobie kobiety, przeświadczone o naturalnej niższości swojej rodziny wobec tej ze strony męża. Król Yǒngjo także nie mógł sobie poradzić ze sprzecznymi rzeczami, które wymagano od niego jako władcy i jako ojca. Przez pewien czas były nawet przesłanki ku temu, że abdykuje, nie mogąc pogodzić się z myślą, że nie może oddawać czci własnej matce, która była ponoć drugą żoną, a niektóre plotki mówią nawet o tym, że była tak naprawdę niewolnicą. W pewnym momencie powiedział on swojemu synowi, czyli Sado, że wolałby być „niekochającym ojcem”28, bo wizja niespełniania synowskich obowiązków była dla niego „nie do zniesienia”29. Po raz kolejny musiał on wybrać między sferą publiczną a prywatną, kiedy jego syn stał się zagrożeniem dla bezpieczeństwa nie tylko ludzi mieszkających w pałacu, ale jako następca tronu także dla całego kraju. Dlatego też Yǒngjo, podobnie jak Lady Hyegyǒng po śmierci Sado, zdecydował się na spełnienie swojej ojcowskiej roli w sferze publicznej jako „ojciec narodu”, nawet jeśli kosztem własnego syna.

Obrazek z „Klasyków Nabożności Synowskiej” (孝經; Xiào Jīng) – syn klęczy przed swoimi rodzicami

Aby nikt nawet na chwilę nie zapomniał o istnieniu hierarchii, wprowadzono cały szereg zasad, które miały pozwolić na określenie czyjegoś statusu na podstawie ubioru, jego koloru, materiału, a także kroju. Reguł tych musiał przestrzegać nawet król, który nie mógł nosić żółtych szat, bo te były zarezerwowane dla Syna Niebios, czyli cesarza Chin30, więc musiał się pocieszyć kolorem czerwonym, który nosili także oficjele mieszkający w pałacu. W 1749 Yǒngjo nadzorował utworzenie „Zasad i Regulacji Rady Podatkowej (T’akchi chǒngnye), gdzie w dwunastu tomach zawarto niezwykle szczegółowe wymagania dotyczące „ilości i rodzaju jedzenia, ubrania i regionalnych specjałów”, których mieszkańcy pałacu mogli używać na co dzień31, a także cały zestaw zasad „planowania ślubów, pogrzebów i innych ceremonii.32. Dotyczyły one zarówno mężczyzn, jak i kobiet.

Kobieta spędzała zdecydowaną większość żywota zamknięta w czterech ścianach swojego domu, z którego wolno jej było wyjść na zewnątrz naprawdę rzadko. Jeśli już wpadła na taki pomysł, wiązało się to z wieloma ograniczeniami. Po pierwsze, musiała się ona ubrać tak, aby „żadne niedozwolone oczy nie ujrzały nawet kawałka [jej ciała]”33. Na początku kobiety zasłaniały twarz wachlarzem, lecz z czasem to przestało mężczyznom wystarczać i nakazano im zakładanie specjalnego płaszcza, zwanego jangot (장옷), który naciągało się na głowę i tym samym zasłaniało włosy oraz większość twarzy. Dlatego jeśli wydaje się Wam, że Koreanki zawsze wyglądały jak gwiazdki K-Popu, to jesteście w błędzie. Jeszcze w pierwszych dekadach XX wieku można było spotkać na ulicach kobiety, które wyglądały tak:

Kobiety z wyższych sfer musiały poruszać się w specjalnych zamkniętych lektykach zwanych kama (가마), które były pomalowane na odpowiedni kolor, pokazujący wszystkim dookoła status osoby znajdującej się w środku. W skrócie – każdy najmniejszy aspekt życia, zarówno prywatnego, jak i publicznego, był regulowany, jak nie przez dzieła stricte konfucjańskie, to przez prawo utworzone przez rządzących z dynastii Chosǒn.

Tradycyjna lektyka niesiona przez dwóch mężczyzn. W środku siedzi kobieta z wyższych sfer, a za nią na pieszo podążała służąca, chłodząc jej twarz wachlarzem. (Źródło)

Podsumowując, zarówno oficjalne źródła, jak i konfucjańskie klasyki pokazują jak bardzo neokonfucjanizm wpływał na wszystkie sfery życia, co było szczególnie widoczne w przypadku kobiet. Jednakże dopiero dzięki utworom, takim jak „Pamiętniki Lady Hyegyǒng” i „Unyǒng-jǒn” jesteśmy w stanie pojąć, jak restrykcyjna była ideologia konfucjańska. Kobiety żyjące w dynastii Chǒson nie miały podstawowych ludzkich praw: „prawa wyboru kochanka, prawa podążania własną ścieżką w życiu i prawa do bycia traktowania na równi z mężczyznami”34. W każdej sekundzie swojego życia, kobiety były ograniczone przez szereg zasad nakazujących „kobiecą cnotę (pudǒk) i posłuszeństwo (chǒngjǒl)”35, które wpajano im już od dziecka. Edukacja sterowana przez mężczyzn sprawiała, iż umysły dziewczynek stawały się uległe, dokładnie tak, jak tego od nich wymagano.

kobietywjoseon8 kobietywjoseon9
Jednakże, każdy kij ma dwa końce, i im bardziej komplikowano zasady dotyczące funkcjonowania w społeczeństwie, tym bardziej zaczęły one także uprzykrzać życie mężczyznom. Tak jak od kobiet wymagano obecności głównie w prywatnej sferze, czyli w domu, mężczyźni musieli realizować się publicznie, na przykład poprzez udział w szeregu rytuałów. Warto jednak podkreślić, że większość zachowanych źródeł opisuje życie elit, a stanowili oni jedynie kilka procent społeczeństwa w tamtym czasie. Dlatego też nie można generalizować i porównywać losu kobiet, mieszkających w pałacu, do reszty społeczeństwa, ponieważ były one dość wyjątkowym przypadkiem, jako że otrzymywały comiesięczne wynagrodzenie z budżetu36. Jednakże utwory poruszające kwestie życia takich kobiet uświadamiają nam, z jakimi tragicznymi wyborami musiały się one mierzyć na co dzień – Lady Hyegyǒng zostałaby uznana za winną bez względu na swoją decyzję.

Kobiety z niższych sfer z zarzuconym na głowę kapturem changot (Źródło)

To właśnie życie w ciągłym poczuciu winy było podstawowym motorem neokonfucjańskiej ideologii, które jednoczyło mężczyzn i kobiet, ponieważ nikt, nawet król, nie był w stanie żyć w zgodzie ze wszystkimi regułami. W związku z tym wielu władców, na przykład król Yǒngjo, poświęcali większość swojej energii na ulepszenie nie tyle kraju, co siebie. A studiowanie i interpretowanie wszelkich przykazań zabierało im większość czasu, więc nie mieli go oni zbyt wiele, aby skupić się na tym, co istotne, czyli losie państwa. Nie powinno zatem dziwić, że państwo rządzone przez ludzi oderwanych od rzeczywistości poza murami pałacu, zaczęło chylić się ku upadkowi i aż dziwi, że przetrwało kilka stuleci bez żadnych większych wojen bądź rewolucji. No ale zawsze można zrzucić winę na kobiety, które swoją niewiernością zaburzają kosmiczny porządek, czyż nie?


1 Martina Deuchler, The Confucian Transformation of Korea: A Study of Society and Ideology (Cambridge: Harvard University Press, 1992), str. 231.
2 Deuchler, str. 236.
3 Deuchler, str. 245.
4 Michael J. Pettid, Unyŏng-jŏn: A Love Affair at the Royal Palace of Chosŏn Korea (Berkeley: East Asian Institute, 2009), str. 12.
5 Pettid, str. 12.
6 Pettid, str. 8.
7 Pettid, str. 10.
8 Andrew C. Nahm, Korea: Tradition and Transformation: A History of the Korean People (Seoul: Hollym International Corporation, 1996), str. 114.
9 Nahm, str. 11.
10 Pettid, str. 13.
11 Deuchler, str. 261.
12 Deuchler, str. 278.
13 Deuchler, str. 278.
14 Deuchler, str. 257.
15 Pettid, str. 15.
16 Pettid, str. 24.
17 Pettid, str. 59.
18 Deuchler, str. 261.
19 Deuchler, str. 8.
20 Deuchler, str. 180.
21 Deuchler, p.181.
22 JaHyun Kim Haboush, The memoirs of Lady Hyegyong: the autobiographical writings of a Crown Princess of eighteenth-century Korea (Berkeley; London: University of California Press, 1996), str. 53.
23 Deuchler, str. 257.
24 Kim Haboush, The memoirs, str. 2.
25 Kim Haboush, The memoirs, str. 14.
26 Kim Haboush, The memoirs, str. 32.
27 Kim Haboush, The memoirs, str. 53.
28 Kim Haboush, The memoirs, str. 185.
29 Kim Haboush, The memoirs, str.185.
30 Kim Haboush, A heritage of kings: one man’s monarchy in the Confucian world (New York: Columbia University Press, 1988), str. 77-78.
31 Kim Haboush, A heritage of kings, str. 81.
32 Kim Haboush, A heritage of kings, str. 81.
33 Deuchler, str. 261.
34 Pettid, str. 2.
35 Pettid, str. 12.
36 Pettid, str. 21.
Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (20)

  1. Ech. To wszystko przez tych Chińczyków…

    • Karolina

      No trzeba zawsze na kogoś zwalić 😛 Chociaż nikt nie kazał Koreańczykom przejmować najbardziej ekstremalnej wersji konfucjanizmu. W Chinach skupili się przynajmniej bardziej na praktycznych aspektach tej ideologii, np. na egzaminach urzędniczych, a w Korei uparli się na wdrażanie tego w każdy szczegół życia, no i wiadomo czym to się kończy…

  2. Ciekawy artykuł. Życie tych kobiet to musiała być gehenna. Obecnie wygląda na to, że islam przejął sporo zasad z neokonfucjańskiej ideologii 😉 Oczywiście, żartuję, choć podobieństwo jest uderzające…

    • Karolina

      Szczerze mówiąc, przekonanie o wyższości mężczyzn jest obecne w większości kultur – nawet w Polsce czy innych europejskich krajach nadal wiele osób uważa, że miejsce kobiety jest w domu. Oczywiście jest to bardziej łagodna wersja, ale nadal mało kobiet jest obecnych w sferze publicznej, czyli na przykład polityce. Minie jeszcze sporo czasu zanim uda się takie rozumowanie wyplenić. Nie stawiałabym islamu na równi z islamskim ekstremizmem – tak samo jak wojujących ultra-katolików z normalnymi katolikami, itp. Zarówno z Koranu, jak i z Biblii można wyjąć z kontekstu różne rzeczy i używać je w celu szerzenia szowinizmu i ksenofobii, ale chyba nie o to chodzi 🙂

  3. Niedobrze, ja za moje gadulstwo zostałabym pewnie w Korei wyklęta (bo na rozwodzie pewnie by się nie skończyło :p )

    • Karolina

      Podejrzewam, że ja wylądowałabym w jakimś najgorszym piekielnym kręgu, bo jak się nieraz nakręcę, to trudno mi przestać 😀

  4. Korea to naprawdę fascynujący kraj, mam nadzieję, że kiedyś i nas tam poniesie.

    • Karolina

      Naprawdę warto! Mnie udało się w Korei do tej pory spędzić dopiero kilka miesięcy, ale wiem, że muszę tam wrócić i najlepiej na dłużej. Sporą część moich studiów stanowi teraz nauka języka koreańskiego i historii Korei, więc coraz bardziej uświadamiam sobie, że jeszcze nie dość, że średnio się potrafię w tym języku dogadać, to tak naprawdę mało o Korei wiem 😛

  5. Brak posłuszeństwa wobec teściów – o zgrozo. :))) Świetny artykuł – bardzo rzetelny, wyczerpujący i inspirujący do przyjrzenia się z bliska koreańskiej kulturze. Gratuluję wiedzy i pasji! 🙂

    • Karolina

      Dzięki za te miłe słowa i cieszę się, że artykuł się podoba 🙂 Teraz jestem w trakcie powolnego powtarzania przed czekającymi mnie egzaminami końcowymi, więc prawdopodobnie pojawi się więcej podobnych wpisów, niekoniecznie jedynie o podróżach. Im więcej się o Japonii czy Korei uczę, tym bardziej sobie uświadamiam, że jednak nic nie wiem 😀 A pasja jest, kiedy czuję się w miarę wypoczęta, bo teraz powoli wymiękam przed świętami i szczerze mówiąc, poczytałabym o wszystkim, ale NIE o Azji!

  6. Nawet nie wiesz, jak jestem Ci wdzięczny za ten tekst.
    Nic o PSY, nic o Gangnam, aż chce się czytać. I patrzeć na Koreanki z innej perspektywy.
    Świetna, merytoryczna praca, dobrze, że Ci się chce 🙂

    • Karolina

      Wielkie dzięki 🙂 W ramach powtórki do egzaminów, a także z powodu tego, że chwilowo nie ma mnie w Azji, więc tematów podróżniczych pod tym kątem też brak, zabrałam się za pisanie o kulturze i historii. Cieszę się, że nie dość, iż ktoś w ogóle to czyta, to jeszcze się podoba!

      • Strawa dla ducha jest równie ważna, jak ta dla ciała. Stąd Ty o koreańskich czadorach i kwefach, a ja o mandu 😉
        Czyta czyta, więcej osób, niż mogłoby się początkowo wydawać 🙂

        • Karolina

          Czytałam właśnie Twój wpis o mandu, zajadając się owsianką i przyznam szczerze, że dużo bym teraz dała za porządne azjatyckie żarełko 😀
          Mam taką nadzieję!

  7. Niestety, niemal we wszystkich miejscach na świecie mężczyźni są przekonani o własnej wyższości… Niesłusznie. 🙂

    • Karolina

      Przekonanie to jedno, ale udowadnianie to jakimiś kosmicznym bełkotem to drugie 😛 Jak nie jakieś święte pisma, to inne filozofie, w każdej kulturze znajdzie się jakiś powód, żeby sobie tą wyższość udowodnić…

  8. Nietórzy mężczyzni sądzą że kobiety są od nich gorsze,uważają że kobiety są głupie.Ale ty swojm esejem temu zaprzeczasz.Ja osobiście nie rozliczam człowieka na podstawie jego płci ,wiary,pochodzenia,tylko na podstawie jego czynów.Gratuluje świetnego eseju.

    • Karolina

      Wielkie dzięki za komentarz! Mam nadzieję, że takie myślenie kiedyś zacznie zanikać.. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wiele kobiet zaczyna w te brednie wierzyć i zamiast być przekonanym o swojej wartości, poddają się, bojąc się konfrontacji z szowinizmem.

  9. Rzadko komentuję artykuły, ale Twój mnie bardzo poruszył, że aż muszę coś napisać! Mimo iż, czytałam już trochę o neokonfucjanizmie to do dowiedziałam się wiele nowego z Twojego tekstu (np. o fakcie zakrywania twarzy przez kobiety). Dodatkowy plus za zdjęcia! Będę częściej wpadać : )

    • Karolina

      Niezwykle się cieszę, że się wpis podobał 🙂 Postaram się w przyszłości wrzucić na bloga więcej takich semi-naukowych postów! Dzięki raz jeszcze za miłe słowa ♥

Odpowiedz na „KarolinaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *