Stacja Aldwych, czyli zwiedzanie londyńskich podziemi

Mój mózg po kilku dniach w trybie „śniadanie – siłownia – zajęcia – nauka – joga – sen” postanowił się zbuntować i odmówił współpracy w piątek po południu, kiedy wyczołgałam się totalnie wyzuta z energii po 2-godzinnej, niezwykle produktywnej dyskusji z moim promotorem. Po lunchu w jednej z ulubionych knajpek, wróciłam szybko do siebie, spakowałam kilka rzeczy i wsiadłam do autobusu do Londynu. Oksford, jakkolwiek inspiruje do nauki, nie daje człowiekowi wielu możliwości na odpoczynek od akademickiego światka. Dziesiątki colleges, ponad setka bibliotek, każda kawiarenka pełna zakuwających studentów – wiedziałam, że muszę od tego odpocząć, albo zwariuję. Dobrze się złożyło, że jakiś czas temu kupiłam bilet na zwiedzanie opuszczonej stacji londyńskiego metra i to tam skierowałam swoje kroki po sobotnim śniadaniu, już w londyńskim wydaniu.

aldwych1
Mimo że stacja nie działa od ponad 20 lat, nadal można podziwiać jej fasadę zabitą dechami
aldwych2
Kolejka do zwiedzania Strand Station, jak dawno dawno temu nazywała się Aldwych Station

aldwych3

Aldwych Station to jedna z najbardziej idiotycznych londyńskich inwestycji. Na początku XX wieku, amerykański biznesmen, Charley Yerkes wpadł na pomysł, aby przedłużyć istniejącą już linię Picadilly, aby ludzie, którzy wybierali się do jednego z teatrów na Strand, nie musieli przypadkiem się zbytnio zmęczyć, idąc prostą drogą troszkę ponad 400 metrów. W 1905, po kilku biurokratycznych bataliach, udało się mu zdobyć pozwolenie na budowę stacji przy Royal Strand Theatre… który został wkrótce wyburzony, bo zdążył już znacznie podupaść. Pociąg, który miał dowozić widzów do teatru, przestał mieć jakikolwiek sens, ale jak już podpisano wszystkie papierki, to jakoś nikt nie wpadł na pomysł, że można się z tego całego bałaganu jeszcze wycofać. Zaczęto zatem budowę stacji, która miała zachwycić swoim rozmachem, a dzisiaj dość przeraża bezmyślnością całego przedsięwzięcia.

aldwych4
Puste budki telefoniczne, które kiedyś miały zachwycać, a dzisiaj straszą
aldwych6
Tak abyśmy przypadkiem się wszyscy nie pogubili…
aldwych7
Gdyby ktoś miał wątpliwości, że schodzenie po schodach to niebezpieczne zajęcie – „Nierówna nawierzchnia” krzyczy do nas obdarty plakat sprzed lat
aldwych13
Przejście między peronami

Nie miała być to bowiem, ot taka zwykła stacja – frontowa fasada została zaprojektowana przez słynnego Lesliego Greena, któremu zawdzięczamy wygląd wielu stacji londyńskiego metra. Stacje jego projektu można poznać między innymi po półokrągłych oknach i czerwonych kaflach i w takim stylu zbudowano także stację Strand (którą kilka lat później przemianowano na Aldwych). W miarę szybko uwinięto się z budową dwóch peronów, lecz pociągi na tej trasie zaczęły jeździć dopiero w 1907 roku. Na stacji Holborn wydzielono specjalny peron, z którego miał odjeżdżać pociąg przewożący pasażerów na niewyobrażalnie długiej trasie niecałych 500 metrów.

aldwych5
Replika mapy londyńskiego metra z lat 30-tych

Szybko zrezygnowano z używania drugiego peronu, bo po prostu nie było takiej potrzeby. W 1917 zrezygnowano z pociągów w niedzielę, a drugi peron został na stale zamknięty. W 1917 podczas bombardowań, schowano tu między innymi trzysta obrazów z The National Gallery – peron nareszcie się do czegoś przydał. Już kilkanaście lat po otwarciu stacji zaczęto zastanawiać się nad jej zamknięciem. Pan Yerkes kreślił wizję tłumów walących na Aldwych drzwiami i oknami, a tu okazało się, że świętowano, kiedy w ciągu całego dnia użyło jej kilka tysięcy osób. Początkowo zaplanowano sześć ogromnych wind w trzech okrągłych szybach – użyto jedynie dwie, a dwa szyby nadal stoją puste. Windy były całkiem sprytnie pomyślane – w przypadku awarii jednej z nich, można było opuścić do jej poziomu drugą windę, a następnie ewakuować się przez drzwi sprytnie zakamuflowane w ścianie. Niestety, jako że windy wciągane były ręcznie (!) – zjazd trwał prawie dziewięć minut. Mnie zejście po 160 schodach zajęło może 2 minuty, ale widocznie ludzie woleli cisnąć się w ciasnej przestrzeni niż zejść samemu na dół i to kilka razy szybciej…

Co ciekawe, w ramach oszczędności, ktoś wpadł na pomysł, żeby zamiast utrzymywania zarówno osoby do obsługi windy, jak i sprzedawcy biletów, można by połączyć te dwie funkcje i… małe biurko zostało przykręcone do podłogi na środku windy, gdzie każdy musiał zapłacić za swój bilet. I z dziewięciu minut robiło się pewnie kilkanaście, no ale średnio to obchodziło chyba ludzi zarządzających londyńskim metrem. W 1940 roku zamknięto stację, która zaczęła pełnić funkcję schronu i dopiero wtedy po raz pierwszy dotarły na nią zapowiadane tłumy.

Przyznam, że chodzenie po opuszczonej stacji wprawiło mnie w dość specyficzny nastrój. Z jednej strony patrzyłam na tą bezmyślną inwestycję, śmiejąc się do siebie, że nic się przez te ponad sto lat w tej kwestii nie zmieniło. A z drugiej – wyobrażałam sobie tłumy ludzi ściśnięte przez całe dnie podczas wojny i od razu poczułam lekki atak klaustrofobii. Nie lubię zamkniętych przestrzeni, a tym bardziej podziemi. Nigdy się specjalnie nad tym nie zastanawiam, kiedy korzystam z metra, ale na widok pustych korytarzy, nieużywanych wind, peronu bez pasażerów, ogarnęło mnie dość dziwne uczucie, coś na granicy snu z jawą. Trochę baśniowo, a troszkę apokaliptycznie.

aldwych16 aldwych17 aldwych14

 

Po wojnie sytuacja stacji nie uległa zmianie – jej popularność nadal była wątpliwa. Dlatego powoli zaczęto ograniczać liczbę pociągów na trasie Holborn – Aldwych, na początku zrezygnowano z połączeń w sobotę, potem ograniczono je jedynie do godzin szczytu. Jednakże, kiedy na początku lat 90. okazało się, że wypadałoby wymienić prawie stuletnie windy, a koszt wymiany będzie wynosił ponad 3 miliony funtów, ktoś mądry uznał to za bezsens i zdecydowano o zamknięciu stacji. I tak decyzja ta trochę im zajęła – stacja od lat przynosiła straty rzędu 150,000£ rocznie.

aldwych10
Pustki w londyńskim metrze?!

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Uwierzycie, że Aldwych, mimo że od zawsze była nietrafionym pomysłem, przynosi londyńskiemu metru rocznie kupę pieniędzy? Otóż peron używany jest do filmowania londyńskiego metra – o dziwo, używano go do tego celu nawet kiedy linia działała, lecz była zamykana na weekendy. Plakaty, którymi teraz oblepiona jest stacja to część dekoracji do serialu „Mr. Selfridge”.

Ja kojarzę ją jednak głównie z uwielbianego przeze mnie serialu „Sherlock”, z Benedictem Cumberbatchem w roli głównej (tak na marginesie – byłam jakiś czas temu zobaczyć, gdzie filmowali słynną Baker Street i muszę się kiedyś wybrać do Speedy’s Cafe, która naprawdę istnieje!)

Stacji Aldwych nie można sobie jednak zwiedzić, ot tak sobie. Tour po stacji organizowany jest przez London Transport Museum i co jakiś czas wypuszczane są limitowane pule biletów na zwiedzanie w dniach, kiedy akurat jakimś cudem nic nie jest kręcone. Bilety nie są tanie, bo kosztują 25 funtów, ale jako że jest to jedyna opuszczona stacja londyńskiego metra, którą można zwiedzać, myślę, że naprawdę warto. Zwłaszcza, że oprócz peronów, które działały, nawet jeśli tylko przez chwilę, jest możliwość zobaczenia części stacji, która nigdy nie została oddana do użytku:

aldwych25
Nieużywany od dawna peron, na którym tak naprawdę nic się nie dzieje

aldwych28 aldwych29 aldwych32

Wycieczka prowadzona była przez wolontariuszy związanych z muzeum i ich wiedza zrobiła na mnie spore wrażenie. Nie jestem wielką fanką pociągów, brytyjskiej historii, a nawet architektury, ale jakoś udało się dwójce zapaleńców sprawić, że w pewnym momencie zaczęłam się niesamowicie cieszyć oryginalnymi zielonymi kaflami z początku XX wieku. Podobała mi się także całkiem spora swoboda w poruszaniu po stacji – nikt nie czepiał się, kiedy robiłam zdjęcia, podchodziłam do podstawionego na peronie pociągu, itp. Ponoć pociąg ten używany jest często do ćwiczeń… w wyciąganiu osób, które postanowiły pożegnać się ze swoim życiem pod kołami londyńskiego metra. Na szczęście nie zdarza się to aż tak często, jak w Tokio, bo w Japonii nie dość, że zdarza się to notorycznie, to jeszcze wielu ludzi już się odpowiednio znieczuliło w tej materii.

aldwych36
Przedłużenie tunelu, który prowadzi donikąd… od ponad stu lat

aldwych37aldwych30

aldwych38
„Urwis” (cytując mojego tatę) w londyńskich podziemiach

Nieźle się uśmiałam, kiedy przed zwiedzaniem, jeden z wolontariuszy ostrzegał, że po zwiedzaniu peronu czeka nas wejście po całych 160 schodach i żebyśmy zdawali sobie sprawę z karkołomności tego przedsięwzięcia. Normalnie jakby ktoś mi kazał wejść tu i teraz na Mt Everest. Do biegania się średnio nadaję, dlatego skłamałabym, twierdząc, że nie miałam przyspieszonego oddechu po wejściu na górę, ale po drodzę minęłam całą masę osób, które wyglądały, jakby miały zaraz dostać zawału serca i to po istnej wspinaczce na wysokość jednego piętra… I tak sobie pomyślałam, że może przydałoby się powyłączać te schody ruchome, windy i inne wymysły, bo patrzenie na osoby niewiele starsze ode mnie, które prawie traciły przytomność po przejściu kilkudziesięciu schodów po prostu bolało.

Zwiedzanie trwało niecałą godzinę, ale było to kilkadziesiąt minut spędzone całkowicie inaczej, niż większość moich sobotnich poranków (czyli nad książką, bądź przy laptopie). Nie powiem, trochę przeraziła mnie słota po wyjściu na zewnątrz, ale jak to powiadają Japończycy – shikata ga nai (仕方がない) – „nie ma rady”. Zapięłam płaszcz, poprawiłam szalik i wyszłam na zewnątrz rześkim krokiem, stawiając czoła rzeczywistości.

Categories Historia
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

11 comments on “Stacja Aldwych, czyli zwiedzanie londyńskich podziemi

  1. Ciekawa historia! Dzięki za zdjęcia i relacje, to musiał być fajny dzień!
    Myślę, że gdybym tam tylko była, to cały czas myślałabym o „Metro 2033”, choć akcja tej książki dzieje się w Moskwie 😉

    • Karolina

      To był bardzo fajny dzień, głównie dlatego, że mogłam sobie odpocząć od oksfordzkiego akademickiego zaduchu i pochodzić sobie po Londynie, który zresztą jest sam w sobie fantastycznym miejscem 🙂 Nie czytałam „Metro 2033”, ale faktycznie panowała tam dość… post-apokaliptyczna atmosfera.

  2. Mieszkam tu od prawie 10lat, ale nie wiedzialam tego wszystkiego! No i do skojarzenia mam z filmem „Creep”, o zwyrodnialcu zyjacym w podziemiach metra 🙂 Fajne zdjecia, dzieki za podzielenie sie!

  3. ŁAŁ! Nie wiedziałam, że tak można zwiedzać te historyczne stacje. Fajna wycieczka!

  4. O ja, od razu przypomina mi się super książka Gaimana „Neverwhere” i London Below!

  5. Gratuluję fajnego tekstu i podziału stronu w ostatnim wydaniu WwP;)
    http://republikapodrozy.pl/taunggyi-balloon-festival/

    Pozdrawiam serdecznie:)
    Tomek

    • Karolina

      Wielkie dzięki! 🙂 Też mi się niezwykle Twój tekst spodobał i cieszę się niesamowicie, że moje wspomnienia mogły sobie przycupnąć na łamach najnowszego „Witaj w podróży” pod Twoim tekstem o Birmie!

  6. Świetnie ta stacja wygląda! W Madrycie miałam przyjemność odwiedzić nieczynną stację Estacion Fantasma i bardzo mi się podobało, dlatego z chęcią odwiedzę też i tą londyńską, przy okazji 🙂

    • Karolina

      Zapisy na zwiedzanie odbywały się kilka miesięcy temu, więc myślę, że może to nie być takie łatwe 😛

  7. Oglądałem kiedyś program na Travel o tej stacji, muszę przyznać że Twoja relacja mi się bardziej podobała… :)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *