Pałac El-Badi, czyli gdzie bociany zimują

Od powrotu z Maroka upłynął ponad miesiąc, który minął mi w mgnieniu oka. Nawet nie wiem, jak to się stało, że przez kilka ostatnich tygodni nie udało mi się napisać więcej o tym pięknym kraju. Fakt, w międzyczasie naskrobałam małe co nie co o Londynie, ale jakoś bałam się zaglądać do folderu ze zdjęciami z Maroka, bo jest ich po prostu za dużo. Niedługo zacznę chyba pisać posty ręcznie, bo kiedy człowiek spędza przed ekranem cały dzień, a potem przy słabym świetle w bibliotece próbuje jeszcze robić notatki z pożółkłych książek, zamiast oczu zaczyna mieć dwie czerwone i suche kule, które zdają się nijak pasować do reszty ciała. Zatem ociągałam się, odkładałam to pisanie, bo przecież ile można przed tym komputerem siedzieć. Ale jak liczba rzeczy do zrobienia osiągnęła niebezpieczny poziom, a ja nie potrafiłam się w ogóle skupić na nauce, mimo że siedziałam grzecznie w bibliotece, nawet nie wiem kiedy zaczęłam przeglądać zdjęcia z Marrakeszu… i tak oto, na przestrzeni kilku dni, w ramach prokrastynacji, powstała kolejna część relacji. I jakkolwiek do tej pory udawało mi się nie narzekać aż tak na pogodę, tak po obejrzeniu zdjęć z Maroka, od razu zaczęłam marzyć o końcu zimy, słońcu i odpoczynku…

Zanim jednak ten odpoczynek nadejdzie, czeka mnie jeszcze kilka miesięcy pracy na pełnych obrotach. Paliwem są w sporej mierze wspomnienia z podróży i wizja kolejnych wyjazdów. Zatem w ramach doładowania akumulatorów, zarówno moich, jak i Waszych, podzielę się z Wami miejscem dość niesamowitym. Zastanawialiście się, gdzie po sejmikowaniu odlatują nasze kochane bociany? „Gdzieś do Afryki” – pomyśli większość z Was. Ale brzmi to jak jakaś odległa kraina, „tam gdzie pieprz rośnie”. Tak naprawdę bociany mogłyby równie dobrze po prostu znikać z powierzchni ziemi, lecz dla większość z nas nie ma to większego znaczenia. A szkoda! Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy któregoś już dnia pobytu w Marrakeszu, kiedy to coraz bardziej wychodziło mi ogólne wyluzowanie, co z reguły przychodzi mi z trudem, znalazłam miejsce, gdzie mieszkają bociany. Nie jeden czy dwa, lecz dziesiątki. Nie spotkałam ich nigdzie indziej podczas tygodnia szwendania się po Marrakeszu od rana do nocy, bo nie wiedzieć czemu, wszystkie postanowiły zmonopolizować ruiny Pałacu El-Badi. No bo jak już jechać do ciepłych krajów, to tylko all inclusive!

elbadi8

elbadi9

Pałac El-Badi to jedno z najsłynniejszych miejsc w Marrakeszu i jest ku temu powód. Już sama nazwa, która może być przetłumaczona jako „Nieporównywalny Pałac” pokazuje, że nie jest to byle jaka budowla. Jakkolwiek budowę pałacu zlecił sułtan Ahmad al-Mansur, nie musiał się specjalnie przejmować kosztami – o to zadbali już Portugalczycy, którzy musieli zapłacić niebotyczną sumę za wziętych do niewoli żołnierzy po przegranej „Bitwie trzech króli” w 1578 roku. Mówi się, że „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”, ale w tym przypadku powinno być to „gdzie trzech się bije, tam wszyscy obrywają”. Król Portugalii Sebastian, razem z pretendentem do marokańskiego tronu w Fezie postanowili pozbyć się ówczesnego władcy Maroka, sułtana Abu Marwan Abd al-Malika. Sebastian robił to z pobudek ksenofobicznych, pod sztandarem walki z islamem, a żądny władzy Abdullah Muhammad II pragnął za wszelką cenę objąć tron. Tak się wszyscy trzej bili, że zginęli tego samego dnia w bitwie, która odbyła się na północy, niedaleko miasta Al-Kasr al-Kabir. Zatem tron przejął al-Mansur, brat sułtana i mógł za istną fortunę, którą otrzymał niedługo po bitwie od Portugalii, zbudować sobie pałac marzeń. I tak też zrobił, czego efekty możemy trochę podziwiać, a trochę sobie wyobrazić, bo niestety zostały z niego głównie ruiny.

elbadi20 elbadi12

Za budowę zabrano się z rozmachem godnym sułtana, który objął władzę po śmierci trzech potężnych władców panujących w regionie. Wykorzystując do tego tysiące dopiero co pojmanych niewolników, zabrano się do budowania pałacu ze snów. Statki z Indii przywiozły luksusowe kruszce, marmur przypłynął z Włoch i Irlandii. Ponoć płacono za niego na przykład cukrem, który był niezwykle pożądanym produktem na północy Europy. Zatrudniono dziesiątki architektów i rzemieślników nie tylko z całego Maroka, ale nawet z Europy. Do kosztów musieli się dołożyć także sami mieszkańcy, tak jakby biednym prostym ludziom zależało na luksusowych posadzkach czy też płaskorzeźbach.

elbadi3

Każdy z pawilonów na terenie pałacu został nazwany od materiału, którym pokryto jego dach. Zatem „Zielona Kopuła” pokryta była zielonymi płytkami, „Kryształowa Kopuła”, jak nazwa wskazuje, ozdobiona była wieloma kryształami. Ponoć przy bramie wykuwano dziennie tysiące sztuk złota, a karawany z Timbuktu przywoziły tony złotego kruszcu dla władcy, którego niebawem ochrzczono Złotym – Al Dhababi.

elbadi1

Niestety, po śmierci Złotego Al-Mansura, w kraju zapanował chaos, który został prędko wykorzystany przez Mulaja Ali asz-Szarifiego (مولاي علي الشريف), założyciela dynastii Alawitów, panującej Marokiem do dziś. Zamiast wykorzystać pałac, określany czasem mianem „ósmego cudu świata”, postanowiono obedrzeć go z wszystkich kosztowności i ozdób i wykorzystać je przy ozdabianiu nowej siedziby władzy, tym razem w Meknes. I tak skończyło się kilkadziesiąt lat świetności Pałacu El Badi. A ruiny, mimo że do tej pory mają w sobie trochę magii, stały się mieszkaniem dla… bocianów.

elbadi2

elbadi7 elbadi4

Na początku wydawało mi się, że mam zwidy. Jeszcze kilka dni wcześniej drżałam z zimna, spacerując w polskim lesie z psem, a teraz spacerowałam w cienkiej koszuli, więc na początku pomyślałam, iż mnie przegrzało. Nie da się jednak pomylić bocianiego klekotu z niczym innym. I tak jak do tej pory bociany kojarzyły mi się z wiosną, teraz uświadomiono mi i to w trybie ekspresowym, że świat nie jest taki prosty, jakby się mogło wydawać. No bo kto by pomyślał, że będzie mi dane podziwiać w środku zimy (która tak naprawdę była latem) te piękne ptaki? Nie był to jednak jeden samotny bociek, który się zgubił po drodze, ale cała bociania kolonia. Istny Bocianoland, w samym sercu Marrakeszu.

elbadi24 elbadi13

Tak jak w Polsce bociany kojarzone są z nowym życiem, a dzieciom opowiada się bajki, jak to przynoszą one bobasy, tak i w Maroku uznawane są one za niesamowicie dobry omen. „Bocian” po berbersku to „aswu”, a po arabsku „belarej”. Edmond Doutté napisał w 1914 w jednej ze swoich prac, że „kiedy bocian wypadnie z gniazda i złamie nogę, ludzie zanoszą go do mâristânu [islamskiego szpitala]”, ponieważ ptak ten uważany jest za niemalże świętego. Bocian dla wielu utożsamiany jest z Marabutem (مَربوط), świętym uzdrowicielem i nauczycielem w islamskiej tradycji. Ali Bey, hiszpański podróżnik, który wędrował po Maroku pod koniec XIX wieku wspomina, że wielu wierzyło w to, że bociany to tak naprawdę ludzie, którzy na pewien okres roku przybierają ptasią formę, a potem wracają do swojego kraju, gdzie kontynuują ludzkie życie. Dlatego też każdy, kto skrzywdził bociana uznawany był za kryminalistę, tak, jakby zabił człowieka. Więcej o mitach i wierzeniach związanych z tymi pięknymi ptakami przeczytacie tutaj, zamiast „zanudzania” historią i suficką kulturą (która jest według mnie fascynująca, jak zresztą każda kultura, jak się już człowiek w nią trochę zagłębi i co nie co o niej poczyta), wróćmy zatem jeszcze na chwilę do przyjemnie ciepłego Marrakeszu.

elbadi30 elbadi29 elbadi27 elbadi26

Po zwiedzeniu pałacu i zrobieniu bodajże setki zdjęć, zjadłam lunch w pobliskiej restauracji, gdzie znalazłam miejsce na dachu, z widokiem na mury miasta, a także na widniejące w oddali szczyty Atlasu. Tak bardzo chciałam wybrać się tam, choćby na chwilę, ale odpuściłam sobie ten pomysł, po tym, jak sprawdziłam opcje transportu. Zatem, lekko smutna, że nie uda mi się tym razem odwiedzić Ouarzazate (ورززات) i kasbahu Aït-Benhaddou, siedziałam i wpatrywałam się w latające nieopodal bramy bociany, zajadając się pysznymi oliwkami. Do tej pory nie mogłam znieść smaku oliwek, ale te w Maroku były po prostu… inne. Świeże, soczyste i naprawdę smaczne. Niedługo potem podano mi ogromną porcję kuskusu z warzywami i totalnie wyleciały mi z głowy bociany bądź planowanie wypraw poza Marrakesz – podajcie mi pyszne jedzenie i zapominam o istnieniu reszty świata.

elbadi5

elbadi25

elbadi29

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (10)

  1. Świetne te zdjęcia z górami Atlas w tle. Maroko jest na mojej liście miejsc do odwiedzenia w tym roku, a widzę, że ostatnio sporo postów jego temat na różnych blogach podróżniczych się pojawia więc będzie z czego czerpać inspirację 🙂

    • Karolina

      Mnie Maroko niesamowicie zafascynowało i już planuję, kiedy by do niego wrócić 😛 Nie wiem czy się uda przed dłuższą wyprawą do Azji, ale jeśli znajdę jakieś tanie loty, to czemu nie!

  2. Tak rzadko widuję bociany w Polsce, że chyba czas ruszyć do Maroka, i zacząć się za nimi rozglądać 🙂

  3. Oglądanie bocianów w takiej orientalnej scenerii to piękna sprawa 🙂

  4. Piękne zdjęcia 🙂 Bociany na tych budynkach wyglądają super!
    Ps. Sama byłaś z Maroku? planuje wyjazd w tym roku, ale zbyt dużo osób mi powtarza zebym tego sama nie robiła…

    • Karolina

      Nie byłam sama, ale znam także dziewczyny, które były w Maroku w pojedynkę i wspominają wyprawę pozytywnie, więc to wszystko zależy od podejścia.. no i szczęścia 🙂

  5. To jeden z moich pierwszych odwiedzonych krajów i mam do niego ogromny sentyment. Planuję powrócić z bardzo konkretnym planem tym razem – góry Atlas, tylko i wyłącznie 🙂

    • Karolina

      Mi serce pękało momentami, że Atlas był tak blisko, niemalże na wyciągnięcie ręki, a nie udało mi się tam wybrać. Dlatego z pewnością tam wrócę, najlepiej na jakiś dłuższy trekking!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *