Visual kei (ヴィジュアル系) – czym jest naprawdę?

Cosplay w stylu visual kei w Harajuku

Nie napisałam nic od pamiętnego 100. posta, bo… po prostu się bałam. Tego, że wena nigdy nie wróci. Że wykorzystałam jej zasoby, uderzając zawzięcie w klawiaturę i przelewając na ekran komputera swoją duszę. Jak zabrać się za napisanie czegokolwiek po tym istnym, niemalże oklepanym, katharsis? Jak pozbierać to wszystko do kupy, przy okazji starając się wyciągnąć ze swoich przemyśleń wnioski i utrzymać zdrowy balans między odpoczynkiem a nauką?

Pod koniec marca oddałam moją pracę licencjacką i ciężar spadł mi z serca. Dosłownie. Nie zrozumcie mnie źle – sama wybrałam (a nawet wykłóciłam) swój temat, sama znalazłam promotora na całkowicie innym wydziale, bo żaden z orientalistów nie był zachwycony tematyką socjologiczno-antropologiczną z zakresu gender (o zgrozo!) i na dodatek z perspektywy niszowej subkultury. Widziałam w oczach profesorów przerażanie, kiedy na spotkaniu z naszą „parszywą trzynastką” przed wyjazdem do Japonii zasugerowałam, iż spojrzę na to, jakie znaczenie ma gender w visual kei.

„Visual co?!”

„Ale… skąd to w ogóle wytrzasnęłaś?”

Pomruki, szepty, machanie głową – ni to przytakiwanie, ni to zaprzeczenie. Konsternacja. No tak – znowu coś ta Karolina wymyśliła.

„Nie mogłabyś może spojrzeć na gender w literaturze proletariatu?” – po dłuższej chwili wydukała pani doktor od literatury współczesnej.

„Może coś o Restauracji Meiji? Zmieniające się role kobiet? A jeśli zależy ci na transseksualności, to może kabuki?” – do dyskusji włączył się doktor od historii.

„A może by tak spojrzeć na język używany przez kobiety? Albo nawet osoby z mniejszości seksualnych…” – zasugerował profesor z lingwistyki, siedząc z ramionami założonymi na tyle głowy, jak zwykle w pozie pt. „króluję nad Wami wszystkimi”.

Nie. Żadnych ustępstw. Na sali zapadła cisza, a przy moim nazwisku w rubryce „promotor” wylądował czerwony znak zapytania, napisany tak leciutko, jakby komuś było na niego żal nawet tej odrobiny atramentu.

Nie umiałam może za pierwszym razem przekazać kilku znudzonym profesorom, dlaczego przeanalizowanie akurat visual kei miałoby być takie ciekawe. W końcu dla wielu to po prostu grupa zespołów, w których „faceci przebierają się za babki”. Nic bardziej mylnego! Mimo że nie jestem z muzyką z tego nurtu aż tak na czasie, to właśnie visual kei dawno temu rozpaliło do granic możliwości moje rosnące zainteresowanie Japonią.

Jakiś czas temu, kiedy przypadkiem natrafiłam na informację o londyńskim koncercie pierwszego zespołu, którego twórczość zafascynowała mnie niemalże od pierwszej nuty, uświadomiłam sobie, że od czasu, kiedy wybłagałam tatę o zawiezienie mnie na ich koncert w Berlinie mija właśnie… dziesięć lat. 10 lat! Prawie połowa mojego życia. 10 lat, raz z górki, raz pod górkę. I nawet jeśli nie słucham aż tyle visual kei, co w gimnazjum czy liceum, nie bez powodu z każdej wizyty w Japonii przywoziłam ze sobą z powrotem tonę płyt, upolowanych w sklepach z używanymi CD bądź kupionych na koncertach, gdzie z reguły byłam jedyną gaijinką. To z tytułów piosenek uczyłam się pierwszych japońskich słów. Nie wkładając w to wiele wysiłku, powoli zapamiętywałam hiraganę, katakanę, a potem także niektóre kanji. Jako perfekcjonistka nie mogłam znieść nazw zapisanych w transkrypcji, więc kluczyłam wśród krzaków, nieraz w poczuciu totalnego zagubienia.

Aby zrozumieć, skąd wywodzi się visual kei, cofnijmy się dwadzieścia kilka lat w czasie.

Visual kei cosplay w Harajuku

© Wikipedia Commons

W latach 80. młode chłopaki, pewnie w podobnym wieku co ja 20 lat później, słuchali bez przerwy równie niezrozumiałych dla nich utworów, głównie brytyjskich zespołów glam czy new wave. W głowach kilku z nich pojawiła się iskra, aby spróbować czegoś podobnego, a jednocześnie odrobinę innego. Czerpiąc inspirację z odległej zarówno fizycznie, jak i mentalnie muzyki, zaczęły powstawać zespoły, jakże inne od dotychczasowej popularnej muzyki. Wśród zespołów eksperymentujących z inspiracjami z pogranicza metalu i glam, szczególnie wyróżniał się jeden: X. Z czasem, wraz z rosnącą popularnością, zmienili oni nazwę na X JAPAN, aby odróżnić się od amerykańskiej grupy o tej samej nazwie. Jedna z teorii na temat powstania nazwy visual kei twierdzi, że jej korzenie sięgają sloganu X JAPAN „Psychedelic violence crime of visual shock.”[1]

Kurenai (紅; Karmazyn) – jedna z najpopularniejszych piosenek X JAPAN

Niektórzy doszukują się nawet początków visual kei w twórczości Kenji Sawady, który zaczął wcielać w swój image androgeniczne elementy, dzięki czemu został szybko okrzyknięty przez japońskie media „japońskim Davidem Bowie”. Inne zespoły, takie jak MADAME EDWARDA, ROUGE czy AUTO MOD także zaczęły się inspirować zespołami glam. Jednakże to powstały w 1982 roku X JAPAN uznaje się za „ojca” visual kei. Kiedy ich album „Vanishing Vision” (Zanikająca wizja) został hitem no. 1 w kultowym rankingu Oricon, żadna siła nie była w stanie zatrzymać potężnej fali visual kei. W mgnieniu oka na scenie zaczęły się pojawiać zespoły takie jak LUNA SEA czy BUCK-TICK i zdobywać serca japońskiej młodzieży.

ROMANESQUE – debiut BUCK-TICK

Mimo że większość osób określa visual kei mianem gatunku muzycznego, jest to dość dalekie od prawdy, jako że zespoły należące do tego nurtu reprezentują różne style muzyczne, od popu poprzez electro, aż do rocku, punku czy metalu. Poza Japonią visual kei definiowany jest często jako „misterna forma cosplayu, przekraczającego granice płci”. Nawet znani dziennikarze, tacy jak Neil Strauss piszący dla The New York Times, wypowiadają się na ten temat, nie znając dobrze tematu i zwracają jedynie uwagę na „warstwy make-up’u, włosy farbowane i wystylizowane na sposób, przy którym Mohikanie wyglądali konserwatywnie”. Owszem, wielu muzyków, wchodząc na scenę, odgrywa rolę kogoś innego, często włączając w elementy występu cechy, czy to ubioru, mowy czy zachowania, charakterystyczne dla płci przeciwnej. Nie jest to jednak szczególnym wyróżnikiem całego ruchu, lecz jedynie jednym z łatwiej zauważalnych elementów. Sama nazwa zwraca uwagę na to, co jest istotne – mianowicie na stronę „wizualną”. Może to być nie tylko ubiór odbierany jako kobiecy, lecz także, na przykład, wyjątkowo minimalistyczny. Dekoracje, choreografia, wygląd instrumentów. W dużym stopniu strona „wizualna” staje się częścią przeżycia, które w teorii jest stricte „audio”. Trudno jest ocenić, który zespół należy do nurtu visual kei, a który nie, bo przecież podobną filozofię reprezentuje wiele zespołów, nawet popowych, które nie mają z visual kei nic wspólnego. Można zatem przyjąć, że zespołem visual kei będzie każda grupa, która pojawia się w specjalnych magazynach o tematyce visual kei i jest członkiem wytwórni, promującej visual kei. W skrócie – visual kei to otwarta subkultura, do której może dołączyć każdy, kto się z nią w jakiś sposób identyfikuje.

X JAPAN - jeden z pierwszych zespołów visual kei

http://carlbegai.com

Rozwój visual kei nie był jednak usłany różami. Mimo że w międzyczasie zaczęło powstawać wiele różnych zespołów, z których wiele uznawanych jest teraz za kultowe, to pod koniec lat dziewięćdziesiątych, nurt dotknął poważny kryzys. X JAPAN próbowali wejść na rynek amerykański, ale zaliczyli sromotną porażkę – w 1997 ogłosili rozpad zespołu, a rok później samobójstwo popełnił gitarzysta hide. Niedługo później ze sceny odeszli LUNA SEA. MALICE MIZER, jeden z popularniejszych zespołów, powstałych na początku lat 90., którego twórczość przesiąknięta była gotycką i wiktoriańską estetyką, także postanowił pożegnać publiczność. Wszystko wskazywało na to, że to koniec. Niektórzy nazywają nawet pierwsze lata nowego millenium „epoką lodowcową”. Na szczęście, z tego lodu wykuła się nowa generacja zespołów, którym udało się zdobyć fanów także poza Japonią – pokolenie neo-visual kei. Najbardziej znane z nich to Dir en grey, D’espairsRay i the GazettE, ale w ciągu kilku lat visual kei zaczął przeżywać swoją drugą młodość, a na scenie zaczęło pojawiać się coraz więcej zespołów, które zaczęły się charakteryzować sporą różnorodnością zarówno w kwestiach stricte muzycznych, jak i estetycznych.

Alice nine - jeden z popularniejszych zespołów visual kei

To właśnie jeden z zespołów z nowej fali, Dir en grey, był iskrą, która rozpaliła we mnie fascynację Japonią. Pamiętam, jak trafiłam gdzieś w otchłani Internetu na jedną z ich piosenek i na początku byłam nią mocno skonfundowana. Było to coś tak innego, wręcz dziwnego, że nie miałam zielonego pojęcia, co o tym wszystkim myślę. Wracałam do niej co kilka dni i słuchałam znowu, lecz nieznane mi słowa zlewały się w jeden strumień. Na początku wydawała mi się ona chaotyczny, a z czasem zaczęłam dostrzegać w niej niewyobrażalne piękno. Doceniłam ją jeszcze bardziej kilka lat później, kiedy znalazłam tłumaczenie słów. O dziwo, piosenka ta w żaden sposób nie jest reprezentatywna, jeśli chodzi o twórczość Dir en grey ani visual kei w ogóle. Ale to od niej wszystko się zaczęło. Może „蟲 -mushi” Was też porwie, tak jak mnie, ponad dziesięć lat temu?

Mimo tego, że visual kei ewoluuje od dwóch dekad, zawsze znajdą się malkontenci, którym to nie do końca odpowiada. O dziwo, są to nie tylko fani, lecz także muzycy. To prawda, że visual kei ciągle re-interpretuje podobne wzorce – często trudno jest odróżnić od siebie niektóre zespoły. Jak to stwierdził jeden z producentów – „na każdym etapie część koloru się wypłukuje i zostajemy jedynie z odcieniami szarości.” Może coś w tym jest – kiedy przyjrzymy się kalendarium rozwoju całego nurtu i zaznaczymy na nim powstanie najbardziej wpływowych i popularnych grup, szybko możemy zauważyć między nimi wiele zależności. Związane jest to z popularnym zwyczajem, określanym przez krytyków jako „łańcuch roadie”.

Kim są roadie? W skrócie – osoba z personelu muzycznego, która pomaga zespołowi podczas koncertu z ustawieniem sprzętu i wszelkimi kwestiami technicznymi. Właśnie od takich zadań zaczynało wielu muzyków, którzy są teraz uważani za kultowe postaci  visual kei. Kyō, wokalista Dir en grey, był roadie dla Kuroyume (黒夢), jednego z pierwszych zespołów visual kei, a basista, Toshiya, dla PIERROT – bodajże jednego z najbardziej wpływowych zespołów w historii nurtu, który ostatnio powrócił na scenę po wielu latach przerwy.

Inni roadie Kuroyume utworzyli zespół Laputa, który był całkiem popularny w Nagoi. KAMIJO, wokalista kultowego LAREINE, później Versailles, był roadie dla wspomnianego wyżej MALICE MIZER, dlatego też wszystkie te grupy charakteryzują się podobnym gotycko-teatralnym wyglądem i tematyką, która jest mieszanką baśni, wampirów i opowieści z XVI-wiecznej Francji.

MALICE MIZER – Au revoir (Jeszcze za czasów, kiedy wokalistą był Gackt, który jest teraz jednym z najsłynniejszych gwiazd japońskiego popu)

Może właśnie to „kalkowanie” sprawia, że visual kei zdaje się przechodzić kolejną epokę lodowcową. Niektórzy muzycy nie boją się powiedzieć wprost, że visual kei, jaki znaliśmy do tej pory, być może przestał istnieć. Danchō, wokalista NoGoD powiedział w jednym z wywiadów, że visual kei przestał tak naprawdę istnieć jeszcze przed falą Neo-visual kei. Krytykuje on przy okazji swoich kolegów po fachu, którzy pogubili się w tym, czym visual kei jest naprawdę, zadając pytania pokroju „dlaczego muszę nosić make-up” i rezygnując z androgenicznego wyglądu, kiedy tylko zaczną odnosić sukces na większą skalę.

Czym zatem jest visual kei? Określiliśmy już, że jest to ruch na japońskiej scenie muzycznej, gdzie „wizualny” aspekt jest kluczowy. To, co powinno nas jednak najbardziej interesować, to nie suche definicje, ale to, jak rozumieją to sami muzycy. Dla YOSHIKIego z X JAPAN  visual kei „to coś na kształt nastroju, a nie stylu muzycznego” i „wolność opisywania siebie i wyrażania siebie”. KIRITO z PIERROT stwierdził kiedyś w wywiadzie:

Nadal nie uważam, że „visual kei” to nazwa gatunku muzycznego. Dla mnie jest on częścią większego obrazu, częścią rocka. Aspekt wizualny jest czymś, czym zespoły mogą się odróżnić od innych, albo przynajmniej tak to wyglądało dziesięć lat temu. Ostatnio wygląda to bardziej, jakby ludzie przebierali się w konkretny sposób, bo chcą być „visual kei”, bądź wyglądać „visual kei”. Robią to, by wyglądać jak inni, a nie żeby wyglądać inaczej”[2]

Wielu muzyków nadaje visual kei wręcz romantyczną definicję, określając go mianem „sposobu na życie”. Z drugiej strony, są także tacy, którzy nazywają go „niczym więcej niż ruchem na Japońskiej scenie metalowej podczas ostatnich 20 lat”[3]

Odstawmy jednak na chwilę definicję i spójrzmy na visual kei obiektywnie. Mimo że większość muzyków i fanów odcina się od popukultury i podkreśla wyjątkowość visual kei, w wielu kwestiach jest on podobny do reszty aktów muzycznych popularnych w Japonii. Marketing zespołów, dynamika na linii zespół-fani, styl muzyczny – w sporej mierze nie ma tutaj nic aż tak odkrywczego. Głównym celem zdaje się buntowanie przeciwko mainstreamowej estetyce, co dla wielu staje się (ponoć) jedynym sposobem na wyrażenie siebie.

Nie chcę się tutaj zagłębiać w skomplikowane mechanizmy rządzące sceną visual kei, ani w rolę, jaką pełni gender w całym ruchu. Bo w końcu – dlaczego muzycy, z których zdecydowana większość to mężczyźni, decydują się przywdziać na scenie stroje często przywodzące na myśl kobiece albo w ogóle androgeniczne? I dlaczego większość fanów to młode dziewczyny? Tym samym, istnieje tylko kilka kobiecych zespołów visual kei, którym udało zdobyć się choćby minimalną popularność, tak samo jedynie mały procent fanów stanowią mężczyźni – dychotomia ta obecna jest w każdym aspekcie visual kei, od fanów, poprzez muzyków, aż po producentów. Dlaczego to mężczyźni są muzykami, odgrywający na scenie rolę, wykraczającą poza stereotypową męskość, a kobiety-fanki często gubią na chwilę ograniczenia związane z kobiecością i przejmują inicjatywę. Z jakiego powodu słowa piosenek, które często zawierają elementy przemocy, gwałtu i rozpaczy i są tak dalekie od stylu kawaii promowanego jako ideał dziewczęcości, trafiają do kobiecej publiczności? Czy kobiety mogą coś zyskać, biorąc udział w visual kei jako konsumenci? A co z mężczyznami – czy faktycznie visual kei jest dla nich odskocznią i medium, przez które mogą wyrazić prawdziwego siebie? I czy visual kei faktycznie oferuje zarówno fan(k)om, jak i muzykom wolność, której nie zagwarantuje żadna inna subkultura?

Właśnie na takie pytania starałam się odpowiedzieć w mojej pracy licencjackiej. Odpowiadając na nie, przeanalizowałam cały nurt, starając się zawrzeć nie tylko element „cross-dressingu”, na który zwraca się uwagę na zachodzie. W końcu w Japonii nie jest to nic nowego – w teatrze kabuki to mężczyźni odgrywają role kobiece, tak jak w przedstawieniach teatru Takarazuka, kobiety odgrywają role męskie. W związku z tym visual kei nie szokuje nikogo w Japonii, tak jak w judeo-chrześcijańskiej Europie. Główne pytanie, na które starałam się odpowiedzieć to to, czy faktycznie dynamika gendervisual kei oferuje ucieczkę od sztywnych zasad społecznych? Japońskie społeczeństwo jest w sporej mierze nadal konserwatywne, jeśli chodzi o role odgrywane przez kobiety i mężczyzn. A może ta cała zabawa płcią to nic innego jak fasada i narzędzie marketingowe opracowane do perfekcji, czerpiące ze stereotypów związanymi z „kobiecością” i „męskością”?

Kaya, muzyk visual keiHizaki, muzy visual kei
© http://kaya-rose.com & http://jupiter.jp.net

W skrócie – w jaki sposób gender używany jest w visual kei? Z jakiegoś powodu zafascynowało to mnie dziesięć lat temu i nurtuje aż do teraz, nawet mimo tego, że oddałam już pracę. Im więcej o tym czytałam i zastanawiałam się nad tym, tym więcej w mojej głowie pojawiało się pytań niż odpowiedzi. Niestety w języku angielskim nie ma prawie żadnej literatury naukowej o visual kei – jest to nurt, który traktuje się bardzo po macoszemu. Sporo książek i artykułów poświęcono już mandze, anime, a nawet kulturze idoli, więc myślę, że przyszedł czas na włączenie do kanonu także visual kei. Nawet jeśli już nie słucham visual kei na okrągło tak, jak kiedyś – potrafię odpocząć od niego nawet przez kilka miesięcy – wracam często z sentymentem do zespołów, które sprawiły, że moja motywacja do nauki o Japonii stale rosła. Po pięciu latach japonistyki wygląda na to, że apetyt do nauki o tym kraju wcale nie maleje.

Nie wiem czy to ja się starzeję, czy może sam visual kei po prostu ewaluuje, ale zauważam, iż w wielu kwestiach także zaczynam podchodzić do visual kei z nutą krytycyzmu. Nie słucham prawie w ogóle nowych zespołów, bo nie odnajduję w nich nic oryginalnego. Wracam do coraz starszych grup, zasłuchując się zespołami, które były aktywne właśnie te 10 lat temu. Może to dlatego, że mam konkretne wspomnienia związane z danymi utworami i albumami. Wiele z nich kojarzy mi się z jakimś miejscem czy wydarzeniem z mojego życia. Chciałabym odnaleźć w nowej fali visual kei coś, co porwie dzisiejszych gimnazjalistów czy licealistów do tego, aby zainteresowali się „o co w tym wszystkim chodzi”. Ale nawet jeśli faktycznie visual kei wymiera (mam nadzieję, że nie!), przez ostatnie 20 lat przewinęło się przez nurt tyle wspaniałych zespołów, wydana została masa genialnych albumów, że nie wątpię w to, iż visual kei będzie inspirował, nawet jeśli zniknie z powierzchni ziemi.

Dir en grey - zespół z pogranicza metalu i visual kei

© www.direnrey.co.jp Dir en grey w 2015 roku

Może Was także zainteresuje? A nuż kogoś z Was zafascynuje ta idea i będzie chciał więcej? A może chcecie dowiedzieć się więcej na temat dynamiki gender, o tym jak to działa „od środka”, nawet jeśli nie wszystko jest takie piękne, jakbyśmy chcieli w to wierzyć? Jeśli macie jakieś pytania, sugestie na to, czego chcielibyście się dowiedzieć – czy coś bardziej naukowego czy na przykład poznać konkretne przykłady muzyki, która jest według mnie naprawdę dobra, dajcie znać. Zostawiam Was z jedną z piosenek mojego ulubionego zespołu (nadal aktywnego!). Trzymajcie się ciepło!

Matenrou Opera (摩天楼オペラ)  – ANOMIE

[1] Kōji Dejima 出嶌孝次, ‘Di(s)ctionary Number 13 – Visual Kei’, bounce 286, April 25, 2007, archived from the original on March 1, 2008, accessed November 16, 2014, http://web.archive.org/web/20080301175244/http://www.bounce.com/article/article.php/3419.

[2] ‘Interview with ANGELO’, JrockRevolution, November 24, 2008, accessed November 16, 2014, http://jrockrevolution.com/2008/11/webzine/interview-with-angelo-250.

[3] Akinori Katō, 加藤明典. ‘Visual Kei-no Idai Naru “Senkusha” Tachi’ 「ビジュアル系」の偉大なる“先駆者”たち [The great pioneers of visual kei], in Ongakushi-ga Kakanai J-Pop Hihyō 27 – X JAPAN to „Visual Kei” Kogane Dentō音楽誌が書かないJポップ批評 27 – X JAPANと「ヴィジュアル系」黄金伝説 [Review of J-Pop that is not written about in music magazines – X JAPAN and visual kei] (Takarajima-sha, 2003), 96.

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (27)

  1. Szalenie ciekawy wpis, bo choć nie interesuję się Japonią, to na psychologii interesowałam się tematyką gender. Jednak wtedy nikt nie mówił o istnieniu czegoś takiego jak Visual Kei. Generalnie fascynujące jest to jak dopracowana jest w tym nurcie kwestia wyglądu, stroju, całej otoczki. Patrząc na zdjęcia ciężko stwierdzić, że nie przedstawiają kobiet. Ja bym chętnie przeczytała Twoją pracę, ale również jestem ciekawa Twoich wniosków na temat dynamiki gender w tym nurcie.

    • Karolina

      Ale się cieszę, że ktoś uznał to za ciekawe! 🙂 Postaram się w takim razie napisać więcej o gender w visual kei, jak znajdę chwilę czasu. A ta perfekcja fascynuje mnie od dawna, zwłaszcza jak się doda do tego jeszcze często wymyślną choreografię, pełne symboliki słowa piosenek, specjalne sesje fotograficzne, projekty okładek, teledyski, itp. Oczywiście większość wieje nudą, bo jest niezwykle powtarzalna, ale są też grupy, które naprawdę mają wyjątkowy styl i nawet jeśli nie zawsze muzyka może komuś odpowiadać, to trzeba docenić konsekwencję w dopracowywaniu tych najmniejszych szczegółów, aby wszystko idealnie pasowało do jakiejś wymyślonej koncepcji. Sporo z nich jest dość kreatywna – jeden z muzyków np twierdzi, że jest wampirem i śpiewa głównie o klimatach żywcem wyjętych z Draculi, inni upierają się, że przylecieli z przeszłości, jeszcze inni mają tematykę medyczną, cosplayową, no naprawdę niektórzy przechodzą sami siebie 😀

      • Ciekawy jest aspekt wchodzenia w rolę. Jestem ciekawa, czy poza sceną również się przebierają i na co dzień wyglądają tak, a nie inaczej. Bo jednak wykreowanie takiego wizerunku wymaga czasu, zaangażowania i środków (o pomysłowości nie wspominając, bo jak sama zauważyłaś „przechodzą samych siebie”). A czy orientujesz się, czy w Polsce funkcjonuje coś w stylu Visual kei??

        • Karolina

          Poza sceną większość z nich wygląda naprawdę przeciętnie. Na scenie wyglądają jak damy dworu, ale jakbyś spotkała ich na ulicy, to większość z nich to po prostu chuderlawe chłopaki, którzy na co dzień mają zwykłą nudną pracę. Wiem, że istnieją w Europie zespoły zainspirowane visual kei, ale żaden z nich nie odniósł sukcesu. Wynika to pewnie z całkowicie innego podejścia do gender-crossing – to, co w Japonii nikogo specjalnie nie dziwi (w końcu w teatrze kabuki, uznawanym za jeden z najbardziej tradycyjnych form japońskiej sztuki, to mężczyźni, zwani onnagata, odgrywają żeńskie role), w kulturze chrześcijańskiej niestety dziwi i oburza.
          Ostatnio niestety nie jestem aż tak na czasie, bo większość ulubionych przeze mnie zespołów się porozpadało, a część muzyków poumierała.. Wiele nowych zespołów do mnie nie trafia, bo wydają mi się zbytnio cukierkowe albo znowu zbytnio death-metalowe, ale może się po prostu starzeję 🙂 W każdym razie, poszperałam chwilę i wygląda na to, że istniał przez chwilę japońsko-polski duet o nazwie Rose Mist, ale chyba się rozpadli, bo ich FB wygląda na martwy. (http://japonia-online.pl/article/93)

  2. Klaudia

    Jejku, jak niesamowicie cieszę się, że w końcu kwestia visual kei została poruszona! Wydaje mi się, że v-kei jakiś czas temu został zakopany pod dywan jeśli chodzi o kwestie „wewnętrzne” takie jak właśnie historia, takie, a nie inne powody wpływające na wygląd i brzmienie muzyki takie. Znalazłam w całym moim 7-letnim okresie interesowania się kulturą Azji wschodniej (głównie właśnie Japonią i Koreą Południową pod względem w społeczno-kulturowym) raptem kilka niekoniecznie dopracowanych artykułów na temat visual kei, ale nigdy do końca nie byłam w stanie doszukać się wszystkich informacji i odpowiedzi na nurtujące pytania. Wpis niesamowicie mi się spodobał, widać w nim dużo zrozumienia i obiektywności i niezmiernie cieszę się (powtórzenie!), że właśnie o takim temacie napisałaś swoją studencką pracę. Jestem pod wrażeniem, czekam na więcej, trzymam kciuki i życzę powodzenia! (:

    • Karolina

      Dawno dawno temu to właśnie dzięki visual kei wpadłam po uszy w Japonię i po prostu musiałam o tym napisać, pokazując innym, że o tym się da pisać na poważnie. Niestety większość wzmianek w Internecie to steki bzdur, zwłaszcza jeśli piszą je osoby, które nie znają japońskiego, pierwszy raz widzą coś takiego na oczy, ale muszą coś napisać, bo na przykład jakiś zespół vk przyjeżdża do Europy. Jeśli można zająć się naukowo piosenkami enka, karaoke czy AKB-48, to czemu nie napisać co nie co o visual kei? 🙂 Niestety informacji stricte na ten temat jest niewiele, nawet po japońsku. Oczywiście, są blogi, magazyny, ale są to bardzo subiektywne źródła, jako że są częścią skomplikowanej strategii marketingowej. Wydano 10 czy 15 lat temu jedną książkę z esejami na temat visual kei i gender w Japonii… i to tyle. Dlatego postaram się jeszcze o tym co nie co napisać 🙂 Jeszcze raz dzięki za miłe słowa! ♡

  3. 9 lat temu (ale ten czas leci) napisałam magisterkę na temat Visual kei i całego Street fashion w Japonii. Znalezienie wtedy jakichkolwiek materiałów graniczyło z cudem. 🙂 W każdym razie ciesze się, że jeszcze ktoś naukowo interesuje się tym tematem.

    • Karolina

      Wow, super! Ja akurat skupiłam się w mojej pracy na dynamice płci i sposobu, w jakim gender play jest używany przez przemysł muzyczny, w tym przypadku visual kei. Cieszę się jednak, że ktoś pisał o tym wcześniej, zwłaszcza że pod innym kątem. Pod kątem ilości materiałów zapewne nie wiele się zmieniło… Kiedy mieszkałam w Tokio, spędziłam niezliczoną ilość godzin w sklepach z używaną muzyką i książkami, grzebiąc w starych magazynach, szukając artykułów, wywiadów, wypowiedzi. Potem oparłam się też sporo na anglojęzycznych opracowaniach innych gatunków muzycznych na scenie muzycznej, np. enka czy hip-hopu, nie wspominając już o całej masie antropologicznych badań, teatrze Takarazuka, kabuki, itp. 😛 Jednakże rzeczy stricte o visual kei było naprawdę niewiele, głównie jakieś stereotypowe wzmianki. Szkoda, że więcej się o tym nie pisze, bo to naprawdę ciekawy temat! 🙂

  4. Michiro

    Dzięki za wpis, zdecydowanie mogłabyś go rozszerzyć, nadal czytałoby się z przyjemnością.
    Czy będzie można jakoś przeczytać Twój licencjat?

    • Karolina

      W takim razie napiszę w najbliższej przyszłości więcej na ten temat 🙂 Nie planowałam dzielić się ze światem moim licencjatem, zwłaszcza że jest po angielsku, ale większość z ciekawszych informacji planuję zawrzeć w przyszłych postach o visual kei.

  5. Z wielką radością przeczytałam Twój wpis i z niecierpliwością czekam na więcej!
    Dosłownie 2 tygodnie temu, słuchając internetowego radia japońskiego z j-rockiem, trafiłam na utwór X JAPAN „I.V”… i przepadłam. Jestem oczarowana i zachwycona ich twórczością. Zakochałam się również w The Gazette i staram się poznawać coraz więcej zespołów visual kei.
    Ja swoją przygodę z Japonią dopiero rozpoczynam (jakieś 2 miesiące temu obejrzałam Hellsing, a potem wszystko potoczyło się bardzo szybko: kilkanaście obejrzanych anime, kilka przeczytanych mang, pójście na konwent, poznawanie kultury Japonii , teraz visual kei; kręci mnie też nauka japońskiego, ale ciągle się waham).
    Dziękuję za ten post. Podziwiam Cię za to kim jesteś i życzę wszystkiego najlepszego!
    Serdecznie pozdrawiam

    • Karolina

      Wielkie dzięki za komentarz! Niezmiernie się cieszę, że spodobała Ci się twórczość X JAPAN. Przyznam szczerze, że nigdy nie byłam ich wielką fanką, ale „I.V.” jest naprawdę świetną piosenką. Mają też całkiem fajne ballady!
      Nigdy nie byłam wielką fanką anime ani mang, więc akurat w tej kwestii nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Na konwencie też nie byłam ani razu 😛
      Jeśli będziesz miała jakieś pytania a propos kultury Japonii, japońskiego, visual kei, pisz na maila wkrainietajfunow@gmail.com, z chęcią Ci coś polecę!
      Dziękuję za miłe słowa ♥ Planuję napisać niebawem więcej o visual kei – w końcu pisałam o tym pracę licencjacką!
      Pozdrawiam,
      Karolina

  6. Świetny wpis! Bardzo lubię zagłębiać się w visual kei, więc ten wpis w sam raz mi podszedł i przy okazji skłonił do posłuchania starych visualowych zespołów, których dawno nie tykałam. Przyznam, że dzięki tobie po raz pierwszy posłuchałam ROMANESQUE od BUCK-TICKa i jestem zachwycona *-* Sporą ciekawostką była dla mnie kwestia roadie, o których wspomniałaś. Mam nadzieję, że zdecydujesz się napisać coś jeszcze o visual kei. Może coś w oparciu o twoją pracą licencjacką? Temat wydaje się bardzo ciekawy :3

    • Karolina

      Planuję napisać jeszcze kilka postów o visual kei właśnie w oparciu o moją pracę licencjacką 🙂 Jak znajdę chwilę czasu to z pewnością się za to zabiorę!

  7. Visual kei, mam wrażenie, to dziecko hair metalu i shoujo mangi 🙂 To prawda, że dziś wiele zespołów ucieka w różne extrema, choćby ostatnio Deviloof. Odbieram to jako przejaw ewolucji i tym samym zdolności do adaptacji, żeby nie powiedzieć ekspansji stylu na nowe tereny (jak metalcore vide Nocturnal Bloodlust). Każda dziedzina sztuki ma swoje odgrzewane kotlety i to motywuje do poszukiwań, niektórych z lepszym, innych z gorszym efektem. Mimo że przy wielu utworach więdną mi uszy, to od czasu do czasu trafiam na perełki, dla których warto było przez to ‚przebrnąć’, bo zostają ze mną na lata. Sam nurt niejako nauczył mnie dystansu do pewnych zjawisk. Teatralny wizerunek nie równa się przerostowi formy nad treścią (Moi dix Mois), a bądź co bądź produkt dla młodocianej publiki może robić dobrą muzykę (AvelCain, choć wprawione w boju uszy tudzież oczy wychwycą nienachalne wpływy 蜉蝣).

    • Karolina

      Nie ogarniam niestety tego, co się wydarzyło w visual kei w ciągu ostatnich kilku lat :/ To prawda, że nurt uczy jednak „dystansu do pewnych zjawisk”. Twój komentarz zainspirował mnie do posłuchania Kagerō – bardzo dawno nie słuchałam japońskiej muzyki, nie mówiąc już o vk!

  8. no i tym oto postem skradłaś serce moje *.*
    a blog idzie na główną 🙂
    nie mogę tylko przeboleć, że nie wymieniłaś moich największych mentorów czyli Dead End..wiem, że temat visual kei można drążyć i drążyć i nie dosięgnąć dna, ale są to jedni z najczęściej pomijanych przedstawicieli choć wkład mieli przeogromny w rozwój vk 🙂
    tak czy siak, opisane pięknie, cały blog naprawdę godzien uwagi, kopalnia inspiracji i ciekawostek, będę zaglądać codziennie, bo jest co czytać 😀

    • Karolina

      O, dziękuję za tyle komplementów <3 Planuję napisać jeszcze co nie co o visual kei - w końcu pisałam o tym pracę licencjacką 🙂 Mam nadzieję, że reszta wpisów też się spodoba!

      • Kobito…Tyś mi z nieba spadła! Japonia, visual kei, weganizm…idealne combo 😀

  9. Ensalev

    Ciekawe, strasznie ciężko było mi znaleźć jakąś rodzimą stronę, która okazałaby zainteresowanie kulturą vk. Ja dotarłem do tej subkultury w absolutnie przypadkowy sposób. Sam jestem raczej fanem ciężkiej, metalowej muzyki. Przez przypadek natrafiłem na punkowy zespół o szlachetnej nazwie: „∀NTI FEMINISM”. Kiedy jak zwykle słuchałem swego ukochanego hałasu, pogrążony w gniewie i mroku zobaczyłem na serwisie youtube w proponowanych właśnie „∀nti Feminism”. Zaintrygowała mnie ich nazwa i to odwrócone „A”. Gdy włączyłem filmik urzekł mnie chwytliwy riff i zaskoczył dziwaczny image zespołu, gdzie większość członków (oprócz wokalisty) to „kobiety”. Oglądałem wideo kilka razy, szukałem innych utworów tego wykonawcy i dopiero po czasie dotarło do mnie, że to są faceci przebrani za babki. Ten utwór to „Sodai Gomi”, nadal nie mam bladego pojęcia co to oznacza, o czym jest tekst, ale nadal jest to jeden z moich najulubieńszych tworów tego artysty (bo należy dodać, że jedynie Kenzi jest stałym członkiem projektu Anti Feminism, reszta to muzycy sesyjni, których było, jak dotąd podobno… ponad 200?!). I tym sposobem, za pośrednictwem prawdopodobnie najbardziej szalonego zespołu vk (Kenzi jest znany ze swoich szalonych pomysłów na koncerty, od zakładania plastikowej głowy świni i rzucanie petard, po podpalanie się na scenie, rzucanie na gwoździe i wynajmowanie wrestlera, który prezentuje na nim samym swoje chwyty) zacząłem poznawać bardziej łagodne, ale moim zdaniem równie ciekawe zespoły pokroju vk.

    • Karolina

      „Sodai gomi” to „wielkogabarytowe śmieci” 😀 Byłam na koncercie ANTI FEMINISM kilka lat temu i to była najbardziej szalona impreza w moim życiu. W skrócie – Kenzi rzucał świetlówkami i się w nich tarzał, połykał jakieś pochodnie, a przy tym wszystkim darł się w niebogłosy. Dawno już ich nie słuchałam, ale chyba sięgnę do ich albumu, który mam gdzieś na półce!

      • Ensalev

        Hahaha, jednak dobry z niego świr 😀
        Gościu siedzi też na perkusji w The Dead Pop Stars – coś na kształt mieszanki punk rocka, popu, hard rocka i… czasem thrash metalu? Szkoda, że dziś zmienili stylistykę na stricte pop-balladową. Był też perkusistą Kamaitachi – wg mnie ciekawe połączenie punka, hard rocka i tego całego cukru (do zdjęć pozowali z plastikowymi samochodzikami, zabawkami itd). No i na sam koniec współtworzył projekt Sister’s No Future, chyba najdziwaczniejszy.

        Bardzo podoba mi się też zarówno image jak i muzyka The Piass, grają ostro, ale wg mnie wyróżniają się brzmieniem, w porównaniu do innych japońskich zespołów. W pierwszym składzie grali coś jak (znowu) mix punkola z hard rockiem, potem śmierć 2 członków (podobno podczas kręcenia klipu, skoczyli z mostu… i na tym się skończyło) i samobójstwo basisty. Są opinie, że dzięki tej „fali śmierci”, jaka dotknęła zespół, zrobiło się o nich głośno w późniejszych latach, ale po tym wydarzeniu zmienili stylistykę i image na bardziej ostry, dosadny, przepełniony czerwienią i moim zdaniem to jest czynnikiem mocno ich wyróżniającym. Co do samych zespołów problem z ich popularnością wg mnie jest taki, że po prostu oni nie umieją czy nie chcą być pomowanymi lub promować innych (a może są aż tak nieśmiali?). Rzeczywiście ciężko, żeby te przebieranki przyjęły się dobrze w Europie czy Ameryce w gronie szerszym, niż nastoletnich dziewczyn (chociaż Marlyn Manson osiągnął dosyć duży komercyjny sukces).
        Nie wiem czy warto importować wszystkie zespoły, ale szkoda mi takich właśnie zespołów jak The Piass i Anti Feminism, bo te 2 wg mnie mają spory potencjał. Z resztą AF zagrali kilka koncertów w Hollywood i podobno się nieźle przyjęli. No coż, ja mogę jedynie ponarzekać 🙂

  10. Krzysztof Nosal

    ja mam styl visual kei i każdy mi dokucza z powodu wyglądu a zwłaszcza kobiety śmieją się ze mnie i dokuczają mi nie wiem co mam zrobić może ty mi doradzisz jestem bardzo żyty z kulturą japońska nic tylko azjatyckich piosenek słucham i marze żeby założyć zespół visual kei i szlifuje swój głos żeby był ładniejszy do śpiewu może mi się uda kto wie

  11. Anomie ^^ rowniez dzieki tej piosence zainteresowalam sie zespolem, artykul mega ciekawy ale chcialabym sie dowiedziec czegos wiecej wlasnie tego „dlaczego” czlonkwie zespolow visual kei wlasnie tak sie zachowuja, jak kobiety, makijaz, ubrania itd, gender w visual kei, starsznie ciekawi mnie ten temat 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *