Valletta, czyli miasto wielkiego mistrza

Na Maltę wybierałam się od dawna. Pamiętam, jak jeszcze przed maturą pojawił się pomysł, żeby pojechać tam na moją pierwszą wyprawę bez rodziny. Kupiłam przewodnik, zrobiłam pobieżny plan tego, co chcę zobaczyć. Ale jak to w życiu bywa – zamiast na Malcie wylądowałam w Lizbonie. I wyszło super, bo pobyt w Lizbonie wspominam do dziś. Tak opowiadałam potem o Lizbonie, że kilka lat później zaciągnęłam tam rodziców, którzy też pewnie z chęcią by tam jeszcze wrócili. No i Malta zeszła na dalszy plan. Na studiach już po pierwszym roku wylądowałam w Japonii, a w każde kolejne wakacje planowałam kolejny pobyt w Kraju Kwitnącej Wiśni. A Malta czekała i czekała. W międzyczasie na Maltę pojechała siostra i wróciła zachwycona, więc nie mogłam się doczekać, kiedy i ja tam w końcu dotrę. Wreszcie stwierdziłam, że jak nie kupię lotów, to znowu zaraz wyląduję w Azji, więc kilka miesięcy temu, nie zastanawiając się dłużej, kupiłam bilety i zaklepałam hotel… I po kilku latach czekania, nareszcie znalazłam się na mojej wymarzonej Malcie!

Oczywiście w międzyczasie zdążyłam zgubić mój przewodnik z pozaznaczanymi atrakcjami… Nie mam pojęcia jakim cudem, ale jakoś zgubił się w momencie, kiedy oddawała mi go siostra (co zresztą dobrze pamiętam). Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – zostałam „zmuszona”, aby szybko kupić przewodnik w wersji elektronicznej, po czym czytać go w drodze na lotnisko i w samolocie. Zamiast polegać na planie sprzed wieków, na spokojnie doczytałam sobie wszystko, co mnie interesowało i przypomniałam sobie także co nie co z maltańskiej historii.

valletta15

Pierwszego dnia nie zrobiłam wiele, poza spacerem po okolicy i nacieszeniem się słońcem. Jednakże następnego dnia, od razu po śniadaniu, wybrałam się w stronę stolicy. Nie ma ona wiele wspólnego ze standardowym wyobrażeniem stolicy – Valletta to miasto miniaturowe, długie na kilometr i szerokie na 600m. Dlatego cały dzień spędziłam, kręcąc się po uliczkach, przesiadując na placykach i zwiedzając niemalże każdy zakątek tego pięknego miasta.

valletta12

valletta50

Już panorama Valletty widziana z promu ze Sliemy zapowiadała, że klimat miasta będzie naprawdę niesamowity. Wszyscy turyści rzucili się na aparaty, lecz ja postanowiłam pomartwić się dokumentacją tego widoku w drodze powrotnej. Teraz chciałam po prostu posiedzieć w słońcu, które już śniło mi się w Anglii i podziwiać widok na spokojnie. To, co nadaje miastu uroku, to fakt, że jest ono bardzo jednolite architektonicznie. Niewiele zmieniło się od wybudowania miasta w XVI i XVII wieku przez joannitów. Nazwa miasta pochodzi od nazwiska mistrza zakonu w tym czasie – Jean Parisot de La Valette.

valletta30

Od razu po wejściu do miasta, rzuca się w oczy to, jak bardzo jest ono przemyślane. Miasto nie powstawało naturalnie przez wieki, lecz zostało budowane w bardzo krótkim okresie czasu. Projekt zlecono Francesco Laparelliemu, który szkolił się u Michała Anioła. Ulice przecinają się pod kątem prostym, prostopadle do morza, aby swobodnie przepływała przez nie morska bryza. Budynki są na tyle wysokie, aby oferowały cień, nawet w południe. Wybudowano mury i fosę, która otoczyła miasto. Mimo że część uliczek to tak naprawdę schody, zostały one od razu wybudowane na tyle płaskie i długie, aby można było na nich przejechać w razie potrzeby konno.

valletta24

Spacerując sobie powoli po jednej z ulic leżącej na osi północ-południe, naszła mnie nagle myśl, że górzyste uliczki nie są wcale tak inne od tych… w San Francisco. Ciągnące się w nieskończoność rzędy zaparkowanych samochodów w cieniu kamienic. Najwidoczniej podobne rozwiązania sprawdzają się po obu stronach oceanu!

valletta16

Jedną z głównych atrakcji miasta są kościoły – nie ma chwili, żeby nie napotkać jakiegoś na swojej drodze. Naoglądałam się w życiu już naprawdę dużo kościołów różnej maści, dlatego też zdecydowałam się zobaczyć tylko jeden – Konkatedrę Świętego Jana. Wybudowano ją naprawdę szybko, bo w pięć lat (!), między 1573 a 1578. Na szczęście zrobiono to na tyle porządnie, że budowla nadal stoi i się wspaniale prezentuje. Pewnie część z Was zastanawia się co to jest ta cała „konkatedra”. Otóż dawno temu stolicą była Mdina, znajdująca się bardziej w centralnej części wyspy, w której znajdowała się już katedra. W XIX wieku papież wydał dekret stanowiący, iż kościół Świętego Jana w Vallettcie zostanie wyniesiony do tej samej rangi, co siedziba arcybiskupa w Mdinie. I stąd wzięło się to nieszczęsne „kon” (o dziwo, konkatedr jest sporo także w Polsce, nie miałam o tym pojęcia).

valletta32

Patrząc na kościół z zewnątrz, nie przypuszczałam, że w środku znajdę się niemalże w skarbcu, kipiącym złotem. Fasada wygląda dość niewinnie – teraz jest akurat w remoncie, ale boczne wejście także nie sugeruje w żaden sposób, iż wnętrza są wręcz ich przeciwieństwem. Jeśli musiałabym wytłumaczyć komuś, na czym polega barok, zaprowadziłabym ich właśnie do tej konkatedry. Złote zdobienia, złote sufity, złote żyrandole. Jednak to, co najbardziej ciekawe, znajduje się… pod stopami. Cała podłoga katedry pokryta jest marmurowymi grobowcami zakonników – wiele z nich jest misternie wykończonych wzorami zainspirowanych tematyką śmierci. Najbardziej spodobało mi się chyba to, że nie są one pokryte złotem czy drogimi kamieniami, lecz są istną mozaiką różnokolorowych kamieni, ułożonych w piękne wzory (jeśli założymy, że szkielet z kamienia może być uznany za coś pięknego).

Gdyby jednak znudziło kogoś patrzenie pod stopy, kościół jest pełen dzieł sztuki na ścianach czy suficie. W katedrze znajduje się osiem kaplic; każda z nich symbolizuje jeden z „języków” zakonu: angielski, niemiecki, owernijski, prowansalski, francuski, aragoński i kastylijski. Ja po kilku minutach pogubiłam się, która kaplica odpowiada za co, przytłoczona nadmiarem zdobień. Przeszłam je w miarę powoli, z jednej strony zafascynowana tym przepychem, a z drugiej strony, czując się wśród setek rzeźb, obrazów i innych zdobień wręcz klaustrofobicznie.

Zamiast kluczyć po kapliczkach, warto przystanąć na chwilę w głównej nawie i popatrzeć w górę (gdyby znudziło się Wam podziwianie podłogi). Znaczna część malowideł na suficie to dzieło Mattia Preti. Co ciekawe, malował je on od razu na suficie i ścianach, mimo że dość popularne było przygotowanie ich najpierw w swoim studio, po czym przytwierdzenie na miejsce

valletta35

Z głównej nawy prowadzą drzwi do oratorium, które było kiedyś zarezerwowane jedynie dla najważniejszych zakonników. Główną atrakcją jest w nim słynny obraz Caravaggia, „Ścięcie św. Jana Chrzciciela”. Dopiero po doczytaniu przewodnika, dowiedziałam się, że Caravaggio nie znalazł się na Malcie całkowicie dobrowolnie. Uciekał on przed wyrokiem kary śmierci, który otrzymał po tym, jak zabił w Rzymie człowieka. Udał się on w tułaczkę i niedługo potem dotarł na Maltę. Obraz jest ogromny, czego nie spodziewałam się w ogóle, bo do tej pory widziałam go jedynie w podręcznikach czy w Internecie. Dlatego aż mnie wgięło, kiedy stanęłam przed nim, bo zajmował całą ścianę i zdawał się przytłaczać całe pomieszczenie. Jest to także jedyny obraz podpisany przez malarza. Na ścianie obok wisiała tablica, tłumacząca, gdzie dokładnie można ujrzeć ten podpis, ale albo jestem ślepa, albo trzeba naprawdę wejść na wyższy poziom podświadomości, żeby go dojrzeć.

valletta64

Caravaggio – „Ścięcie św. Jana Chrzciciela”, 1608

Po jakiejś godzinie patrzenia się na dzieła sztuki, malowidła, rzeźby i inne zdobienia, zapragnęłam znaleźć trochę zieleni. Wybrałam się zatem do Ogródów Barakka – najpierw do tego „dolnego”, zwanego po maltańsku Il-Barrakka t’Isfel. Widok na zatokę jest z niego po prostu nieziemski. Oprócz tego można schować się w cieniu, popatrzeć na piękne kwiaty – czy trzeba czegoś więcej?

valletta2

valletta3

Następnie przyszedł czas na spacer do drugiej części ogrodu, zwanej „górnym”. Mimo że logika podpowiada, iż ogrody te powinny się znajdować obok siebie, albo też nad/pod sobą, wcale tak nie jest. Wybrałam się zatem na spacer, trochę dookoła, w stronę Górnych Ogrodów Barakka. Usiadłam sobie w mini kawiarence na terenie ogrodów, zamówiłam kawę z lodem i zabrałam się do wypisywania pocztówek z widokiem na tak zwane „Trzy Miasta” po drugiej stronie zatoki. Całkowicie przypadkiem dowiedziałam się, że o 16 będzie salwa z armaty z tarasu poniżej a było to tuż tuż, więc podeszłam do barierki, przy której tłoczył się już mały tłum i…

valletta54

Teraz już wiem, skąd biorą się dziwne huki kilka kilometrów dalej, które słychać nawet z mojego hotelu. Pierwszego dnia, jeszcze zmęczona podróżą i niewyspana, miałam niezłą zagwozdkę, o co chodzi z tymi dziwnymi hukami, nieważne czy rano, w środku dnia, czy w nocy. Wygląda na to, że Maltańczycy lubują się nie tylko w fajerwerkach (autentycznie widzę jakieś kilka razy dziennie), ale także w strzelaniu z armat. No cóż – każdy ma swoje hobby.

valletta52

Wracając z ogrodów, jakoś nie miałam już ochoty na przesiadywanie w słońcu, więc wybrałam się na spacer wzdłuż głównej ulicy miasta – Triq ir-Republika – na której, o dziwo, nie ma co chwilę jakiejś górki. Niedaleko południowych murów znajduje się nowy budynek parlamentu, który został oddany do użytku dopiero kilka miesięcy temu, w maju. Mimo że wielu Maltańczykom niespecjalnie przypadł on do gustu, mnie się całkiem projekt Renzo Piano podoba. Rozumiem jednak mieszkańców Valletty, którym nie podobał się wydatek prawie 100 milionów euro na nowy budynek parlamentu, zwłaszcza że w okolicy znajduje się sporo pałaców, które mogłyby być przystosowane do tej roli, jak sugerowali niektórzy krytycy. Nie znam się zbytnio na architekturze, ale mnie budynek z wapnia przywiezionego z wyspy Gozo się całkiem podoba i według mnie całkiem dobrze wtapia się on w historyczne budowle w podobnej kolorystyce.

valletta18

valletta19

Niestety, szwendając się po tych wszystkich zakątkach, kryzys kłuje w oczy i to bardzo. Na niektórych uliczkach zamknięta jest większość witryn. Tam, gdzie kiedyś tętniły życiem kawiarnie czy sklepiki, teraz wieje pustkami. W centrum kawiarnie i restauracje pełne turystów, ale już bliżej portu panuje istna proza życia. Nie jest tak, że bieda piszczy tak, jak miejscami chociażby w Marrakeszu. Ale da się odczuć, że centrum Valletty trochę zamiera. Zresztą, to nic dziwnego – to samo dzieje się na całym świecie, na przykład w Warszawie. To, co mnie zszokowało kilka miesięcy temu po wizycie w polskiej stolicy, staje się na świecie normą. A szkoda, bo z chęcią zobaczyłabym uliczki w Vallettcie w wersji tętniącej życiem, a niekoniecznie jedynie pełne stojących samochodów i sennie wyglądających z okien pań.

valletta22

Nie zmienia to jednak faktu, że miasto mi się bardzo spodobało. Nie wiem czy wytrzymałabym tam dłużej niż dzień, bo autentycznie nie ma tam zbyt wiele do roboty, chyba że kogoś fascynuje odwiedzenie każdego kościoła na malutkim półwyspie. Valletta została obwołana Europejską Stolicą Kultury 2018, więc podejrzewam, że w najbliższych latach będzie się w niej dziać coraz więcej. Oby tak faktycznie było – bo miasto już ma w sobie magię, jeśli mu czegoś brakuje, to tylko odrobiny energii, lecz nie tylko tej dla i od turystów.

valletta62

Wczesnym wieczorem, po leniwym spacerze dookoła miejskich fortyfikacji, udałam się powoli w stronę zatoki St. Julian’s, gdzie znajduje się mój hotel. Valletta wyglądała przepięknie z nabrzeża w Sliemie, czyż nie?

valletta20

Pozostałość po dawnych torach – teraz na Malcie (niestety) nie jeżdżą już pociągi

valletta61

Widok na Sliemę

Jeśli byście kiedykolwiek potrzebowali zachęty, żeby odwiedzić Maltę, spójrzcie tylko na panoramę stolicy! Dodajcie do tego masę słońca i udane wakacje murowane. Taki widok tylko mnie nakręcił przed kolejnymi wypadami w różne miejsca, z którego słynie to małe, jednakże piękne, państwo.

valletta63

Zapierająca dech w piersi panorama Valletty

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (16)

  1. Na mnie tez Malta czeka i czeka 😉 Tak planuje i planuje, poki co mam daleko wiec odkladam, ale zachecilas mnie tymi zdjeciami 😉 Wlasciwie to patrzac na zdjecia to przypomina mi Lizbone, moze przez te balkony?

    • Karolina

      Niedługo pojawi się więcej wpisów o Malcie, więc może cię jeszcze bardziej zachęcę 😀 Może faktycznie troszkę przypomina Lizbonę, ale przyznam szczerze, że nie ma w Vallettcie takiej pozytywnej energii, jak w portugalskiej stolicy… A szkoda, bo potencjał jest. Odebrałam jednak Maltańczyków jako ludzi z rezerwą, nie wspominając o gburowatości większości obsługi hoteli czy restauracji. W Portugalii na odwrót – wszędzie ludzie się uśmiechali, nie było z niczym problemu i jakoś tak od razu się lżej na duszy robiło 😛

  2. Przyznam że nigdy mnie jakoś Malta nie pociągała, ale muszę przyznać że odrobinę zmieniłam zdanie 😉

    • Karolina

      Super! Na pewno warto ją odwiedzić, ale przez to że to malutkie państewko, po tygodniu już powoli kończy się lista rzeczy do zobaczenia 😀

  3. Malta przyprawia mnie o jeden z syndromów turystycznych. Na tej malutkiej wysepce znalazłem się przypadkiem i zakochałem. Mam cichy plan zamieszkać tam na starość 🙂

    • Karolina

      Mnie się po tygodniu Malta wydała troszkę klaustrofobiczna, ale na krótki wypad całkiem mi to odpowiadało 😛 Nie wiem jednak, czy chciałabym tam zamieszkać na starość, ale życzę Ci powodzenia w realizacji tego planu! 🙂

  4. Od razu przypomniało mi się Corfu Town. Na pierwszy rzut oka dostrzegłam tu mnóstwo podobieństw- wyspiarskie miasto usłane jasnymi kamienicami, nieco zdewastowanymi. Z tym przyjemnym klimatem starego, ale uroczego miasta. Na pewno musi być tam bardzo przyjemnie (na Korfu mi się bardzo podobało, szczególnie właśnie stolica), ale Maltę zostawię sobie na jakiś weekendowy wypad 🙂

    • Karolina

      Na Korfu miałam lecieć przy okazji Albanii, a potem bałkańska wyprawa została odłożona w czasie… Kiedyś jeszcze tam wpadnę, bo maltańskie klimaty mi całkiem przypadły do gustu. Chociaż przyznam, że gdybym miała polecać Maltę, to właśnie na jakiś dłuższy weekend 🙂

  5. Wróciły mi wspomnienia z zeszłorocznego, rocznicowego wyjazdu. Stolica Malty mnie absolutnie urzekła, przemiłe miasto!

  6. Cudowne jest to połączenie architektury arabskiej z europejską śródziemnomorską. No i jakoś tak przypomina mi trochę Teneryfę momentami…

  7. Karolina jestem pod wrażeniem Twojej relacji. Wciąga i przedstawia fakty w interesujący sposób wzbogacając wiedzę. Cieszę się, że trafiłam na Twoją stronę. W gąszczu blogów i mnogości tekstów odnalazłam ten dobry. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *