Comino, czyli nad Błękitną Laguną

Obiecałam sobie, że pobyt na Malcie będzie totalnym relaksem – będę się wysypiać, najadać bez stresu i kąpać się w morzu. Nie wytrwałam w moim postanowieniu długo. Pierwsze pół dnia po przyjeździe można by uznać za totalny luz. Kolejnego ranka wybrałam się do Valletty, tłumacząc sobie, że przecież muszę zobaczyć stolicę i że przecież mam jeszcze tydzień na totalny luz. Ale… ja naprawdę nie potrafię wypoczywać w konwencjonalnym wydaniu. Po dziesięciu minutach bezczynnego leżenia nosi mnie niemiłosiernie, więc wakacje all inclusive i plażowanie od rana do nocy są moim najgorszym koszmarem.

Zatem nikogo nie zdziwi pewnie fakt, że drugiego dnia na Malcie wstałam o świcie i pierwsza w całym hotelu jadłam śniadanie. Niewiele później, bo jakoś przed 8, byłam już w autobusie w stronę końca wyspy – portu Ċirkewwa. Nie przejęłam się zbytnio faktem, że autobus jechał 1.5 godz, mimo że w rozkładzie napisali, że cała podróż zajmie jakieś 40 kilka minut… To nieważne; tak długo, jak jestem w drodze, czas jakby staje w miejscu.

Po podróży wzdłuż morza i wdrapaniu się przez autobus na kilkanaście niezłych górek (kilka razy miałam wrażenie, że nie da rady), przyjechałam na zachodni kraniec Malty. Ledwo wyczołgałam się na zewnątrz, a już otoczyła mnie grupa nawoływaczy. „Comino? Tanio!”, „U mnie taniej!”, „Najtaniej!”, „Taxi? Może taxi?”. Podziękowałam w duchu, że nikt mnie przynajmniej nie ciągnie siłą za rękę tak, jak miało to miejsce w Marrakeszu. Udałam się za grupką ludzi, którzy także chcieli zobaczyć Comino, najmniejszą z zaludnionych wysepek w Maltańskim archipelagu (jeśli można uznać 4 osoby za porządną populację…)

Pamiętam, jak dawno temu zobaczyłam zdjęcie słynnej Niebieskiej Laguny u wybrzeży Comino i aż zaparło mi dech w piersi. Obiecałam sobie, że tam kiedyś pojadę. Niestety na podobny pomysł wpadły tysiące turystów. Na samym początku nie przejęłam się tym zbytnio, ponieważ widok na Comino z łódki był cudowny. Nigdy w życiu nie widziałam tak czystej i tak jaskrawie niebieskiej wody. Mimo że było jeszcze wcześnie rano, przy lagunie panował totalny rozgardiasz. Leżaki postawione na pomoście, na wąskim nabrzeżu, na ścieżce, na schodach, na skałkach i wynajmowane na godziny za jakieś nieludzkie pieniądze. Ludzie układający się między nimi, żeby zaoszczędzić te kilka euro i ci, którzy skusili się na leżaczek, depczący po tych pierwszych. Ale i tak w porównaniu do tego, co zastałam tam kilka godzin później, panował tam relatywny spokój.

comino25

comino39

Nie miałam zbytniej ochoty na poranną kąpiel, więc wybrałam się na spacer dookoła wyspy. Na szczęście nikt inny nie wpadł na ten pomysł. Nie do końca rozumiem, jaka jest frajda w pluskaniu się w malutkiej lagunie z setką innych turystów… Jednakże chyba byłam odosobniona w swoim postanowieniu, ponieważ na szlaku nie spotkałam prawie nikogo, poza zagubioną parą drepczącą niepewnie po wąskiej kamiennej ścieżce w piankowych japoneczkach. Wystarczyło odejść od zatoki i otaczających ją vanów z „jedzeniem” a la odmrażane bagietki i… cisza. Z jednej strony wyspa Gozo, z drugiej Malta, a na wprost szutrowa droga i ciągnące się wzdłuż niej krzewy z pięknymi kwiatami.

comino26 comino27

comino29

Trasa dookoła wyspy nie jest jakoś specjalnie oznaczona, ale trzeba mieć naprawdę specjalne moce, żeby się na niej zgubić. Szłam „na azymut” z nadzieją na znalezienie jakiejś bardziej zacisznej zatoczki. Po jakimś czasie dotarłam na drugi koniec wyspy, gdzie znajduje się mały hotel i przylegająca do niego plaża. Niestety nawet tam już od rana wariowały dzieciaki, a ich rodzice smażyli się w słońcu, totalnie ignorując swoje pociechy. Średnio podobała mi się wizja przesiadywania tam, więc usiadłam na skale kilkanaście metrów dalej i patrzyłam spokojnie na morze, zajadając się wcześniej kupionymi owocami.

comino32 comino33 comino34 comino31

Dawniej znajdowała się w tej okolicy mała wieś, lecz teraz z domów zostały jedynie ruiny. Na skraju stoi mały kościółek, który nie wiem czemu, ale jakoś mnie zauroczył. Nie mam pojęcia, jak wyglądał w środku, ponieważ był zamknięty na cztery spusty, lecz z zewnątrz skojarzył mi się z istną sielanką i końcem świata. Dopiero później, doczytując przewodnik, uświadomiłam sobie, że to nie byle jaka kapliczka. Wybudowano ją w 1618 roku, niedługo po przybyciu joannitów na Maltę i nazwano ją Kaplicą Powrotu Matki Bożej z Egiptu. Tuż obok utrzymanej w miarę dobrym stanie kapliczki, w oczy rzucały się ruiny domostw, resztki poletek i gdyby zignorować hotel w oddali, można było sobie łatwo wyobrazić, jak mogło wyglądać życie w zatoczce Santa Marija te kilkaset lat temu.

comino12

comino13

Udałam się następnie w głąb wyspy i już niebawem po drodze zaczęły pojawiać się ruiny. Najpierw były to jakieś stare kamienne murki, lecz nie wiadomo kiedy wylądowałam wśród dziesiątek dość świeżych ruin. Co kilka metrów widniały znaki grożące niebezpieczeństwem. Początkowo przyszło mi na myśl, że to jakieś stare koszary. Dopiero pod koniec mojego pobytu na wyspie, dowiedziałam się, że nie był to wcale teren wojskowy… a dawna hodowla świń. Zbudowano ją pod koniec lat 70-tych, po tym jak cała populacja świń na Malcie została przetrzebiona przez afrykański pomór świń. Prędzej powiedziałabym, że budynki te zbudowano podczas wojny, ale okazuje się, że hodowla została zamknięta całkowicie dopiero w 2011 roku. Bliżej było atmosferze tego miejsca do jakiegoś obozu zagłady czy więzienia, no ale nie oszukujmy się – świń nie hoduje się przecież po to, żeby je potem głaskać i rozpieszczać.

comino16 comino15 comino14

Budynki, które zostały opuszczone niby jedyne 4 lata temu, były w fatalnym stanie. Ciągnęły się ku morzu, prawie aż do baterii artyleryjnej imienia Najświętszej Maryi Panny. Ponoć można na nią wejść, ale słońce dawało się we znaki i nie miałam aż tak nastroju na schodzenie w dół klifu, żeby ją obejrzeć, zwłaszcza że chciałam dotrzeć do strażnicy na środku wyspy i schować się gdzieś w cieniu. Niezwykle się zdziwiłam, że nadal stoją w niej armaty, mimo że nie jest ona w użyciu od dawna. Ponoć przed wojną mieszkała tam nawet jakaś rodzina – ciekawe jak to jest, przechadzać się rano z widokiem na Maltę między armatami?

comino11

Najmilej wspominam chyba wizytę w Wieży Najświętszej Marii Panny, która została całkiem niedawno odrestaurowana. W środku zorganizowano malutką wystawę poświęconą okolicy, a całego miejsca pilnuje kilku wolontariuszy. Jak już tylko dotarłam do środka, wolontariusze tak się rozgadali, że prawie opowiedzieli mi całą historię Malty. Dysząc i ścierając z czoła pot, przycupnęłam na jednym z krzeseł, delektując się cieniem. A chłód panujący w środku był tak przyjemny, że mogłabym śpiewać ku jego czci peany. Nic dziwnego – ściany mają prawie 6 metrów grubości (!). Zastanawiało mnie jednak, po co była komu taka wieża na środku wysepki, na której nic nie ma, a wszystko widać jak na tacy. Okazuje się, że na początku XVII wieku Comino było co chwilę napadane przez wszelkiej maści piratów i innych bandytów. Przez to transport między Gozo i Maltą był także utrudniony, a czasami nawet niemożliwy. Zatem joannici wpadli na pomysł zbudowania systemu wież strażniczych, które miały ochronić Maltę przed różnymi atakami.

ct1

ⓒ vassallohistory.wordpress.com/coastal-towers

Niestety nie ma na tym świecie nic za darmo, więc żeby opłacić budowę wieży, sprzedano całą masę drewna z wyspy, totalnie ją ogałacając z drzew. Nikt nie wpadł na pomysł, że karczując większość lasu, przyczynią się do wyjałowienia gleby. No ale przynajmniej inwestycja ta okazała się sukcesem – joannici mieli niby zamek na środku wyspy, na której mało kto miał cokolwiek do roboty.

comino3

Nieopodal wieży wybudowano niewiele później garnizon, który z czasem zaczął funkcjonować jako szpital dla cierpiących na choroby zakaźne. W wieży zorganizowano więzienie; czasem skazywano tam także nieposłusznych rycerzy na wygnanie. Na Comino mieszkał przez dłuższy czas między innymi Abraham ben Szlomo Abulafia, założyciel kabały profetycznej. Schronił się on na miniaturowej wysepce, po tym, jak uwięziono go po wizycie u papieża. Zresztą mimo pięknej wody otaczającej wyspę, dziś jedynie cztery osoby mieszkają tam teraz na stałe (plus dwóch policjantów). Ponoć specjalnie dla tych kilku osób co niedzielę odprawiana jest w kapliczce msza przez księdza, który przyjeżdża specjalnie z Gozo.

W ogóle sama nazwa Comino jest dosyć ciekawa i jak dowiedziałam się o jej etymologii, miałam wrażenie, iż doznałam olśnienia. „To takie oczywiste!”, aż chciało się krzyknąć. Nie wpadłabym jednak wcześniej na to, że nazwa, która kojarzyła mi się raczej z kominem, pochodzi od kuminu, rośliny która kiedyś porastała gęsto wyspę. Na przestrzeni wieków wysepka ta była nazywana różnie – najbardziej popularna jest jednak arabska nazwa Kemmuna, która używana jest w języku maltańskim. To trochę smutne, że mimo tego, że różni żeglarze z wielu państw nazywali tą wysepkę na wiele sposobów, teraz tak naprawdę kultura na niej dogorywa. A szkoda, bo mam słabość do takich miejsc, zapomnianych społeczności, zakamarków nieskażonych przez masową turystkę. Niestety, jeśli chodzi o ostatni punkt, sprawa wygląda nie najlepiej. Eufemistycznie to ujmując.

comino10

Widok z dachu wieży – czyż nie wspaniały?

Po krótkiej przerwie na „zamku”, postanowiłam wrócić w rejon Niebieskiej Laguny i się wykąpać, żeby nie żałować później tego, że nie zamoczyłam się w najpiękniejszej wodzie, jaką kiedykolwiek widziałam. Przez te dwie czy trzy godziny spaceru w słońcu, z dala od ludzi, zdążyłam jednak zapomnieć o koszmarze turystycznych atrakcji. Zatoczka jest doprawdy maluteńka, nie ma przy niej prawie w ogóle miejsca, ani łagodnego zejścia do wody.

comino40 comino41 comino42 comino43

Ludzie poukładali się chyba na każdym kamieniu w zasięgu wzroku. Kanapeczki, piwko, lody – piknik stulecia. Hałas, brud, spalone na skwarki ciała. Moja chęć do zamoczenia się w wodzie znikała z każdą minutą, jaką zmarnowałam na przejście slalomem między plażowiczami, którzy nie robili sobie nic z tego, że leżą czy siedzą na środku ścieżki.

comino23

Zdjęcie z samego rana – po południu był tam taki chaos, że zamiast robić zdjęcia, uciekałam, gdzie pieprz rośnie

comino24

Wskoczyłam zatem na pierwszą łódkę, która wypływała z Comino, z powrotem na Maltę. Starałam się nie irytować się, nie oceniać, ale nawet huk motorówki nie był w stanie zagłuszyć hałasu podpitych turystów, płaczu dzieci, którym nie widziało się leżenie w pełnym słońcu czy krzyczenia z jednej strony zatoczki na drugą o jakąś głupotę. Lecz to był tylko ułamek mojego pobytu na Comino – większość mojego czasu na tej malutkiej wysepce minęła mi niezwykle przyjemnie. Nie udało się wykąpać w pięknym lazurze. No trudno. Ale przynajmniej przeszłam się dookoła malutkiej wysepki o dość ciekawej historii, z dala od ludzi. Moimi towarzyszami były wygrzewające się na słońcu jaszczurki, setki kwiatów i ruiny starych domostw. To właśnie uszczęśliwia mnie w podróżowaniu najbardziej. Nawet jeśli nie wszystko idzie zgodnie z planem.

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (17)

  1. Patryk K

    Nie lubię morza, ale nad takie po prostu chce się pojechać! 🙂

  2. Doskonale rozumiem niechęć do siedzenia w miejscu. Coraz więcej poznaję relacji o Malcie i mimo, iż nigdy mnie tam nie ciągnęło, chyba niedługo zacznę się rozglądać za biletami. Wyprawa na małą wyspę bardzo dobrym pomysłem, mimo masy turystów, no bo gdzie nas nie ma…

    • Magdalena, polecam Maltę na wiosnę, jest zupełnie inna, zielona i zdecydowanie mniej turystów. Jedyny minus to chyba tylko to, ze nie bardzo można popływać, bo jeszcze woda trochę chłodna.

      • Karolina

        Słyszałam też, że całkiem fajnie jest na Malcie jesienią 🙂 Ale wiosna też brzmi kusząco!

        • Jesienią trochę bardziej ponoć pada. Mi najpóźniej zdarzyło się spędzić chyba 10 dni na przełomie września i października i nie trafiłem na ulewy. Ale to tez zależy na co akurat się trafi. 🙂

  3. Choć nie należę do osób, które jakoś wybitnie lubią taplać się w wodzie, to z ogromną przyjemnością wskoczyłabym do tej niebieskiej, przejrzystej wody. W szczególności, kiedy jeszcze panują iście tropikalne temperatury w Polsce. Taka kąpiel byłaby wskazana 😉

  4. Tak wyobrażam sobie raj 🙂 A ja właśnie czasem lubię poleżeć sobie na plaży i popływać w morzu…

  5. Magdalena

    Cudne zdjecia:-)

  6. Karolina, super, że tu trafiłam, jakie piękne miejsce! W turystach zwalonych jedni na drugich jest pewien pozytyw- nie ma ich dalej. Dzięki temu miałaś przywilej pustych ścieżek 🙂 Ja bym tam zrobiła kilka rund na rowerze, musi być świetnie.

    • Karolina

      Problem byłby tylko z przywiezieniem roweru, bo na wysepkę kursują tylko w miarę małe łodzie, ale myślę, że dla chcącego nic trudnego 😀

  7. Bardzo dużo fajnych ciekawostek i informacji! Możliwe, że już w tym roku zawitam na Maltę i na pewno się przydadzą. I mi też nazwa kojarzyła się z kominem 😉 Do teraz. Jeśli chodzi o porównanie tego co się widzi na pocztówkach czy w internecie, a co się zastaje na miejscu – ciekawy temat 😉 Często lubię się odwrócić od fotografowanego obiektu i cyknąć te tłumy znajdujące się wokół. Kolor wody piękny, ale sama wyspa taka surowa, pewnie przez brak wspomnianych drzew 🙁

  8. Zazdroszczę możliwości zwiedzenia wieży. Mi się jeszcze nie udało trafić na otwartą.

  9. Nigdy sobie nie obiecuję, że wyjazd będzie totalnym relaksem, gdyż dla mnie relaks to ciągłe bycie w ruchu 🙂
    Mnie również nie podobał się tłum na brzegu, więc szybko wskoczyłem do wody i pływałem bliżej Cominetto. Dobrze, ze na tamtej niewielkiej plaży nie ma jeszcze parasoli 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *