Labirynt lòngtángów, czyli pierwszy dzień w Chinach

Spodziewałam się jakiegoś szoku kulturowego. Zdziwienia. Jakiegoś choćby lekkiego „och?“. A od razu po wyjściu z samolotu poczułam się jak u siebie. Wiele osob mówiło mi, że Szanghaj jest taki „nieazjatycki“ i że to dobre miasto, aby wczuć się w Chiny. Może tak. Ale po wyjściu z samolotu nie poczułam się wcale inaczej niż w Seulu czy Tokio. Jadąc w metrze, nie czułam się zagubiona. Obudził mnie dopiero powiew ohydnie upalnego powietrza po wyjściu z metra, jakby mnie ktoś wrzucił żywcem do gotującej się zupy.

Witamy w Azji latem.

Inny klimat zaczął się wkradać w moje serce dopiero później, kiedy z Placu Ludowego (人民广场; rénmín guǎngchǎng) otoczonego różnymi centrami handlowymi i wieżowcami, weszłam w labirynt tradycyjnych zabudowań, tak zwanych lòngtángów. Zupełnie jakbym weszła w inny świat. Niektóre z nich były świetnie zachowane i mogły poszczycić się plakietką „modelowej uliczki“. Innym bliżej było do sodomy i gomory.

szanghaj6

Lòngtáng (弄堂) to taka szanghajska uliczka, a raczej społeczność skoncentrowana wokół jednej czy kilku alejek. Zwane są czasami także lǐlòng (里弄) i jest to budownictwo typowe dla Szanghaju (dość podobne do słynnych pekińskich hútòngów). To takie połączenie zachodniej idei kamienic z tradycyjnymi domami, które zaczęły być popularne w drugiej połowie XIX wieku. Domy nazywane są shíkùmén (石库门) i z reguły mają dwa lub trzy piętra – dosłownie oznaczają „bramę do kamiennego magazynu”. Niestety, takie budownictwo zanika w drastycznym tempie. Zostało jeszcze trochę lòngtángów w okolicy Placu Ludowego, ale są na bieżąco wyburzane. Co z tego, że określono je mianem „dziedzictwa architektonicznego” – wieżowce są tańsze i bardziej „nowoczesne”, więc nikt nie przejmuje się starym budownictwem, chyba że można na nim zarobić.

szanghaj3

Suszące się pranie – główny element wystroju

Mimo totalnego chaosu, bardzo mi się one spodobały. Po przejażdżce metrem z dwoma plecakami, mogłam nareszcie odetchnąć. Czułam jednak, że nie jestem u siebie. Drogę przeciął mi pan, jadący na rozklekotanym motorze i sprzedający ryż. Nad głowami wisiało rozwieszone pranie, a z okien dobywała się woń gotowanych potraw. Byłam intruzem. Ale i tak mi się tam spodobało, poczułam, jakbym mogła posmakować trochę „zwykłego“ życia, takiego nie na pokaz. A o to przecież w podróżowaniu chodzi, nieprawdaż?

szanghaj7

Co chwilę rozwieszone są jakieś pseudo-propagandowe hasła

szanghaj9

Miałam w planach dłuższy spacer, ale nie przewidziałam, że na pierwszy dzień w temperaturze sięgającej prawie 40 stopni, nawet ta godzinka czy dwie może starczyć. Wyszłam z labiryntu, któremu zdawało się nie być końca i znalazłam się w „zwykłym“ Szanghaju. Z dala od drogich kawiarenek i turystycznych atrakcji, gdzie życie toczy się we własnym tempie. I poczułam, że muszę chwilę odpocząć.

szanghaj12

szanghaj11

szanghaj34

Wsiadłam w metro na najbliższej stacji i wybrałam się do świątyni Konfucjusza. Mimo że nie jestem w ogóle osobą religijną, lubię zwiedzać azjatyckie świątynie. Zdaję sobie sprawę, że większość miejsc związanych ze strefą sacrum zostało doszczętnie zniszczonych podczas rewolucji kulturalnej. Z kilku lektur na temat współczesnych Chin naszkicowałam sobie w głowie zarys tej tragedii. Dlatego postanowiłam sobie, że zobaczę jakieś świątynie, nawet jeśli będą to tylko zrekonstruowane kopie.szanghaj13

Szanghajska świątynia Wén Miào (文庙) także jest jedną z nich. Po spędzeniu kilku ostatnich miesięcy na nauce o konfucjanizmie, chciałam bardzo odwiedzić miejsce, które inspirowało dawniej do filozoficznych rozważań.

szanghaj15

szanghaj16

Ledwo weszłam do środka po uiszczeniu drobnej opłaty, a już zostałam zachęcona do darmowej degustacji herbaty. Po upewnieniu się, że na pewno nie muszę za to płacić, dałam się namówić na wejście do jednej z klimatyzowanych sal. Rozsiadłam się wygodni na ławeczce i pozwoliłam na rozpieszczanie, a to herbatą zieloną, a to czarną. Sączyłam powoli różne smaki z malutkich filiżaneczek i czułam, że nareszcie powoli wraca do mnie życie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak byłam zmęczona.

szanghaj19

Specjalna żabka, którą się polewa wrzątkiem i ta zmienia kolor pod wpływem temperatury

szanghaj17

Przeszłam się powoli po terenie świątyni, przycupnęłam na chwilę na jednym z kamiennych stopni i wzięłam głębszy oddech.

szanghaj27

 

Nareszcie jestem w Azji. Na własnych warunkach. A to dopiero początek.

szanghaj29

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (17)

  1. Udanej podróży! Mam nadzieję, że uda ci się zobaczyć wszystko, co chciałaś i że spotkasz niesamowitych ludzi! Tylko pisz jak najczęściej, czekam na kolejne relacje:))

    • Karolina

      Dzięki! Postaram się pisać jak najczęściej, chociaż zjetlagowany mózg i chiński Internet nie jest dobrą mieszanką 😀

  2. Będę z zainteresowaniem śledzić Twoje „chińskie” wpisy, ciekawa jestem spojrzenia japonistki 🙂

    • Karolina

      Ja też jestem niesamowicie ciekawa Chin (na razie moje wrażenia są zdecydowanie na plus), więc będę na pewno dużo pisać 🙂

  3. Hej
    31.07.2015 to nizly dzien na nowy poczatek! Zycze samych dobroci! Przewedrowalam Chiny w 2010r. Warto bylo planowac te podrozy i warto wracac do niej wspomnieniami! Powodzenia!

    • Karolina

      Dziękuję ślicznie 🙂 A co najbardziej wspominasz z Chin?

      • O parodio: najmniejsze wrazenie zrobil na mnie Wielki Mur(choc jakos architekt bardzo chcialam go pomacac)…Chinskie „hutongi” w Pekinie byly niesamowite…jedzenie…ludzie…i nocne zycie…Wiejskie Chiny to kopalnia cudnosci! Tam gdzie juz mniej turystow i prawdziwy klimat Chin. Kazdegp dnia moja dusza sie zachwycala,zadziwiala,i chciala jak najwiecej zapamietac.Ta „innosc” fascynowala a czasem b.szokowala.Kontrasty starego z nowoczesnym, sztuka jakiej nie znalazlam nigdzie na swiecie, ludzie tak zupelnie odmienni i jednoczesnie fizycznie b.podobni…podroz przez Chiny b.zmienia swiatopoglad pod warunkiem ze prawdziwie je dotkniesz.

        • Karolina

          O Pekinie nasłuchałam się trochę od moich koleżanek, które były tam rok na wymianie i żałuję, że spędzę tam tylko kilka dni. Podobały mi się longtangi w Szanghaju, to i pewnie hutongi zrobią na mnie wrażenie. Nie mogę się doczekać!
          I chyba każda podróż zmienia światopogląd 🙂

          • Wiesz,Chiny sa szczegolne.ja nie jest milosniczka kultury azjatyckiej i malo ja znam ale masz racje mowiac ze to historia i rewolucja stworzyly ten kraj tak bardzo specyficzny.czesto niezrozumialy dla nas,ludzi zachodu. Podrozy lo Chinach to jak lot w inny zupelnie wymiar.prawdziwe Chiny sa brudne i smaczne- te „uliczne”! Mnostwo w nich skrajnosci. Ale sa tez ludzie ktorzy zyja razem,spedzaja wieczory biesiadnie grajac w rozne gry, rozmawiaja,tancza,spiewaja razem w parkach,cwicza o poranku w parkach…dziewczyny kolorowo sie ubieraja bardzo dbajac o detalle jak spineczki.kokardki…a chlopcy sila sie na súper europejskie fryzury w kolorach mozliwego do osiagniecia blondu…pracowitosc i ” ulozenie,grzecznosc”…brak agresji—-jeszcze….i skromnosc w starszych osobach…wiele tych rzeczy ktore pewnie zauwazysz sama…jestem ciekawa twoich wrazen.pisze wiec duzo.ja bede na pewno czytac!para!!!i smacznego!!!bo naprawde zachwycisz sie kuchnia.

          • Karolina

            To prawda, że chiński street food świetnie oddaje Chiny – nawet jeśli są nieco „brudne” to z pewnością niesamowicie „smaczne”. Zauważyłam też tą niezwykłą muzykalność Chińczyków: tańce w środku nocy w parku, słuchanie radyjka na cały regulator, śpiewanie, wsłuchiwania się w ćwierkające ptaszki w klatkach. Na razie nie zauważyłam aż tyle ze skromności starszych osób, większość wydaje mi się dość groźna, ale może dlatego, że ich nie rozumiem 😛 A kuchnią się zachwycam, oj tak.

  4. Nie znam chińskiego, ale mój przyjaciel Zen, odpowiedział mi na pytanie dotyczące tych haseł pripagandowych. Chodzi o to, że ludzie nie chcą się wyprowadzać z tych domów, a władze wieszają te hasła gdzie piszą do mieszkańców, aby się wyprowadzili, bo oni dla nich przygotowali już lepsze, nowoczesne w innych miejscach Szanghaju. W Chinach jest całkiem sporo protestów – jak się okazuje.

  5. A tak BTW – jak udaje Ci się logować na FB? Używasz VPN W krainie tajfunów ?

  6. Życzę wyprawy pełnej wrażeń.

  7. O jakich lekturach piszesz i jakie szczególnie polecasz? Wybieramy się na wyprawę do Chin w lipcu i dobrze byłoby przygotować solidny background… Lądujemy w Shanghaju, w którym pewnie spędzimy kilka dni, potem Chengdu (gdzie mamy wspaniałą przewodniczkę) i (mam nadzieję) Pekin…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *