Pyongyang, czyli przeprowadzka do Korei Północnej

Pomalowane delikatnie paznokcie stukają rytmicznie o kubek z matcha latte ze słynnym logo zielonej syrenki. Druga ręka wypisuje szybko litery na nowym Iphonie. Na nogach buty na koturnie, których nie powstydziłaby się żadna miłośniczka mody w Londynie czy Nowym Jorku. We włosach delikatny diamentowy kwiatek, a na białej bluzce przypinka z Wiecznym Przywódcą. Ostatni łyk latte. Jeszcze kilka chwil cieszenia się wielkim światem północnokoreańskiej elity.

airkoryo-6

W samolocie tłok, więc wepchnięcie swojej torby do schowka bagażowego graniczy z cudem. Wszędzie powciskane na siłę leżą prezenty kupione na lotnisku przez Koreańczyków z północy. Nikt nie zwraca uwagi na wojskową muzykę w tle, ani na propagandowy film historyczny. Większość desperacko chwyta się tego, co uznają za wolność, a co dla Europejczyków jest istnym więzieniem. Ostatnie chwile w Chinach, nawet jeśli te zostają już w oddali. Czas wrócić do codzienności. Na niektórych twarzach widać zmęczenie, na innych irytację, a u niektórych ulgę. Spora część pozostaje jednak na to wszystko całkowicie obojętna.

Posiłek to słynny „Kimburger“ zawinięty ciasno w folię spożywczą, niczym największy skarb. Rezygnuję z przekąski, co wywołuje na twarzy stewardessy niemałe zdziwienie. No bo jak to? Kto normalny rezygnuje choćby z odrobiny „światowej“ atmosfery? Kilka minut później proponuje mi brzoskwiniową oranżadę w tak żarówiasto pomarańczowym kolorze, że zastanawiam się czy mi się przypadkiem nie przywidziało. Wózeczek odjeżdża z lekkim stukotem dalej.

Lądowanie odbywa się wyjątkowo gładko. Z głośników leci nagle jakaś żołnierska pieśń, a chwilę potem pilot wita nas po angielsku w Pjongjangu. Przylecieliśmy na świeżutki terminal, który otworzono dopiero niedawno. Przyznam szczerze, że wygląda naprawdę porządnie (przynajmniej z tego, co widziałam). Posadzka na korytarzach aż lśni, obsługa całkiem dobrze radzi sobie po angielsku. Idę do toalety, a tam: czysto, papier, mydło, ręczniczki. Staram się wyprzeć z pamięci chińskie publiczne „kucajki” i ciągłe noszenie papieru. Domyślam się jednak, że to na pokaz, tak jak miało to miejsce z resztą na chińskich lotniskach (ale tam było autentycznie brudniej).

Turyści, a jest ich całkiem spora grupa, są dość intensywnie przepytywani, a ich torby pieczołowicie sprawdzane. Kiedy podchodzę zestresowana do okienka, pan spogląda to na paszport, to na mnie spod lekko za dużej wojskowej czapki i nagle jego groźny wyraz twarzy łagodnieje.

„Polska?”

„Tak.”

„Dzień dobry!”

Raz dwa, odpowiednie pieczątki wbite i wychodzę po bagaż z paszportem w dłoni. Po kilku minutach ściągam z taśmy plecak i kieruję się w stronę kolejnej kontroli – tym razem pod kątem niepoprawnych politycznie materiałów i wszelkich niewygodnych publikacji. Jeden z oficerów bierze na bok mój plecak, a mi serce staje w gardle. A co jeśli znajdą na moim komputerze coś, co sprawi, że mnie nie wpuszczą do KRLD? Albo nie daj Boże wrzucą do więzienia? Zgodnie z poleceniem wyjmuję na stół telefon, Kindle’a, aparat i komputer. Pan bierze to wszystko pod pachę i idzie nie wiadomo gdzie, więc podążam za nim. Po kilkudziesięciu krokach skręca nagle w lewo i kładzie wszystko na stole.

„Masz tu jakieś filmy?” – pyta, wskazując na komputer.

„Nie” – odpowiadam, mając po cichu nadzieję, że faktycznie usunęłam wszystkie filmy. Zastanawiam się od razu czy a nuż nie zawieruszył się w totalnym chaosie panującym na moim dysku twardym jakiś serial.

„Okay”. Komputer dosłownie po sekundzie ląduje w mojej ręce, a zaraz po nim reszta sprzętu. Chwilę później otwierają się przede mną automatyczne drzwi terminalu i uderza mnie w twarz gorące letnie powietrze. Jestem w Korei Północnej. W moim domu na najbliższe półtora miesiąca.

airkoryo-10

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (26)

  1. Stres niemaly z ta kontrola…

  2. Zazdroszczę i czekam na kolejne posty 🙂 to jest jedno z miejsc ktore chciałabym odwiedzić ale jednak bałabym sie sama poleciec… Naprawdę cie podziwiam.
    Hmm czy w związku z groźbami wojny widać tam jakieś zmiany?

    • Niedługo pojawi się już kolejny wpis, bo nareszcie udało się jako tako ogarnąć Internet – w związku z sytuacją na granicy były problemy z łącznością przez ostatnie kilka dni

  3. Trochę zazdroszczę – jak pozytywnie zweryfikujesz ten kraj, to się tam wybiorę 🙂

    • Karolina

      Wiesz – myślę, że będę miała trochę inne doświadczenia niż przeciętny turysta, bo poruszam się po mieście bez przewodnika, ale na razie jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona!

  4. Leciałem tym samym numerem lotu 🙂 czekam na dalsze relacje 🙂 powodzenia

  5. Mam nadzieje ze nie masz swinki pepy bo moglby ktos doniesc a z grupa krwi 0 mozna nie wrocic hehehe

  6. Good luck Karolina

  7. Oj….moze i to atrakcyjne miejsca…do pracy…ale do zycia?! Juz oczekuje twoich wpisow!!!!

    • Karolina

      Dzięki! Sama jestem ciekawa, co przyniesie kilka następnych tygodni. Mam nadzieję, że przyszłe wpisy także się spodobają 🙂

  8. super czekam na następne wpisy, to przeprowadzka na stałe ?!

  9. Czyli jednak masz tam dostęp do Internetu? Jestem bardzo ciekawa tego wyjazdu i nie mogę się doczekać Twoich wrażeń!

    Powodzenia!

  10. Błękitne Niebo

    W jakim stopniu odczuwasz napiętą sytuację, która od niedawna panuje w kraju?

  11. Od dawna na swój sposób fascynuje mnie ten kraj. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych wpisów. Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *