Hangzhou, czyli nad słynnym Zachodnim Jeziorem

Polskie PKP mogłoby się sporo nauczyć od chińskich kolei. Pociąg z Szanghaju do Hangzhou nie dość, że przyjechał punktualnie, miał wygodne siedzenia i odpowiednią temperaturę w środku, to jeszcze gnał z prędkością ponad 300 km/h. Kilkakrotnie tańszy od japońskiego shinkansena, lecz wcale mu specjalnie nie ustępował. Kilka minut po starcie odpłynęłam w krainę snu, patrząc na setki, tysiące, dziesiątki tysięcy ciągnących się w nieskończoność identycznych betonowych budynków i dróg.

Pierwsze wrażenia z Hangzhou były dość mieszane. Panowała w nim atmosfera małego miasteczka, któremu bardzo marzyło się zostać wielkim miastem. Kiczowate neony niemalże przed każdym sklepem, nawet malutką budą, raniły oczy. Stoiskom z jedzeniem daleko było do określenia ich mianem „restauracji”. Co chwilę z ciemności wyłaniał się pędzący na łeb, na szyję, skuter – na ulicy (także pod prąd), ścieżce rowerowej, chodniku, przejściu dla pieszych – skutery są dosłownie wszędzie. Tak jakby żadne zasady ruchu drogowego ani pieszego ich nie dotyczyły. Przemieszczają się cicho, często bez świateł i podczas kilku dni w Chinach musiałam wykonać kilka uników niczym Bruce Lee, żeby nie wylądować pod kołem szalonego kierowcy skutera.

Szłam powoli z dworca po zmroku, z ogromnym plecakiem i początkowo byłam lekko zawiedziona, zwłaszcza po kilku dniach w Szanghaju. Jednakże kiedy weszłam do starego miasta, moje wątpliwości co do Hangzhou zostały jednak w miarę szybko rozwiane. Na ulicy panował totalny chaos: budki z wymyślnymi przekąskami, pamiątkami i całą gamą totalnego badziewia. Ale w tle tego wszystkiego stały niewzruszone tradycyjne domy i patrząc na piękne architektoniczne detale, zaczęłam sobie w głowie wyobrażać, jak wyglądają one bez tego całego zgiełku.

westlake-4

Okazało się, że mój hostel także znajduje się w jednym ze starych budynków, a mój pokój wychodzi na piękny wewnętrzny dziedziniec z misternymi drewnianymi rzeźbieniami. Nie wiem czy to w miarę świeża rekonstrukcja (nie wydaje mi się), ale śniadanie na takim dziedzińcu, z dala od ulicznego zgiełku, kiedy wszyscy inni w hostelu jeszcze śpią daje kopa na cały dzień.

Hangzhou (杭州) położone jest na południowym końcu Wielkiego Kanału i od wieków jest jednym z najważniejszych miast w Chinach. W X wieku pełniło funkcję stolicy Królestwa Wúyuè (吴越) podczas burzliwego okresu po upadku dynastii Tang, zwanego okresem Pięciu Dynastii i Dziesięciu Królestw (五代十国; Wǔdài Shíguó). Pokój nie trwał jednak długo – nowa dynastia Song została dwieście lat później napadnięta przez Dżurdżenów (女真; Nǚzhēn) i postanowiono przenieść stolicę na południe Jangcy, z Kaifeng (dzisiejszy Kaifeng) właśnie do Hangzhou, które zwane było wtedy Lín’ān (臨安).

westlake-9

Mimo że początkowo zakładano, że Hangzhou będzie jedynie tymczasową stolicą, z prowincjonalnego miasta szybko urosło ono do rangi metropolii i centrum nie tylko ekonomicznego, ale także kulturalnego. Ponoć odwiedził je podczas swoich podróży Marco Polo, który wychwalał pod niebiosa piękno miasta. W samych superlatywach opisywał je także słynny marokański podróżnik, Ibn Battuta, który stwierdził, że jest to „największe miasto na świecie, jakie kiedykolwiek widział.” Nie było to bynajmniej przesadą – w XIII wieku mieszkało tu ponad milion osób i było to tym samym najbardziej ludne miasto świata.

Miasto nie nacieszyło się aż tak długo swoim statusem – w 1276 dynastia Song została podbita przez mongolskie siły Kubilaj Chana, który został pierwszym cesarzem Chin z dynastii Yuán. Mało kto pamięta jednak o historii – zdecydowanie największą atrakcją miasta jest Zachodnie Jezioro (西湖, Xī Hú), opiewane na przestrzeni wieków przez różnych chińskich poetów. To na ogrodach dookoła jeziora wzorowane są inne ogrody w całej Azji Wschodniej, także w Japonii – na przykład słynny Kenroku-en w Kanazawie.

westlake-12

Miałam ambitny plan spaceru dookoła jeziora z samego rana, ale plany planami… godzinę od wyjścia z hotelu, przy kucaniu do zrobienia zdjęcia pękły mi spodnie. Jakbym nie była już dość lokalną atrakcją – przyzwyczaiłam się do pytań o zrobienie zdjęcia, okrzyki „laowai!”, tak też zostałam laowajem z dziurą na tyłku. Usiadłam od razu na murku, próbując się zastanowić nad tym, co zrobić. Stwierdziłam, że chwilkę odsapnę i spróbuję coś wymyślić. Wyjęłam notatnik i zaczęłam zapisywać trochę myśli. Nie zdążyłam zapisać nawet zdania, bo o kartki zaczęły stukać palce. „America!” „Laowai” Ktoś chwycił mnie za włosy i zaczął coś krzyczeć niemalże na drugi brzeg jeziora. Jakaś kobieta podeszła do mnie i zaczęła się intensywnie gapić w moje oczy i coś do mnie mówić. Ktoś się uśmiechnął, ktoś szturchnął, a ktoś inny splunął mi pod nogi. I tak się zastanawiałam czy to ja byłam główną atrakcją czy słynne jezioro, do którego ruszają całe pielgrzymki Chińczyków nawet z całkowitego „końca świata”.

Moje ambitne próby notowania na bieżąco po raz kolejny spełzły na panewce, bo nie da się pisać, kiedy ktoś podchodzi do ciebie i przewraca kartki w notatniku, albo kiedy nagle otacza cię cała wycieczka, a przewodnik krzyczy przez megafon coś o laowaju.

Wyobrażam sobie to jakoś tak:

Scena 1

„Tak spójrzcie, atrakcja numer 34 – laowaj na murku piszący w notatniku.” (krzyk przewodnika przez żarówiasty pomarańczowy megafon z logiem biura podróży”)

„Ooooooo”

„Spójrzcie na jej niebieskie oczy”

„Oooooo”

„I te włosy! Kręcone!

„Oooooo”

(Tutaj małe dziecko wybiega z tłumu, wskakuje na murek i ciągnie mnie za strąk włosów z okrzykiem radości i przerażenia na raz.)

„Oooooo”

(Kurtyna zapada.)

 

Po odegraniu głównej roli w kilku podobnych scenkach rodzajowych, nie wiem czy się śmiać, czy płakać, czy zacząć na nich wszystkich wrzeszczeć. Polskie „kurwa” nie działa. Próbowałam.

Chyba udało mi się jednak zapobiec katastrofie, bo szybko opuściłam jak najniżej się da mój plecak i wróciłam do hostelu, bez zwracania na siebie zbytniej uwagi. Zanim jednak się ogarnęłam, był już czas na lunch. A po zjedzeniu temperatura nie nadawała się do niczego innego niż leżenia w klimatyzowanym pokoju z książką. I drzemania. Dlatego też wczoraj dreptałam od wczesnego rana, a i tak nie udało mi się na spokojnie wszystkiego zobaczyć. Chociaż trudno jest zdefiniować „spokój” w chińskiej atrakcji turystycznej. Może i dobrze, że miałam tylko jeden dzień na obejście jeziora, bo chyba bym zwariowała od tego turystycznego kiczu i zgiełku. Mało który chiński turysta zniżyłby się do chodzenia pieszo – zdecydowana większość poruszała się niby samochodzikami golfowymi, które pędziły z zawrotną prędkością, wymijając o włos przerażonych piechurów. Myślałam że uda mi się jako tako odpocząć od skuterów, no bo kto by jeździł nimi nad samym jeziorem? Ale w Chinach mało kto się takimi rzeczami przejmuje.

Na szczęście turyści na całym świecie zachowują się w miarę podobnie. Przy najsłynniejszych miejscach w stylu „Top 10 miejsc, przy których trzeba sobie strzelić pamiątkowe zdjęcie”. Pomiędzy tymi wyspami horroru i totalnego szajsu panował zadziwiający spokój. I wtedy na tą chwilkę rozumiałam, dlaczego to miejsce inspirowało ludzi w całym regionie Azji Wschodniej, nie tylko w Chinach.

westlake-6

westlake-20

Kiedy skupiłam się na robieniu zdjęć i udało mi się mentalnie wyłączyć turystyczny szum, niektóre z miejsc zrobiły na mnie naprawdę spore wrażenie. Jednym z takim miejsc był pawilon w morzu kwiatów lotosu. Od razu przypomniał mi się mój pobyt w Puyŏ na festiwalu lotosów. I nie mogłam uwierzyć, że od mojego pobytu w Korei minął już rok. (Jak tylko pojawiają się w głowie podobne myśli, zamiast się skupić na rzeczywistości, zaczynam planować kolejne podróże… syndrom podróżoholika?).

westlake-15

Po drodze minęłam oczywiście kilka Starbucksów, McDonaldów, a w tle świtały gdzieś nawet luksusowe butiki – tak jakby każdy turysta przyjeżdżający popatrzeć na jezioro, tak naprawdę pragnął wydać fortunę w butiku Prady, popijając wątpliwej jakości latte z jakiejś sieciówki. Na szczęście promenada nie jest aż taka długa, a po zejściu z niej można odetchnąć.

westlake-21

Niezwykle spodobał mi się powolny spacer po jednej z długich grobli, mimo słońca dającego we znaki. Drzewa rosnące wzdłuż ścieżki nie dawały dużo cienia, ale przynajmniej dookoła nie było zbyt wiele turystów. Nikt na mnie nie krzyczał. Nikt nie robił mi zdjęć (albo robili to tak umiejętnie, że tego nie zauważyłam). Nikt nie pokazywał mnie palcem. Mogłam spokojnie iść przed siebie, szwendać się po okolicznych ogrodach i po prostu odpoczywać.

Największe wrażenie na mnie zrobiło jednak Zachodnie Jezioro o zachodzie słońca. Może to oklepane, nudne i stereotypowe. Trudno. Słońce rozświetliło jezioro na tysiące odcieni czerwieni i pomarańczy, a z każdą minutą kolory stawały się jeszcze bardziej intensywne. Usiadłam, ot tak, na chodniku i zaczęłam robić zdjęcia. Jedno, drugie, dziesiąte, pięćdziesiąte – bez opamiętania, próbowałam desperacko zatrzymać tą chwilę dla siebie. Pokazać komuś, jak tu pięknie. Zapomniałam o tłumach ludzi (gdzie oni wszyscy poszli?), o kiczowatych sklepach na promenadzie, o pędzących autkach. Byłam tylko ja i spokojna tafla jeziora.
westlakesunset-2 westlakesunset-5

westlakesunset-8

Nie było mi dane jednak zastanawiać się zbyt długo nad losem turystów. Wszyscy przyczaili się w jednym miejscu, tak jakby tylko stamtąd było widać słońce. Na odcinku kilkunastu metrów rozstawiło się chyba ze sto osób z ogromnymi statywami i jeszcze większymi obiektywami, jakby czekali na jakiś cud. Co z tego, że kilka metrów dalej był całkowity spokój i można było zrobić zdjęcie bez niczyjej głowy na środku kadru. Wystarczy, że w jakimś przewodniku napisano, że to miejsce jest dobre do robienia zdjęć i wszelkie inne argumenty przestają mieć znaczenie. Przeszłam szybko wzdłuż całego szpaleru pseudo-paparazzi, śmiejąc się do jeziora, do nich wszystkich i do wyłaniającej się z mroku pagody.

westlakesunset-14 westlakesunset-16

westlakesunset-12 westlakesunset-15

Zrozumiałam też, czemu w całej Azji Jezioro Zachodnie uznawane jest za wzór piękna. Kwiaty lotosu, piękne altany, ogrody, na które potrzeba by było dni, żeby je na spokojnie zobaczyć. No i zachód słońca, który po prostu trzeba samemu zobaczyć, bo żadne zdjęcia nie oddają tej niesamowitej gry kolorów. Magia.

westlakesunset-18 westlakesunset-19 westlakesunset-10 westlakesunset-13

 

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (21)

  1. I jak, cudne miejsce, prawda?

  2. Po przedeptaniu Chin moja przygoda z tym kawalkiem swiata jakby sie zakonczyla…fascynacja TAK! Ale nie zeby chciec wracac…bo czeka tak wiele innych miejscu…a zycie tylko jedno wiec po co dublowac lokalizacje?! Dzieki tobie i temu blogowi kolejny raz moge zajrzec sobie „gdzies po chinskiej stronie swiata” odgarniajac kwiaty lotosu… Molestowanie o ktorym piszesz to koszmar w tamtej czesci swiata.doswiadczyla tego moja nastoletnia forma podczas podrozy: dlugie blond wlosy,niebieskie oczy…byla obiektem zainteresowania ponad pozadane i „ciagania za wlosy” rowniez …trudno uwierzyc ale w malych miastach i wioskach widok europejki o takiej urodzie naprawde jest atrakcja dla miejscowych…a w SH jeden Chinski mlodzieniec dziekowal mam na kolanach za to ze mogl zobaczyc tala pieknosc pierwszy raz w zyciu i zrobic sobie z nía zdjecie… 🙂 a propio peknietych spodni: jedzonko pewnie smakuje bardzo??? Haha! To kwestia wilgotnosci>>>wszystko peka w szwach! Piekne zdjecia! I tekstowo tak kobieco..jak ty mala tam wytrzymujesz sama???
    Pozdrawiam!

    • Karolina

      Mnie nikt na kolanach nie dziękował, ale nasłuchałam się różnych komentarzy – od przerażenia do zachwytu. A jedzonko było przepyszne, chociaż jak dla mnie momentami zbyt tłuste 😛 Wielkie dzięki za miłe słowa! Ślę pozdrowienia z Pjongjangu 🙂

  3. Zachód słońca faktycznie piękny! 🙂

  4. O, byłam w Hangzhou! Według mnie to jedno z ładniejszych miast z pięknym jeziorem. A, że kicz, neony i powietrze takie, że nic nie widać? No coż, tak jak i w innych miastach…

    • Karolina

      Jezioro faktycznie piękne i miasto też mi się całkiem podobało. Z chęcią spędziłabym tam trochę więcej czasu i poszwendała się po bocznych ogrodach, z dala od tłumów.

  5. Jezioro jest prześliczne, a co do robienia za atrakcję turystyczną…cóż…miałam okazję pobyć na niewielkiej przestrzeni z grupą Chińczyków i Japończyków. Upchani byliśmy z nimi w jednym balonowym koszu podczas lotu nad Kapadocją. O tym, że dostałam kilka razy w głowę selfisickiem nie będę zbyt dużo pisać. Ale wszyscy robili taki harmider, co chwila chcieli sobie robić z każdym selfi, wrzeszczeli, podniecali się każdą najmniejszą rzeczą. A tu człowiek chciał w spokoju kontemplować wschód słońca i widoki. No niestety było to absolutnie niemożliwe.

    • Karolina

      Jestem w stanie sobie to jak najbardziej wyobrazić, bo po kilku tygodniach w Chinach miałam dosyć chińskich turystów :/ O ich zachowaniu w górach jeszcze napiszę, ale to się po prostu nie mieści w głowie!

  6. Jezioro lotosu zdecydowanie najlepsze! Genialne jest też to, że tam wszyscy chodzą ze statywami. Raz widzialam chińską wycieczkę 60+, gdzie wszystkie babulki mialy ochraniacze na kolana i jak się pożniej okazało to było specjalne przygotowane ubranie do fotografowania na kolanach 😉

    • Karolina

      Też podziwiam ich zapał, że im się chce robić całe kilometry ze statywami. A ochraniaczy nigdzie nie widziałam 😀 Chociaż to może całkiem dobry patent, bo ja po małej „sesji” miałam całe spodnie brudne…

  7. Ładnie ładnie! Jako maniak MMO złapałam wczoraj zonka, gdyż skojarzyłam chińską nazwę Hangzhou 杭州 z jednej chińskiej gry MMO, w którą gram i się okazało że jedna z lokacji w grze to też Hangzhou i też jest Zachodnie Jezioro <3
    http://ossweb-img.qq.com/images/wuxia/act/a20150312gamedata/all-hangzhou.jpg

  8. Też bym nie wiedziała co zrobić, jakby mi pękły spodnie na tyłku… A tu jeszcze byłaś lokalną atrakcją 🙂

  9. Internetowy detoks jest OK!

  10. O, widzisz! Ta cudowna umiejętność odcięcia się mentalnego od tłumu, hałasu, neonów i kiczu – to właśnie jest mój sposób na Chiny. Umiem, nie przeszkadza mi. Oni swoje, ja swoje. Oni narzekają, a mi jest pięknie 🙂 Dobrze, że Ci się to udało 🙂 Dzięki temu będziesz miała z Chin parę miłych wspomnień 🙂
    PS. Yunnan jest zupełnie inny 😉

    • Karolina

      Nie było to łatwe, ale z czasem zaczęło mi wychodzić coraz lepiej 😀 No i muszę się do Yunnanu wybrać, żeby się przekonać!

  11. ja tam nie uznaję detoksów jajaja za to zachód słońca zwala z nóg 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *