Jak zwiedzić Pjongjang za mniej niż 1 grosz?

Kiedykolwiek próbowałam dowiedzieć się czegokolwiek o metrze, cudzoziemcy milkli. No tak, prawie każdy porusza się samochodem i nie przyszło im do głowy, albo nie mieli czasu czy okazji, posmakować pjongjańskiego transportu publicznego. Ja nie mogłam przepuścić jednak takiej okazji.

Po wyjściu z ambasady przeszłam się kilka minut w stronę rzeki Taedong i stwierdziłam, że „pal licho”; spróbuje podjechać do centrum jednym z dość wiekowych trolejbusów. Kiedy jeden z niemalże wraków doczłapał się, sapiąc i chrzęszcząc, na przystanek, nie zastanawiając się długo, wskoczyłam do środka.

Stary trolejbus na ulicach Pjongjangu

By calflier001 [CC BY-SA 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons

Nikt mnie nie wyrzucił, więc stałam twardo przy oknie, patrząc na powoli przesuwający się krajobraz. Mam tu na myśli „powoli” – ludzie za oknem momentami szli szybciej. Nie miałam 5 wonów, a tyle kosztował przejazd, wnioskując z powrzucanych do plastikowej skrzynki banknotów. Patrzę do portfela, a najmniejszy banknot wonów, który miałam, to 50. Niech im będzie.

Na czarnym rynko 1 euro warte jest 8600 wonów. Czyli przejazd trolejbusem to… 0,0005 euro. Nie, nie pomyliły mi się miejsca po przecinku. Nawet nie jeden grosz

Trolejbus rzęził, wzdychał i prychał. Co kilka minut zatrzymywaliśmy się na chwilę, bo w trakcji zabrakło prądu. Minęliśmy jeden przystanek, drugi, a trolejbus toczył się dalej, nie wypuszczając nikogo ze swoich czeluści.

Uświadomiłam sobie, że po pierwsze to nie wiem, dokąd ten trolejbus jedzie, poza faktem, że na razie w stronę rzeki po kawałku miasta, który jako tako znam. Po drugie, wszyscy patrzyli się na mnie, a najbardziej malutkie portrety Kimów, wiszące nad okienkiem do kierowcy.

Zastanawiałam się, czy mnie wyrzucą, czy zignorują, lecz zmęczone całym tygodniem twarze nie wyrażały chęci na jakąkolwiek konfrontację. Toczymy się dalej.

Nagle trolejbus się zatrzymuje z dziwnym odgłosem i wszyscy pasażerowie patrzą na siebie ze zrezygnowaniem. Wysiadka. Wychodzę na zewnątrz, a przed moim graciastym trolejbusem stoi ich jeszcze z dziesięć. Któryś na początku tej kolejki postanowił zakończyć swój żywot na samym środku mostu Okryu. Idę za ludźmi niemalże środkiem ulicy i czuję się jak podczas jakiegoś exodusu. Zaglądam kątem oka do kolejnych trolejbusów – niektóre z nich stoją tu pewnie od dawna – i w każdym z nich na siedzeniu śpi kilka osób. Buty leżą na ziemi, stopy wylądowały na siedzeniu i niby w pozycji embrionalnej, babcia, wioząca ze sobą worek jakiś warzyw, śpi oparta o szybę. Matka przysypia, tuląc swoje małe dziecko, które śpi w najlepsze, trzymając na kolanach mały plecaczek. Chwila na odpoczynek, na złapanie oddechu. W kokonie żelastwa sprzed dziesięcioleci udało się im znaleźć poczucie bezpieczeństwa.

Idę za tłumem ludzi przez most i przystaję na chwilę, bo mam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Ale może już popadam w paranoję, bo chłopak mija mnie i idzie szybkim krokiem dalej, nie zwracając na mnie totalnie uwagi. Przyglądam się procesowi pogłębiania rzeki i dziwię się, że w ogóle idzie on do przodu. Barki wiozące piach i żwir wyglądają tak, jakby miały zaraz utonąć. Wystają z mętnych wód Taedong na kilkanaście centymetrów i wydają z siebie odgłosy, które niesione po rzece, przerażają nawet kilka kilometrów dalej. Koparki, którymi żwir jest nabierany, ledwo trzymają się kupy i połowa materiału ląduje z powrotem w wodzie z pluskiem.

Widzę, że zbliża się do mnie jakiś żołnierz, więc rezygnuję z obserwowania „geniuszu technologicznego” i idę dalej, w stronę placu Kim Ir Sena. Po drodze wstępuję do Centrum Handlowego nr 1 (평양제1백화점; P’yŏngyang-je 1 paek’wajŏm) i czuję się jakbym przeniosła się w czasie do opowieści o Polsce sprzed dziesięcioleci.

Centrum Handlowe Nr 1 w centrum Pjongjangu

W kilku oknach można „podziwiać” wystawy, które we mnie wywołują ciarki na plecach. Manekiny produkcji północnokoreańskiej miały zachęcać do kupna tradycyjnych ubrań, a straszą niedomalowanymi dokładnie twarzami. W jednym oknie postawiono emaliowane garnki, jakby były złotym Graalem, marzeniem przeciętnego Koreańczyka. Może są?

Pod wystawami siedzą dziesiątki dzieci, czekających pewnie na swoją turę ćwiczeń przed obchodami 70-lecia partii 9. września. Nie robię im zdjęcia, a te patrzą na mnie z czymś na kształt wdzięczności. Lawiruję między drobnymi ciałkami i wchodzę do środka.

A w środku? Puste półki ciągnące się niemalże w nieskończoność. Tylko z przodu wystawiono stół z tym, co jeszcze można w sklepie dostać – importowane z Chin bułeczki, ciasteczka i zupki instant. Ludzie i tak kupują, i to od razu dziesięć czy dwadzieścia. Wychodzą potem na rażące słońce uradowani, że udało im się kupić coś nie byle gdzie, bo w Centrum Handlowym nr 1!

Wychodzę, przypominając sobie zdjęcia ze sklepów za czasów PRL-u i zatopiona w myślach idę w stronę stacji metra. Wchodzę do lekko zatęchłego tunelu i idę za tłumem ludzi, starając się zobaczyć, gdzie zdobyć bilet. Po drodze mijamy kilka podziemnych kiosków ze wszystkim, czyli niczym. Plastikowe zabawki, wypłowiałe misie, zeszyty, gazety, waciki, jakieś kosmetyki, spinki do włosów – 1001 drobiazgów w północnokoreańskim wydaniu.

Mały sklepik w przejściu podziemnym do metra w Pjongjangu

Uri Tours (uritours.com) [CC BY-SA 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], Wikimedia Commons

Nasłuchałam się i naczytałam trochę o tym, jak wyganiają z metra, więc udaję pewną siebie, ale czuję lekki niepokój. Nie lubię konfliktów, zwłaszcza w kraju, gdzie nie rozumiem aż tak dobrze języka i gdzie mały błąd może skutkować nieproporcjonalnie wielkimi konsekwencjami. Dostrzegam kolejkę przed małym matowym okienkiem i staję w niej, próbując podpatrzyć, co oni kupują. Bilety. A raczej bileciki – malutkie świstki papieru, używane już wielokrotnie, bo na niektórych ledwo widać wzór. Nie wiem ile kosztują, więc wkładam w szparę banknot 50 wonowy i wzdycham z wdzięcznością, kiedy pani po drugiej stronie nie orientuje się, że nie jestem Koreanką (albo zdaje sobie z tego sprawę, ale ma to gdzieś) i dostaję w zamian 10 świstków papieru. Przypominam sobie fortunę, którą straciłam na przejazdy metrem w Londynie czy Tokio i wybucham śmiechem. Tłumię go jednak w sobie, bo i tak zwracam już na siebie zbytnią uwagę.

Kasa z biletami na metro w Pjongjangu

„Ticket office in Pyongyang metro” by Roman Bansen – Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons – https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Ticket_office_in_Pyongyang_metro.jpg#/media/File:Ticket_office_in_Pyongyang_metro.jpg

Wejście do metra w Pjongjangu, stolicy Korei Północnej

Photo by (stephan), https://www.flickr.com/photos/fljckr/1027358741 via Attribution-ShareAlike 2.0 Generic (CC BY-SA 2.0)

Podchodzę do bramki i wrzucam do wypchanego do granic możliwości pudełka bilecik. I od razu zatrzymuje mnie pani z obsługi metra, w dość groźnie wyglądającym mundurku. Znowu to samo. Skąd jestem, dlaczego, nie wolno, nie ma mowy, ach dyplomacja? ambasada? no niech mi będzie.

Schody ruchome w metrze w Pjongjangu

Photo by (stephan), https://www.flickr.com/photos/fljckr/1026392557 via Attribution-ShareAlike 2.0 Generic (CC BY-SA 2.0)

Wchodzę, póki nie zmieni zdania. Słyszę, że coś tam za mną mówi, ale wskakuję na ruchome schody i czekam. Czekam i czekam i czekam. Schody zdają się ciągnąć niemalże w nieskończoność. Z głośników leci jakaś wojskowa pieśń, ale nikt się nią specjalnie nie przejmuje. Dojeżdżamy na stację, a tam oczywiście totalny splendor. Staję przed mapką metra, która pamięta lepsze czasy. Zastanawiam się gdzie jechać, ale ledwo podeszłam do ozdobionej diodami jak ze starego filmu science-fiction mapki, a już podbiega do mnie pani.

Mapa metra w Pjongjangu, stolicy Korei Północnej

„Pyongyang metro LED line map 2” by Roman Bansen – Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons – https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Pyongyang_metro_LED_line_map_2.jpg#/media/File:Pyongyang_metro_LED_line_map_2.jpg

„Nie wolno! Proszę wrócić! Kto panią wpuścił? Gdzie pani opiekun?” – patrzy się na mnie i sapie, jakby zaraz zza filaru miała wyskoczyć grupka osiłków i mnie spacyfikować.

„Nie potrzebuję opiekuna. Jestem z ambasady. Polska, polska, dyplomacja, ambasada.” – powtarzam tą samą śpiewkę w kółko. Mówię to samo odpowiednio dużo razy, aż kobieta macha ręką (standard) i odpuszcza. Pociąg podjeżdża, a ja nie zastanawiając się nawet, w którą stronę jedzie, wskakuję do środka i opuszczam stację Sŭngri (승리). Po kilku sekundach mam jednak dosyć jazdy. W pociągu, który ma co najmniej kilkadziesiąt lat, nie ma żadnej wentylacji, a okna są całkowicie zaparowane i nic nie widać. Czuję się jak w saunie, mimo że stoję w środku dopiero chwilę. Zaduch, zapach spoconych ciał, wymieszany z tanimi perfumami i wonią wody kolońskiej, która powaliłaby konia. Kręci mi się w głowie.

Portrety wodzów - Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila w wagoniku metra w Pjongjangu, stolicy Korei Północnej

Zwróćcie uwagę na stare portrety – teraz są uśmiechnięte, jak w Hollywoodzkim filmie!
„Inside Pyongyang metro train 1” by Roman Bansen – Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons – https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Inside_Pyongyang_metro_train_1.jpg#/media/File:Inside_Pyongyang_metro_train_1.jpg

Wytaczam się ze środka na stacji Ponghwa i… wpadam na mało mądry pomysł spytania się o to, czy mogę zrobić zdjęcie. Kobieta patrzy na mnie wielkimi oczyma i każe mi czekać. „Jaka ze mnie idiotka!” – myślę, ale też obawiam się trochę o zrobienie zdjęcia z ukrycia, bo przed obchodami 67. rocznicy powstania KRLD panuje lekko nabuzowana atmosfera, a średnio chcę mieć kłopoty. Patrzę na naprawdę imponujący mural i czekam. Stoję, czekam i czekam, aż zjawia się nagle kilka kobiet, łypiących na mnie spode łba.

„Robiłaś już jakieś zdjęcia?!” – jedna z nich syczy przez zęby.

„Nic nie robiłam. Spodobał mi się ten mural, nie chciałam robić niczego z ukrycia, więc się spytałam. Przecież jest fantastyczny!” – zaczynam, ale kobieta udaje, że mnie nie słyszy.

„Na jakiej stacji tu weszłaś? Kto cię wpuścił? Proszę pokazać paszport!” – trajkocze. A ja nie mam zamiaru żadnej kobiecie z obsługi metra pokazywać dokumentów. Ci co mają wiedzieć, kim jestem, już to wiedzą.

„Wpuścili mnie bez problemu na Sŭngri” – lekko naginam fakty, ale to nieważne – „Czy naprawdę będzie problem jak zrobię zdjęcie temu muralowi?”

„Dokąd jedziesz? Co tu robisz? Dlaczego metrem a nie samochodem?” – kolejna seria pytań, jak z karabinu maszynowego. Mam dość.

W międzyczasie podjeżdża pociąg, wskakuję do niego, znowu nie zastanawiając się nad tym, gdzie jadę i nikt specjalnie nie protestuje. Przynajmniej mają problem z głowy.

Stacje robią wrażenie. Piękne mozaiki, zarówno o tematyce robotniczo-socjalistycznej, jak i te z Wielkim Wodzem na tle pięknej natury. Pomniki. Żyrandole. Płaskorzeźby. Przepych stulecia. Czyściutko, porządek, zero hałasu. Na środku każdego peronu wystawiono stojaki z najnowszym numerem „Rodong Sinmun” (로동신문), oficjalnej gazety Centralnego Komitetu Partii Pracy Korei. Na głównej stronie gratulacje dla Kima od… Baszszar al-Asada z Syrii. Staję za zaciekawionymi mężczyznami i próbuję doczytać nieco więcej. Nie dość, że jestem jedyną nie-Koreanką, to jeszcze jedyną kobietą, która czyta (a raczej udaje, że czyta) gazetę. Tak jakby była to przyjemność zarezerwowana tylko dla mężczyzn. Kilka godzin później doczytuję kilka „artykułów”, a raczej propagandowego bełkotu, na oficjalnej stronie gazety (która czasami szwankuje). Jeśli kiedyś będzie Wam się nudzić, zachęcam do spędzenia kilku chwil na angielskiej wersji strony i poczytania kilku notek, zwłaszcza w dziale „Aktywność Najwyższego Wodza”, gdzie znajdziecie zdjęcia Kim Dzong Una na przykład w fabryce chrupków kukurydzianych czy w sadzie. Serio.

Czytelnicy państwowej gazety, wywieszonej na stacji metra w centrum Pjongjangu

„Public newspaper reading stand in Pyongyang metro 2” by Roman Bansen – Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons – https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Public_newspaper_reading_stand_in_Pyongyang_metro_2.jpg#/media/File:Public_newspaper_reading_stand_in_Pyongyang_metro_2.jpg

Jedna z pięknych stacji metra w Pjongjangu w Korei Północnej

By Gilad Rom (Photo taken by Gilad Rom) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html), CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/) or CC BY 2.5 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.5)], via Wikimedia Commons

Wysiadam na każdej stacji i wsiadam ponownie, aż dojeżdżam do stacji końcowej – Puhŭng (부흥). Otwieram drzwi (tak, drzwi trzeba otworzyć samemu), wychodzę na peron… a tam po drugiej stronie peronu na dachu pociągu chodzi grupka mężczyzn z mopami i go szoruje. W końcu według słów KCNA, Północnokoreańskiej Centralnej Agencji Prasowej, metro w Pjongjangu to „monumentalny gmach w erze Partii Pracy”. Całkiem dobrze udało im się oddać atmosferę „monumentalności”, ale dodali do tego jeszcze sporą szczyptę propagandy.

Metro ma dwie linie: Chŏllima (천리마) i Hyŏksin (혁신) i na razie udało mi się przejechać tylko pierwszą z nich. Same nazwy stacji oddają zresztą klimat całego metra. Nie odzwierciedlają one w żadnym wypadku miejsca, nie mają nazw od ulic czy dzielnicy, lecz ochrzczono je od całej gamy rewolucyjnych haseł:

Chŏllima (천리마) 

Pulgŭnbyŏl (붉은별) – Czerwona Gwiazda
Chŏnu (전우) – Towarzysz
Kaesŏn (개선) – Triumf
T’ŏngil (통일) – Zjednoczenie
Sŭngri (승리) – Zwycięstwo
Ponghwa (봉화) – Pochodnia
Yŏnggwang (영광) – Chwała
Puhŭng (부흥) – Rewitalizacja

Hyŏksin (혁신)

Kwangbok (광복) – Odzyskanie Niepodległości
Kŏn’guk (건국) – Założenie Narodu
Hwanggŭmbŏl (황금벌) – Złota Ziemia
Kŏnsŏl (건설) – Konstrukcja
Hyŏksin (혁신) – Innowacja
Chŏnsŭng (전승) – Całkowite Zwycięstwo
Samhŭng (삼흥) – Trzy odnowy
Kwangmyŏng (광명) – Oświecenie
Ragwŏn (락원) – Raj

Piękna stacja metra w Pjongjangu

By Kok Leng Yeo from Singapore, Singapore [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Trafienie w konkretne miejsce nie jest zatem wcale takie proste, jeśli się nie wie, gdzie akurat Wódz wymyślił sobie postawienie „Pochodni”, na którym skrzyżowaniu ogłoszono „Zjednoczenie”, a przy jakim skwerku porządku pilnuje „Towarzysz”. Na szczęście na malutkiej mapce oświetlonej diodami zaznaczono w nawiasie największe „atrakcje” danego miejsca. Na stacji Sŭngri, o dziwo, jest to „Centrum Handlowe Nr 1”, a nie plac Kim Ir Sena.

Jazda w zaparowanych wagonach nie należy do najlepszych sposobów na spędzenie upalnego popołudnia, zwłaszcza kiedy wszystkie oczy w wagonie zwrócone są na Ciebie. Patrzą, obserwują bez wytchnienia. Wwiercają swoje spojrzenia w moje plecy, a pot, który spływa mi po karku, nie jest spowodowany tylko panującą w środku temperaturą. Wysiadam na stacji Kaesŏn (nie mylić z Kaesŏng) i kieruję się w stronę wyjścia.

Stoję na schodach, którym jazda w stronę światła zajmuje całą wieczność. Nagle jeden z mężczyzn stojących na schodku wyżej odwraca się i niemalże ląduje na mnie.

„Ej Ty!” – szturcha stojącego obok dziadka, chowającego twarz pod osłoną słomianego kapelusza – „Oegugin! Cudzoziemka? Tutaj?! Ej!”

Jego krzyki przebijają się nawet przez kolejną wojskową pieśń, i w moją stronę odwraca się kolejne kilka osób. Patrzą się na mnie i patrzą. A ja nie opuszczam wzroku. W pewnym momencie dziadek w kapeluszu uśmiecha się do mnie, ja do niego. Odpowiadają mi uśmiechy. Nie taki straszny oegugin, jak go malują!

Wychodzę na zewnątrz i oddycham świeżym powietrzem. Wdech, wydech. Uff. Przeżyłam przejażdżkę metrem, mimo że niby „się nie da”. Obchodzę dookoła główny punkt okolicy, Łuk Triumfalny, Kaesŏnmun (개선문). Jeden z wielu megalomańskich projektów w kraju, który nie ma za co budować takich betonowych stworów. Jest to drugi co do wysokości łuk triumfalny na świecie (po Pomniku Rewolucji w Meksyku), pręży się dumnie w stronę słońca na 60 metrów. Zbudowano go w 1982 w celu upamiętnienia walkę Koreańczyków przeciwko Japończykom podczas okresu kolonizacji.

Ogromny Łuk Triumfalny w centrum Pjongjangu Łuk Triumfalny na środku ogromnego ronda w sercu Pjongjangu

To by było jednak zbyt proste. Nie chodzi tu, ot tak, o zwykłych walczących Koreańczyków. Pfft. Najważniejsza jest tutaj rola Kim Ir Sena, to jemu poświęcony jest Łuk. Zbudowano go z okazji jego 70. urodzin i żeby nadać temu miejscu jeszcze większą świętość, postanowiono skonstruować go z 25,500 bloczków ze specjalnego białego granitu – każdy z nich odpowiada jednemu dniu życia Wielkiego Wodza. Serio.

Nie mam ochoty na jakieś szczególne zwiedzanie. Nie wzruszają mnie tysiące bloczków, symbolizujące tysiące heroicznych aktów Kima. Patrzę na mijające łuk samochody, na śpieszących gdzieś ludzi, na nierobiących sobie nic z pędu świata ludzi, przykucniętych na trawnikach. Na dzieci, idące gdzieś ćwiczyć. Na matki, niosące swoje pociechy w chustach. Na płaskorzeźby. Na park Moranbong. Mam już dosyć tłuczenia się transportem publicznym, nawet jeśli każdy przejazd kosztuje mnie ułamek grosza. Wracam piechotą – bez kiszenia się w saunie, bez opłat, bez pytań. Jedyna dziewczyna nie na obcasach, jedyna biała, jedyna z nieczarnymi włosami. Jak zwykle przez ostatnie kilka tygodni.

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (61)

  1. bardzo ciekawa relacja, jak zwykle!

  2. Tak mnie zastanawia – czy gdybyś popełniła jakieś brzydkie wykroczenie (mniejsza o jego wagę, bo w Korei Północnej chyba ciężko o sensowne postrzeganie zachowań), jako pracownica ambasady zostałabyś wydalona z kraju, czy poniosłabyś mniej przyjemne konsekwencje?

    Swoją drogą dziwi mnie, że w Korei Północnej w ogóle jest polska ambasada. Jaką ona ma tam w ogóle rolę?

    Z każdym kolejnym tekstem podziwiam Cię coraz bardziej.

    Szkoda jednak, że tym razem nie mogę podziwiać Twoich zdjęć.

    • Ambasada polska to nic dziwnego, Wszak przed 1989 rokiem KRL-D należała do państw Polsce ideologicznie bliskich i oficjalne stosunki bilateralne były jak najbardziej życzliwe. Ambasada pozostała, a warto pamiętać, że tylko nieliczne państwa UE dysponują takową w Pjongjangu.

    • Karolina

      Nie jestem pracownicą, lecz stażystką, ale i tak staram się nie popełniać żadnych wykroczeń 😛 I dziękuję za miłe słowa! Też żałuję, że nie udało mi się pstryknąć fotek, ale się stresowałam, a robienie zdjęć na siłę mija się z celem. Przełączyłam się zatem na tryb „obserwowanie” 🙂

  3. Świetna relacja, pelna emocji….dzieki

  4. Dominik, w Pjongjangu też mają trolejbusy. Tylko trochę tańsze 😉 A sposobu nazywania przystanków Lublin mógłby się od nich uczyć!

  5. Bardzo fajnie napisane 🙂 Czuć emocje

  6. Rzeczywiście stacje metra są imponujące. Też bym fociła. A właśnie kiedy czytałam wpis i się zastanawiałam czy Cię nie gonią za robienie zdjęć napisałaś, że koniec końców zaczęli się wypytywać.

    Ciekawe, że i tak większość ludzi zamiast zaciekawieniem reaguje totalnym brakiem zainteresowania, tak jak pisałaś wcześniej. Z jednej strony jesteś bez wątpienia dziwem (długi nos bez opiekuna??) a z drugiej jesteś jakby tłem. Myślisz, że na wszelki wypadek, żeby nie mieć problemów nie wdają się z Tobą w rozmowę? Bo jak rozumiem z wpisów język koreański znasz i właśnie w nim tłumaczysz paniom, że zdjęcie murala robiłaś a wcześniej to w ogóle nic ;).

    • Karolina

      Mój koreański nie jest na świetnym poziomie, ale w życiu codziennym sobie radzę. I myślę, że owszem, boją się, dlatego też nie rozmawiają. Szkoda.

    • Piękny opis pobytu w Pjongjangu. Chętnie też bym tak samodzielnie pozwiedzał. W kwietniu 2016 byłem w KRLD na zorganizowanej wycieczce. Niestety, dla zwykłych śmiertelników, którzy nie mają związków z dyplomacją, jest to chyba jedyna możliwość zwiedzania tego kraju. Koreańczycy pokazują turystom tylko określone, ściśle wybrane miejsca, które uważają za wystarczająco dobrze wyglądające. Do nich też należy metro, a przynajmniej kilka stacji. I do tego będąc w takiej grupie, z przydzielonymi opiekunami koreańskimi, nie ma żadnych problemów z robieniem zdjęć w metrze. Zrobiłem sporo zdjęć metra, nagrałem kilka krótkich filmów wideo w metrze, jechałem zarówno tymi starymi wagonami o których piszesz, jak też nowszymi wagonami, podobno zakupionymi gdzieś w Niemczech. W tych starych, dodatkową atrakcją dla pasażerów było odtwarzane przemówienie nieżyjącego już generała Kim Dzong Ila. Generalnie metro bardzo głębokie i w stylu rosyjskim, a stacje podobne do moskiewskiego.

  7. Nie dość, że za jeden grosz to jeszcze w TAKIM metrze! 🙂

  8. Sprawiłaś, że moje zainteresowanie do tego kraju wzrosło i wzrasta regularnie do rangi zainteresowań, które chciałabym studiować. Mimo wszystko podziwiam Twoją odwagę i po cichu zazdroszczę!

    • Karolina

      Dziękuję 🙂 I fajnie, że ludzie zaczynają się Koreą Północną interesować, w Polsce (zresztą jak i na świecie w ogóle) mało jest specjalistów w tej tematyce…

  9. Zdjecia jak zwykle bardzo cenne, piekne sa te stacje Metra , cieszy ze mozna poogladac cos co nie jest dla takich oczu jak moje do ogladania przeznaczone, podziwiam Cie za odwage

  10. Jak zobaczyłam tytuł postu, to od razu mi się skojarzyła „Podróż za jeden uśmiech” 😉

  11. Gratuluję odwagi i wytrwałości! Nie sądziłam, że tam tak trudno korzysta się z komunikacji miejskiej…

  12. Świetna relacja. Trochę musiałaś się nabiegać, żeby przejechać tym metrem 🙂

  13. Ale się zaczytałam! 🙂 Dopiero dziś trafiłam na Twojego bloga i to pierwsza notka, którą przeczytałam, Naprawdę nie mogłam się oderwać!!! 🙂

  14. Odważna jesteś! Ale kurczę, dałaś znać w Ambasadzie, że wybierasz się na takie eskapady? Bo faktycznie, gdyby coś niefortunnie się potoczyło, to pracownicy ambasady (zwłaszcza, jeśli jesteś na stażu i miałaś tam swojego opiekuna) też mogliby mieć nieprzyjemności.

    • Karolina

      Nie ma chyba możliwości, żeby się coś „niefortunnie potoczyło”, jeśli mnie poinformowano, że mogę się poruszać bez problemu po Pjongjangu 😛 Nie wiem czy to odwaga – po prostu trzeba próbować. Jakby bardzo nie chcieli mnie wpuścić, to by mnie nie wpuścili i tyle. A byli raczej skonfundowani, bo cudzoziemcy poruszają się autokarami turystycznymi bądź prywatnymi samochodami. Jeśli sobie po prostu chodzę i nie wchodzę nikomu do domów, nie cykam zdjęć z ukrycia a ni nic, to nie wiem czemu miałabym mieć ja czy moi opiekunowie nieprzyjemności (?)

      • Nie byłam na miejscu, nie wiem. Po prostu ja może jestem mniej skłonna do ryzyka, zawsze stawiam się na miejscu osoby, która mogłaby mieć potencjalne kłopoty z powodu mojego nieodpowiedzialnego zachowania. Ale to Ty jesteś na miejscu, więc to Ty jesteś w stanie lepiej ocenić sytuację. No i dobrze, że nie byłaś mną 🙂
        Do zobaczenia w Azji! 🙂

  15. Powinnas na takie spacery miec przygotowany osprzet a’la James bond! Wiesz…mala niewidoczNa kamerka…:)

  16. Nigdy bym nie pomyślała, że za 1 grosz można coś takiego przeżyć 🙂

  17. świetna relacja i jeszcze lepszy pomysł!

  18. świetne, pierwszy raz czytam o Korei Płn. u kogoś, kto nie podróżuje ze zorganizowaną wycieczką 🙂

  19. Ale to dobre. Jechałbym!

  20. Właśnie mnie to ciekawiło, jak to jest z tym udowadnianiem, że jest się z ambasady. Czy często Cię zaczepiają i proszą o papiery?

  21. marzy mi sie przejażdżka metrem w Pjongjangu, chociaż marzenie to nieosiągalne! Ale wygląda, że to moje miejsce idealne: metro jest, na bogato, wszędzie socrealizm! lubię tak! arcyciekawy i tak bardzo absurdalny artykuł, czekam na więcej!

    • Karolina

      Dziękuję 🙂 No tutaj socrealizm to jest podkręcony do granic możliwości – na pewno by Ci się spodobały te wszystkie odpicowane pałace, murale, posągi i inne takie cuda.

  22. Czytam Twoje relacje z otwartymi ustami. Zawsze marzyłem o podroży do KRLD, ale jakkolwiek bym się tam wybrał, nigdy nie będę w tak uprzywilejowanej pozycji jak Ty, jako pracownik ambasady. To daje ogromne pole mozliwości. Podoba mi się Twoje całkiem normalne podejście do opisywanej rzeczywistości i bardzo czekam na kolejne relacje! Pozdrawiam!

    • Karolina

      Dziękuję bardzo 🙂 Chwilowo przeżywam żałobę po stracie aparatu, więc pewnie jeszcze kilka dni potrwa, zanim się zbiorę do napisania jakiejkolwiek kolejnej relacji.. A trochę tego jeszcze zostało do opisania.

  23. Świetna notka, jak to mówią dla chcącego nic trudnego 😉

  24. Hmm 🙂 Mam pytanie, czy byłaś może na Ukrainie 🙂 Wiara się wielce wszystkiemu dziwi zresztą Ty też 😉 i szczerze nie wiem dlaczego 🙂 Ze zdjęć wynika, że nie ma wielkiej tragedii, więc skąd to zdziwienie 🙂 Na ukrainie jest moim zdanie o wiele gorzej a takim Ikarusem to jeszcze z 7-8 lat temu też można bylo się bez problemu przjechać w Poznaniu 🙂 A autobusy na Ukrainie to pamiętają jeszcze stalina. Dziwne, że nie doceniacie tej czystości jaka tam panuje. Z drugiej strony to ja bardzo bym chciał wybrać się do Korei Północnej 🙂 I pytanie wygląda następująco czy dało by się załatwić takie pismo, że również pracuję w ambasadzie żebym mógł chodzić bez zbędnego balastu ? O tym ze mogę pozyskać wizę turystyczną wiem już od dawien dawna.

  25. Dla mnie to miasto z betonu. Szare, zamknięte. Pełne sprzeczności.

    Wpis fantastyczny, gratuluje!

    • Karolina

      No niestety takie jest… Jak zresztą wiele miast wybudowanych z rozmachem w socrealistycznym stylu.
      Dziękuję za miłe słowa 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *