Międzynarodowa Wystawa Przyjaźni, czyli w krainie absurdu

Myohyangsan (묘향산) to miejsce całkowicie inne od pompatycznego Pjongjangu… Tak mi się przynajmniej wydawało, gdy jakiś czas temu czytałam o buddyjskich świątyniach ukrytych w górach. W Korei Północnej nic nie jest jednak takie, jakie się wydaje. Obok świętej góry zbudowano mauzoleum ze zbiorem prezentów dla rządzącej dynastii Kimów.

Z Pjongjangu wyjechaliśmy z samego rana, bo dojazd gdziekolwiek w tym kraju zajmuje naprawdę wiele czasu. Trzeba zapomnieć o dawnych przyzwyczajeniach – tutaj nie mają one racji bytu. Tak jak do Kaesŏng dzień wcześniej, droga zajęła prawie 3 godziny. Niestety droga na północ nie może konkurować z „autostradą” do Kaesŏng. Całą drogę trzymałam się siedzenia, starając się jak najszybciej to możliwe zminimalizować ilość siniaków i guzów. W końcu co chwilę samochód podskakiwał na jakiś wertepach, wymijał ludzi, dziury, zaparkowane samochody czy suszącą się kukurydzę. Nikt nie wpadł jednak na to, żeby w aucie zamontować pasy…

Po godzinie od wyjazdu zaczęło padać. Szare wioski z odrapanymi budynkami wyglądały przygnębiająco. Ludzie szli przed siebie przemoknięci do suchej nitki. Dzieci zrezygnowane dreptały do przodu. Nikt nie miał parasola czy płaszcza przeciwdeszczowego. Niczym duchy podążali wzdłuż drogi do swojego celu. Niektórzy poddali się, spoglądając na niebo, schowani pod przydrożnym drzewem. Tylko my pędziliśmy w luksusie ciepła i suchych ubrań…

Zwiedzanie Korei z przewodnikiem to niemalże tour de Kim. Kogo by interesowały jakieś ruiny, jeśli można zobaczyć kolejny monument z cyklu „Tu w X roku był Kim”. Z reguły Dziadek, znany z tego, że odwiedził chyba każdą północnokoreańską dziurę. Dlatego główną atrakcją (przynajmniej w mniemaniu przewodniczek) była Międzynarodowa Wystawa Przyjaźni (국제친선전람관; Kukche Ch’insŏn Chŏllamgwan). Jest to miejsce tak absurdalne dla osoby z zewnątrz, że po prostu trzeba to zobaczyć.

„Wystawa” składa się z dwóch potężnych budynków wbudowanych w skałę: większy poświęcony jest Kim Ir Senowi, jego żonie Kim Jong-suk i teraźniejszemu liderowi KRL-D Kim Dzong Unowi, a nieci mniejszy to zbiór prezentów dla Kim Dzong Ila. Wybudowany w 1978 roku kompleks początkowo poświęcony był jedynie Kim Ir Senowi i Kim Dzong Ilowi, lecz niedawno dołożono także prezenty dla pozostałych ważnych Kimów. Według legendy budynki zbudował sam Kim Dzong Il w trzy dni. A to dopiero początek podróży po megalomańskim świecie Kimów!

friendshipexhibition-1

Tak jak w Kaesŏng, dokoptowano nam lokalną przewodniczkę, ubraną w choson-ŏt z taniego sztucznego tiulu ozdobionego błyszczącymi kwiatkami. Każdy jej krok powodował nieprzyjemny szelest, wzmacniany przez potężne i z reguły całkowicie poste marmurowe hale z prezentami. Jeszcze przed wejściem do środka poczułam, że będę ten „teatrzyk” długo wspominać. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałam.

Mimo że większość budynków została wykuta w skale, postarano się o utrzymanie odpowiedniej atmosfery i zbudowano fasady w „tradycyjnym stylu”. Wejścia chronią żołnierze o przerażającym wyrazie twarzy, trzymający pokryte srebrem (!) karabiny. Już drzwi dają przedsmak tego, co czeka w środku. Ozdobione są wzorkami kwiatów i ważą ponoć cztery tony. Nie można podejść do nich i ich sobie ot tak otworzyć. Na malutkim drewnianym stoliku leży (lekko brudna i zużyta) biała rękawiczka, którą trzeba założyć przed dotknięciem świętych wrót. Przewodniczka podała mi rękawiczkę bez pytania – w końcu nikt nie odmawia takiego honoru – i pchnęłam monstrualne drzwi do istnego pałacu kuriozów.

friendshipexhibition-4

ⓒ https://www.flickr.com/photos/loolooimage/2854020105/in/set-72157607127683403/

W środku kontrola jak na lotnisku. Nie można ze sobą nic wnieść – mało tego – każdy otrzymuje materiałowe niby-pokrowce, które trzeba nałożyć na buty, żeby przypadkiem nie porysować i nie pobrudzić świętych marmurów. Po krótkim wstępie przewodniczki, podążamy za nią do głównej hali z ogromnym ponikiem Kim Ir Sena. Przewodniczki stoją w rządku i każą nam się kłaniać. Mój towarzysz lekko skinął głową, ale ja nie drgnęłam nawet na milimetr. Dzięki temu przez kolejne dwie godziny czuję na sobie wzrok przewodniczki za każdym razem, kiedy powinnam oddać cześć tak jak one, najlepiej niemalże szorując włosami podłogę. Pokazuję im w mojej wyobraźni gest Kozakiewicza (chcę jednak zobaczyć tą wystawę, a nie wylądować na bruku na zewnątrz albo nie daj boże w jakimś więzieniu) i idę dalej w ciszy.

friendshipexhibition-8

Trudno opisać słowami to miejsce, bo już po chwili miałam wrażenie, że znalazłam się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości. Na ścianie wisi ogromna mapa świata, a każdy kraj opatrzony jest oldschoolową czerwoną diodą. Te kraje, które podarowały Wielkiemu Wodzowi prezent są podświetlone – o dziwo świeci się większość lampek, nawet na środku Pacyfiku, w Japonii czy USA. W ponad 150 pomieszczeniach, w większości podzielonych według państw, z których pochodzą podarki, znajduje się ponad 100 tysięcy prezentów. Patrzę na tabliczki przy każdej rzeczy i niemalże wybucham śmiechem. Co za doborowe towarzystwo! Szabelka od Kadafiego, wypchany niedźwiedź od Ceaușescu, torba ze skóry krokodyla od Castro, kryształowy wazon od Jaruzelskiego…

friendshipexhibition-7

Przewodniczka pyta się nas o kryształy, bo większość prezentów z Polski to właśnie wszelkiej maści talerze i wazony. Jakiś czas później w Sali z prezentami z naszego kraju oglądam te szkarady i nie mogę się nadziwić, że ktoś postanowił podarować takie coś komukolwiek, nie mówiąc już o głowie państwa. Jedynie Bierut zaszalał i dał Kimowi pistolet, znalazła się też w którejś z gablot rodowa szabelka. Poza tym bieda, wypłowiałe kryształowe talerzyki i kilka średnich obrazków.

Najpiękniejsze prezenty pochodzą z Chin i Hong Kongu (przynajmniej z tych, które miałam okazję zobaczyć). Pięknie rzeźby z kości słoniowej, ogromne złote parawany, malowidła – niektóre z nich to istne dzieła sztuki. Zadziwia mnie ogromna ilość prezentów z Japonii, która w oficjalnych mediach przedstawiana jest jako źródło wszelkiego zła. Większość podarków pochodzi jednak od prywatnych osób bądź stowarzyszeń sympatyzujących z KRL-D. trochę przeraża to, ile osób na świecie sympatyzuje z ideą Juche.

friendshipexhibition-6

Nie myślcie sobie jednak, że Kimowie dostają jedynie nudne figurki. W jednym pomieszczeniu znajdują się np. samochody, w tym jeden od Stalina. Jedną ogromną salę poświęcono na… pociąg. Niby tylko kilka wagonów, ale robi to wrażenie. Zresztą jeden z nich to podarunek od samego Mo. Do przylegającej sali, też wyłożonej marmurem, wciśnięto samolot. SAMOLOT. Tego się całkowicie nie spodziewałam, więc stanęłam na progu zdębiała i nie wiedziałam, co mam powiedzieć.

friendshipexhibition-12

Na zewnątrz pada, a ja stoję w Sali wykutej gdzieś w głębi góry i patrzę na kolejny „upominek” od Stalina. Czyżbym znalazła się w jakimś filmie science-fiction?!

Przeszliśmy przez nieliczne sale, pełne prezentów i od wszystkiego zaczęło mi się prawie kręcić w głowie. Obudził mnie jednak wypchany krokodyl niosący tacę ze szklankami (nie żartuję!) od Fidela. W sali poświęconej najmłodszemu Kimowi w honorowym miejscy leży za to piłka od Dennisa Rodmana, który przy okazji podarował Ri Sol Ju, żonie Kima, skórzaną torebkę Burberry. Na zwiedzenie całego kompleksu potrzebowałabym chyba pół życia. A średnio widziało mi się spędzenie choćby chwili dłużej w towarzystwie reliktów poprzedniej epoki.

„Też macie w Polsce podobne wystawy?” – zapytała przewodniczka.

„My? Takie coś?” – próbowałam sobie wyobrazić takie monstrum ukryte gdzieś w polskich górach i o mało co nie parsknęłam śmiechem – „Nie”

„Ahh… No tak, jednak nie każdy jest tak uwielbiany jak nasz Wielki Przywódca!” – napomknęła.

„Nie o to chodzi. U nas po prostu coś takiego byłoby nie do pomyślenia.” – dodałam i czuję, że towarzysz lekko mnie kopie i odzywa się, że u nas z reguły sprzedawane są one na różnych aukcjach charytatywnych. Próbuję sobie wyobrazić, ile dobrego można by w tym kraju zrobić, gdyby odsprzedać choćby część prezentów. Na świecie znalazłyby się z pewnością osoby, których imponowałoby posiadanie siodła na wielbłąda od Kadafiego, karabinu od Putina czy złotej popielniczki od Tito. Albo samolotu od Stalina, to na pewno. Może byłby problem ze znalezieniem chętnych na polskie kryształy, no ale trudno.

Dostałam niemalże zawału, kiedy na sam koniec zaprowadzono nas do sali, w której na makiecie Paektu-san stała woskowa figura Kim Dzong Ila, ubrana w jego klasyczny mundurek. Wyglądał jak żywy. Spoglądał na mnie spode łba, uśmiechając się krzywo, a mi po plecach przechodziły ciarki.

friendshipexhibition-2

http://www.tongilnews.com/news/articleView.html?idxno=106787

Przewodniczki znowu ukłoniły się nisko, a ja i tym razem stałam niemalże na baczność, świdrując wzrokiem woskowego Kima. Kolejna sala i kolejna woskowa figura – tym razem Dziadka. Podchodzimy na kilka metrów przed posąg (zawsze jest to dokładnie taka sama odległość) i znowu to samo. Wychodzimy i idziemy dalej. Kolejna wojskowa figura, tym razem jednak wybudzam się z chwilowego transu i patrzę na postać matki Kim Dzong Ila, Kim Dzong Suk, o której wiem niewiele, a która ostatnio w Korei zaczyna być uznawana za „matkę narodu”.

Po mojej serii buntów, widzę że przewodniczka nie może się powstrzymać, żeby jakoś mi przygadać. No ale wiadomo – goście z ambasady i to jednego z niewielu europejskich państw, które jeszcze mają tu placówkę dyplomatyczną.

„Jaką religię wyznajesz?” – pyta się, bo chyba tylko moja wiara byłaby w stanie wytłumaczyć moją niesubordynację.

„Ja? Religię? Czy to ważne?” – odpowiadam.

„Chrześcijaństwo, huh?” – wyczuwam w jej głosie lekką pogardę. Nie chcę jej jednak mówić, że nie wierzę w żadnego boga, czy to Jahwe czy Kima, więc stwierdzam krótko:

„Większość Polaków to katolicy.” Moja odpowiedź zbija ją z tropu.

„Ach, katolicy. No tak.” – zastanawia się co dalej powiedzieć – „A jak podoba ci się nasza wspaniała Wystawa?”

No i co mam jej powiedzieć? Że można by nakarmić pół kraju za zmagazynowane tu złoto i inne skarby?

„Ciekawa.”

„Ale w jakim sensie?” – drąży i drąży, czekając chyba na to, aż powiem coś niepoprawnego politycznie.

„Dużo historii. Postaci, o których czytałam jedynie w książkach.” – no tak, doborowe towarzystwo, dyktatorzy z całego świata, którzy terroryzowali swoich poddanych przez kilkadziesiąt lat. Pozostałości epoki, która mam nadzieję, że nigdy nie wróci.

„Co ci się najbardziej podobało?” – no nie da mi kobieta spokoju. Pewnie musi napisać na koniec jakiś raport, a ja jej bynajmniej nie ułatwiam zadania.

Odpowiadam szczerze, że prezenty z Chin. Na szczęście powoli zbliżamy się do wyjścia, więc pod pozorem musu wyjścia do toalety opuszczam przewodniczkę, a potem szybko oddaję materiałowe niby kapcie i wychodzę na zewnątrz.

friendshipexhibition-5

http://www.gluckman.com/NKGift.html

Kilka minut później w aucie, moje wyluzowane przewodniczki opowiadają mi dowcip.

W samolocie siedzi Papież, George Bush, Dennis Rodman i uczennica liceum. Nagle okazuje się, że samolot ma awarię i trzeba wyskoczyć z niego spadochronem. Niestety spadochrony są tylko trzy.

Papież bierze jeden z nich i mówi: „Jeśli zginę, cały Kościół ogarnie chaos, nie mogę zostawić tak moich wiernych!” I wyskakuje z samolotu.

George Bush chwyta drugi i stwierdza: „Jestem byłym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Gdybym zginął, miałoby to ogromny wpływ na sytuację polityczną na całym świecie”. I skoczył.

W samolocie został jedynie Dennis Rodman i uczennica. Rodman nagle zaczyna płakać.

„Czemu płaczesz?” – pyta uczennica.

„Nie chcę Cię tutaj tak zostawiać. Ale jestem znanym koszykarzem i moja śmierć zszokowałaby moich wielu fanów.”

Uczennica wybucha śmiechem.

„Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Pan Bush przed wyskoczeniem z samolotu ukradł mi tornister.”

Idealnie absurdalne podsumowanie absurdalnego miejsca.

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (16)

  1. muszę tam kiedyś pojechać ;D

  2. ….i coz wiecej dodac? …???

  3. Świetny tekst, calkiem jakbym ogladala magika, ktory co troche wyciaga z kapelusza coraz to cenniejsze przedmioty.

  4. Żarcik na koniec rozluźnil atmosferę 😀

  5. Nigdy bym nie przypuszczała, że na prezenty można wybudować takie muzeum! Tekst Pozdrawiam gorąco.

  6. to przynajmniej można zobaczyć jeszcze trochę i będą Muzea Watykańskie hehehe prezenty dla papieży są równie dziwaczne

  7. wszystkie Twoje posty z Korei Północnej czytam z wielką ciekawością, ten też jest świetny 🙂 czułam się prawie jakbym też podziwiała te wszystkie cudowne prezenty 😛

  8. Haha, wpis zdecydowanie na poprawę humoru! 😀 Ten krokodyl od Fidela….

  9. Uwielbiam takie smaczki! W Laosie załapałam się na święto „odzyskania niepodległości” – 40 rocznicę. Wyglądało trochę jak nasze obchody 1 maja z ubiegłego stulecia. Wciąż nie opisałam „eventu”, bo mam problem z montażem filmu 🙁 Z przyjemnością przeczytam Twój post 😀

  10. Zazdroszczę Ci ten podróży do Korei! Tyle ciekawych miejsc/rzeczy możesz zobaczyć! 🙂 A co do prezentów dla wielkiego wodza to chyba ten pistolet najbardziej mnie rozbawił 😉

  11. OMG 😀 ! A ja myslałam że pałac zjednoczenia w Sajgonie to groteska, ale ten opis położył mnie na łopatki. i ten krokodyl…. 😀

  12. Uwielbiam te Twoje historie 🙂 Absurdu niby się człowiek po Korei Północnej spodziewa jednak za każdym razem nie mogę się przestać śmiać czytając o Twoich przygodach. Wystawa wystawą, ale budynki wykute w skale robią wrażenie.

  13. Witam, Byłem w KRLD w tym samym terminie, jednak co by zwykły turista i tylko na tydzień, 7-14 wrzesnia. Rozumiem, ze byliscie tez tylko w muzeum lapówek Kim Ir Sena, Ciekawe czy w budynku Kim Jong Ila cos jest :-). Chyba bedzie tak samo jak w Pchjongjangskim mauzoleum – dla „dziadka” nagrody państw, dla Jong Ila nagrody partii komunistycznych i study group Juche.

    Co dziwi mnie najwiecej, to dowcip na końcu. Bo ten sam nam po powrocie z Myohyangsan na autostrade w kierunku stolicy – mniej wiecej w tym samym miejscu ten sam dowcip. Czy to tylko dziwny zbieg okolicznosci?

    Staram sie sam pisac artykuły na temat naszej podrozy, tez pisałem o Metro a mam przygotowane tematy „autostrady” i „dziwne kursy wonu”.

    Pozdrawiam z Czech i jak pozostali musze napisac – zazdroscze mozliwosc wolnego ruchu po stolicy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *