Myohyangsan, czyli z wizytą u mnicha socjalisty

Góra Myohyangsan (묘향산) kojarzy się większości Koreańczyków i turystów z Międzynarodową Wystawą Przyjaźni. Niesłusznie, bo to ukryta wśród pięknej natury buddyjska świątynia, pilnująca okolicy od prawie tysiąca lat, jest miejscem, które po prostu trzeba zobaczyć.

Mimo że z Pjongjangu do Myohyangsan jest niecałe 160 kilometrów, droga zajmuje dobre trzy godziny. Za oknem samochodu pada, a im bardziej na północ, tym szarość stara się nas pochłaniać coraz bardziej. Mijamy tonące we mgle góry, biedne wioski i idących gdzieś ludzi. Gdzieś mignie krowa, ktoś na rowerze albo zdezelowane auto. Szaro.

myohyangsan-1

Myohyangsan dosłownie oznacza „magiczną pachnącą górę”, ale patrząc za okno zaczynam się zastanawiać, ile z tej magii odczuję. To mój pierwszy raz w prowincji P’yŏngan Północne i zastanawiam się, jak wygląda prawdziwe życie tak daleko od stolicy.

myohyangsan-7

O drodze na północ pisałam już ostatnio, przy okazji wpisu o Międzynarodowej Wystawie Przyjaźni. Po wizycie w tym bodajże najbardziej absurdalnym miejscu na ziemi, otoczonym przygnębiającymi wioskami, rzeczką z rozwalonymi mostami i jednym luksusowym hotelem, przyszedł czas na podróż w czasie i wizytę w jednej z najsłynniejszych świątyń buddyjskich na półwyspie koreańskim.

myohyangsan-12

Świątynia Pohyŏnsa (보현사) została założona w XI wieku i nazwana od imienia boddhisatwy, Samantabhadry (po koreańsku: Pohyŏn Posal, 보현보살). Połowa budynków nie przetrwała wojny koreańskiej i już z daleka widać, które z nich zostały wybudowane niedawno. Tradycyjne zdobienia drewna, tanch’ŏng (단청), nie zachwycają; brak w nich kunsztu sprzed wieków. Nie pomógł nawet fakt, że remont zlecił sam Kim Ir Sen. Kreski zarysowane są niedbale, jakby kazano robić to dziecku.

myohyangsan-38

Wystarczy podejść jednak do któregoś z pawilonów, które przetrwały w nienaruszonym stanie kilka stuleci. Mimo że kolory wyblakły, wzory i kunsztowne zdobienia zachwycają. Wystarczy spędzić kilka minut przy Hali Kwanŭm (觀音/관음), którą zbudowano w 1449 roku.

myohyangsan-42

myohyangsan-46

Tuż obok znajduje się Hala Ryŏngsan (靈山/령산).Weszłam do środka na boso i zdziwiło mnie od razu kilka rzeczy. Po pierwsze posągi wyglądały na kiepskie gipsowe imitacje (oryginalne złote figury spożytkowano pewnie na „wyższe cele”), a dookoła nich leżały brudne plastikowe lampy w kształcie kwiatów lotosu. Poczułam niesmak.

myohyangsan-47 myohyangsan-48

Już miałam wychodzić, kiedy zza ołtarza wyłonił się… mnich. Nie przypuszczałam, że w Korei Północnej ujrzę buddyjskiego mnicha. Po chwili jednak pojawiły się w mojej głowie wątpliwości. „A co jeśli on nie jest prawdziwym mnichem?” Ale patrzę na niego i jego pomarszczoną twarz i uspokajam się, bo nie wygląda jak spotkani do tej pory Koreańczycy, którzy spędzili większość życia, harując w polu.

myohyangsan-51 myohyangsan-49

Nie trwa to jednak długo. Czerwona lampka zapala się ponownie, gdy mnich zamiast mnie pozdrowić, wspomina o tym, że świątynia istnieje tylko dzięki miłosierdziu i dobroci Wielkiego Wodza. Kiedy nie reaguję na jego „powitanie”, wskazuje dość bezczelnie na skrzynkę na pieniądze z taniego plexi. Nie ma mowy. Mogę wrzucić monetę do tradycyjnego drewnianego pudła ofiarnego, ale nikt nie będzie kontrolował i patrzył, ile wrzucam. I to zapewne niekoniecznie na utrzymanie świątyni. Obracam się na pięcie i wychodzę, ubierając w locie buty.

„Ilu tu jest mnichów?” – pytam lokalną przewodniczkę.

„Kilkunastu.”

„Ale takich… prawdziwych?”

„No tak,” – przewodniczka patrzy się na mnie jak na wariatkę.

„Okej…” – niech jej będzie. „A w takim razie – przychodzą tu jacyś wierni?” – wypytuję.

„Oczywiście! Wszyscy pracownicy świątyni to buddyści.”

Nie widzę jednak, żeby ktokolwiek się modlił, kłaniał, składał ręce, dotykał paciorków różańca. Nic. Mają bardziej obojętne twarze niż ja, a buddystką przecież nie jestem.

Przystaję przy 13-piętrowej pagodzie Sŏkka (釋迦/석가), zbudowanej w XIV wieku i ogarnia mnie smutek. Patrzę na otaczające Pohyon góry i wyobrażam sobie, jak wyglądała świątynia przed wojną koreańską.

myohyangsan-41

Podążam za przewodniczką w stronę nowego pawilonu Changgyŏng (藏經/장경), który przytłacza swoim ogromem. Nie bez powodu. Przechowywane jest tu 80 tysięcy bloków z „Tripiṭaka”. Oraz wiele egzemplarzy literatury z okresu Koryŏ i Chosŏn. Pierwsze książki powstały w X wieku – prawie 10 tysięcy, lecz zostały one zniszczone w historycznej zawierusze przy okazji mongolskich inwazji od 1231 roku. Dwór królewski schronił się na wyspie Kanghwa (강화). I w ciągu 15 lat odbudowało całą kolekcję.

Patrzę na tekst jednego z takich bloków i przypominam sobie wykłady na temat buddyzmu w królestwie Koryo. Oryginał słynnych bloków znajduje się bodajże w klasztorze Haein (해인) na Południu, a Myohyangsan może poszczycić się jedynie kopią. Przewodniczka jednak nie wspomina o tym szczególe. Próbuję dowiedzieć się nieco więcej, ale ona ponagla nas na zewnątrz. Idzie z nami w stronę sklepiku z pamiątkami, ale średnio kręcą mnie jakieś ulotki turystyczne sprzed 30 lat. Wracamy jeszcze do bramy „Czterech Niebiańskich Królów” – bramy Ch’ŏnwang (天王/천왕)– gdzie robię masę zdjęć pięknym zdobieniom na ścianach i suficie.

myohyangsan-35

Cofamy się w stronę parkingu, mijając jeszcze Bramę Nirwany, Bramę Haet’al (解脫/해탈).

myohyangsan-21

Mimo że cały kompleks świątynny wywarł na mnie spore wrażenie, pozostał we mnie jakiś niesmak. Zrozumiałabym, że świątynia nie działa, przerobiono ją na coś innego (jak to bywało podczas chińskiej rewolucji kulturalnej) albo że wszyscy mają ją totalnie gdzieś i zarosła chaszczami. Irytuje mnie jednak taka szopka. Kilka godzin wcześniej przewodniczki miały pretensje, że nie kłaniam się Kimowi, a teraz nagle mam uwierzyć w to, że kimilsungizm został, ot tak, zamieniony na buddyzm. Nie wiem czy mam być na spotkanego mnicha zła, współczuć mu, a może być wdzięczna, bo gdyby nie jego uniżenie wobec reżimu, ze świątyni zostałaby zapewne kupa kamieni. Znowu mam wrażenie, jakby ktoś wwiercał mi się w głowę. Co jest prawdą, a co kłamstwem? W kraju, gdzie wszystko zdaje się fasadą, gdzie ludzie boją się – albo nie wiedzą już jak być sobą, dojście do sedna jakiejkolwiek sprawy to syzyfowa praca.

Przewodniczki widzą moją skonfundowaną minę i próbują rozluźnić atmosferę swobodną rozmową. Tylko że ja nie mam na gadanie o głupotach najmniejszej ochoty. Patrzę przez okno na piękno okolicę i pogrążam się w myślach. Kilka minut później zatrzymujemy się i wychodzimy na zewnątrz. Już koniec zwiedzania, z zabytkami, historią i propagandą. Jestem tylko ja i góry. Umawiamy się przy samochodzie za półtorej godziny, biorę aparat i butelkę wody i ruszam na szlak w dolinie Manp’ok (만폭).

myohyangsan-52myohyangsan-53

Na swojej drodze nie spotykam nikogo. Idę wzdłuż strumienia, mijając kolejne wodospady i nie myślę o niczym. Szlak nie był w żaden sposób oznakowany, więc w ogóle nie spodziewałam się aż takiego hardcore’u, przy którym Huángshān to nic. Czołganie się pod skałą, wchodzenie po niemalże pionowych ścianach. Nie przeszkadzało mi to, szłam przed siebie jak maszyna; musiałam wypocić frustracje.

myohyangsan-59 myohyangsan-54

Wchodzę na górę, prawie się nie zatrzymując i minąwszy kilka wodospadów, dochodzę do jednego o nazwie Pisŏn (비선). Zdyszana siadam w pobliskim pawilonie i próbuję złapać oddech. Nagle uświadamiam sobie, że nie jestem tam sama. Nawet nie podnosząc oczu, czuję na sobie czyjś wzrok. Czuję się jakbym miała wypluć płuca i słyszę chichot. Oprócz mnie w pawilonie siedzą dwie kobiety i wpatrują się we mnie, jak w obraz.

W rogu pawilonu stoi małe stoisko ze słodyczami i napojami. Marzy mi się łyk zimnej wody albo jeszcze lepiej dobrej schłodzonej herbaty, ale nie wzięłam ze sobą pieniędzy. Jedna z kobiet zaczyna do mnie nawijać po koreańsku z prędkością światła i nic nie rozumiem poza tym, że próbuje mnie zachęcić do kupna. Pokazuję jej jednak moje puste kieszenie i mówię, że nie mam. Tego się chyba nie spodziewała. Cudzoziemka bez pieniędzy? Kto by pomyślał? Po momencie totalnego osłupienia wybucha gromkim śmiechem, do którego dołącza się jej koleżanka. Siedzą i się śmieją do rozpuku. Jak wariatki. Po kilku sekundach uspokajają się i wracają do plotkowania, jak gdyby nigdy nic. Już nie zaszczycą mnie swoim spojrzeniem, ale trudno. Siedzę jeszcze kilka minut, rozglądam się dookoła, po czym wracam tą samą drogą z powrotem.

myohyangsan-63 myohyangsan-72 myohyangsan-67

Droga na dół tylko pozornie wydaje się łatwiejsza. Szlak w kilku miejscach wymaga niemalże czołgania się po skale, a robi się to o wiele trudniej, kiedy zaczyna się robić szaro i kolor skał zaczyna się powoli zlewać z niebem. Stawiam kroki powoli, patrząc głównie pod nogi, bo widoki zdążyłam popodziwiać wcześniej. Dopiero kiedy szlak zaczyna coraz bardziej przypominać ścieżkę, a nie jakiś tor przeszkód, uświadamiam sobie, jak bardzo jestem zmęczona.

myohyangsan-71 myohyangsan-66

Na dole natrafiam na grupkę bogatych Koreańczyków w markowych ubraniach. Wyciągają aparaty, których nie powstydziliby się profesjonaliści w Europie czy w Stanach. Młoda para, pewnie w podobnym do mnie wieku, pozuje do zdjęcia, pokazując w pełnym hollywoodzkim uśmiechu swoje śnieżnobiałe zęby. Dziewczyna śmieje się uroczo i chwyta swojego chłopaka za rękę. Sielanka.

Patrzę na ich roześmiane gładkie twarze, na których nie widać ani śladu zmartwienia czy bólu. Czy zdają sobie sprawę, jak żyje reszta ludzi w ich kraju? Czy mają to totalnie gdzieś? Jak reagują na widok tonących w gryzącym dymie wiosek, w których ludzie palą cokolwiek wpadnie im w ręce, żeby się ogrzać? W kraju, gdzie ciągle brakuje żywności, mowa tutaj o kilku milionach ton ryżu i warzyw, nie wspominając już o mięsie. Wsiadam do samochodu, ale te myśli nie dają mi spokoju. Za oknem powoli zachodzi słońce. Stopniowo moje wątpliwości uspokaja widok Korei Północnej kąpiącej się w czerwonych promieniach. Zapominam o biedzie, o bogactwie, o polityce, o propagandzie. O wszystkim. Słońce świeci tak samo dla każdego. Nawet dla Kima.

myohyangsan-74 myohyangsan-75

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (7)

  1. Ciekawe jak bardzo zmieni CIÉ ta podroz…?

  2. Moja wiedza z zakresu buddyzmu bądź azjatyckich malunków jest niewielka, więc się nie wypowiem, ale obrazy przepiękne i te trasy w górach bajkowe.

  3. Wow niesamowite zdjęcia, niby daleki wschód mnie nigdy nie ciągnął tak bardzo, ale oglądając takie widoki można zmienić zdanie… Góry, Świątynia, piękne zdobienia… coś niesamowitego… 🙂

  4. Zdobienia świątyni rzeczywiście są przepiękne. Mnie to zawsze fascynuje – ta misterna ludzka praca, najdrobniejsze szczegóły, które może niewyćwiczone oko ludzkie z daleka nie zobaczy, ale muszą być, by zdobienie opowiadało historię i było zgodnie z symbolami religii.
    p.s. apropo bogatej młodzieży – jak według Ciebie powinni się zachowywać? Nie jest to odosobniony przypadek. I praktycznie się powtarza w każdym kraju, niezależnie od jego dobrobytu, również w Polsce. Pytam bez sarkazmu i ironii, bo też takim pytaniem nie raz się zadawałam. Ale jakie jest wyjście? Pieniędzmi dysponują prawdopodobnie od rodziców. Udawać, że ich nie mają? Nigdzie nie jeździć? Nie cieszyć się życiem skoro mogą?

    • Karolina

      Nie winię bogatej młodzieży, bo mnie też żyje się raczej bardzo dobrze. Nie wiem jakie jest wyjście – oni pewnie nie mają w ogóle świadomości problemów. Po prostu widok wyluzowanej elity w kraju, gdzie istnieją obozy pracy, gdzie zmusza się ludzi do pracy tj sprzątanie miasta czy ścinanie trawy nawet przed wschodem słońca, gdzie ludzie cierpią z powodu braku żywności, opieki zdrowotnej itp jakoś gryzie w oczy.

  5. Czasem ciężko ocenić na ile dana osoba czy rzecz są sztuczne. Szczególnie jak jest to np. obca nam kultura. Ale warto posłuchać intuicji. Na pewno podróże dużo nas uczą co chociażby widać na Twoim przykładzie i opisanych w tym poście sytuacjach.

  6. Na początku nie zachwycała, ale później te kolory i ścieżka piesza – MEGA:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *