Wegetarianizm w podróży

Czy da się być weganinem bądź wegetarianinem w podróży? Pisałam Wam już nieraz o moich przygodach z wege jedzeniem w Azji Wschodniej (najwięcej we wpisie „To co ty jesz?”, czyli krótki przewodnik dla wegetarian w Japonii„), ale jak wygląda to w innych krajach? O wypowiedź poprosiłam kilku znajomych blogerów podróżniczych, którzy mają więcej doświadczenia w tej kwestii w innych rejonach świata.


Laos

Laos to trudny kraj dla wegetarianina. To w ogóle trudny kraj dla ludzi o wybrednym…żołądku. W zasadzie nie bardzo wiadomo, co w nim jeść, więc jeśli chcesz się odchudzać, to jedź do Laosu! Po pierwsze – nigdy nie jedzcie dań z surowych warzyw ani nie spożywajcie owoców obdartych ze skórki. Grozi to kroplówką poprzedzoną odwodnieniem, a jeszcze wcześniej taką biegunką, że nie zdążacie dobiec do toalety, a w toaletach nie tylko nie ma papieru toaletowego ani mydła, ale nawet kranu z wodą. Jednym z niewielu tradycyjnie wegetariańskich dań jest ostra sałatka z papai, po której zjedzeniu wylądowałam w szpitalu.

W Laosie najpopularniejszym daniem są… kanapki z kurczakiem. Droższą cenowo opcją bywają sandwicze z serem (ser w Azji jest drogi i niesmaczny, w 99 % przypadków jest to ser topiony). W przypadku takich kanapek również należy uważać na pomidory, ogórki, sałatę i raczej ich odmawiać na migi. Pieczywo, w które pakuje się ową zawartość, to najczęściej słodka bułka Laos to kraina cukrem płynąca, jeszcze mniej gościnna dla diabetyka niż wegetarianina. Cukier dodaje się do shakeów, soków, do potraw – do wszystkiego.

W bardziej turystycznych miejscach, na lokalnych targach można na ogół bez problemów kupić naleśniki z różnymi dodatkami. Na śniadanie często podaje się jajka w różnej postaci (najczęściej z bekonem, a nawet jeśli nie, to smażone na zwierzęcym tłuszczu lub w towarzystwie parówek) – nie spotkałam się z jajkami na twardo ani na miękko – lub placek z bananem. Również bardzo popularny w Indonezji.

Laos to biedny kraj, w którym gotowanie nie jest sztuką kulinarną jak w sąsiedniej Tajlandii. Pojęcie wegetarianizmu tam nie istnieje. Owszem w turystycznym Luang Prabang, gdzie trafia każdy turysta, żeby zobaczyć to miasto wpisane na listę UNESCO, możecie znaleźć w karcie wegetariańskie dania… ale, uwaga!, często przyplącze się tam coś z kurczaka, a jajka w ogóle są nagminnie dodawane do wszystkiego. Praktycznie niemożliwe jest ustalenie tj. dogadanie się, czy zupa została zrobiona na mięsie albo czy danie smażono na zwierzęcym tłuszczu. W kraju, w którym występuje ogromny problem z jedzeniem – łapie się szczury, nietoperze oraz żaby tak, jak u nas na wsiach zbiera grzyby i jagody – nikt nie rozumie rezygnacji z mięsa.

Jeśli żywicie się na ulicznych straganach dla lokalsów, to macie kłopot. Na grillu najczęściej znajduje się kuraczak lub kiełbaski. Nawet jeśli napatoczy się jakiś bakłażan albo grzybki, z rzadka tofu, to leżą one na kratce w ciasnym uścisku z kurczakiem i parówką. Na dłuższych trasach autobusowych  posiłek wlicza się do biletu i oczywiście to przekąska mięsna. Nie ma opcji wykupienia wegetariańskiej wersji i nawet jeśli chcesz zapłacić oddzielnie, to i tak nie ma takiej możliwości, bo do wyboru jest jedno danie: najczęściej kurczak.

Przykładowe wege jedzenie:

wegepodroz1

Pierwsze sprzedawane w wersji 1 cały talerz za 15 000 kipów. Stoisko wegetariańskie w Luang Prabang. Na talerzu smażone w głębokim oleju: tofu, słodka bułka w panierce, bakłażan, marchewka, ogórek, kapusta, kiełki soi i lokalny miniaturowy gorzko-kwaśny patison. Danie podawane na zimno z sosem chilli z plastikowej butelki dla chętnych.
wegepodroz2
Drugie zawiera wszystkie potrawy wegetariańskie z tego baru. To w zasadzie zielone warzywa liściaste z makaronem. Też na zimno. Sprzedawca był bardzo zdziwiony, że nie chcę mięsa, bo kluski są w pakiecie z rosołem, a zielenina jako przystawka. To jest danie z małej wioski na Północy Laosu.
Dominika Sidorowicz
Po wielu latach pisania wypracowań i artykułów, od lutego 2015 roku, czyli od początków mojej półrocznej wyprawy po Azji – kolejnej podróży w pojedynkę – piszę bloga „Hanging around in Asia”. Opowiadam w nim historie i przygody z Malezji, Laosu, Kambodży, Indonezji, Tajlandii i Indii, ilustrując je fotoreportażem. Jestem autorką opowiadań, fotografem, filologiem i kulturoznawcą.
Blog: sidorowicz.blogspot.com
Facebook: facebook.com/Hanging.around.in.Asia

Indonezja

Na pierwszy rzut oka nie jest łatwo być wegetarianinem w Indonezji. Wprawdzie kurczaka na talerzu zazwyczaj i tak trzeba z lupą szukać, ale większość potraw go zawiera, a ulubionym daniem przeciętnego Indonezyjczyka jest ryż z kurczakiem smażonym w głębokim tłuszczu (na dodatek najgorszym z możliwych – oleju palmowym). Wiedząc, czego szukać, można jednak zjeść naprawdę smacznie.

Po pierwsze – mówić o „jedzeniu indonezyjskim” to tak jak musieć w kilku słowach opisać „kuchnię europejską” – ten kraj ma kilkanaście tysięcy wysp i kilkaset grup etnicznych! Jednak kuchnia ich wszystkich ma jeden wspólny mianownik – jak w innych azjatyckich krajach, i tu jedzenie kręci się wokół (niestety prawie wyłącznie białego) ryżu. Co weg(etari)anie mogą zjeść na najczęściej odwiedzanych przez turystów wyspach – Jawie, Bali i Lomboku?
Niemal wszędzie można dostać przetwory soi – tempeh czy tofu („tahu”) w różnej formie.
W miastach nietrudno o takie smakołyki jak gado-gado – gotowane warzywa w sosie z orzeszków ziemnych (z jajkiem), lotek (bardzo podobne danie, ale bez jajka) lub inne wariacje na ich temat, takie jak ketoprak, karedok czy urap urap.
Zawsze bezpiecznie jest zamówić nasi pecel – ryż z dodatkiem warzyw w sosie z orzeszków ziemnych.
Gado-gado
Gado-gado
Na prowincji często nie dostaniemy jednak nic poza nasi goreng (smażonym ryżem) lub (Indo)mie goreng – smażonym makaronem, przeważnie instant. Bywa, że podawane są z niczym więcej oprócz jajka i kilku kawałków zieleniny, ale lepiej uprzedzić, że ma być „tanpa daging” („bez mięsa”), a dla wegan również „tanpa telur”(„bez jajka”).
Uwaga: krupuk – prażynki podawane jako dodatek do wielu wegetariańskich dań, są na bazie krewetek. Oprócz tych krewetkowych prażynek również sambal, czyli ostra pasta z chilli bardzo często jest z dodatkiem pasty krewetkowej.
wegepodroz4
Nasi goreng
W restauracjach serwujących kuchnię sumatrzańską (warung makan padang, popularne w wielu miejscach archipelagu) warto spróbować terong balado – bakłażana w ostrym sosie. W dużych miastach, gdzie liczna jest mniejszość chińska, zjemy cap cay – chińską potrawę składającą się głównie z warzyw gotowanych lub smażonych – od razu lepiej uprzedzić, że nie jemy mięsa, bo często dodaje się do niej kurczaka.
Specjalność Yogyakarty to gudeg – jackfruit gotowany w mleczku kokosowym. Podawany z ryżem, a czasem i jajkiem.
Na Bali panuje hinduizm, jednak w przeciwieństwie do mieszkańców Indii miejscowi jedzą tu dużo mięsa – głównie wieprzowiny. Rajem dla wegan są tu miejsca do bólu turystyczne (szczególnie Ubud) – tam nietrudno znaleźć wegetariańskie czy nawet wegańskie knajpki, najczęściej prowadzone przez obcokrajowców tu mieszkających.
wegepodroz5
Garang asem w wersji wege
Indonezyjczycy na ogół rozumieją czym jest wegetarianizm, gorzej z weganizmem – na życzenie zaserwują śniadanie bez jajek, ale nie pomyślą już raczej, że ser zawiera mleko.
Wybór owoców jest tu spory i nietrudno znaleźć uliczne stoisko ze świeżo wyciskanymi sokami, ale uwaga przy ich zamawianiu – dolewają do niego słodkie mleko zagęszczone, weganie muszą więc pamiętać o uprzedzeniu, żeby było „tanpa susu”.
Przydatne dla weg(etari)an w Indonezji zwroty to: „saya tidak makan daging, telur dan susu” (nie jem mięsa, jaj ani mleka), „tanpa daging” (bez mięsa).
Ciekawostka – w Indonezji warungi uliczne serwujące różne rodzaje jedzenia często otwarte są tylko po kilka godzin dziennie. Łatwiej jest znaleźć wegetariańskie dania w ciągu dnia, wieczorami króluje mięso.
Emilia Smolka
Emilia, od paru lat mieszkanka Jawy. Okazjonalnie jem mięso, ale i tak uważam, że odżywiam się zdrowiej niż niejeden wegetarianin czy weganin. Stołując się w Indonezji poza domem wybieram głównie „bezpieczne” dania wegetariańskie. Nie jem białego ryżu, co w Indonezji jest niemałym problemem. Unikam też mleka.
Blog: emiwdrodze.pl

Turcja

Turcja, to kraj który kojarzy się przede wszystkim z intensywnymi smakami i kolorami. Jednak wegetarianizm i weganizm traktowane są tam jako… niegroźne wariactwo. W wielu miejscach dowiemy się na przykład, że wege jest ryba i kurczak.
O ile w miastach i regionach turystycznych bez problemu znajdziemy restauracje oferujące choć kilka wegetariańskich potraw, o tyle z tymi wegańskimi może być już problem. A im dalej od popularnych, wakacyjnych destynacji, tym trudniej o coś bezmięsnego. Turcy czasami kojarzą, czym jest wegetarianizm, a czasami tak jakby nie mieli o nim pojęcia i np. w wegetariańskiej pidzie znajdą się owoce morza.
Plus jest taki, że w Turcji je się sporo sałatek, a podawane przed głównym daniem przystawki są częściowo wegańskie, a w większości wegetariańskie (np. ostra pasta z pomidorów, ziół i papryki czy jogurt z dodatkiem czosnku i przypraw). Niewątpliwie świeże warzywa, owoce i sery są ważnym elementem tureckiej kuchni. Jednak prawda jest taka, że w Turcji króluje mięso, a na wybrzeżu dodatkowo ryby i owoce morza.
Mnie zdarzało się przez parę dni nie jeść obiadów, bo po prostu nie udawało nam się znajdować restauracji, w których byłoby cokolwiek wegetariańskiego (dotyczyło to przede wszystkim miejsc oddalonych od głównych turystycznych arterii).

Wśród potraw wegetariańskich niewątpliwie królują gozleme – rodzaj naleśnika lub cienkiego placka, nadziewane warzywami (np. bakłażanem) lub serem. Występują one również w wersji mięsnej – na szczęście łatwo je wychwycić. Gozleme możnaby podciągnąć pod danie wegańskie, jednak do stworzenia ciasta może być wykorzystywane mleko (niestety ciężko to sprawdzić). Potrawa ta była moim tureckim faworytem, który nadaje się zarówno na śniadanie, jak i obiad.

Pide – czyli turecka pizza. W wersji wegetariańskiej występuje z samym serem lub z serem i warzywami (najczęściej pomidorem).
wegepodroz7
pide – turecka pizza

Sałatka pasterska – miks warzyw (pomidorów, papryki, cebuli, ogórków, czasami też oliwek), z dodatkiem natki pietruszki, skropionych sokiem z granatu.

Oczywiście w Turcji najeść się można hummusem i innymi, warzywnymi aromatycznymi pastami.

bazlama (czyli bardziej treściwa pita), jogurt, słony ser i świeże warzywa - idealny zestaw na śniadanie

Wegetarianin w Turcji spokojnie sobie poradzi, choć czasami będzie musiał naszukać się miejsca, w którym na spokojnie coś zje. Samodzielne gotowanie daje możliwość odkrywania wspaniałych smaków świeżych owoców, warzyw, serów i przypraw. Weganin w Turcji będzie miał dużo trudniej, jednak przy odrobinie samozaparcia i dużej ilości czasu, będzie w stanie trzymać się swojej diety.

Olka Zagórska
Ruda – miłośniczka Bałkanów i od niedawna Turcji. Od ponad 10 lat wegetarianka, ostatnio próbowała swoich sił z weganizmem. Kocha góry, wszelkie aktywności outdoorowe oraz fotografię.

Iran

Niełatwo jest być wegetarianinem w Iranie. W drodze miałam szczęście spotkać głównie wegetarianki z Europy i razem, głównie z niepowodzeniem, próbowałyśmy odkrywać tamtejszą kuchnię. Zgodnie z irańską tradycją niepodanie gościom mięsa jest brakiem szacunku do niego. I choć wiele osób pytało mnie o powód jego niejedzenia, wskazując nawet etykę jako jeden z możliwych powodów, to zazwyczaj skutkowało to rozmową w stylu „ale to nie namawiam do jedzenia, tylko spróbuj”.
W Iranie niewiele jest też restauracji. Irańczycy jedzą głównie w domach i to tam można spróbować prawdziwej irańskiej kuchni. W mieście widać głównie fast foody – kebaby (zdecydowany numer jeden), hamburgery (wygrał malutki lokal z Teheranu serwujący wyłącznie dwie pozycje – burgera i cheeseburgera), pizzę (również w wersji wege, choć niestety z okropnym w smaku serem) i falafele serwowane w długiej bułce z warzywami (które dostać można w niektórych kebabowniach i innych fast foodach).
yż, najczęściej spotykana (i często jedyna) pozycja wegetariańska w menu. Na szczęście irańczycy ryż gotować potrafią i jego jedzenie na sucho bądź z jogurtem nie jest taką katorgą na jaką wygląda.
ryż, najczęściej spotykana (i często jedyna) pozycja wegetariańska w menu. Na szczęście irańczycy ryż gotować potrafią i jego jedzenie na sucho bądź z jogurtem nie jest taką katorgą na jaką wygląda.
Sytuację ratowały wyłącznie targi, na których można było dostać pyszne warzywa, owoce i orzechy a także powszechne stoiska ze świeżym sokiem. Trudno jest znaleźć sklepy spożywcze takie jakie my znamy. Większość sklepików sprzedaje głównie słodycze i napoje, czasem znajdzie się lodówka z jogurtami czy śmietaną; przez dwa tygodnie nie trafiłam natomiast na sklep, który sprzedawałby asortyment podobny (rodzajowo) chociażby do naszej żabki. W niektórych lokalach w menu (o ile w ogóle było w j. angielskim) widniało „vegetable stew” (warzywny „gulasz”, papka z liści winorośli zazwyczaj z dodatkiem fasoli i słonej śmietany) i podobna potrawa z bakłażana.
Bardzo gęsta zupa z liści winorośli, z dodatkiem makaronu, słonej śmietany i prażonej cebulki, to najlepsza potrawa jaką udało mi się w Iranie zjeść. Polecam.
Bardzo gęsta zupa z liści winorośli, z dodatkiem makaronu, słonej śmietany i prażonej cebulki, to najlepsza potrawa jaką udało mi się w Iranie zjeść. Polecam.
Niestety, choć w menu nic nie wskazywało na zawartość mięsa (w przeciwieństwie do pozostałych znajdujących się tam potraw), a zamówienie było z podkreśleniem opcji wegetariańskiej, to zazwyczaj zawierało w sobie mięso. Można było wybrać pomiędzy niezjedzeniem obiadu albo podarowaniem tego osobliwego „prezentu” znajomemu mięsożercy o ile taki był w okolicy.
Jadąc więc do Iranu warto nastawić się na surowe warzywa i owoce (o ile nie ma się dostępu do kuchni), ryż, falafele, lokalny chleb albo wybieranie kawałków mięsa z dań „wegetariańskich”.
Ewa Jermakowicz
Uzależniona od podróży, aparatu i pięknych widoków. Podróżuje sama choć nie samotnie. Zazwyczaj z plecakiem, wykorzystuje każdą godzinę swojego urlopu przemierzając miejsca bliższe i dalsze. Udowadnia, że mając dwadzieścia parę dni urlopu można spędzić w podróży i dziesięć tygodni.
Blog: http://ruszwpodroz.pl
Facebook: https://www.facebook.com/notjustthedreams

Tajlandia

Wegetarianizm w Tajlandii wymusza kultura buddyjska, a konkretnie odłam buddystów niejedzących mięsa. Stąd też takie przybytki jak wegetariańskie knajpki to norma.
To że sałatka z papai czy pad thai wygląda na danie wege może zwiesc! Tajowie lubują sie w dodawaniu sosu rybnego i ostrygowego do swoich specjałów. Warto o to zawsze dopytać. No chyba że ma się wydrukowany znaczek wege – che – o którym więcej możecie przeczytać na blogu.
Nie będę owijać – sama świadomość, że w Tajlandii jest coś takiego jak narodowy Festiwal Wegetariański, od początku robiła na mnie ogromne wrażenie. Jak chyba na każdym wegetarianinie i weganinie zresztą. Bo jak tu nie skakać z radości, kiedy przez tydzień wszystkie sklepy wypełnione są wege jedzeniem, a każda restauracja serwuje wiele dodatkowych wege dań.
Napisem „che” oznaczone są wszystkie wege produkty w sklepach i stoiska z wege jedzeniem. A konkretnie wegańskie, bo tajskie „che” to jedzenie bez produktów odzwierzęcych oraz cebuli i czosnku.
Podczas festiwalu sklepowe półki załadowane były tajskimi smakołykami „che”. Czego tu nie było! Kiełbasy, ryby, steki czy inne potrawy z dodatkami sojowymi. Przeróżne rodzaje sushi – to była codzienność. Do tego wędliny, pierwsze wege kimchi w życiu, japońskie słodycze, sojowy majonez, przeróżne ciastka… Codziennie do domu przynosiłam torbę wypchaną przysmakami.
Sojowe i kokosowe jogurty, kokosowe puddingi – to królowało w domu na codzień! Wege burger w ryżu zamiast w bułce… Mleko sojowe i kokosowe oraz wszelkie napoje na ich bazie lały się litrami!  Jogurty sojowe z truskawkami zawróciły w głowie – na ulicznym stoisku pojawiałam się co kilka minut i zjadłam na raz… 5! Doskonałość! Jak dla mnie – numer 1 tego festiwalu! W cukierniach i restauracjach było równie doskonale. Bita śmietana sojowa robiła furorę!
Ale jest jeszcze coś lepszego! Kiedy zamieszkałam w Bangkoku rok temu, było to już po festiwalu – nie miałam okazji więc skosztować zeszłorocznych smakołyków. Czekałam niecierpliwie do tej edycji, poznając w międzyczasie wege smaki i smaczki miasta, kraju, regionu oraz kuchni świata. I choć festiwal zaskoczył mnie kilkoma smakami to jednocześnie okazało się, że… większość z tych smakołyków można tu dostać na co dzień! Nie wszystkie, nie takie ich nagromadzenie w jednym miejscu o jednym czasie, ale jak się wie, gdzie szukać, to nie jest to problem.
I tym samym szalony wege sen stał się w Bangkoku rzeczywistością.
Beata Lalla Jakuszewska
Blog: http://lalla.pl
Facebook: https://www.facebook.com/LallaNomadija

Gruzja

Gruzja może bardzo pozytywnie zaskoczyć. Kraj, który wydawać by się mogło opiera swą kuchnię na potrawach mięsnych (i nie jest to akurat dalekie od prawdy) oferuje całkiem przyzwoity wybór dań wegetariańskich oraz wegańskich. Szczerze mówiąc nigdzie nie miałem problemu, aby wyjść z baru czy restauracji z pełnym żołądkiem.

W Gruzji występuje dobry klimat do niejedzenia mięsa. Kuchnia szeroko wykorzystuje warzywa i owoce, które są tam smaczne dzięki letniemu słońcu, sporo też w niej orzechów i wykorzystania orientalnych dla nas składników, jak nasiona granatu. Ciepły klimat sprzyjał temu, że ludzie nie ograniczają się jedynie do potraw wysokotłuszczowych.

wegepodroz13
Chaczapuri | fot. Karolina Wudniak, www.tropimyprzygody.pl

Kuchnia gruzińska jest na tyle bogata w dania bezmięsne, że nie potrzeba większego wysiłku, aby się najeść. Do najbardziej znanych dań kuchnii gruzińskiej należy wiele dań wegetariańskich oraz wegańskich. Wymienienię parę z nich: chaczapuri (placek z serem – wegetariański), ajapsandali (rodzaj gulaszu, głównie na bazie bakłażana, ziemniaków, pomidorów, papryki, czosnku i kolendry – wegański), nigvziani nadrijani (zrolowane plastry bakłażana, w najbardziej popularnej wersji wypełnione ostrą pastą orzechową i posypane ziarnami granatu – wegańskie), jonjoli (marynowane kwiaty krzewu Jonjoli – wegańskie), chinkali (pierożki w klasycznej wersji z mięsem, ale ja trafiłem również na farsz grzybowy i ziemniaczano-serowy – wegetariańskie), lobiani (rodzaj chaczapuri, ale z farszem z fasoli i chilli – wegetariański lub wegański, w zależności od ciasta), dodatkowo cała masa potraw, głównie przystawek (choć po zjedzeniu dwóch można być juz najedzonym) z fasoli, bakłażana z dodatkiem granatu czy kolendry. Jedyną przeszkodą dla części bezmięsnych osób może być fakt, że w Gruzji brak raczej (poza może nielicznymi miejscami w Tbilisi) barów stricte wege, więc dania przygotowywane są w tym samym miejscu, co dania mięsne.

Chinkali
Chinkali | fot. Karolina Wudniak, www.tropimyprzygody.pl

Zamawiając konkretnie dania nie ma zdziwienia, że bierzemy te wegetariańskie, gdyż jest ich na tyle dużo, że są bardzo popularne (chaczapuri, pasta z orzechów i granatu, pieczony bakłażan). Pytając konkretnie o potrawy bezmięsne spotkamy się raczej z życzliwością lub lekkim zdziwieniem, jednak nie będzie to dla nikogo stanowiło problemu, nie powinno też wywołać sensacji.

Więcej o byciu wege w Gruzji przeczytacie na blogu.

Bartek oraz Karolina Wudniak
Bartek i Karolina prowadzą razem bloga, na którym oprócz artykułów i zdjęć z ich poprzednich wyjazdów znajdziecie relację z przygotowań do długiej podróży w świat, którą zaczną z końcem listopada w Panamie. Na blogu poruszają też tematy slow travel oraz odpowiedzialnej turystyki. W związku z wyjazdem szykują dla was różne niespodzianki, o jednej, instagramowej już niebawem na blogu.
Blog: http://tropimyprzygody.pl/
Facebook: https://www.facebook.com/tropimyprzygody

Indie

Przejechałam kawałek Azji i to właśnie w Indiach było mi jako wegance najłatwiej. Nie miałam problemu z zamawianiem jedzenia, bo większość potraw była przyrządzana wegetariańsko, w grę wchodziły drobne modyfikacje, prośba o niedodawanie masła czy sera. W Indiach czułam się bardzo zrelaksowana pod względem kulinarnym. Tylko w tym kraju nikt mi nie docinał i nie wmawiał, że cuduję czy wybrzydzam. Otrzymałam sporo ciepła i zrozumienia.
wegepodroz16

W Indiach 30% społeczeństwa to wegetarianie. Wegetarianizm jest bezpośrednio związany z religią. Spożycie mięsa jest wyraźnie zakazane w świętych pismach hinduizmu i traktowane jako niemoralne, dlatego że jego produkcja powoduje cierpienie zwierząt. Hinduizm nie jest spójnym systemem i dzieli się na rozmaite odłamy, różna jest też interpretacja świętych ksiąg, dlatego jedni jedzą mięso, a inni nie. W Indiach mieszka też wielu muzułmanów, a oni z kolei nie jedzą wieprzowiny.

wegepodroz15

Indie to królestwo warzyw, a przede wszystkim królestwo roślin należących do rodziny bobowatych, m.in. ciecierzycy, soczewicy i groszku. Je się też dużo ziemniaków, szpinaku i mało znanej w Polsce okry. Moje ulubione tradycyjne wegańskie danie to thali pochodzące z północnych Indii, podawane na dużej, metalowej tacy. Potrawa składa się z ryżu, placków (roti lub ciapati) i kilku miseczek wypełnionych sosami curry i gotowanymi jarzynami.

wegepodroz14
Anna Nadia Bandura
Dziewczyna podróżująca solo, od stycznia 2015 roku objeżdża świat dookoła. Uwielbia kuchnie indyjską, ukulele i adrenalinę.
Blog: http://nadiavstheworld.com
Facebook: https://www.facebook.com/NadiaVsTheWorld

 

A Wy jakie macie doświadczenia z byciem wegetarianinem czy weganinem w podróży? Może chcecie się podzielić Waszymi wrażeniami? Czy są miejsca, w których wyjątkowo trudno jest unikać mięsa? Doświadczenia różnią się w zależności od kraju, ale ciekawa jestem także Waszych przemyśleń. Czekam na Wasze komentarze!

Niebawem na blogu pojawi się także lista moich ulubionych wegańskich miejsc w Tokio, także śledźcie „W krainie tajfunów” uważnie tutaj i na Facebooku.

33 comments on “Wegetarianizm w podróży

  1. Było by fajnie gdyby znalazł się jakiś wege blog z Ameryki Południowej. Chętnie bym się poradziła bo wybieram się za kilka miesięcy, a tam podobno tylko mięcho i mięcho…

  2. Ja bym bardziej była akurat ciekawa, jakie fajne propozycje mięsne kryją w sobie Indie, znane większości jako kraj wegetarian.

  3. Podziwiam wegetarianów i wegan całym sercem. Sama bym się chyba nie zdecydowała na takie poświęcenie. Pomijając oczywiście kwestie smakowe to jednak stres związany z tym, że nic nie zjem bo wszędzie mogą być produkty odzwierzęce by mnie wykończył chyba.

    • Ja tam się nie stresuję i nie odbieram tego jako „poświęcenie” 😛 Dla mnie to coś mega pozytywnego – oczywiście nie jestem w stanie upewnić się zawsze czy w 100% dane rzeczy są wegańskie, ale na tyle ile mogę i rozumiem, unikam produktów odzwierzęcych

    • Dla mnie też to way of life, a poświęcenie to jest o tyle, że czasem trzeba ostro kombinować.

    • Też nie traktuje tego w kategoriach poświęceń. Zresztą wegetarianie jedzą mleko, jajka, etc. Nie jedzą „tylko” mięsa. Jest to więc znacznie prostsze. Jest też flexitarianizn, osoby które jedzą ryby i owoce morza. Może nie jest to idealne, ale uważam, że i tak nie jedząc innych zwierząt w znacznym stopniu ogranicza się dzięki temu szkody i cierpienie.

    • Jestem weganką i uważam to za coś mega pozytywnego 😀 „Poświęcenie”? Never.

    • aj.. wiedziałam, że tak będzie 😀 a ja nie powiedziałam tego złośliwie! Nigdy w życiu! Napisałam nawet, że Was podziwiam, m.in dlatego, że wiąże się to z ostrym kombinowaniem. W krainie tajfunów też uważam to za coś pozytywnego! 🙂

  4. Mam zupełnie inne doświadczenia z Laosem. Niezmiernie cieszyłam się z ilości dostępnych tam warzyw i ziół, które były dodawane do każdego posiłku. Można było zawinąć ryż w cały zestaw zieleniny i zjeść z dodatkowo gotowanymi warzywami. Również w żadnych z większych miast nie miałam problemu z wege kanapkami, a w home stay’u „na końcu świata” zawsze było coś co pozwoliło mi unikać mięsa.
    Ani ja ani znajomi nie mieliśmy też poważniejszych przejść żołądkowych w Laosie. Oczywiście faktycznie jezeli chce się unikać wszystkiego co lekarz w Polsce każe unikać to będzie ciężko. Ale tak jest w większości krajów tego świata.

    • Karolina

      Miło to słyszeć! Już się obawiałam, że jeśli kiedyś pojadę do Laosu to umrę z głodu 😛 Każdy ma inne doświadczenia~ wielu moich znajomych miało złe wspomnienia z Chin, a ja na przykład nie miałam problemów 🙂

      • Myślę, że złe wspomnienia Dominiki wynikają właśnie z obawy przed jedzeniem surowych warzyw i owoców, a tych w Laosie jest mnóstwo. Ja byłam tym z kolei zachwycona. W jednej ze wsi nawet mnie zapytali czy jestem wege (choć sama o tym nie wspomniałam, bo stwierdziłam, że i tak nie będą wiedzieć o co chodzi).
        Tyle, że ja nie przykładam bardzo ekstremalnej uwagi do zaleceń czego nie jest. Gdy pierwszy raz leciałam do Azji (Tajlandia) i poszłam do lekarza to dostałam długą listę czego nie mogę jeść. Nie udało mi się utrzymać żadnego punktu (surowe owoce, lód, owoce morza – wtedy jeszcze nie byłam wege, etc.). Gdyby poszło się w PL do lekarza z prośbą o zalecenia w sprawie Iranu to założe się, że lekarz zakazałby picia wody z kranu (a najlepiej i mycia zębów). A w Iranie, jako jednym z niewielu krajów na świecie i jedynym w regionie, woda kranowa jest pitna i całkowicie bezpieczna. A na przyszłam jakieś 15 lat temu zatrułam się bardzo poważnie butelkowaną wodą Żywiec Zdrój. W Polsce.

        • *na przykład nie na przyszłam 😉

        • Karolina

          Pamiętam moją wizytę u lekarza przed wyjazdem do Azji… Najlepiej to żebym zamknęła się w jakimś hermetycznym i sterylnym pokoju i stamtąd nie wychodziła 😀 Lista rzeczy pt. „NIE WOLNO” była strasznie długa, a ja nie chciałam się stresować cały czas. Jadłam w Chinach zarówno owoce, jak i warzywa i żyję.

  5. Mieszkam w Turcji i częściowo zgadzam się z tymi opiniami, jestem „nie radykalną” wegetarianką od dziecka i można tutaj naprawdę do woli wybierać w wege potrawach, tylko po prostu czasem trudno się domyślić, że są wege 😉 Turcy sami tego nie wiedzą, bo szczególnie w małych miejscowościach, nie łapią idei wegetarianizmu (a nie daj Boże weganizmu). Gozleme jest na 100% wegańskie, bo jest w cieście tylko mąka i woda – natomiast nadzienie wegańskie to z ziemniaków, albo szpinaku. Popularne jest z serem więc można się „naciąć” 😉
    Wege jest wiele zup, które w Turcji są przepyszne i mnóstwo przystawek do posiłków jak i pyszne, główne wegańskie dania (standardowa domowa kuchnia: fasolka lub ciecierzyca w sosie pomidorowym i do tego ryż i sałatka). Nigdy nie byłam tutaj głodna, ale często jestem nierozumiana 😉 Dziękuję za inspirację, chyba napiszę szczegółowy wpis o wege jedzeniu w Turcji ! 😉

    • Karolina

      Byłam w Turcji kilka lat temu i wspominam pobyt tam wyjątkowo pozytywnie! Zajadałam się całą gamą mezze: różne pasty warzywne, chlebki, bakłażany, sałątki. Magia!
      Daj znać, jak napiszesz coś o byciu wege w Turcji – z chęcią przeczytam 🙂

    • Ja tez bylam wegetarianka w Turcji (porzucilam, bo na nowo zakochalam sie w miesie) i nie mialam zbyt wielkich trudnosci w wyszukiwaniu potraw dla siebie. Jest tyle zup, przystawek, ukochana fasulya i ciecierzyca, mozna kumpira wegetarianskiego zjesc, na sniadanie tez mnostwo rzeczy. Oczywiscie byly sytuacje, w ktorych mıedzy warzywami znajdowalam kawalek barana, ale to z tego wzgledu, ze nigdy nie wypytywalam o sklad dania, a zamawialam to, co na pierwszy rzut oka wygladalo na wegetarianskıe 🙂

  6. Bardzo fajny post. Przyda się w naszych ChillVanowych podróżach 🙂 W Hiszpanii zawsze trzeba pamiętać, że zamawiając wegetariański posiłek, należy zapytać się, czy nie ma w nim ryby. Możesz pytać 10 razy o to, czy posiłek, który właśnie zamawiasz jest wegetariański i jeśli na talerzu dostaniesz rybę to nie możesz mieć do nikogo pretensji bo przecież ryba to nie mięso :):):)

  7. Póki co w Azji nie maiłam problemów żołądkowych, czy to w Indiach, czy w Chinach ale martwiłam się właśnie o Laos, do którego jadę za miesiąc. Martwi mnie to, że do wszystkiego dodają cukier, jak pisze Dominika, bo mam od niedawna diabetyczną dietę.
    Ewa pocieszyłaś mnie, że jednak zieleninka jest szeroko dostępna i nie będę głodować 🙂

    • Karolina

      W Chinach podróżowałam prawie miesiąc i też nie miałam rewelacji żołądkowych 🙂 W Indiach jeszcze nie byłam, ale większość ludzi raczej chwali je pod kątem jedzenia, co mnie pociesza.

  8. te kraje to akurat nie jest problem gorzej w Argentynie hahaha

  9. Mieszkałam w Japonii ponad rok czasu, miałam DUŻE problemy z wege jedzeniem, było ono dość ograniczone rodzajowo, każdy kto był w Japonii wie,że standardowo w znakomitej większości potraw znajduje się niemal zawsze MIĘCHO lub RYBA lub OWOCE MORZA – czyli zerowy wybór dla wegetarian. Jakos dawałam sobie radę, ale schudłam łącznie kilka kilo 😉
    Później przeprowadziłam się na Tajwan – tam był RAJ w porównaniu z Japonią, mnóstwo owoców, warzyw, wege potraw (mieli nawet sporo wege restauracji ze względu na ich buddystyczne zapatrywania). Ogólnie koniec końców odkochała się z Japonii m.in. przez ich traktowanie delfinów i ogólny stosunek do zwierząt i nie tylko…i jakbym teraz miała wybierać to wróciłabym na Tajwan <3

    • Karolina

      No w Japonii faktycznie nie jest aż tak łatwo, ale też daję radę 🙂 O Tajwanie słyszałam dużo dobrego i nie mogę się doczekać, aż będę miała okazję się tam wybrać!

  10. Portugalia mimo ogromnej ilosci miesa i ryb, bardzo przyjazna dla weganki 🙂 swieze owoce, warzywa, tofu, mleko sojowe w nawet tak malym miejscu jak Nazare. a i w knajpach zawsze cos sie znajdzie! 🙂 weganizm w podrozy jest naprawde przyjemny 🙂

  11. bardzo fajny artykuł, nie tylko dla wegetarian i wegan 😉 często największym wyzwaniem jest nie tyle sam wybór dań, ale zrozumienie co serwują i dogadanie się

  12. Dla mnie najgorsze były Rumunia i Czarnogóra (jestem wegetarianką). W pierwszej prawie codziennie jadłam mamałygę z serem i śmietaną lub warzywami (kilka razy udało mi się dostać coś innego, np. pizzę czy coś równie mało oryginalnego :)), w drugiej przez cały pobyt (10 dni?) nie udało mi się zjeść niczego dobrego (tzn. zawsze coś było, ale nigdy nic smacznego). Dla jedzących nabiał jest wprawdzie kajmak, dodawany do wszystkiego, ale ma on dosyć specyficzny smak i np. dla mnie (i wszystkich, z którymi jechałam, a mamy dosyć zróżnicowane gusta) był niejadalny. Czytałam przed wyjazdem o burkach, ale udało mi się na niego trafić jedynie w Albanii i na terenach przygranicznych.
    Za to w Petersburgu i Moskwie było super. Dania zarówno rosyjskie jak i z państw byłego ZSRR na każdym kroku. Czebureczarnie, międzynarodowe knajpki, bary z typowo rosyjskimi potrawami. Wydawało mi się wcześniej, że będzie to problemem, ale tak nie było ani trochę.
    A w temacie Indii – w Danii byłam m.in. z kolegą z Indii, który był weganinem i jako że byliśmy jedynymi niejedzącymi mięsa w całej grupie, udało nam się raz razem gotować i było to bardzo ciekawe doświadczenie (Vatsal był pierwszy raz w Europie i wcześniej nie był znawcą europejskiej kuchni, więc wszystko robił „po swojemu”, a ja próbowałam przygotowywać tak jakbym robiła to sama. Wyszło wbrew pozorom całkiem smacznie).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *