Tōgatta (遠刈田), czyli w poszukiwaniu idealnej kokeshi, cz.2

Kokeshi to jedna z najpopularniejszych pamiątek z prefektury, którą wielu kojarzy jedynie z tsunami z 2011 roku – Tōhoku. Moja przygoda z drewnianymi laleczkami zaczęła się w Yajirō (弥治郎), ale nadal było mi mało. Wsiadłam więc w autobus i pojechałam do pobliskiego Tōgatta Onsen (遠刈田温泉), które uznawane jest przez wielu za miejsce narodzin tej tradycji.

Nie planowałam wizyty w tym mieście – chciałam po prostu spędzić kilka dni z dala od Tokio, a przy okazji może odwiedzić jedno czy dwa warsztaty twórców kokeshi. Okazało się jednak, że to wcale nie takie proste. Bo które z nich wybrać? Jeśli odwiedzę kilka tylko w jednej wiosce, zobaczę bardzo dużo podobnych laleczek, wykonywanych w stylu charakterystycznym dla tego miejsca. W Yajirō (弥治郎) po pewnym czasie miałam wrażenie, że wszystkie kokeshi zaczynają się zlewać w jedno. Niby były jakieś różnice, niby jedne podobały mi się bardziej, a inne mniej, ale nadal były to tylko Yajirō kokeshi. A ja chciałam móc zrozumieć tradycję kokeshi w ogóle, przynajmniej na tyle na ile to możliwe.

Wsiadłam zatem w autobus odjeżdżający sprzed dworca w Shiroishi (白石) w stronę Tōgatta Onsen i po godzinie podróży w zupełnie pustym pojeździe, znalazłam się w kolejnym sennym onsenie. Nie miałam żadnego konkretnego planu, nie wiedziałam też do końca, co tak naprawdę chcę zrobić czy zobaczyć. Spojrzałam na mapkę miasteczka, wywieszoną niedaleko przystanku i znalazłam na nim zaznaczone coś na kształt muzeum kokeshi – Miyagi Zaō Kokeshi-kan (みやぎ蔵王こけし館).

Przełomy na rzece Matsu-gawa w Tōgatta Onsen Ozdoby w kształcie kokeshi na moście w Tōgatta Onsen w prefekturze Miyagi

Słynny most w Tōgatta Onsen z wielkimi rzeźbami kokeshi

Muzeum, jak i większość warsztatów kokeshi znajdowała się po drugiej stronie rzeki Matsu (松川). Most widać z daleka, ponieważ ozdobiono go ogromnymi figurkami tradycyjnych Tōgatta kokeshi – tak na wypadek, gdybym miała wątpliwości, czy idę w dobrą stronę. Pierwsze zdziwienie? Za wejście trzeba płacić. Myślałam, że będzie podobnie jak w Yajirō, no ale bez marudzenia zapłaciłam te dwieście czy trzysta jenów.

Miyagi kokeshi kan - muzeum kokeshi w Tōgatta Onsen

Sama nie wiem, co na temat wystawy myśleć. Setki, tysiące laleczek, ułożone w dość chaotyczny sposób. Pomieszane stylami, więc szybko się pogubiłam, o co w tym chodzi. Ponoć zebrano tu spore prywatne kolekcje – rozumiem – ale można by to jakoś oznaczyć albo podzielić, bo w pewnym momencie już wszystko zlało mi się w jedno i miałam ochotę wyjść. Chociaż przynajmniej uświadomiłam sobie, jak różne potrafią być kokeshi i jak wiele osób się tym zajmuje (a raczej zajmowało, bo tradycja ta niestety powoli wymiera).

Setki kokeshi na wystawie w Miyagi kokeshi kan - muzeum kokeshi w Tōgatta Onsen Setki kokeshi na wystawie w Miyagi kokeshi kan - muzeum kokeshi w Tōgatta Onsen

Zdjęcia przedstawiające proces tworzenia kokeshi na wystawie w Miyagi kokeshi-kan, muzeum poświęconym laleczkom kokeshi w Tōgatta Onsen

Spędziłam jednak kilka chwil w warsztacie na terenie muzeum, w którym pan powoli wykonywał kokeshi. Z daleka wyglądało to wyjątkowo prosto. „Naprawdę potrzebują aż tylu lat, żeby się tego nauczyć?” – pomyślałam przez chwilę. Podeszłam bliżej i uświadomiłam sobie, jak trudne jest to zajęcie. Ilu narzędzi trzeba użyć, żeby poprawnie wykonać laleczkę i nie zrobić sobie przy okazji krzywdy. Mimo że pozornie wydawało się to łatwe, widać było, jak wiele doświadczenia wymaga obsługa maszyny i narzędzi, które z reguły robione są własnoręcznie przez twórców kokeshi.

Pokaz robienia kokeshi w Zdjęcia przedstawiające proces tworzenia kokeshi w Miyagi kokeshi-kan, muzeum poświęconym laleczkom kokeshi w Tōgatta Onsen
Praca twórcy kokeshi z bliska w Tōgatta Onsen w japońskiej prefekturze Miyagi

Niedaleko znajduje się „wioska kokeshi” – Tōgatta kokeshi no sato (遠刈田こけしの里) – gdzie znajduje się nadal kilkanaście warsztatów twórców laleczek. Nie reklamują się one z zewnątrz krzykliwymi napisami, nie mają ustalonych godzin otwarcia czy zamknięcia. Z reguły znajdują się one w domu osoby, która się zajmuje ich tworzeniem, więc często w środku witały mnie pustki. Czasem po kilku minutach ktoś przybiegł, witając mnie z daleka.

Wijąca się w lesie uliczka w sercu "wioski kokeshi" w Tōgatta Onsen w Japonii

Jedno studio było jednak całkowicie puste. Laleczki pokryte kurzem i pajęczynami – zostawiono je w nienaruszonym stanie, ale raczej nikt do niego od dawna nie zaglądał.

Opuszczony warsztat w "wiosce kokeshi" w Tōgatta Onsen

Bałagan w opuszczonym warsztacie w Tōgatta Onsen w prefekturze Miyagi w Japonii

Pokryte pajęczynami laleczki kokeshi w jednym z warsztatów w Tōgatta Onsen

Zrobiło mi się jakoś smutno. Warsztat i dołączony do niego sklepik nie były zamknięte na kłódkę. Dom jednak wyglądał na opuszczony. Pewnie twórca umarł, a nie było chętnych na przejęcie fachu – nie jest to w końcu ani łatwe ani wyjątkowo dochodowe zajęcie. Na końcu wylądowałam w malutkim zagraconym warsztacie, w którym pan z napięciem na twarzy malował twarze laleczkom. Robił to wyjątkowo spokojnie, ale widać było, że wymaga to ogromnego skupienia. Z zaplecza wyszła jego żona i zaczęła tłumaczyć mi zawiłości stylu Tōgatta kokeshi. Ozdabia się je wzorami różnych kwiatów, w zależności od pory roku, wyrabia się je z kilku typów drzew, a z każdym pracuje się trochę inaczej.

Tajemnicza kokeshi włożona w kulkę z drewna w warsztacie państwa Satō w Tōgatta Onsen

Wystawa różnych kokeshi i trofeów w warsztacie państwa SatTajemnicza kokeshi włożona w kulkę z drewna w warsztacie państwa Satō w Tōgatta Onsen w Japonii

Pokazała mi przy okazji dość intrygującą kokeshi – okrągłą lalkę włożoną w drewnianą kulę, którą można ruszać, ale nie można jej wyjąć. Próbowałam wyciągnąć od niej wskazówkę, jak to możliwe, ale odpowiedział mi tylko tajemniczy uśmiech. „To tajemnica twórcy” – wyszeptała, patrząc z podziwem na swojego męża. Wskazała przy okazji na wiszące na ścianach dyplomy, zdjęcia z trofeami i gablotki z kokeshi, które wygrywały wystawy. Dopiero później, w jednym ze sklepików z kokeshi, dowiedziałam się, że miałam okazję zobaczyć przy pracy jednego z najlepszych twórców kokeshi w całym kraju – pana Satō Kazuo (佐藤一夫). A jego żona, z którą rozmawiałam, to nie byle kto – także robi własne lalki, które są dla przeciętnego oka nie do odróżnienia od tych, tworzonych przez jej męża. Z ogromnej kolekcji w sklepie wybrałam jedną laleczkę i okazało się, że trafiłam na tą robioną właśnie przez panią Satō Ryōko (佐藤良子)

Wystawa różnych kokeshi i trofeów w warsztacie państwa SatTajemnicza kokeshi włożona w kulkę z drewna w warsztacie państwa Satō w Tōgatta Onsen w Japonii

Chciałam nawet wrócić jeszcze do warsztatu państwa Satō i kupić coś bezpośrednio od nich. Postanowiłam sobie, że najpierw obejrzę laleczki w różnych warsztatach, a potem będę je kupować na spokojnie. Jednakże lekko zdołowana atmosferą sennej i na wpół opuszczonej „wioski kokeshi„, miałam ochotę na kontakt ze światem. Porozmawiałam sobie w sklepiku z przesympatycznym panem, który kolekcjonuje i sprzedaje kokeshi z całego kraju. Popatrzyłam także na te, robione w innych prefekturach, np. Yamagata czy nawet w odległym Aomori. Porozmawiałam o problemie uchodźców w Europie (Japończycy zadają mi nieraz naprawdę niesamowite pytania). Potem pobiegłam na autobus, bo okazało się, że inaczej utknę tutaj do jutra. A średnio mi się to widziało.

Zdążyłam wpaść jeszcze do malutkiego sklepiku i kupić sobie trochę słodkości z anko w roli głównej. Wsiadłam do autobusu, znowu będąc jedyną pasażerką. Patrzyłam na mijane wioski i myślałam sobie, że szkoda, iż tak mało osób tu przyjeżdża. Ale to trochę koniec świata. Pola, góry, rzeczki – niby pięknie – ale nie wiem czy wytrzymałabym tu długo. Wszystkie warsztaty, w których byłam, prowadzone są przez starsze osoby. Kiedy tradycja kokeshi zaniknie? Czy znajdą się jacyś młodzi, którzy będą chcieli się tym zająć, przesiadywać całymi dniami w malutkim zakurzonym warsztaciku na końcu świata i tworzyć codziennie drewniane laleczki? Wątpię… Dlatego warto wybrać się do któregoś z onsenów słynącego z kokeshi teraz, bo niedługo może być już za późno.

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Komentarze

  1. Hmmm…nawet idealne kokeshi moga byc w wersji grubiutkich 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *