Haguro-san (羽黒山), czyli pielgrzymka do innego świata

Prefektura Yamagata to głównie góry i poukrywane w dolinach wsie. Mało kto tutaj był i mało kto cokolwiek o niej wie. Jeśli już ktoś zapuszcza się w te rejony, istnieje duże prawdopodobieństwo, że robi to w celu duchowego oczyszczenia. Nie ma lepszego sposobu na odpoczynek od rzeczywistości niż pielgrzymka na trzy święte góry – Dewa Sanzan (出羽三山). Już pierwsza z nich – Haguro-san (羽黒山) – zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nadal nie do końca jestem pewna czy to miejsce istnieje naprawdę.

Zatrzymałam się w jednym z licznych pensjonatów oferujących noclegi dla pielgrzymów u stóp góry Haguro. Okazało się, że byłam jednym z niewielu gości, więc nie dość, że otrzymałam spory pokój, to jeszcze nagrzewano kąpiel tylko dla mnie. Rano o świcie wzięłam udział w modlitwie prowadzonej przez szintoistycznego kapłana i kilku innych gości. Po niej przystąpiłam do śniadania w stylu postnego buddyjskiego jedzenia – shōjin ryōri (精進料理). W roli głównej dzikie warzywa, określane mianem sansai (山菜; dosłownie „górska zielenina”), grzyby, tofu i ryż. Dużo pyszności i energii przed wejściem na prawie 2500 schodów, prowadzących na szczyt pierwszej z trzech świętych gór.

hagurosan-1

Wejścia na szlak pilnuje brama Zuishin-mon (隋神門), która wyznacza granicę między tym co święte, a tym co „zwyczajne”. Chociaż nie można uznać miasteczka Haguro za miejsce normalne, bo znajdują się w nim głównie domy dla pielgrzymów. Wjazdu do miasta pilnuje ogromna czerwona brama torii, nazywana powszechnie „wielką” – Ō-torii (大鳥居). Jednakże to Zuishin-mon jest granicą między codziennością a ukrytą w cieniu kilkusetletnich cedrów świętą atmosferą. Dosłownie w ułamku sekundy poczułam, jakbym przeniosła się do całkowicie innego świata.

hagurosan-12

Wiecie jakie to uczucie chodzić po kamiennych schodach otulonych promieniami słońca, przedzierającymi się nieśmiało pomiędzy gałęziami istnych „drapaczy chmur”? Zrozumiałam, co Japończycy mieli na myśli, wymyślając określenie na takie promienie – komorebi (木漏れ日). Zeszłam po schodach na początku trochę na dół i… aż mnie wgięło. Od świtu minęło kilka godzin, lecz las dopiero budził się do życia. Wilgotne od rosy deski na moście parowały, a ja miałam wrażenie, jakbym znalazła się w jakiejś baśni.

Po chwili zza drzew wyłoniła się pięciopiętrowa pagoda Gojū-no-tō (五重塔). Ale nie tak od razu. Na początku w ogóle jej nie zauważyłam – całkowicie wtopiła się w cedrowy las. Kiedy wreszcie dostrzegłam, że to jednak nie kolejne drzewo, lecz początek trasy na górę, aż mnie wgięło. Dosłownie.

hagurosan-28

Pagoda stoi tu nieprzerwanie od prawie 650 lat – wtedy przebudował pierwotną wersję z początku X wieku arystokrata z rodu Fujiwara. Wtopiła się ona w morze drzew i z dala wygląda jak jedno z nich. Jakby zapuściła korzenie, tak jak ogromne cedry tuż obok. Przypomniałam sobie setki albo i tysiące świątyń, w których byłam w Japonii. Niektóre z nich mijałam bez jakiegokolwiek zainteresowania, inne zrobiły na mnie mniejsze czy większe wrażenie. Ale chyba dopiero tutaj poczułam, jak wierzenia mogą stać się jednym z otaczającą naturą.

hagurosan-27 hagurosan-26

Przy pagodzie zaczynają się też zresztą schody prowadzące na szczyt świętej góry. Nie jest to bynajmniej ot taki „spacerek”. Powstały w XVII wieku z polecenia 50. naczelnego kapłana – Tenyū Bettō (天佑別当). Budowa 2446 stopni, po których wspięłam się na górę, zajęła 13 lat. Uznane są one za „pomnik natury” i nic dziwnego. Wspinaczka po nich wyjątkowo mnie uspokoiła. Kamienie, drzewa, promienie słońca. Nie jestem osobą religijną, ale poczułam przypływ jakiegoś oświecenia. Albo może radości z tego, że świat naprawdę bywa piękny?

hagurosan-34 hagurosan-33

Na szlaku panowały pustki. Spotkałam po drodze kilka par Japończyków, z których większość wyglądała, jakby miała zaraz zemdleć. Ja szłam do góry zdecydowanym krokiem, lecz nie gnałam przed siebie. Po co? Robiłam zdjęcia, szurałam leżącymi na kilkusetletnich stopniach liśćmi i dotykałam kory drzew.

hagurosan-38 hagurosan-36

W połowie trasy na górę znajduje się mały domek herbaciany, w którym przycupnęłam na chwilę, aby napić się herbaty matcha. Ledwo złożyłam zamówienie, a przed moją twarzą wylądowała księga gości. No i znowu to samo – zachwyty nad moim japońskim i tym, że potrafię w nim pisać! Wpisałam się, zaczęłam pić herbatę, a pani wróciła kilka minut później, dzierżąc w dłoni wypisany certyfikat wejścia na Haguro-san. Chyba myślała, że jeśli nie jestem taka zmachana to schodzę w dół. No trudno. Wzięłam dyplomik, schowałam do plecaka i poszłam dalej. Wychodząc na szlak minęłam dwie Japonki, które rzuciły się na siedzenie, jakby zaraz miały dokonać żywota. Z reguły nienawidzę schodów. Teraz jednak nawet nie miałam chwili, żeby zastanawiać się nad swoim zmęczeniem. A może od tego chodzenia przez poprzedni tydzień po różnych zakątkach północnej Japonii poprawiła mi się forma?

hagurosan-37 hagurosan-42

Nawet nie wiem kiedy trasa, która w opisach w Internecie zdawała się istnym koszmarem, skończyła się, a ja znalazłam się przy wejściu do jednej z najświętszych świątyni w Japonii – Sanjin Gosaiden (三神合祭殿). Nie ma tylu lat co pagoda na dole schodów, ale może pochwalić się pięknym dachem „ze strzechy”, największym takiego typu w całej Japonii. Budynek był w remoncie, dlatego pewnie nie mogłam zobaczyć go w całej okazałości, ale i tak robił wrażenie.

hagurosan-46 hagurosan-47

Nieopodal znajduje się dzwon Bonshō (梵鐘), przy którym chyba każdy Japończyk odwiedzający świątynie robił sobie zdjęcie. Podarowany został przez szoguna z Kamakury w 1275 roku, w celu upamiętnienia rozprawienia się z atakiem Mongołów. Co ciekawe, jest to największy dzwon w rejonie Tōhoku i trzeci co do wielkości w kraju.

hagurosan-48

hagurosan-49 hagurosan-52

Nie wiem czemu, ale świątynia nie wywołała na mnie jakiegoś mega pozytywnego wrażenia. Było głośno i turystycznie. Większość odwiedzających ją miała w nosie jej „świętość”. Okazało się, że za świątynią znajduje się parking, na który co chwilę dojeżdżały kolejne autokary. Ludzie wysiadali, strzelali sobie zdjęcie i wracali do autokarów. A ja, jedyna nie-Japonka, byłam chyba jedyną osobą w tłumie ludzi, która przystanęła na chwilę i zastanowiła się nad tym, gdzie jestem. Kilkanaście metrów za świątyniami wybudowano szereg sklepików z pamiątkami, bud z fastfoodowym makaronem i stoisk sprzedających niemalże dosłownie „mydło i powidło”.
hagurosan-54

Zatęskniłam za schodami. Za cedrami. Za spacerem w ich cieniu i za zapachem lasu. Za świętością, jaka do mnie trafia. Zanim wróciłam na dół, do czekającej do mnie w Haguro-machi rzeczywistości, udałam się jednak w stronę Saikan, w którym zarezerwowałam sobie posiłek w stylu shōjin ryōri. Nie da się po prostu tutaj wejść i zjeść, na szczęście doczytałam o tym wcześniej i zadzwoniłam od razu, aby upewnić się, że po prawie 2,5 tysiącach schodów będę mogła coś zjeść. I to na terenie świątyni.

hagurosan-58 hagurosan-59

Zaprowadzono mnie do malutkiego pokoiku pokrytego matami tatami, gdzie czekał już na mnie posiłek. Zaśmiałam się w duszy, bo bardzo przypominał mi kolację dzień wcześniej – goma dōfu w słono-słodkawym sosie, różne grzybki, miso, ryż, płatki kwiatów. Z jednej strony bardzo skomplikowany posiłek, bo złożony z całej masy malutkich miseczek, a z drugiej dość prosty, bo składający się głównie z zebranych w okolicy warzyw i lokalnego ryżu (z którego zresztą prefektura Yamagata słynie).

hagurosan-60 hagurosan-61

Z budynku rozpościerał się zresztą świetny widok na okoliczne góry. Niestety zorientowałam się o tym dopiero przy wyjściu, bo w moim pokoiku nie było niestety okna. Budynek zaskoczył mnie swoim rozmiarem – przeszłam się na krótki spacer po losowych korytarzach. Dreptałam na boso po drewnianych skrzeczących podłogach i zastanawiałam się nad tym, ilu ludzi siedzi właśnie w pozamykanych za papierowymi drzwiami shōji pokoikach.

hagurosan-62 hagurosan-63

Wróciłam na szlak, na powietrze, z dala od malutkich klaustrofobicznych pokoików. Lubię japońskie jedzenie, zwłaszcza kiedy bez problemu mogę dostać je w wersji wegańskiej. Uspokaja mnie zapach mat tatami. Ale kiedy mam do wyboru spacer w lesie, z dala od tłumów ludzi albo siedzenie w malutkim pokoiku, odizolowana od reszty niczym jakiś szkodnik… sami się pewnie domyślacie.

hagurosan-64 hagurosan-45 hagurosan-44

Zejście w dół minęło mi w mgnieniu oka. Czułam momentami, że następnego dnia pojawią się w dziwnych miejscach zakwasy, ale nie przejmowałam się tym. Mijałam po drodze wykończonych Japończyków, którzy z grymasem na twarzy pytali się mnie „daleko jeszcze?”

„Jeszcze troszeczkę” – odpowiadałam, a Japończycy reagowali na to jeszcze większym skrzywieniem na wykończonych twarzach.

A ja zeszłam na dół, niemalże na skrzydłach, przeszłam przez senne Haguro-machi i udałam się z powrotem do mojego „domu pielgrzyma”. Na rozmowy z właścicielką, przesiadywanie w moim pokoiku pachnącym tatami i czytanie książek z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Wieczorem kąpiel w gorących źródłach i kolacja. Tak mogę pielgrzymować.

hagurosan-6 hagurosan-5

hagurosan-65

 

Comments (11)

  1. Cudne widoki 🙂 A górskie jedzenie także i w Chinach jest zawsze najsmaczniejsze 😉

  2. Aż nie chce się wierzyć, że takie miejsca istnieją jeszcze na prawdę.

  3. Oj…magia!!!cedry piekne pachna…

  4. Zdjęcia bajeczne. Największe wrażenie zrobiła na mnie ukryta w lesie pagoda – coś wspaniałego, zapiera dech nawet na zdjęciu, więc w rzeczywistości musiało być to fascynujące przeżycie 🙂 Wyobrażam sobie świeżość powietrza jaka występuje w takich lasach. Aż chce się odetchnąć pełną piersią. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za tak wspaniałą fotorelację.

  5. Pozdrowienia

    Wiele osób uważa, stereotypowo, że Japonia to tylko Manga i Anime. Chociaż sam wręcz tego nie cierpię, to patrząc na Twoje zdjęcia powoli staję się fanem Japonii. 😉 Fenomenalne!

    • Karolina

      Nie cierpię stereotypów, zwłaszcza tych na temat Japonii, bo naprawdę mają mało wspólnego z rzeczywistością… Dlatego cieszę się, że podoba Ci się także inne oblicze Japonii, które staram się pokazywać na blogu 🙂

  6. Magiczne miejsce! Tak jak piszesz – aż trudno uwierzyć, że istnieje naprawdę. Dzięki za niesamowite zdjęcia:)

  7. Jestem pod wrażeniem! Aż sama wybrałabym się do takiego miejsca… 🙂 Co do jedzenia to i mi by przypasowało, bo mięsa nigdy nie lubiłam.

  8. Wlasnie znalazlam Twoj blog – wspanialy! zaczytuje sie i znajduje coraz wiecej inspiracji! dziekuje.
    Zakochalam sie w miejscu opisywanym w tym poscie. Bede w Japonii na przelomie czerwiec/lipiec… mam kilka dni do zagospodarowania jeszcze i to miejsce wydaje sie byc idealne. To bedzie moj pierwszy raz w Japonii.. ale cos mi sie wydaje, ze nie ostatni.
    Mam pytanie o domy pielgrzyma… i cichutko mam nadzieje na odpowiedz 🙂 przyznam, ze nie mam pojecia jak to zalatwic.. prosze o wskazowki czy nalezy o to zadbac z wyprzedzeniem czy na miejscu warto szukac? Kazda wskazowka dotyczaca tego miejsca bedzie cenna 🙂

  9. Cudowne zdjęcia! Uwielbiam jak promienie słońca prześwitują tak przez drzewa. W polskim lasku czasami też się trafi, ale Twoje widoki piękniejsze (niestety, zazdroszczę troszeczkę ^^ ale tak pozytywnie… fajnie by było pojechać)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *