Powitanie Australii wśród koali

Podróż do Australii to chyba najbardziej spontaniczna decyzja w moim dotychczasowym życiu. Kilka dni spędzone w Brisbane udowodniło mi jednak, że było warto. Uświadomiłam sobie, jak bardzo kilka miesięcy w Azji mnie zmęczyło. I jak rewelacyjna jest podróż w czasie z późnej jesieni do późnej wiosny.

W Brisbane zjawiłam się zaspana o jakiejś nieludzkiej porze po prawie dziewięciogodzinnym locie z Tokio. Wepchnęłam w siebie mdłe jedzenie serwowane na pokładzie samolotu i popijając kawę, patrzyłam na wschodzące słońce nad północą Australii. „Kurde, jestem po drugiej stronie równika” – pomyślałam, mimo że był jakiś środek nocy, a ja ledwo co potrafiłam się skupić na tyle, żeby wypełnić plik papierów imigracyjnych.

Na lotnisku kupiłam sobie świeżo wyciskany sok (tak stęskniłam się za takimi cudami w Japonii!) i kilkanaście minut później siedziałam już w aucie z Julią z Where is Juli, która postanowiła się zaopiekować mną przez kilka pierwszych dni pobytu na nowym kontynencie. Jestem przekonana, że uzbiera sobie za to całą masę dobrej karmy i że pozytywna energia, którą tryska, wróci do niej ze zdwojoną siłą. Julia, jesteś super!

Zajechałyśmy pod jej dom, wchodzimy do środka… a mnie wmurowało. Tyle miejsca! I ogród! Taras! I kuchnia, w której mieści się więcej niż jedna osoba! W ułamku sekundy zapomniałam już o zagraconej Azji, o malutkich wynajmowanych przeze mnie pokoikach i „mieszkankach”, którym bliżej było do większej szafy. Kilkanaście minut później, siedziałyśmy już na tarasie, zajadając się soczystym ananasem i owsianką. I kawą, która nie smakuje jak wióry.

„Jedziemy przytulać koale.” – zarządziła Julia, a ja kiwałam głową jak oszalała, delektując się kawą, drącymi się w niebogłosy papugami i pięknymi kwiatami dżakarandy w tle. Pytania o to, co chcę robić, jakie mam plany, itp, nie miały celu. Naprawdę przyjechałam do Australii „z biegu”. Dlatego wdzięczna byłam Julii za to, że nie pozwoliła mi gdybać, porównywać opcji, zastanawiać się i przedyskutowywać wszystkiego, jak mam w zwyczaju. Jedziemy i już. Super.

Brisbane nie powitało mnie latem. Spodziewałam się lejącego się z nieba słońca, plażing-smażing, a zastałam jesienną słotę. „Fuck” – pomyślałam – „może trzeba było zostać w Japonii i polecieć na jakąś Okinawę?”

W drodze do koalowego sierocińca zaczęło padać. Chwilę później deszcz zamienił się w ulewę. „Fuck, fuck, fuck” – w głowie już nakręcała się spirala żałowania i narzekania.

koala-9
Dżakaranda – drzewo, które na zawsze będzie kojarzyło mi się z Brisbane

„Aaa tam, będzie dobrze, zobaczysz” – starałam się wmówić sobie, że jednak będzie git. No i było.

Lone Pine Koala Sanctuary to miejsce, gdzie można spotkać nie tylko koale, lecz także kangury, wombaty i inne australijskie cudaki. Większość z nich została uratowana albo z rąk kłusowników albo bezmyślnych ludzi, którzy postanowili sobie dzikie zwierzęta chować jak psy. Momentami sanktuarium trochę przypominało mi zoo, co przyprawiło mnie raz czy dwa o nieprzyjemne dreszcze, ale całościowo zrobiło na mnie raczej pozytywne wrażenie.

Zwłaszcza koale.

Są rewelacyjne!

Wyglądają tak uroczo i niewinnie. Śpią prawie 20 godzin dziennie – bynajmniej nie z lenistwa. Wcinają jedynie eukaliptus, tak naprawdę nie wiadomo dlaczego, bo jest to naprawdę mało pożywny pokarm. Nie ma prawie kalorii, za to dużo błonnika, więc koale większość dnia przełączają swoje malutkie ciałka w tryb snu, żeby móc poradzić sobie ze strawieniem masy liści.

koala-3 koala-5 koala-2

Można sobie za opłatą (nie taką drobną) zrobić zdjęcie z koalą, a cały zysk idzie na opiekę nad misiakami. Wahałam się, bo nie lubię ingerować w życie zwierzaków. Przyglądałam się chwilę temu, jak traktowane są koale przy robieniu zdjęć, ale wszystko wyglądało jak najbardziej w porządku. Koalą opiekowała się pani, która nad wszystkim czuwała, a kiedy koala nie chciał robić zdjęcia, to nikt go do tego nie zmuszał. Stanęłam w wyznaczonym miejscu, ułożyłam odpowiednio ręce i chwilę później trzymałam już malutkie cieplutkie (i niezbyt przyjemnie pachnące) stworzenie. Uśmiech, chwila na potrzymanie rozkosznego pluszaka i powrót do odpoczynku. Zarówno dla mnie, jak i misia.

Nasz spacer przerywał co chwilę deszcz, ale po kilku minutach z reguły przechodził. Chowałyśmy się pod drzewami dżakarandy, spoglądałyśmy na inne dziwne australijskie zwierzęta, z którymi muszę się nadal oswoić. No bo kto by pomyślał, że po mieście chodzą tu dziwne ptaki z ogromnymi zakrzywionymi dziobami albo robią ogromne gniazda groźnie wyglądające indory? Nad głowami latają stada papug, które nieraz walczą zacięcie o terytorium czy jedzenie i zastanawiam się momentami, kiedy z nieba zaczną lecieć pióra…

koala-23
Indor-terrorysta, który przegonił z kawiarenki parę przerażonych Azjatów
koala-25
„Szczyt blogerów” = Ja i Julia
koala-4
Loża dla blogerów – na terenie sanktuarium można korzystać z darmowego wifi

Weszłyśmy na wybieg dla kangurów i pierwsze kilka minut spędziłam po prostu na patrzenie się na te zwierzaki. Niby widziałam je nieraz na filmach czy zdjęciach, pewnie też kiedyś w jakimś zoo. Jednakże w rzeczywistości robią one kapitalne wrażenie. A raczej ich sposób poruszania się. Patrzyłam jak zahipnotyzowana na ogromne i silne stopy i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest to niezwykle niepraktyczna metoda na przemieszczanie się.


koala-12koala-16 koala-13

„Czy to się dzieje naprawdę?” – myślałam.Chwilę później przebiegło dokładnie przed oczyma emu.

koala-10

Koale, kangury, dziwne ptaki, psy dingo, wombaty, emu. Co jeszcze?

Kangury okazały się wyjątkowo przyjaźnie nastawione, ale może dlatego, że można je karmić. Przez żołądek do serca, nieprawdaż?

koala-15 koala-20

Jeden z kangurów zaprzyjaźnił się ze mną na tyle, że podążał za mną krok w krok przez dobre kilka minut. „Mój własny Skippy!” – wykrzyknęłam, przypominając sobie serial familijny oglądany dawno dawno temu. Od razu wróciła do mnie piosenka, którą się zaczynał i to, jak bardzo marzyło mi się kiedyś pogłaskanie kangura.


koala-14

Miałam swojego Skippy’ego przez kilka minut. Ciekawe czy kilkuletnia Karolina uwierzyłaby, że to możliwe?koala-19

Categories Podróże
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

7 comments on “Powitanie Australii wśród koali

  1. Ty też jesteś super 😉 Dzięki za odwiedziny i cudownej Australii przez najbliższe kilka tygodni. Znasz mój numer jakby co. Enjoy!

  2. Wspaniała przygoda. Australia to moje największe podróżnicze marzenie, ale chyba niestety będę musiała jeszcze trochę poczekać na jego realizację, bo wyprawa z Polski do Australii to taka z cyklu „dalej się już chyba nie da”. Stąd mój podziw i dla Ciebie i dla Julii, że tak daleko Wam się udało zajechać!
    Serdecznie pozdrawiam 🙂

    • Karolina

      Ostatnio co chwilę pojawiają się oferty lotów w ludzkich cenach do Australii, więc mam nadzieję, że kiedyś się skusisz, bo warto! Jestem tu dopiero tydzień i widziałam naprawdę niewiele, ale już kombinuję, jakby tu kiedyś nie wrócić na dłużej 😛

  3. Takie spotkanie „na szczycie” warte sa spontanicznych decyzji!!! Odetchnij od minimalizmu i rozkoszuj sie przestrzeniami, kolorem nieba,wody…ktorej tam sa inne…czy tez tak czujesz?

    • Karolina

      Oj są inne <3 Od dwóch dni spędzam poranki w morzu, ćwicząc surfowanie - no żyć nie umierać!

      • Oj…zabierz mnie!!! I nawet nie wspomnialas o tanich planach na blogu…ej…nieladnie…przemieszczasz sie za to niczym „ten czarny zakapturzony” caramba z bajki…

  4. Ależ Ci fajnie! Koale wyglądają przeuroczo (w sumie myślałam, że się myją jak koty, więc dziwne, że niezbyt przyjemnie pachną 😀 nie wiem czemu tak sobie ubzdurałam). Super, że tylu polskich blogerów siedzi w Australii – zawsze ktoś Ci pomoże, możecie się spotkać, pogadać, wspólnie pozwiedzać. Powodzenia w dalszej podróży!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *