Weganizm w podróży: Australia

Po kilku miesiącach spędzonych w Azji Wschodniej, gdzie dla większości idea wegetarianizmu, nie mówiąc już o weganizmie, jest totalnie niezrozumiała, znalazłam się w Australii. Już po kilku godzinach pobytu na nowym kontynencie uświadomiłam sobie, jak męczące było codzienne tłumaczenie, często po kilka razy, co mogę, a czego nie mogę jeść. Australia rozpieszczała mnie kulinarnie przez prawie miesiąc i to właśnie cała gama wegańskich przysmaków jest jedną z rzeczy, za którą będę tęsknić najbardziej.

W większości restauracji, nawet bardziej „mięsożernych” uda się nam znaleźć wegańską opcję. Jeśli nawet nie ma jej w menu, nie ma problemów z modyfikacją. Nikomu nie przeszkadza zamiana jajka w sałatce na awokado, mleka krowiego na sojowe przy przygotowywaniu owsianki czy podanie chleba bez masła. Opcje wegańskie znalazłam dla siebie od razu na koncercie w Sydney, na nocnym azjatyckim targu w Melbourne czy w malutkich miasteczkach podczas podróży. Poniżej znajdziecie moją listę „naj” – jeśli jesteście wege albo po prostu lubicie dobrze zjeść, koniecznie wybierzcie się do któregoś z nich przy okazji wizyty w Australii!


 

Brisbane

Bake

91 Boundary St, West End

Bodajże najwspanialsze kulinarne doznanie podczas pobytu w Brisbane. Małe stoisko z wegańskimi pączkami na Boundary Street Markets, czynne jedynie w piątek od 16 do ostatniego pączka (a te znikają w zastraszającym tempie). Wspominałam o nich przy okazji wpisu o Brisbane:

Byłam przekonana, że będę pierwszą osobą w kolejce, w końcu przyszłam specjalnie kilkanaście minut wcześniej. Na początku miałam problem ze znalezieniem marketu, potem ze znalezieniem stoiska. Odnalezienie w całym morzu różnych stoisk tego jednego okazało się jednak całkiem łatwe – jedynie przed nim dobry kwadrans przed otwarciem ustawiła się już spora kolejka. Podeszłam szybko do stoiska. Pączek o smaku waty cukrowej, borówkowy, waniliowy, karmelowy z orzechami pekan, mango-kokos… Wszystkie wegańskie! Jak tu wybrać?!

Skusiłam się na specjał dnia, pączka o smaku waty cukrowej oraz pączka w wersji mango-kokos. Oba były rewelacyjne – odpowiednio słodkie, ale nie zamulające. KONIECZNIE spróbujcie, jeśli będziecie w Brisbane!

Muooz

54 Mollison St, West End

Erytreańska restauracja w West End, nieopodal wspomnianego wyżej marketu. Jedzenie było bardzo dobre, bez problemu przygotowano dla mnie opcję wegańską. Spodobała mi się bardzo idea tego miejsca – zatrudnia ona jedynie uchodźczynie z Afryki i uczy je pracy w branży restauratorskiej, przy okazji wspierając różne charytatywne inicjatywy. Bardzo lubię wspierać przedsiębiorstwa społeczne, zwłaszcza jak skutkuje to najedzeniem się pysznym jedzeniem.

weganizmaustralia-1

Sol Natural Foods

6/826 Ann St, Fortitude Valley

To jedna z przyjaznych weganom restauracji w dzielnicy Fortitude Valley, do której wybrałam się na spotkanie z Nadią z Nadia vs the world. Zamówiłam sobie pizzę z całą masą warzyw i wegańskim serem, a na deser podjadałam Nadii jej ciasto bananowe z lodami kokosowymi. Obsługa trochę nie ogarnia, ale za dłuższe oczekiwanie dostałyśmy darmową kawę, więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Restauracja ta nie jest stricte wegańska, ani nawet wegetariańska, ale większość menu opiera się na roślinach.

Shouk Cafe

14 Collingwood Street, Paddington

Mała kawiarenka w uroczej dzielnicy Paddington, do której zabrała mnie Julia z Where is Juli. Wyjątkowo przyjazna weganom – wszystkie wegańskie opcje są oznaczone w menu, ale nie ma także problemu z modyfikacją niektórych niewegańskich pozycji. Skusiłam się na tagine z warzywami korzennymi i był to strzał w dziesiątkę. Dobrze przyprawione, z dużą ilością warzyw i puchatego kuskusu. A do tego naprawdę dobra kawa. Duży plus za wystrój – kawiarnia znajduje się w jednym z pięknych drewnianych domów, za oknem rośnie ogromne drzewo dżakarandy, którego zapach wypełniał wnętrze. Polecam!

weganizmaustralia-66

 

Kiss The Berry The Açaí Specialists

99 Creek Street, Brisbane

Acai bowl to świetne drugie śniadanie, zwłaszcza jak leje się żar z nieba, a my mamy ochotę na coś odświeżającego i zdrowego. Czym jest acai bowl? To po prostu zblendowane owoce acai (takie brazylijskie jagódki) z bananem, podawane z większą ilością owoców na wierzchu, chrupiącą granolą i innymi dodatkami. Kiss the berry to malutkie miejsce w sercu city, w sam raz na przerwę podczas zakupów i zwiedzania centrum miasta.

weganizmaustralia-68

 

Gold Coast

 

Govindas

3120 Surfers Paradise Blvd, Surfers Paradise

Podczas kilkudniowego pobytu na Gold Coast, bywałam tu chyba codziennie. Wegański bufet „all you can eat” ze sporym wyborem curry i sałatek, a do tego rewelacyjny pieczony deser, który nazwali chałwą, ale z chałwą nie miał wiele wspólnego. Tanio, dużo i smacznie – czego chcieć więcej? A do tego w samym centrum Surfers Paradise!

weganizmaustralia-4

 

Mandala Organic Arts

2558 Gold Coast Hwy, Mermaid Beach

Śledziłam ich na Instagramie od dawna, śliniąc się do ekranu na widok ich ciast. Wybrałam się tam w niedzielę na brunch i skusiłam na wegańską pizzę z serem z nerkowców. Do picia świeży kokos, z którego po wypiciu wody wyjadałam łyżeczką miąższ i gofry z mąki kokosowej. Mandala położona była spory kawałek od Surfers Paradise, gdzie się zatrzymałam, dlatego odwiedziłam ich tylko raz. A szkoda, bo z chęcią spróbowałabym ich ciast. Plus za bardzo miłą obsługę!

The Cardamom Pod

1/2685 Gold Coast Hwy, Broadbeach

Cardamom Pod to kolejne miejsce, w którym byłam prawie każdego dnia. Położone tuż przy Broad Beach było idealnym rozwiązaniem na duży i wegański lunch po surfowaniu. Nie nakłada się tutaj jedzenia samemu, jak w Govinda’s, nie ma też dokładek, a ceny są znacznie wyższe, ale warto się skusić choć raz, bo jedzenie jest naprawdę bardzo dobre. I do tego podane w bardzo estetyczny sposób, co zawsze cenię.

 

All-time Coffee

2478 Gold Coast Hwy, Mermaid Beach

Właściciel Bake, stoiska pączkowego w Brisbane, wspomniał mi o tym miejscu, ale zabierałam się do wyprawy tam jak sójka za morze. Poszłam tam po raz pierwszy po wizycie w Mandala i okazało się, że owszem, sprzedają tam wegańskie pączki, ale znikają one w trybie natychmiastowym. Zahaczyłam o kawiarnię kilka dni później w ramach początku road trip do Sydney. Pączków już nie było, ale udało mi się dostać cinammon rolls, które były po prostu REWELACYJNE. Słodkie cynamonowe drożdżówki z lukrem. Do tego fantastyczny, lekko kwaskowaty cold brew – kawa parzona na zimno.

 

 

Byron Bay

Manna Haven

97 Jonson St, Byron Bay

Manna to mała restauracja prowadzona w kościele adwentystów dnia siódmego. Widziałam zdjęcia ich jedzenia wcześniej na Instagramie, ale miałam trochę obaw przed pójściem do miejsca modlitwy, bo osobą religijną w ogóle nie jestem. Okazało się jednak, że obsługa była przesympatyczna, nikt nie wspomniał ani słowa o Bogu i wierze, każdy, bez względu na wiarę czy jej brak, mógł zjeść tam naprawdę dobre wegetariańskie jedzenie. Za pierwszym razem skusiłam się na pieczoną „miseczkę” z tortilli wypełnioną tabbouleh, quinoą, hummusem, falafelami i sosem sriracha, a przy okazji kolejnej wizyty na miskę sałatek, z której najbardziej przypadł mi miks jarmuż, miso & brązowy ryż. Do tego zamówiłam sobie kotleta warzywno-soczewicowego. Pycha!

The Cardamom Pod

7 Lawson St, Byron Bay

The Cardamom Pod w Gold Coast było restauracją na dość wysokim poziomie i modnym miejscem spotkań dla mieszkańców okolicy i turystów, więc spodziewałam się w Byron Bay podobnej atmosfery. Okazało się jednak, że mimo tego, iż jedzenie jest w miarę podobne, panuje tu całkowicie inny klimat. Malutka zagracona knajpka pełna ludzi, tanie jedzenie, podawane dość niedbale do miseczek, a mimo to chyba smaczniejsze od wyrafinowanej wersji w Gold Coast. Nie jest to miejsce do przesiadywania, ale jest rewelacyjną opcją na szybką i sycącą kolację.

weganizmaustralia-10


Sydney

 

Sadhana Kitchen

147 Enmore Rd, Enmore

Sadhanę śledziłam na Instagramie od dawna i za każdym razem powtarzałam sobie: „muszę kiedyś KONIECZNIE pojechać do tej Australii i najeść się wszystkich tych pyszności!”. Traktowałam to jednak jako mrzonki, no bo kto by jechał na drugi koniec świata na wegańskie ciasto? Kto by pomyślał, że jednak uda mi się zawitać do tej małej uroczej kawiarenki i to kilka razy i spróbować większości pozycji w menu – zarówno tych na słodko, jak i słono.

 

Obsługa wydaje się trochę zagubiona, lecz i tak sympatyczna. Nie było problemu z lekkimi modyfikacjami podawanych dań. Jedynym minusem jest cena – chociaż prawda jest taka, że prawie wszystko w Australii jest drogie, więc po prostu starałam się tym nie przejmować.

Nie przepadam szczególnie za miejscami „bez wszystkiego” – glutenu, cukru, itp – bo często są przekombinowane i bez smaku, ale Sadhana robi kawał dobrej roboty. Tak trzymać!

Gelato Blue

318 King St, Newtown

W Gelato Blue przywitałam się z Sydney. Od razu po wjechaniu do miasta nastawiłam GPS na tą kawiarnię, o której naczytałam się naprawdę wiele. Skusiłam się na lody o smaku bezowym z dodatkiem marakui i pączek malinowy i podjadłam wspólnikowi w wegańskiej rozpuście trochę z wersji czekoladowej – ciasto orzechowo-czekoladowe z lodami czekoladowymi, a to wszystko polane świeżo stopioną czekoladą belgijską. Pycha!

weganizmaustralia-14

 

Speedo’s Cafe

2/126 Ramsgate Ave, North Bondi

Do Speedo’s Cafe udałam się po długim spacerze wzdłuż wybrzeża i plaży Bondi. Nie spodziewałam się aż takich tłumów i to w dzień powszedni. udało mi się cudem znaleźć stolik i nie musiałam się długo zastanawiać – mój wybór padł na chia pudding z cocowhip i sezonowymi owocami oraz pitaya bowl – zmiksowany smoczy owoc z innymi owocami, podawany z chrupiącą granolą i większą ilością owoców.

Przed kawiarnią ustawiła się w pewnym momencie ogromna kolejka – okazało się, że wystawiono świeży cronuts (pączki z ciasta, z jakiego robi się crossainty), które wyglądały faktycznie rewelacyjnie i wnioskując z za zachwytów klientów, smakowały równie wybornie. Szkoda tylko, że nie były wegańskie 🙁

 

Earth to Table

85 Bronte Rd, Bondi Junction

W Earth to Table schowałam się przed deszczem, usiadłam w kąciku z książką w otoczeniu masy roślin i już wiedziałam, że dobrze trafiłam. Nie mogłam zdecydować się na ciasto, więc ostatecznie posłuchałam rekomendacji szefa kuchni. Po prostu niebo w gębie! A do tego kawa i żaden deszcz nie jest człowiekowi straszny.

 

Superfood sushi

69-77 King St, Newtown

Po kilku tygodniach w Australii zatęskniłam trochę za japońskim jedzeniem. Nie miałam jednak zbytniej ochoty na biały ryż z kombu czy natto, czyli tradycyjny przekąskowy zestaw. Podczas spaceru po Newtown wpadłam przypadkiem na malutką restauracyjkę, serwującą wegańskie sushi. Skusiłam się na kilka typów i były naprawdę smaczne. Nie jestem fanką sosów, więc niezbyt mnie one pociągały. Nie porwała mnie jednak obsługa – kobieta za ladą wyglądała na pozbawioną energii i woli życia, mimo że sprzedawała ponoć „super-jedzenie”, które powinno przecież dawać kopa. Dobra opcja na lekki lunch albo przekąskę, niekoniecznie jeśli chcecie się najeść.

 

Lentil as anything

391 King Street, Newtown

Lentil as anything w Newtown to w porze posiłków bodajże najbardziej zatłoczona restauracja w okolicy. Przed wejściem do tej ni to restauracji ni to stołówki jeszcze przed otwarciem ustawia się kolejka. Nie ma tu menu – na tablicy wypisane są dwie czy trzy pozycje, z których możemy wybrać. Co ciekawe, przy posiłkach nie jest podana cena. Płaci się według uznania, wrzucając daną kwotę do skrzyneczki przy wyjściu. W restauracji pracują jedynie wolontariusze, a wszelki zysk przekazywany jest na szereg organizacji charytatywnych, między innymi wpierających bezdomnych czy uchodźców. Obsługa może nie była rewelacyjna, lecz nie miałam tego za złe, bo nie byli to profesjonalni kelnerzy. Restauracja zakłada, że „datek” 10 dolarów pokrywa koszty utrzymania miejsca i produktów, a wszystko ponad to pozwala na dołożenie się na cele charytatywne. Porcje są całkiem spore, a jedzenie bardzo smaczne.

weganizmaustralia-72

 

Gigi Pizzeria

379 King St, Newtown

Do Gigi trafiłam z polecenia właścicielki małego sklepiku w Newtown, z którą rozmawiałam o wszystkim i niczym ponad godzinę, mimo tego, że ostatecznie nic nie kupiłam. Nie miałam nawet jakoś szczególnie ochoty na pizzę, ale pani nalegała, że koniecznie muszę się tam wybrać, bo pizza jest po prostu rewelacyjna. Na pizzę nie trzeba mnie na szczęście długo namawiać, więc kiedy wybiła 18, zjawiłam się pod drzwiami knajpki z zamiarem najedzenia do syta.

Największe zdziwienie – Gigi to pizzeria wegańska, ale nigdzie nie jest to napisane. Po prostu jest. Pogadałam sobie chwilę z przesympatycznym kelnerem, który przyznał, że tak naprawdę pizzeria jest wegańska dopiero od kilku miesięcy, wcześniej była to standardowa (aczkolwiek uwielbiana w Sydney) pizzeria prowadzona przez Włochów. Szef kuchni przeszedł na weganizm i postanowił zmienić menu w swojej restauracji. Jedynie jedna pizza w menu ma wegański ser – reszta to po prostu pyszne warzywa, przyprawy, genialne ciasto i świetnej jakości oliwa. Czapki z głów! Wróciłam tam dzień później na kolejną wyżerkę i kolejną porcję tiramisu, które było chyba najlepsze, jakie jadłam do tej pory, wliczając w to cuda próbowane przed przejściem na weganizm we Włoszech.

 

Native Feel Real

1a/40 E Esplanade, Manly

Mała kawiarenka w Manly była całkowicie przypadkowym odkryciem. Wiele odwiedzonych miejsc polecono mi wcześniej, więc w większości przypadków miałam zaplanowane posiłki na mieście. W Manly jednak nie udało mi się znaleźć online niczego sensownego, dlatego udałam się tam „na żywioł”. I bardzo dobrze, bo Native Feel Real okazało się fenomenalnym miejscem z niesamowicie sympatyczną obsługą. Na drugie śniadanie skusiłam się na buraczanego naleśnika z bananem w środku, podawany z sosem borówkowym i jogurtem kokosowym, a po leniwym spacerze po okolicy wróciłam tam na „native bowl” – miskę pyszności.


 

Melbourne

 

Smith & Daughters

175 Brunswick St, Fitzroy

Najbardziej zauroczyły mnie chyba malutkie krokieciki z tuńczykiem, groszkiem i serem. Musiałam upewnić się kilka razy czy na pewno wszystko jest wegańskie, bo nazwy wcale nie podkreślają tego, że to wege „tuńczyk”. W Smith & Daughters wyczarowują z roślin istne cuda, którymi zachwycają się też nie-wegetarianie – ponoć większość klienteli stanowią zwykli wszystkożercy, którzy wracają tu, bo jedzenie uzależnia. Po krokiecikach skusiłam się na taco, quesadillę, ostrą sałatkę ziemniaczaną… no i na koniec, koniecznie, gorące pączusie z kremem. Palce lizać! KONIECZNIE SIĘ TAM WYBIERZCIE!!

Wróciłam tu kilka dni później, tym razem na brunch. Nie spodziewałam się w ogóle, że uda mi się ot tak wejść do restauracji i zjeść bez rezerwacji, ale okazało się, że mieszkańców Melbourne przestraszyła szkaradna pogoda, na czym skorzystałam. Porządne porcje, sycące jedzenie i dobra kawa. Gdybym miała wybierać, wybrałabym chyba wieczorny gwar, ale brunch w Smith & Daughters to także super uczta!

 

Smith & Deli

111 Moor St, Fitzroy

Smith & Deli to siostra Smith & Daughters, więc po prostu musicie się tam wybrać. Urządzone jest w stylu „żydowskich delikatesów” (słowa właścicielki), więc spodziewajcie się genialnych wypieków, bajgli, kanapek, sałatki (bez)jajecznej. Nie znajdziecie tutaj witariańskich wymysłów – jeśli kanapka, to z szynką i serem, jak bajgiel to z twarogiem i dżemem (tak, nadal wszystko w wersji całkowicie bezzwierzęcej i przepysznej). Najwspanialsze były jednak crossainty. Tak mi ich brakowało! Nie jestem wielką fanką słodyczy, ale crossainty chodziły za mną od dawna, lecz znalezienie takich bez masła to cud. Można teoretycznie skusić się na jakiś syf z supermarketu na oleju palmowym, ale to nie o to w crossaintach chodzi.

Popyt na crossainty w Smith & Deli przerósł oczekiwania, więc sprzedawane są one tylko w sobotę. Do wyboru: klasyczny, migdałowy i pain au chocolate (z nadzieniem czekoladowym). Kupiłam oczywiście po jednej z każdej wersji. Rogaliki były jeszcze ciepłe, więc zjadłam szybko zwykłego (rewelacja), a po powrocie do domu rzuciłam się na ten migdałowy. Crossainty były kruche i puchowe, jak porządne francuskie wypieki, a do tego ogromne. KONIECZNIE się tam wybierzcie!

 

Little Big Sugar Salt

385 Victoria St, Abbotsford

Little Big Sugar Salt poleciła mi koleżanka i po szybkim przejrzeniu menu online, wiedziałam, że muszę się tam wybrać. Menu napisane jest w lekki i zabawny sposób i już idąc tam próbowałam zdecydować, co wezmę. Okazało się jednak, że danie, które ostatecznie mnie przekonało, było niedostępne, więc za namową nieco nieogarniającej kelnerki wybrałam pieczonego słodkiego ziemniaka z kimchi i awokado i kanapkę z awokado i warzywami. Pyszne!

Niestety kawiarenka znajduje się kawałek od centrum w dzielnicy pełnej wietnamskich sklepików, lecz w środku panuje iście hipsterska atmosfera. Wybierzcie się tam koniecznie na porządne śniadanie! W ofercie są dania także niewegetariańskie, ale z całego serca polecam spróbować ich wegańskich wyrobów.

 

Saba’s Ethiopian Restaurant

328 Brunswick St, Fitzroy

Do Saba’s weszłam, słuchając intuicji, bo teoretycznie byłam w drodze do innego miejsca. Zapachniało mi jednak injerą, zerknęłam na menu na zewnątrz, upewniłam się, że będę miała co zjeść i weszłam z uśmiechem do środka. Z takim samym uśmiechem powitała mnie obsługa restauracji, z którą nagadałam się i pośmiałam i spędziłam rewelacyjne kilka godzin. Do tego porządne etiopskie jedzenie, a na koniec przyrządzona w tradycyjny sposób kawa, palona na oczach gości.

weganizmaustralia-59

 

Einstein’s relative

1/9 Yarra St, South Yarra

Wybrałam się tam głównie ze względu na świetną nazwę. Plusem był też fakt, że kawiarenka znajduje się jedynie 15 minut spacerem od miejsca, gdzie zatrzymałam się w Melbourne. Zamówiłam sobie açaí bowl, które było wyjątkowo dobre i podane ze świeżymi owocami. Do tego porządna kawa z lodem i można działać 🙂 w kawiarni można skorzystać z darmowego wifi, lecz nie jest to specjalnie dobre miejsce do pracy, bo jest ona dość mała i zagracona. Następnego dnia wpadłam tam na tost z awokado i był na tyle dobry, ze nie zdążyłam zrobić zdjęcia.

weganizmaustralia-64

 

The Kettle Black

50 Albert Rd, South Melbourne

The Kettle Black wywarło na mnie niesamowicie pozytywne wrażenie, może ze względu na przepiękny budynek, w którym ta kawiarenka jest położona, a może dlatego, że były w niej tłumy i całe miejsce nabuzowane było fantastyczną energią. Nie mogłam się zdecydować – w menu jest kilka opcji wegańskich zarówno na słodko, jak i słono – lecz ostatecznie skusiłam się na chia pudding na mleku kokosowym ze świeżymi owocami i jadalnymi płatkami kwiatów. Do tego wypiłam po prostu rewelacyjną kawę cold brew, podaną w innowacyjny sposób, bo z lodem zmrożonym w szklance. Dostałam do tego informację na temat ziaren i przekonałam się, że ostatnio staję się miłośniczką kawy etiopskiej.

 

Trippy Taco

234 Gertrude St, Fitzroy

Miejsce to poleciła mi pani ze sklepu z wegańskimi butami w Fitzroy i niezwykle się cieszę, że się tam wybrałam. Trippy Taco to miejsce z domowym meksykańskim jedzeniem, które niespecjalnie reklamuje to, że jest wegetariańskie. Każdą pozycję w menu można bez problemu zamienić na wersję wegańską. Wybrałam taco: jedno z tofu, a drugie z czarną fasolką; później dojadłam jeszcze burrito z dodatkowym wegańskim serem. Fantastyczne jedzenie!

weganizmaustralia-73

 

Gelateria Messina

237 Smith St, Fitzroy
164 Swan St, Richmond

Gelateria Messina to australijska instytucja, do której po prostu trzeba się wybrać. Nie ma dyskusji. Mają sklepy w Sydney, na Gold Coast i w Melbourne – do wyboru jest prawie dziesięć wersji wegańskich, to nie-weganie mogą skusić się na całą gamę pyszności. Byłam w kawiarence zarówno w Sydney, jak i w dwóch w Melbourne i jakość obsługi i lodów jest wszędzie na wysokim poziomie. Niech Was nie zniechęcą kolejki – cały proces odbywa się wyjątkowo sprawnie, więc kilka minut później będziecie mogli delektować się nieziemskimi lodami… a potem wrócić do kolejki po więcej.

weganizmaustralia-75

Top 3 smaki: kokos & pandan, orzech & kawa i solone mango & kokos. Kombinacja kawowych lodów z którymś z kokosowych jest nie z tej ziemi!

 

Supercharger

Emporium Melbourne, 287 Lonsdale St, Melbourne

Supercharger to wegańska knajpka w centrum handlowym Melbourne Emporium. Jak miło zobaczyć wegańskie miejsce wśród innych fastfoodowych opcji i to z porządnym zdrowym jedzeniem! Przy zamówieniu dostaje się kartkę, na której zaznacza się dodatki. Skusiłam się na quinoę z brokułami, kalafiorem, surówką z marchwi i buraka z dodatkiem awokado, a na boku dostałam curry z ciecierzycy i danie na bazie tempeh. Bardzo dobre, sycące i wyjątkowo tanie, zwłaszcza jak na centrum Melbourne.

weganizmaustralia-65

 

Wonderbao

19-37 A’Beckett St, Melbourne

Wonderbao to malutka knajpka w city, specjalizująca się w azjatyckich bułach na parze. Są wersje zarówno dla wszystkożerców, jak i wegan. Szybko, tanio i pysznie! Skusiłam się na choi bao – bułkę na parze z nadzieniem z grzybów shiitake, tofu i warzyw oraz smażoną bao-kanapkę ze smażonym tofu, kruszonymi orzeszkami ziemnymi i masą świeżej kolendry.

weganizmaustralia-53

 

Dukes Coffee Roasters

247 Flinders Ln, Melbourne

Do Dukes wybierzcie się przy okazji spaceru po city, bo mają w ofercie po prostu rewelacyjną kawę. Wybór padł na parzone na zimno ziarna z Etiopii, które zagryzłam wegańskim ciastkiem pistacjowo-wiśniowym – nie za słodkim i w sam raz do kawy. Chwilę później dostałam do spróbowania nowych ziaren z Panamy, porozmawiałam sobie chwilę z siedzącą obok panią o ceramice i naładowałam się pozytywną energią na resztę dnia. Nie jest to miejsce do długiego siedzenia, w środku jest dosłownie kilka stolików, ale wpadnijcie tam, nawet jeśli będziecie pili kawę, stojąc w tłoku. Z Dukes wyszłam z plecakiem wypełnionym torebkami z różnymi ziarnami, bo nie tyle, że robią dobrą kawę, co używają świetnych ziaren, palonych kilka dni wcześniej w ich drugiej większej kawiarni.

 

Aunty Peg’s

200 Wellington St, Collingwood

Do Aunty Peg’s wybrałam się ostatniego popołudnia w Australii i było to chyba najlepsze pożegnanie z Melbourne, jakie mogłam sobie wymarzyć. Mała kawiarenka niedaleko Fitzroy to świątynia kawy. Nie dostaniecie tu kawy z mlekiem czy cukrem – do wyboru jest espresso, kawa z filtra i kawa parzona na zimno. Na początek skusiłam się jednak na niezwykłe kawowe doznanie – kawę parzoną na zimno nalewaną z kija, spienioną za pomocą ciekłego azotu z dodatkiem cascary, czyli herbaty z suszonych łupin owocu kawowca. Odlot! Po spróbowaniu kolejnej kawy zostałam oprowadzona po palarni, pokazano mi chłodnię, gdzie przechowywane są zielone ziarna i opowiedziano o poszukiwaniach kawy idealnej. KONIECZNIE wpadnijcie tam, jeśli macie ochotę na leniwe popołudnie, spędzone na dyskusjach o kawie.

weganizmaustralia-76

 

 

Coolangatta

Greenhouse Factory

1/74 Musgrave St, Coolangatta

W Coolangatta zatrzymałam się trochę przypadkiem, bo zaczęło tak lać, że nie dało się jechać dalej. Przeszłam się w ulewie na plażę, ale po kilku minutach miałam dość. Odpaliłam aplikację HappyCow (która jest niezastąpiona w podróży) i udałam się w stronę jedynej wege-knajpki w okolicy. Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że tam trafiłam! Jasne wnętrza, obsługa z uśmiechem od ucha do ucha no i to jedzenie <3 Jeśli kiedykolwiek będziecie w okolicy, koniecznie tam wpadnijcie! Aż żałuję, że w Coolangatta nie byłam dłużej, bo z chęcią skusiłabym się na ich śniadaniowe menu – naleśniki, french toast albo smoothie bowl.

Newcastle

Momo Wholefood Cafe

10 William St, East Maitland

Momo Wholefood Cafe to kawiarenka przy dużym sklepie ze zdrową żywnością i całą gamą ekologicznych produktów. Zatrzymałam się tam na chwilę w drodze do Yarra Valley. Momo Wholefood Cafe nie ma stałego menu – codziennie można dostać coś innego. Ja wybrałam zapiekankę na bazie polenty z sałatkami, a potem dojadłam jeszcze kanapką na porządnym chlebie z pieczonymi warzywami i awokado. Dobry przystanek w okolicy Newcastle!

weganizmaustralia-70

 

 

Blue Mountains

Rubyfruit

Shop 10/166-168 Leura Mall, Leura

Rubyfruit to wegańska kawiarenka ukryta na piętrze małego „lokalsowego” centrum handlowego, w której nigdy nie spodziewałabym się znaleźć czegokolwiek wege. Okazało się jednak, że zjadłam tu jeden z najlepszych posiłków podczas swojego roadtrip z Gold Coast do Sydney. Po kilkugodzinnym chodzeniu po górach byłam naprawdę głodna, a wielka miska makaronu z warzywami, tofu, szaszłykami z tempeh i dressingiem na bazie miso całkiem dobrze zaspokoiło mój głód! W ofercie były też pyszne ciasta, ale miejsce na deser zostawiłam sobie na późniejszą wizytę w Gelato Blue 🙂


 

Jak widzicie – Australia mnie rozpieściła. Przez te kilka tygodni nie miałam większych problemów z byciem weganką, nawet w niewegetariańskich knajpkach obsługa z reguły wiedziała, co to jest „weganizm” i czym się różni od wegetarianizmu. Często polecano mi wegańskie miejsca – to dzięki takim wskazówkom od napotkanych osób dowiedziałam się między innymi o pizzerii Gigi czy Trippy Taco w Melbourne. Kilka razy zdarzyło mi się, że ludzie nie do końca ogarniali, że weganizm nie jest równy diecie bezglutenowej. „Tak, tak, mamy też chleb bezglutenowy” – odpowiadano na moje pytania o wegańskie opcje. Jeśli ograniczacie gluten w swojej diecie, w Australii będziecie w raju, bo nawet na totalnym końcu świata znajdziecie opcję „gluten free”. Weganizm powoli przebija się do świadomości i w wielu kawiarenkach oznaczano wegańskie opcje w menu, co bardzo ułatwiało zadanie, bo nie musiałam się wypytywać czy na pewno w jedzeniu nie ma mleka, jajka, itp.

Nawet jeśli nie jesteście wegetarianami czy weganami, koniecznie wybierzcie się do niektórych z tych miejsc, bo naprawdę warto. Gdybym miała wybrać moje top 3, to byłyby to chyba pączki z Bake w Brisbane, pizza w Gigi i desery w Sadhana w Sydney i jedzenie w Smith&Daughers + crossainty w Smith&Deli. Ale to tylko początek długiej listy pyszności, którymi zajadałam się przez te kilka tygodni. Nawet jeśli nie wrócę w najbliższej przyszłości do Australii, wiele z odwiedzonych knajpek zainspirowało mnie do odtworzenia podobnych smaków po powrocie do domu!

Co Was najbardziej zaintrygowało? Czego byście najchętniej spróbowali? A może byliście już w którymś z tych miejsc? Czekam na Wasze komentarze 🙂

 

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (16)

  1. Ile smacznych fot! Potwierdzam, Australia to wegański raj ☺️.

  2. Musze w koncu sie wybrac so tej australii zeby sie najesc tymi pysznosciamisuper Post , tylko ze strasznie po nim zglodnialam

  3. Przez tą miniaturkę, boję się klikać <3

  4. Otwieram knajpę z tym wszystkim w Polsce! <3

  5. Aleś narobiła smaka tymi potrawami. A ja z braku laku ruszam na kolację w Japonii czyli zupka chińska … Pocieszam się tym ,ze może za rok wybiorę się do Australii i będzie okazja spróbować tych smaków 🙂

  6. Ja pracuje w knajpie z wegańskimi burgerami w Randwick, Sydney. Zapraszam 😀

  7. Dla takiego jedzenia pojechałabym na koniec świata! <3 Nie jestem weganką, ale przy takich daniach mięso nie jest potrzebne! 🙂
    Z każdym zdjęciem miałam coraz większą ochotę po prostu wstać, pójść do domu, kupić bilet na samolot, spakować się i jechać…
    Pozdrawiam serdecznie! 🙂

  8. Nie jestem weganką, nie jestem nawet wegetarianką, z drugiej strony nie przykładam ogromnej wagi do tego, żeby na moim talerzu było mięso, więc regularnie zdarzają mi się bezmięsne okresy. Lubię trochę wymyślne, pyszne i po prostu pięknie podane jedzenie i dlatego powiem Ci, że jestem przekonana, że w Australii nie miałabym problemu, żeby zostać weganką. Po prostu patrzę i leci mi ślinka, poza tym na talerzu jest przebogato. W Warszawie, bo kulinarnie znam tylko to miasto w Polsce, nie ma po prostu tak kuszących miejsc. Ok, sama się za nimi nawet nie rozglądam, ale parę razy zdarzyło mi się wpaść do tej czy innej knajpy i żadne z nas nie było na kolana powalane. W Australii na pewno spróbuję, choćby z ciekawości 🙂

  9. Heavy_Rain_84

    Boże… Co Ty narobiłaś Karolina;), to wygląda tak zjawiskowo i smakowicie, że cały się obśliniłem ;P Hehe 😉

  10. przebrnęłam przez ten post pełen cudowności i dalej nie potrafię podnieść szczęki z z podłogi! … W-O-W!! moim marzeniem jest podróż do Australii i mam ochotę tam pojechać jeszcze bardziej jak widzę tyle pyszności 🙂 cudowne miejsca!

    • Karolina

      Oj tak, ja już tęsknię za Australią, a wróciłam z niej przecież nieco ponad dwa tygodnie temu. Postaram się odtworzyć część z tych pyszności kiedyś w domu, bo niewiadomo kiedy do Australii wrócę 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *