Wodospad Minyon – deszcz w lesie deszczowym

Odkąd pamiętam las deszczowy był dla mnie czymś magicznym. Już jako dziecko czytałam namiętnie o przedzierających się przez dżunglę podróżnikach, o czyhających na każdym kroku drapieżnikach, o ogromnych palmach, nieustającym deszczu i kolorowych kwiatach. Australijski las deszczowy to nie to samo co dżungla z opowieści o przygodach Tomka Wilmowskiego, ale dla mnie te kilka godzin w lesie, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji, było ziszczeniem dziecięcych marzeń.

minyonfalls-1

Nazwa lasu deszczowego nie jest bynajmniej bezpodstawna. Już po kilku minutach od wejścia do zielonej gęstwiny zaczęło padać. Ścieżka, która była zeschnięta na wiór, w ciągu kilku minut zamieniła się w grząskie błoto. Nie na długo. Im dalej w las, tym roślinność była coraz gęstsza, aż z czasem w ogóle nie czułam, że pada. Słyszałam w oddali szum, widziałam spływające po liściach paproci ogromne krople, ale mało co na mnie skapywało. Stałam tak, patrzyłam na soczystą zieleń, aż kłującą po oczach i powoli docierało do mnie, że tak, jestem w Australii, w lesie deszczowym i idę na poszukiwanie wodospadu.

minyonfalls-15

minyonfalls-19

Do wodospadu najłatwiej dotrzeć z Byron Bay, które także powitało mnie deszczem. Wynajęłam samochód i niecałą godzinę później jechałam już wąskimi dróżkami pod górę. Początkowo miałam w planach wybranie się na dłuższy hiking, ale ze względu na kapryśną pogodę zdecydowałam się na przejście krótszego szlaku z leżącego niżej Minyon Grass. Na początku wydawał się łatwym wyborem, ale z czasem ścieżka zniknęła, a zamiast niej pojawiła się sterta wielkich śliskich głazów, po których trzeba było się wspinać na górę do bazy wodospadu.

minyonfalls-44 minyonfalls-45 minyonfalls-49

Szłam po lesie i nie mogłam się nadziwić temu, jakie to wszystko ogromne. Po kilkunastu minutach marszu w głąb lasu, stopniowo z górki, poczułam się jak mrówka. Dosłownie. Palmy sięgały nieba, liście i trawy były większe ode mnie. Mam blade pojęcie na temat leśnej roślinności, tym bardziej w wydaniu australijskim, a miło byłoby dowiedzieć się czegoś na temat tych ogromnych tworów natury. Kiedyś z chęcią wybiorę się na spacer po lesie deszczowym z przewodnikiem i posłucham co nie co o australijskich roślinach i zwierzakach. A może ktoś z Was był już kiedyś na takiej wyprawie?

minyonfalls-39

minyonfalls-40

Kiedy dotarłam już do wodospadu, czołgając się czasem między kamieniami, wspinając, ześlizgując i kombinując, ile wlezie, żeby wejść nieraz na głazy wyższe ode mnie, powitał mnie ogłuszający huk wody. Wysoki na 100 metrów wodospad Minyon wygląda fenomenalnie – miałam wrażenie, jakby zaraz miał pochłonąć nie tylko mnie, ale też ten las, a po nim cały świat.

minyonfalls-51 minyonfalls-52 minyonfalls-54 minyonfalls-53

Dawno dawno temu znajdował się tutaj wulkan Tweed, który wybuchł 250-200 milionów lat temu. Pozostała kaldera jest szeroka na prawie 40 km i w związku z tym może pochwalić się tytułem największej na południowej półkuli. Jedną z głównych pozostałości po wulkanie jest góra Warning – miejsce, gdzie codziennie padają pierwsze promienie słońca na australijskim kontynencie i święta góra dla aborygenów Bundjalung, którzy nazywają ją Wollumbin – twórca deszczu (sic!).

minyonfalls-9

Kiedy po kilku godzinach wróciłam z powrotem, odetchnęłam chwilę i przed powrotem do Byron Bay podjechałam na chwilę wyżej, żeby spojrzeć na wodospad z góry. Także z góry wyglądał on także niesamowicie, ale moją uwagę zwrócił przede wszystkim ciągnący się w nieskończoność las deszczowy. Z tej perspektywy drzewa wyglądały na malutkie, zlewały się w jedno wielkie morze zieleni. I pomyśleć, że godzinę wcześniej byłam na samym dole, patrząc na wodospad z góry!

minyonfalls-3 minyonfalls-5

Po pożegnaniu się z tym pięknym końcem świata, zatrzymałam się jeszcze na chwilę po drodze, żeby spojrzeć na tonące w deszczu Byron Bay. W podobny sposób natura wyżywała się na mnie dzień wcześniej, stałam gdzieś tam na przylądku Byron, tonąc w strugach deszczu. Spacer po lesie deszczowym ostatecznie zmienił mnie z deszczofoba w deszczofila. Obiecałam sobie, że kiedyś zamiast kilku godzin spaceru, wybiorę się na porządną kilkudniową wyprawę z plecakiem w totalną dzicz. Na samą myśl dostaję (pozytywnej!) gęsiej skórki!

minyonfalls-56 minyonfalls-57

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

  1. Twoje wyprawy są niesamowite! Ja mam plan, żeby kupić sobie pociągowy bilet po europie i we wrześniu ją zwiedzić… Zobaczymy co z tego wyjdzie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *