Yonaguni (与那国) – tam, gdzie kończy się Japonia

Nieraz trzeba zacząć od końca. Puścić ten magiczny kłębek narracji i dać się ponieść wspomnieniom. Wrócić myślami do miejsca, gdzie z dala od wszystkiego odnalazłam to, czego szukałam przez pięć miesięcy podróży. Na malutkiej japońskiej wysepce, gdzie ludzie wcale nie czują się Japończykami, gdzie nadal wielu porozumiewa się w tajemniczym języku, który zna kilkaset osób, a natura toczy walkę z ludźmi o władzę nad maleńkim skrawkiem lądu – Yonaguni.

Yonaguni to najbardziej wysunięta na zachód zamieszkana wyspa Japonii. Nie jest to jednak jedno z turystycznych miejsc, gdzie zjeżdżają się autokary z całej okolicy, żeby zrobić sobie zdjęcie przy pamiątkowej tabliczce. Odległość odstrasza nawet japońskich turystów, którym przecież niestraszne jest objechanie pięciu europejskich stolic w trzy dni. Mało kogo bawi wizja kilku godzin na promie po otwartym morzu, tak samo mało kogo Yonaguni interesuje na tyle, żeby polecieć tam malutkim samolocikiem.

yonaguni-49

Nie spodziewałam się tego, że ta mała wysepka, na której pozornie nic się nie dzieje, w taki sposób na mnie wpłynie. Kilka godzin po przybyciu na Yonaguni samolotem z Ishigaki wędrowałam już po uliczkach wioski Sonai, aż wylądowałam w wielkiej nekropolii. Podobne groby widziałam już na Ishigaki czy na Taketomi, ale nigdy w takiej ilości i w takim otoczeniu. Niektórym grobowcom bliżej było do domów, schowanych pod kamiennym dachem w kształcie skorupy żółwia. Te wybudowane najbliżej morza bryzgały fale, grożąc swoimi słonymi pięściami, łechtając porośnięte mchem pomniki. Grobowce stoją niewzruszone, nawet jak morze porwie w swą otchłań używane do różnych rytuałów czarki czy zgaszą ogień w jednym z piecyków, strzegących pokoju dusz krewnych.

Zapomnijcie wszystko co wiecie o buddyzmie i szinto. Na Yonaguni nie ma na to miejsca. W każdej wsi stoi zapomniana brama torii, zbudowana jeszcze za czasów imperialistycznych zapędów niemalże sto lat temu. Ludzie na Yonaguni nie uważają się za Japończyków. „Japonia? Toż to daleko!” – słyszałam na każdym kroku. Rozmawiali ze mną po japońsku – biegle i bez jakichkolwiek naleciałości – ale czułam, że niektórzy z nich czują się w konwencjach języka japońskiego jak w za ciasnym gorsecie. Przypatrywałam się potem z oddali dwóm babciom pogrążonym w rozmowie w języku Yonaguni, na ich ogorzałe od słońca i morskiej bryzy twarze, błyszczące z dala czarne oczy, jak dwa małe węgielki i te uśmiechy, które rozświetliłyby każdy mrok. Próbowałam wyłapać z nieznanej melodii jakieś słowa, które skojarzyłyby mi się z japońskimi. Marzyłam o tym, żeby mnie nagle olśniło – „Ha! To o tym rozmawiają!”. Nic z tego. Pozostało patrzenie, obserwowanie i podsłuchiwanie, z nadzieją, że nieznana melodia poruszy zapomniane zakątki mojego serca.

yonaguni-15

Przeszłam spory kawał Yonaguni na piechotę. „Dunan (ドゥナン), po yonaguńsku wyspa zwie się Du-na-n” – słyszę w głowie szept kelnera, z którym rozmawiałam jeszcze długo po skończeniu kolacji. Pół dnia szłam przed siebie przez wzgórza na środku wyspy, spoglądając co jakiś czas na wyłaniającą się zza drzew panoramę. Poczułam się taka malutka – na samym środku malutkiej wyspy, z której bliżej jest na Tajwan (112 km) niż do znajomego Tokio (2112 km).

yonaguni-18

yonaguni-2

Lunch zjadłam w malutkiej knajpce, która ni jak nie pasuje do Yonaguni, ale i tak wrosła w tkankę wyspy. Kawiarenka wyglądała na żywcem przeniesioną z Tokio czy Osaki – miejsce, jakich wiele w dużych miastach, gdzie jedna osoba odpowiada za wszystko. Kto by pomyślał, że na krańcu świata, w starym domu w wiosce Kubura, zjem pyszny włoski makaron z warzywami hodowanymi w przydomowym ogródku? A potem zaszyję się wśród setek książek przy dobrej kawie?

yonaguni-17

yonaguni-35

Porośnięte pnączami samochody z jeszcze otwartymi drzwiami, jakby zaraz miał ktoś z niego wysiąść. Puste ścieżki ciągnące się wzłuż czarnych murków. Śmiech w oddali, jakiś okrzyk, w tajemniczym języku. I droga, coraz bardziej pod gore, prowadząca na wysunięty najbardziej na zachód kraniec wyspy. Co jakiś czas niebo wyrzucało z siebie litry wody, żeby po kilku chwilach przestać, tak jakby był to tylko kaprys.

yonaguni-25 yonaguni-24 yonaguni-23

Przy latarni, przy pomniku, lekko zapomnianym, nie spotkałam nikogo. Popatrzyłam jedynie z góry na całą wyspę, schowaną pod pierzyną szarych chmur. Wyobraziłam sobie czuwający nieopodal Tajwan, który widać ponoć wyraźnie kilka dni w roku (kiedy zobaczyłam zdjęcie Tajwanu zrobione z tego miejsca dzień później na ścianie restauracji na lotnisku, myślałam, że to fotomontaż). Tutaj wyczekuje się nie wyłaniającej się zza chmur i smogu góry Fuji, lecz tajwańskich klifów.

yonaguni-26 yonaguni-27 yonaguni-29

W planach miałam podziwianie zachodu słońca z przeciwległego brzegu zatoki. Wyobrażałam sobie czerwone światło rozświetlające białe mury latarni i chropowate klify. Nic z tego. Tu nie ma miejsca na planowanie. Będzie, co będzie. (Dzień później powiedziano mi to zresztą wprost). Nie mam wpływu na to, czy pada czy nie, czy świeci słońce czy nie. Zeszłam z klifu Irizaki, przeszłam kolejne kilka kilometrów i wyczekiwałam pożegnania z dniem nieopodal Kubara Bari (久部良バリ) – formacji skalnej, która według podań służyła dawniej za miejsce kaźni lokalnych kobiet. Cytując za serwisem okinawa.com.pl:

W dawnych czasach na Yonaguni (…) obowiązywał podatek pogłówny nintōzei, który płacili wszyscy niezależnie od stanu posiadania ziemi. Przedmiotem opodatkowania były całe społeczności wiejskie, w którch obowiązywała zasada odpowiedzialności zbiorowej. Jeśli w społeczności było zbyt wielu ludzi, rosły obciążenia podatkowe. Na Yonaguni rozwiązywano ten problem w taki sposób, że co jakiś czas zwoływano wszystkie kobiety w ciąży i kazano im przeskoczyć przez szczelinę w Kubura. Te, którym się to nie udawało, spadały wgłąb i ginęły.

Słońce się nie pojawiło. Schowało się szczelnie, rozświetlając lekką czerwoną łuną roztrzaskujące się o klify fale. Ściemniło się nagle, zostałam sama z dala od cywilizacji w mroku. Zadzwoniłam po taksówkę (jedną z dwóch na wyspie), wsiadłam do ciepłego auta i kilkanaście minut później byłam w hotelu. Wycieńczona po kilkunastu kilometrach, deszczu, wietrze, ale także wyjątkowo usatysfakcjonowana.

yonaguni-39 yonaguni-40 yonaguni-37

Kelner w przyhotelowej restauracji po zaserwowaniu mi jedzenia, stanął przy moim stoliku i przygrywając sobie na sanshin (okinawiańskiej wersji shamisenu), zaczął rzewną pieśń w tym tajemniczym języku. „Nic nie rozumiesz, heh?” – zagadał, a na jego twarzy nie było już widać ani śladu nostalgii, która jeszcze chwilę wcześniej zdawała się emanować z każdej zmarszczki. „Nie przejmuj się, żaden Japończyk też tego nie zrozumie” – próbował mnie pocieszyć, ale zrozumiałam, że ta pieśń była wyrazem nie tylko dumy, ale też strachu. Młodzi nie uczą się języka, wyjeżdżają z wyspy, a starsi coraz częściej zamiast śpiewnie plotkować przy murku otaczającym ich dom, zamieszkują na stałe z duszami swoich krewnych na klifach Urano.

yonaguni-30 yonaguni-33 yonaguni-32

Dzień później spotkałam na swojej drodze mędrca. Nie miał brody, nie był otoczony księgami. Siedział w otoczeniu dziesiątek talerzy, kubków i filiżanek, z dłońmi brudnymi od przyschłej gliny. Spoglądał na mnie spod zjeżdżających mu po nosie okularów, podnosząc wzrok jedynie na chwilę, bo cały sobą skupiony był na ceramice. Nie wiem czy można nazwać ją piękną – nie o to chyba w japońskiej estetyce chodzi – ale w jakiś sposób pasuje do tej wyspy, wyobrażam sobie ją na porządnym drewnianym stole. Pan Yamaguchi nie oczekiwał ode mnie kupna (chociaż kupiłam dwa kubki kilka dni wcześniej na targach ceramiki w Ishigaki). Zaprosił mnie do środka, kazał usiąść. I zaczął mówić.

O swoich podróżach i poszukiwaniu sensu życia („Odnalazłem go, kiedy spotkałem moją żonę.”). O próbach zrozumienia ludzi na Yonaguni i ich języka. O odbywającym się właśnie w jego wiosce festiwalu (który obserwowałam przez chwilę rozmawiając później z jego synem), podczas którego mieszkańcy mają szansę za pomocą „medium” porozmawiać z bóstwami, opiekującymi się nad tym skrawkiem lądu od wieków. O polityce – zaangażował się mocno w protesty przeciwko budowaniu bazy Sił Samoobrony na wyspie. Nic to nie dało – niedługo na Yonaguni przyjedzie cały kontyngent wojsk, aby ostrzyć zęby za każdym razem, jak ktoś podpłynie do kilku skał w wodzie, czyli słynnych wysp Senkaku.

– Wytłumacz mi, Karolina-san, dlaczego ludzie nie sprzeciwili się temu? Dlaczego nie zagłosowali na „nie” w ciężko wywalczonym przeze mnie referendum? – pytał, a ja nie umiałam znaleźć odpowiedzi. Sama nie rozumiem wielu wyborów moich rodaków, a co dopiero Japończyków.

Na moje pytanie o machiri – festiwal po yonaguńsku (nazwa zaczerpnięta z japońskiego matsuri) – pan Yamaguchi się zafrasował.

– Mieszkam tu od 37 lat. Ale nadal tego nie rozumiem – westchnął, po czym dodał – ale może to dobrze. Może lepiej wszystkiego nie rozumieć?

Nagle w oddali rozległo się bicie w bęben. „To nnun. Sygnalizuje koniec świętowania na dziś” – powiedział pan Yamaguchi, nie odrywając się ani na chwilę od dekorowania ceramiki.

– Dlaczego został Pan akurat tutaj?  – spytałam, ale zrozumiałam od razu, że to głupie pytanie. Wiem, jak Tokio potrafi zmęczyć.

– A jak myślisz? – spojrzały na mnie dwa rozżarzone węgielki. Siedzieliśmy tak w ciszy. Nie wiadomo kiedy zaszło słońce. Na mnie już czas.

– Do zobaczenia – rzucił za mną pan Yamaguchi. Nie kłaniał mi się, nie żegnał z uniżeniem. Czułam jego wzrok na swoich plecach, schodząc ostrożnie po rozmytej od deszczu ścieżce.

yonaguni-48

Gdzieś w oddali zakrakała wrona. Przez ciszę przebijał się stopniowo szum oceanu.

Fugarasa, dziękuję.

9 comments on “Yonaguni (与那国) – tam, gdzie kończy się Japonia

  1. A więc to właśnie tę wyspę widziałam z krańca Tajwanu!…

  2. Pieknie napisane o pieknym koncu swiata❤️

  3. „puścić magiczny kłębek narracji” muszę sobie to zapisać 🙂

  4. Niesamowite są takie małe, zapomniane miejsca.
    Jak bym wiedziała, że tam jesteś, to pomachałabym Ci z Tajwanu!

  5. Witam,jestem Paweł.W Japonii jestem już czwarty raz.W tym roku jadę z Wakkanai na Hokkaido do Yonaguni.Wczoraj wylądowałem na Yonaguni ale dopiero za drugim razem.Dzień wcześniej leciałem z Naha i samolot zawrócił do Ishigaki(tu się pogody nie da przewidzieć).Wczoraj w końcu dotarłem.Na nogach z lotniska doszedłem do Kubura ,gdzie mieszkam w Villa Eden no Sachi.Dziś była pogoda ale Tajwanu nie było widać.Wyspę do okoła da się chyba obejść w około 6 godzin(będę próbował).POZDRAWIAM Z YONAGUNI PAWEŁ.

  6. Chciałbym zapytać o zdjęcie budynków wyglądających jak bloki z PGR. Czy to są bloki mieszkalne? Jaka jest ich historia? Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *