Piękny zachód słońca na wyspie Iriomote na archipelagu Yaeyama

Iriomote (西表島) – w japońskiej dżungli, cz. 3

Niektóre opowieści za nic w świecie nie chcą się skończyć. Zamykasz książkę, starasz się o niej zapomnieć, a ona uparcie wraca, jakby się na ciebie uwzięła. Kilka grudniowych dni na wyspie Iriomote wwierciło się w moją pamięć, męczą, przypominają o sobie. Pożegnajmy się z nimi, wyjdźmy z dżungli i pomachajmy im, jak zachodzącemu nad morzem słońcu.

Najpierw przypomniała mi się dżungla. Gdzieś we śnie powróciły nieznajome dźwięki, nad ranem patrzyłam na prawie niewidoczne już siniaki, które krwawą mozaiką oplotły moją łydkę po błotnym zjeździe nad rzeką Urauchi. Uświadomiłam sobie, że przecież Iriomote to tylko (a może aż?) w 90% dżungla. Nie zapominajmy jednak o pozostałych 10! Dajmy dojść do głosu mniejszości.

Zarośla przy plaży na wyspie Iriomote

Na Iriomote morze wygląda zupełnie inaczej niż na koralowej Taketomi czy pełnej klifów Yonaguni. Są i plaże i klify, tak jakby wchłonęła w siebie cechy obu tych wysp. Mało kto tutaj nurkuje – niezwykle popularny jest… paddle boarding. Takie połączenie surfowania z kajakowaniem. O zachodzie słońca, bo czemu nie?

Piękny zachód słońca na wyspie Iriomote w archipelagu Yaeyama Zachodzące słońce odbijające się w morskich falach na wyspie Iriomote

Na plaży pustki, mimo że tuż za rogiem wybudowano niedawno ogromny hotel. Nikt nie wpatruje się w spektakl natury, nikt nie słucha szumu fal, jestem tylko ja i morze. Gdzieś przy klifach majaczy amator paddle boarding, ale znika razem ze słońcem. A może mi się tylko przywidziało?

iriomote-11 Zmierzch, deszczowe chmury i skały na wyspie Iriomote

Kiedy słońce schowało się za horyzontem, wyruszyłam wzdłuż plaży, bo nie miałam jeszcze nastroju na powrót do ryokanu. Plaża przy ujściu rzeki Urauchi aż kusiła do dłuższych spacerów. Tuż za zakrętem natrafiłam na małą przystań kajaków, bardziej luksusową wersją tej, z której wyruszyłam do wodospadu Pinaisāra dzień wcześniej.

Plaża przy ujściu rzeki Urauchi na wyspie Iriomote Kajakowa przystań przy ujściu rzeki Urauchi na wyspie Iriomote

Tutaj po raz pierwszy przyjrzałam się tak dokładnie namorzynom. Zeszłam na dół, dotknęłam ich dziwnych korzeni, puknęłam kilka razy, upewniając się, że będą tak trwać, stojąc na paluszkach niczym baletnice. Przeszłam się dalej drogą, minęłam kolejne przystanie, kilka jachtów, jakieś samochody. Minął mnie pan, który szedł przed siebie, świecąc pod nogi mini latareczką. Ja szłam zadziwiająco pewnie, sprawdzając tylko od czasu do czasu na mapce na telefonie czy faktycznie idę w dobrą stronę. Wszystko w porządku. Idę dalej.

Wróciłam do ryokanu, posiedziałam chwilę na tarasie i poszłam spać, wymęczona atrakcjami poprzednich dni. Następnego ranka po śniadaniu, przed powrotem na wyspę Ishigaki, wyruszyłam w drugą stronę, w stronę kolejnej Hoshi-no-zuna, „gwieździstej plaży”, podobnej do tej na Taketomi.

Znak na Hoshi no suna - "gwieździstą plażę" na wyspie Iriomote

Droga prowadząca do Hoshi no zuna na wyspie Iriomote

I znowu zawód. Pamiętam, jak kilka lat temu znalazłam w otchłani Internetu zdjęcie piasku o kształcie gwiazdek i obiecałam sobie, że tam pojadę. Jakże byłam naiwna, jak bardzo wierzyłam (i chciałam wierzyć!), że rzeczywistość przedstawiana w mediach jest prawdziwa. A tutaj znowu to samo – niektóre drobinki faktycznie przypominały kształtem gwiazdki, ale ktoś musiał się nieźle postarać, żeby uzbierać ich tyle, aby dało to fajny efekt.

iriomote-21 iriomote-19

Dopiero tutaj spotkałam inną żywą duszę – wyspa po drodze wydawała się wręcz wymarła. Kilka zdjęć, poszukiwania ziarenek w odpowiednim kształcie i uciekli, a ja znowu zostałam sama.

iriomote-18 iriomote-20

W drodze powrotnej do ryokanu… pustki. Iście postapokaliptyczny klimat w tropikalnej wersji. Opuszczone stoiska z owocami, lekko odrapany tynk, zasmucone shīsā, jakże innych od roześmianych kuzynów na malutkiej Taketomi.

A zamiast dżungli? Ciągnące się po horyzont łąki, wyskakujące z krzaków ptaszyska, podobne do naszych bażantów, dziwne odgłosy dochodzące z wysokich traw… I dzwoniąca w uszach cisza. Tą ciszę, przerywaną jedynie od czasu do czasu krzykami nieznanych mi zwierząt zapamiętam na długo. Na początku niemalże bolesna, z czasem łagodnie otulająca we śnie, weszła w krwioobieg i nie chce dać o sobie zapomnieć.

Łąka i góry w tle na wyspie Iriomote w archipelagu Yaeyama Łąka na wyspie Iriomote

Pożegnanie?

Mission impossible.

Categories Podróże
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

1 comment on “Iriomote (西表島) – w japońskiej dżungli, cz. 3

  1. Naprawdę przyjemnie czyta się twoje posty. Dzięki tobie dowiedziałam się o wielu cudownych miejscach, które koniecznie w przyszłości będę chciała zobaczyć. A zdjęcia piekne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *