Zatoka Kabira (川平) – turystyczny raj czy piekło?

Ostatnio pisałam o wschodzie słońca w Błękitnych Górach, więc dzisiaj dla odmiany będzie o zachodzie. Pierwszym podczas pobytu na archipelagu Yaeyama, który zapadł na długo w moją pamięć. Za dnia miejsce to nawiedzają hordy turystów, ale grudniowe wieczory oznaczają pustkę, szum fal i spokojne spacery po bialutkiej plaży.

Nic nie jest jednak idealne. Można sobie wmawiać, nie widzieć wad, zakłamywać rzeczywistość, ale gdzieś w naszej podświadomości będą te kłamstewka gnić, przesiąkać swym smrodem resztę wspomnień.

Tak też było w Kabira. Przyjechałam tutaj prosto z lotniska (zahaczając jedynie po drodze o sklep z warzywami). Rozpakowałam się i rozlokowałam w małym domku, nieopodal plaży, który znalazłam kilka dni wcześniej na Airbnb. Nawet nie wiem kiedy zaczęło szarzeć, a mały drewniany domek wydał się jeszcze mniejszy i jeszcze bardziej tajemniczy, tak jakby zmienianie rozkładu pomieszczeń przez przesuwanie ruchomych ścian nie było odpowiednio zajmujące.

Zieleń w wiosce Kabira na wyspie Ishigaki

Salon? Jadalnia? Kuchnia z salonem? Sypialnia? A może duży pokój dzienny? Osobna kuchnia? Kombinacji jest mnóstwo.

Wzięłam aparat, zamknęłam domek i ruszyłam w stronę oceanu.

Zachód słońca nad zatoką Kabira Zachodzące słońce nad zatoką Kabira na wyspie Ishigaki Piękne niebo po zachodzie słońca nad zatoką Kabira

I prawie nie zabiłam się, potykając o jakąś puszkę.

Nie chciałam iść główną drogą. Zawsze mam w zwyczaju iść „na azymut”, skręcać w boczne alejki, iść przed siebie, nawet jeśli przez przypadek wyląduję na cudzym podwórku.

Jeśli z Japonią kojarzy się Wam czystość, jeśli opowiadacie (też tak miałam), że w Japonii można „jeść z dworcowej podłogi”, nie byliście na japońskim zadupiu. 2000 km od Tokio odpowiednio zmienia nastawienie do rzeczywistości. Momentami podczas podróży po wyspach Yaeyama czułam się jakbym była w Chinach, a nie w Japonii. Ale może po prostu nie znam jeszcze Kraju Kwitnącej Wiśni wystarczająco dobrze?

Kilka minut dreptania między śmieciami, spotkanie twarzą w twarz z psem rozgryzającym jakąś padlinę i skakanie przez ścieki wylewane prosto do oceanu szybko wyleczyły mnie z idealizmu. Na wszystko z oddali łypała bodajże stuletnia babcia, siedząca na odwróconym denkiem do góry wiaderku. Jej widocznie to nie przeszkadzało.

Wkurzyłam się na siebie. Na tą wysepkę, na mój pomysł, żeby przyjechać tutaj na kilka dni. Widziałam oczyma wyobraźni sterty śmieci, czułam butwiejące odpadki i łzy napływały mi do oczu.

Co miałam zrobić? Szłam przed siebie. Na szczęście kilkadziesiąt metrów dalej zaczęła się zatoka, jaką kojarzę ze zdjęć. W miarę ogarnięta plaża, malutka świątynka w stylu rjukjuańskim, który nie ma wiele wspólnego z buddyjską świątynią czy szintoistycznym chramem. Przyjrzałam się na chwilę pięknemu utaki i poszłam dalej, nie chcąc zakłócać swoim najściem lokalnych bóstw.

Święte miejsce, utaki, przy zatoce Kabira na Ishigaki

Święte miejsce, utaki, nad zatoką Kabira Skały przy zatoce Kabira na wyspie Ishigaki

Zrozumiałam od razu na czym polega fenomen zatoki Kabira (川平湾). Po pierwsze, turyści oglądają ją jedynie z wyznaczonego miejsca, które zostało uprzątnięte i wymuskane wręcz na błysk. Nie zobaczę nigdy bocznych dróżek, którym bliżej do slumsów niż do japońskiego „high class” ośrodka turystycznego. Wsiadają na łódki ze szklanym dnem i patrzą na pokryte koralowcem dno, cykając przy tym tonę zdjęć.

Spacer nad zatoką Kabira aby podziwiać zachód słońca

Kiedy ja podziwiam zachodzące słońce i małe skalne wysepki, kojarzące mi się trochę z Matsushimą, oni przesiadują w knajpkach i hotelach. A plaża, która w ciągu dnia jest turystycznym ulem, wieczorem zamienia się w oazę spokoju.

Piękne kolory nieba podczas zachodu nad zatoką Kabira na wyspie Ishigaki

Zachód słońca nad zatoką Kabira na wyspie Ishigaki

Kusiło mnie, żeby się w niej wykąpać. Niestety, kąpiel jest tu zabroniona. Mogę tylko iść przed siebie i patrzeć na zachodzące słońce. I rozkoszować się latem na początku grudnia… w Japonii!

Intensywne kolory nieba nad zatoką Kabira Łodzie po zachodzie słońca nad zatoką Kabira

Zatoka Kabira po zachodzie słońca

Prawdziwe lato nadeszło następnego dnia. Wzięłam ze sobą torbę na plażę, aparat, strój kąpielowy i poszłam w stronę plaży, do której trasę wytłumaczyli mi miejscowi pierwszego dnia.

„Skręć w lewo za pocztą, idź prosto, potem jak wylądujesz na cmentarzu to w prawo, a potem prosto, prosto i jak się przedrzesz przez chaszcze to jeszcze tylko kilka metrów i będziesz na miejscu” – zapewniał mnie mój tymczasowy sąsiad.

Jego opis dokładnie odwzorował trasę. Lewo, prosto, cmentarz, chaszcze, plaża.

Ale jaka!

Wejście na dziką plażę nieopodal wsi Kabira

Zero ludzi, nikogo, tylko ja i plaża! Kto by pomyślał, że

a) będę plażować w Japonii…

b) … na pięknej tropikalnej plaży..

c) … siedzieć godzinami w ciepłej wodzie…

d) … i podziwiać piękne koralowce!

Pusta plaża i piękna turkusowa woda nieopodal wsi Kabira Pustki na plaży niedaleko wsi Kabira na wyspie Ishigaki Malutki krab na plaży we wsi KabiraPiękna plaża z górami w tle na wyspie IshigakiPustki na plaży nieopodal wsi Kabira na wyspie Ishigaki

Wyspa Ishigaki automatycznie nazbierała tyle punktów, że przestały mi przeszkadzać zasyfione uliczki i drące się w niebogłosy psy, których odgłosów nie nazwę za żadne skarby szczekaniem, bo bliżej im do jakichś stworów z innego świata.

A tutaj cisza. Trochę powiało, momentami zanosiło się na deszcz, ale może i dobrze. Woda wydała się jeszcze cieplejsza, a ja Mikołajki spędziłam, pływając (a raczej unosząc się na wodzie i patrząc na cuda pod wodą przez maskę do snorkellingu) przez dobre kilka godzin.

Wylegiwałam się, leniłam, czytałam książki. Zapomniałam o moich stresach, o blogu, o pisaniu, o lekturach i obowiązkach.

Kąpiel w pustym oceanie niedaleko Kabira.... w środku grudnia

Byłam tylko ja i morze. I nadzieja, że nie ukąsi mnie jedna z jadowitych meduz albo wodnych węży (ponownie zdałam się na zapewnienia sąsiada, który zapewniał, że NA PEWNO jest to bezpieczne miejsce do kąpieli. „Rekinów też raczej nie ma.”)

Nasłuchałam się już odpowiednio dużo o rekinach w Australii – akurat kilka dni po wizycie w Byron Bay, jakiegoś surfera chapnął rekin, więc wiedziałam, że co ma być to będzie. Na szczęście – tutaj cytuję surferskie mądrości – rekiny nie przepadają za ciepłą wodą. A w schowanej przed światem zatoczce oddalonej od zatoki Kabira o jakieś pół godziny spokojnym spacerem woda była momentami aż za ciepła.

Mogłabym tak leżeć bez końca. Naprawdę. Marzyłam o takim wylegiwaniu się w Australii, ale ciągle byłam w biegu. Coś załatwiałam, ogarniałam, pisałam, jeździłam, planowałam. Albo zaczytywałam się w książkach, które kupowałam nałogowo co chwilę, zapominając o limitach wagi dla bagażu.

Wróciłam kilka godzin później, mijając ogromne grobowce, podobne do tych na wysepce Taketomi. Obeszłam kilka z nich dookoła, popatrzyłam na postawione przed nimi czarki, sztuczne kwiaty. Przypomniałam sobie co nie co na temat rjukjuańskich rytuałów związanych z pochówkiem. Zamyślona powędrowałam jednak dalej. W stronę kolejnego już w ciągu kilku ostatnich miesięcy tymczasowego domu.

Tradycyjne grobowce za wsią Kabira na wyspie Ishigaki Tradycyjny rodzinny grobowiec w Kabira na wyspie Ishigaki

Kabira początkowo wydawała mi się turystycznym piekiełkiem.

Pierwsze wrażenie? „Jak tu śmierdzi!”

Mimo pięknego zachodu słońca i wspaniałych plaż, nie do końca przekonałam się do betonowych budynków wypierających tradycyjne chaty, do prujących po zatoce turystycznych łódek z silnikami, których ryki odbijały się od pagórków nieznośnym echem. Do chińskiej tandety sprzedawanej w sklepikach.

Ale kiedy wracałam z plaży z mokrymi włosami, gubiąc po drodze drobinki piasku i przechodziłam obok ogromnych grobowców, uświadomiłam sobie, że po raz kolejny Japonia udowadnia, że jest krainą kontrastów.

I za to ją kocham.

Categories Podróże
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

2 comments on “Zatoka Kabira (川平) – turystyczny raj czy piekło?

  1. kosmonaucik

    koljeny fantastyczny tekst. Mam pytanie, czy podróżujesz samotnie?

    • Karolina

      Zależy gdzie i kiedy 🙂 Po Japonii w sporej mierze jeżdżę sama, ale akurat na Ishigaki byłam we dwójkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *