Dasht-e Kavir (دشت كوير‎‎) – na irańskiej pustyni

Wielbłądy ze swoim opiekunem w oazie Arusan

Pustynia to lekcja pokory. Miejsce, gdzie Europejczyk uświadamia sobie poziom swojej ignorancji. W mych wyobrażeniach pustynia to śmierć. Pustka. Monotonia. Wystarczy jednak zobaczyć ją na własne oczy, by przekonać się, że tętni ona życiem.

Długo zastanawiałam się czy pojechać na pustynię. Niby chciałam zobaczyć ją od dawna, ale gdy przyglądałam się bliżej mapie Iranu, zaczynałam wątpić. Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się tak blisko – Sziraz, Jazd, Isfahan. Ale gdy uświadomiłam sobie, że centymetr na mapie to ponad pięć godzin w drodze, zaczęłam pytać siebie – „jak bardzo tego chcesz?”.

Przeglądałam zdjęcia, zaczytywałam się w relacjach ludzi, którzy byli na pustyni – w Iranie czy gdzieś indziej. Słuchałam prezentacji Beaty Jakuszewskiej (która prowadzi wspaniałego bloga lalla.pl) o mieszkaniu na Saharze. I nie wybaczyłabym sobie, gdybym się nie wybrała na pustynię, choćby na „chwilę”.

Podziwiałam góry w oddali w Jazdzie, gdzieś mignęła mi pustynia. Nie zdawałam sobie jednak sprawy z jej ogromu.

Już po wyjeździe za rogatki miasta uświadomiłam sobie, że mój obraz pustyni nie do końca pokrywa się z rzeczywistością.

Zrozumiałam też, że widzimy świat pocztówkami. Morze? Plaża, palmy, może surferzy. Góry? Pięknie ośnieżone szczyty, narciarze, wysyp wiosennych kwiatów. A pustynia? Piasek, nicość. Karawana wielbłądów, oaza.

Jaki kolor ma pustynia w Waszej wyobraźni? „Piaskowy” – już słyszę w myślach Waszą odpowiedź.

Bzdury!

Bo pustynia to kalejdoskop. To czerń, ciemniejsza niż noc. To biel soli, okrywająca połacie ziemi niczym śnieg. Pasy czerwieni, zielone wzgórza, brąz. I złoto piasku. Złoto, które w słońcu mieni się jak najdroższe brylanty.

Na pustynia rosną drzewa, krzewy, krzaczki, trawa, mech. Jest też piasek, czasem ciągnący się o horyzont. Ale to tylko ułamek tego, czym jest pustynia. Łatwo jest wyciąć kawałek rzeczywistości i przedstawić ją tak, by jak najlepiej podsycała nasze fantazje.

Dasht-e Kavir to nie bylejaka pustynia. Nazywana jest często „Wielką Pustynią Słoną”, bo jej wielkie połacie pokrywa sól. Jej powierzchnia to 77,600 km2, co czyni ją 23. co do wielkości pustynią na świecie.

Pustynia Dasht-e Kavir z kosmosu

By USGS EROS Data Center Satellite Systems Branch. (NASA Earth Observatory.) [Public domain or Public domain], via Wikimedia Commons

Patrzyłam się na jej ogrom, przylepiona do okna autobusu i nie mogłam się jej nadziwić. Dotarcie na miejsce nie było wcale proste. Najpierw musiałam znaleźć zdezelowany pseudo-dworzec na obrzeżach Jazdu, potem spędzić pięć godzin w irańskim PKSie i dotrzeć do miasteczka Khur (خور).

Gdy dotarłam na miejsce, po kilku godzinach pustki, nie mogłam się nadziwić, że wylądowałam w miasteczku. Normalnym, ze sklepami, domami, stacją benzynową.

W Khur odebrał mnie Moustafa – właściciel pensjonaciku, w którym miałam się zatrzymać. Okazało się, że musi zrobić jeszcze trochę zakupów, więc zawiózł mnie do swoich rodziców. Wypiłam litry herbaty, zjadłam tonę daktyli. Ich dom, z zewnątrz całkowicie inny, w środku wyglądał znajomo. Nie różnił się wiele od tego, co znamy z Polski. Kanapa, fotele, telewizor. I ludzie, którzy mimo tego, że ledwo co mówili po angielsku, przez godzinę czy dwie, traktowali mnie jak członka swojej rodziny.

Zdziwiłam się, jakie to wszystko podobne do tego, co pamiętam z dzieciństwa. Zabawki, którymi też bawiłam się jako dziecko. Oglądaliśmy razem wiadomości – dziadek komentował je głośno, ja przytakiwałam głową, nie mając zielonego pojęcia, o czym mowa. Na koniec pokazał mi, jak się doi kozy. Takie z długimi uszami, łaciate.

Po zmroku ruszyliśmy do Mesr (مصر‎‎), gdzie mieszka około 150 osób. Latem, gdy temperatury przekraczają pięćdziesiąt stopni, duża część mieszkańców wyjeżdża i zostają tylko twardziele. Jakieś 40 osób.

W małym pensjonacie spędziłam trzy dni i były to chyba najwspanialsze dni podczas całej podróży o Iranie. To tu zjadłam najlepsze jedzenie i poczułam się jak u siebie w domu. Nie musiałam nosić szala na głowie, mogłam przesiadywać na dziedzińcu w krótkim rękawku. Nie zamykałam pokoju, bo nawet nie było w drzwiach zamka. Siedziałam sobie wieczorami, patrzyłam na gwiazdy i po raz pierwszy od dawna odpoczywałam.

Na pustyni poczułam też potęgę natury – palące słońce i ulewny deszcz, zmywający ściany z błota. Gdy z nieba runęła pierwsza ściana deszczu, ja schowałam się w pokoju i patrzyłam na to przedstawienie przez uchylone drzwi. Mieszkańcy wioski wyskoczyli z domów, tańcząc w deszczu. Nigdy nie widziałam chyba tak czystej radości.

Zostałam pogryziona przez komary, zaatakowana przez stada much. Widziałam wielbłądy, zające, żółwie, ptaki, różne dziwne robactwo. Kiedy przypominam sobie ten harmider, nie mogę przestać się śmiać. Pusta? Tylko dla bojącego się świata Europejczyka.

Wielbłąd na pustyni Dasht-e Kavir w Iranie

Wszystko zależy od perspektywy. Drugiego dnia poszłam na spacer po okolicy i wylądowałam na ogromnych piaskowych wydmach. Patrząc się w stronę piasku, czułam w sobie… Nawet nie wiem co. Strach? Ulgę? Wystarczyło się jednak odwrócić, żeby zobaczyć drogę i dwie wsie. Mesr, w którym mieszkałam i znajdującą się trzy kilometry dalej Mazraeh-ye Farahzad.

Wydmy piaskowe na pustyni Dasht-e Kavir, nieopodal wsi Mesr

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie mała wieś (jeśli można ją tak nazwać?), Arusan (عروسان‎‎), gdzie zaczęłam swoją wycieczkę po okolicy drugiego dnia. Mieszkają tu trzy osoby. TRZY. Dojazd tutaj z Mesr zajmuje godzinę przez pustynię. Kawałek szutrowej drogi, a potem? Powolna jazda autem terenowym między kamieniami.

Moja pierwsza myśl? „Za jakie grzechy?”

Tak myśli ignorant. Jeszcze niedawno byłam nim ja.

Oaza Arusan na pustyni Dasht-e Kavir w Iranie

Arusan to oaza, do której lgną także mieszkańcy Mesr, a nawet Khur. Kolorowy sad, bób, warzywa, soczyste owoce morwy, od których kleiły mi się potem pół dnia ręce. I woda. W kanacie (specjalnym podziemnym kanale), w zbiornikach, w łaźni, na polu. ŻYCIE.

Gdy wieczorem wspięłam się na szczyt jednej z gór na środku pustyni, poczułam się taka mała. Jak można taką przestrzeń nazwać pustką? Wydmy, oazy, góry, drogi, odwieczne szlaki, podziemne kanały.

Autorka bloga na szczycie góry Koore Gaz na pustyni Dasht-e Kavir

Nie lubię górnolotnych słów. Ale zachód słońca ze szczytu z widokiem na Dasht-e Kavir to chyba najpiękniejszy spektakl w moim życiu.

Zachód słońca na pustyni Dasht-e Kavir w Iranie Zachód słońca na pustyni Dasht-e Kavir w Iranie Pustynia Dasht-e Kavir popołudniu Zachodzące słońce nad pustynią Dasht-e Kavir nieopodal wsi Mesr Popołudnie na pustyni Dasht-e Kavir

No i gwiazdy! Setki, tysiące, miliony gwiazd. Kolacja przy ognisku, rozmowy. Wylegiwanie się na dachu samochodu terenowego i patrzenie na niebo.

Ognisko nocą na pustyni Dasht-e Kavir w Iranie

Auto terenowe na tle gwieździstego nieba nad Dasht-e Kavir w Iranie

Piękne gwiazdy na niebie nad pustynią Dasht-e Kavir

Tysiące gwiazd nad pustynią Dasht-e Kavir w Iranie

Gdy po powrocie do Polski spojrzałam pierwszej w nocy w niebo, poczułam lekkie ukłucie żalu. A nawet złość, że tylko niektórym dane jest podziwiać niebo, jakim jest naprawdę.

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (12)

  1. O matko! To chyba Twój najlepszy wpis! Ma taki klimat, zupełnie niezwiązany z podróżami, taki nostalgiczno-magiczny, aż chce się płakać i śmiać jednocześnie

  2. przepiękne widoki, z lekka zazdroszczę 🙂 takie miejsca „nie skażone cywilizacją” mają nieodparty urok. więcej można dostrzec… pozdrawiam serdecznie 🙂

  3. Piękne! I wpis, i wrażenia, i pustynia.

  4. Karolina, jak zawsze świetny tekst. Dodatkowo mocno emocjonalny ( co stanowi tylko dodatkowy plus 🙂 ). Cieszę się z tego, że są ludzie , którzy spędzając tak intensywny czas dzielą się z innymi swoimi myślami i odczuciami. Dziękuję 🙂
    ps. miałam Ci podać mailem namiar na szkołę gotowania w Seulu, ale dwa moje maile do Ciebie prawdopodobnie nie doszły, więc gdybyś nadal była zainteresowana tymi danymi to proszę o kontakt na amiuraaz@gmail.com . Pozdrawiam serdecznie

    • Karolina

      Dzięki za miłe słowa 🙂 Dostałam od Ciebie maila jakoś przed świętami! Nie odpisałam, bo byłam w ciągłym biegu, ale napisałaś, że się jeszcze odezwiesz, więc miałam to zakodowane gdzieś w tyle głowy. W każdym razie pisz śmiało na wkrainietajfunow@gmail.com 🙂

      • Świetnie 🙂 To znaczy, że tylko jeden mail utkwił gdzieś w cyberprzestrzeni :). Z niecierpliwością czekam na Twoje następne artykuły. Trzymaj się 🙂

  5. Aż się rozmarzyłam patrząc na te zdjęcia:)

  6. Dziękuję za to piękno jeszcze piękniej

  7. Pięknie! Aż zatęskniłam za Iranem. A z imponujących pustyń na następny raz polecam Takla-Makan w Ujguristanie w Chinach. Pustynia imponująca a historia, która się tam dzieje fascynująca.
    Z innej beczki- nie wiem, czy to zamierzony efekt, ale na urządzeniu mobilnym polskie znaki wyświetlają Ci się inną czcionką, przez co trochę ciężko się czyta.

    • Karolina

      Szablon jest jeszcze w trakcie dopieszczania, więc zapisuję sobie powoli rzeczy do poprawy. Dzięki za feedback! 🙂

  8. Pięknie o Niej piszesz! Byłam, widziałam – jest niezwykła, magiczna. Właśnie tam po raz drugi w życiu poczułam się częścią wszechświata (po raz pierwszy pod Kazbegiem)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *