Persepolis (پارسه) – z wizytą u perskich królów

Pamiętam jak przez mgłę lekcje historii w szkole o cywilizacjach, których już dawno nie ma. „Było, minęło” – myślałam, spoglądając na małe zdjęcia ruin. W Persepolis zrozumiałam jednak, że jest inaczej. Że historia nie staje w miejscu, że istnieje wśród nas, nawet jeśli już w nieco przyblakłej wersji.

Wspomnienie początków Persji zakodowało się u mieszkańców Szirazu, wryło w ich świadomość, w ich krew. Chrupie razem z kośćmi, pali się razem ze skórą w bezlitosnych promieniach. Zmieniają się rządy, zmieniają religie, ale oni nadal czują się przede wszystkim Persami.

Dawno, dawno temu… istniała tutaj stolica dynastii Achemenidów. To wtedy, kilkaset lat przed naszą erą, Persja osiągnęła największe rozmiary.

To od tego miasta Persja wzięła swoją nazwę. Pārsa. W staroperskim, jeszcze sprzed czasów arabskiego alfabetu nazwa wyglądała tak: 𐎱𐎠𐎼𐎿.

Ruiny Persepolis w Iranie

Nie ma lepszego miejsca na poznanie historii Iranu, jego korzeni. Nie jestem fanką „zwiedzania”, wycieczek z przewodnikiem i zaliczania atrakcji. Dlatego mój spacer po Persepolis był leniwy. Przystawałam co chwilę przy jakimś skrawku dawnej świetności i dawałam moim myślom pędzić przed siebie. Płaskorzeźby, zoroastriańskie symbole, inskrypcje w kilku różnych alfabetach. Staroperskie pismo klinowe, greka, alfabet arabski. Rzeźby całe, ale także te bez kończyn, bez twarzy, wyciągające swoje kikuty ku rozgrzanemu niebu.

Główna brama prowadząca do Persepolis

Miasto, a raczej jego cień, które znamy pod grecką nazwą, pod nazwą kultury, która rękami Aleksandra Wielkiego i jego armii zamieniła go w pył. Pérsēs (Πέρσης) i pólis (πόλις). „Perskie miasto”. Za czasów swej świetności pełniło funkcję stolicy ceremonialnej, gdzie najhuczniej obchodzono perski Nowy Rok, Nouruz. Tradycja zoroastriańska, która przetrwała do dziś. Za czasów Kserksesa, Dariusza i innych perskich królów, do Persepolis zjeżdżały delegacje wszystkich podległych im ludów, aby złożyć im hołd.

Ruiny pałacu w Persepolis wśród ogromnych kolumn

Teraz możemy posmakować tej świątecznej atmosfery jedynie w wyobraźni. Na schodach prowadzących do pałacu zwanego Apadana przetrwały płaskorzeźby z postaciami z różnych stron świata. Etiopczycy, Libijczycy, Arabowie, Scytowie, Armeńczycy, Babilończycy, Asyryjczycy, Jonowie…

Płaskorzeźba na pałacu Apadana w Persepolis Detale płaskorzeźby w Persepolis

Z wielkiego pałacu, w którym odbywały się huczne ceremonie, zostały jedynie kamienne schody i kilka kolumn. Stolicę zniszczył Aleksander Wielki. Uczyłam się o tym w szkole, o jego podbojach i wtedy naiwnie uważałam, że faktycznie był „Wielki”. Ale co jest Wielkiego w spaleniu pięknego miasta? W mordowaniu, grabieży, gwałcie? 330 lat p.n.e. Persepolis było „najbogatszym miastem pod słońcem”. W zemście za zniszczenie Aten podczas II wojny perskiej, Aleksander postanowił je spalić. Bo mógł.

Ruiny jednego z pałaców w antycznym Persepolis

Symbol zoroastrianizmu na ruinach w Persepolis

A sąsiednie pustynie nie należą do cierpliwych. Rzucały piasek, garść za garścią, tchnienie wiatru za tchnieniem. Dniami, nocami, latami, stuleciami. Aż Persepolis zniknęło pod kołderką piachu. Zapomniane, zgwałcone miasto.

Odkopano je dopiero w latach 30. XX wieku. Po dwóch tysiącach lat.

Odsłonięto Bramę Wszystkich Ludów, której strzegą figury Lamassu – skrzydlate byki o twarzach mędrców. Umieszczono na niej napisy w trzech językach  elamickim, babilońskim i staroperskim. Dwa i pół tysiąca lat później duch Kserksesa patrzy w spokoju na tłumy turystów.

persepolis-21

Gdzieś przy schodach do Apadany otoczyła mnie grupka szkolnych dziewcząt. Zdarzyło mi się to już w Szirazie, w Jazdzie, w Teheranie – lgną do mnie, dotykają wystających spod hidżabu włosów, śmieją się, a z nimi cały świat.

  • Jak masz na imię? – podeszła do mnie jedna z nich, z zadziornym spojrzeniem.
  • Karolina, a Ty?
  • Fatima – odpowiedziała z dumą.
  • Ile masz lat? – zaczęłam dopytywać, ale widzę, że nie do końca mnie rozumie. Zmarszczyła brwi, powtórzyła pytanie… – Osiem!

Uczennice na wycieczce w Persepolis

Zaśmiała się znów. Pomachałam im na pożegnanie i zaczęłam iść w stronę kolejnego budynku.

  • Hej! Hej! – usłyszałam za sobą wołanie. O co chodzi?
  • Foto. – rozkazała. Zaśmiała się delikatnie, władczo. Spodobały mi się te iskierki w jej oczach, ten tupet. Zrobiłam kilka zdjęć. Zamachała ręką, „pokaż”. Podeszłam grzecznie, pokazałam zdjęcia.
  • Good – werdykt zapadł. Uff.

Trzymam kciuki za Fatimę, żeby nie zabrakło jej w życiu odwagi, żeby nadal potrafiła się śmiać, ale także prosić o to, czego chce.

Nieodrestaurowana część Persepolis

Opuściłam kompleks pałacowy i udałam się w stronę grobowców perskich królów.  Gdy zmęczona schowałam się w cieniu, zagadał do mnie starszy pan, który po standardowych pytaniach typu „Skąd jesteś?”, opowiedział mi o Szirazie. Kazał mi obiecać, że zwiedzę „Różowy Meczet!” (ale najlepiej około 8:30 nad ranem, wtedy jest najlepsze światło!).
– Wiesz z czego słynie na świecie Sziraz? – zapytał, wpatrując się we mnie świdrującymi oczami.
Zawahałam się. Czy wypada wspomnieć o winie? Czytając w moich myślach, stwierdził jowialnie:
– Wino! Najlepsze na świecie! Bez dwóch zdań!

Wskazał na znajdujący się za jego plecami wykuty w skale grobowiec Dariusza I.
– Mamy Dariusza, Persepolis, mamy Hafeza i Saadiego. Sziraz to najwspanialsze miejsce na ziemi, witaj u nas! – zaczął.

Wykute w skale grobowce perskich królów w Persepolis

Nie zdążyłam nawet nic wtrącić, bo mówił dalej:
– A ludzie, ach ludzie tutaj są najbardziej wyluzowani na świecie. Serio! Jak nie jemy, to śpimy – zaśmiał się swoim barytonem.
– Co planujesz zrobić po powrocie z Persepolis? – zapytał.
– Pójść spać – odparłam. Upał dawał mi się we znaki, marzyłam jedynie o leniwej drzemce w hostelu.
– Ha! Jakbyś mieszkała w Szirazie całe życie!

I znowu uśmiech. Od ucha do ucha. Przyjechał ze swoją rodziną pod groby dawnych władców tych ziem, aby pamiętali o historii.

Posiedziałam tak z jego rodziną przez kilkanaście minut w oczekiwaniu na powrotny autobus. Słuchałam jego opowieści, popijając zimny sok z granata. Nie zdążyłam mu zrobić zdjęcia, pozostanie w mojej pamięci na granicy jawy i snu.

Nie przeszkadzało mi już zmęczenie. Słońce paliło jakby mniej. W tle słychać było chichot historii.

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Comments (5)

  1. Ciekawe. Choc przyznam, ze jako kobieta, sama na tych terenach, jestes bardzo odwazna. 🙂 Powodzenia:) Mi ciezko ruszyc samej ( bo maz nie lubi podrozowac dalej niz do Polski) tylek chocby do Wloch. Wydaje mi sie, ze sobie nie poradze, alez tchorzem jestem:)

    • Karolina

      Akurat w Iranie nie byłam solo 🙂 Chociaż nawet jak podróżuję z kimś, to staram się spędzać trochę czasu sama, bo potrzebuję tej wolności. I nie wiem czy to jest kwestia odwagi – każdy podróżuje inaczej!

  2. W miejscach takich jak to, jest jakaś magia, która przyprawia o ciarki na plecach (co dopiero na żywo…).

  3. Fantastyczna relacja i zdjęcia z Iranu. A o podróży do Persepolis zawsze marzyłam. Mam nadzieję, że w końcu się uda 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *