Ginzan Onsen (銀山温泉) – odpoczynek na „Srebrnej Górze”

Na pierwszy rzut oka Ginzan Onsen to tylko senne uzdrowiskowe miasteczko. Tradycyjne ryokany, podobne do tego, w którym zatrzymałam się kilka lat wcześniej z rodzicami w Hakone, sklepiki z przyrządzaną na miejscu sobą. Ale to tutaj, mimo turystów, udało mi się nareszcie odpocząć po kilku miesiącach ciągłej pracy, nawet jeśli spędziłam tu jedną noc.

„Z długiego tunelu przecinającego granicę dwu okręgów wjechało się w krainę śniegu. Dno nocy zamajaczyło bielą. Pociąg zatrzymał się pod sygnałem.”

Tymi słowami zaczyna się „Kraina śniegu”, Yukiguni (雪国), jedno z najsłynniejszych dzieł japońskiego noblisty, Yasunari Kawabaty. Te kilka zdań to idealny wstęp do zimowej Japonii. Pisałam już o nartach, o kąpiących się w gorących źródłach małpach, o Matsumoto. Tym razem przyszedł czas na leniwy weekend w miasteczku ukrytym w górach prefektury Yamagata – Ginzan Onsen (銀山温泉).

Ginzan Onsen

Mam słabość do tradycyjnej japońskiej architektury. Rozumiem, o czym pisał Tanizaki w „Pochwale cienia”, słynnym eseju na temat japońskiej estetyki. Opisuje w nim świat, który odchodzi w zapomnienie, świat, gdzie rzeczy niedopowiedziane, niewyraźne, są piękniejsze od tych skąpanych w ostrym świetle. Pokryte patyną wieku, schowane w półmroku rzeczy i ludzie, mają w sobie coś, co można określić mianem wabi sabi, którego podstawą jest spokój, przemijanie i prostota. Do tego proste potrawy opierające się na sezonowych i lokalnych składnikach. I zapach mat tatami, który nie wiem czemu, ale mnie uspokaja.

Ale najpiękniejsza w tym wszystkim była chyba kąpiel w gorącym onsenie. Kultura onsen, przebywania w źródlanych wodach, podróżowania w poszukiwaniu wody idealnej, coraz bardziej mnie porusza. Zwłaszcza że to w miasteczkach uzdrowiskowych narodziły się też kokeshi – drewniane laleczki, o których pisałam kilkakrotnie na blogu. O mieszance onsenówkokeshi pisze też odkryty przeze mnie niedawno wspaniały magazyn Kokeshi Jidai (こけし時代).

W Ginzan Onsen znajduje się tylko jedno studio kokeshi. Pognałam do niego od razu po przyjeździe i od razu spotkałam się z uśmiechem właścicielki. Kupiłam jedną z laleczek, która stała się sławna dzięki serialowi Oshin (おしん). Izu kokeshi (伊豆こけし), bo tak nazywa się ten konkretny typ, na pierwszy rzut oka wydaje się nieporadna. Ale po kilku dniach od wyjazdu z Ginzan, zaczynam trochę rozumieć dlaczego ma taki, a nie inny wyraz twarzy. Czyż nie ma w niej odrobiny nostalgii za dawnymi czasami?

Gdy stopnieją śniegi, można pójść dalej ścieżką podążającą wzdłuż strumienia aż do wodospadu. Trochę za nim kryje się kopalnia, której początki sięgają pięciuset lat wstecz. Na wyspie Sado w tamtych czasach wydobywano niewolniczą siłą złoto, tutaj królowało jednak srebro. Może nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – po prostu będę musiała wrócić do Ginzan Onsen późną wiosną lub latem!

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Komentarze

  1. Mam wrażenie, że w Japonii zima jest bardziej cicha, spokojniejsza. Dostrzegam na Twoich zdjęciach pogodzenie z naturą. Cywilizacja zachodnia jest brutalna, niezależnie od sygnałów wysyłanych przez naturę i nasze organizmy, zimą tempo musi być takie same jak wiosną i latem, nie lubię tego.
    Czuję ciszę z Twoich zdjęć. Japonia – z tego, co odczuwam – jest pełna kontrastów: z jednej strony wielkie firmy i wyścig szczurów z pełnym oddaniem korporacyjnemu życiu i żołnierskim wręcz rygorem pracy, a z drugiej strony umiłowanie prostoty i spokoju. Ah <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *