Dazaifu (太宰府) – świątynia „latającej śliwy”

Wszystko wyszło trochę przypadkiem. Po wylądowaniu w Fukuoce, zostawiłam rzeczy i przeszłam się na długi spacer po mieście. Zapijając jetlaga kawą, zobaczyłam plakat świątyni Dazaifu Tenmangū na dworcu Tenjin… i bez namysłu skusiłam się na mini-wyprawę.

Nigdy nie pomyślałabym, że tak łatwo będzie mnie na coś namówić . Ale w kwestii podróży nie jestem wybredna. Wystarczy słowo, zdjęcie, fragment rozmowy i czuję już całą sobą, że chcę tam jechać. Gdy siedziałam w pociągu i próbowałam nie usnąć na stojąco, w mojej głowie zaczęły świtać jakieś skrawki historii, wyrwane zdania z wykładów, które powinny były dawno zniknąć z mojej świadomości. Gdy dojechałam na miejsce, przysiadłam na jednej z ławek i przypomniałam sobie to, co słyszałam pewnie w jakiejś formie kilka lat wcześniej.

To w Dazaifu (太宰府) znajdowała się od ósmego wieku siedziba rządu, nadzorująca całą wyspę Kyūshū (九州), zwaną dawniej Tsukushi (筑). Oprócz nadzorowania poddanych, wysłannicy dworu cesarskiego w Dazaifu mieli jeszcze jedną funkcję – przyjmować emisariuszy z Chin i Korei. Przez kilka set lat było to jedno z ważniejszych miejsc na mapie Japonii, głównie ze względów politycznych.

Mimo to, mało który urzędnik chciał zamieszkać tak daleko od centrum władzy, od pałacu cesarskiego w Kioto. Wielu z nich lądowało tutaj na wygnaniu, bez perspektywy powrotu do stolicy. Jednym z wygnańców był Sugawara no Michizane (菅原 道真), którego grób znajduje się dzisiaj na terenie Dazaifu Tenmangū. Kilkaset lat później mało kto pamięta o jego politycznym życiu. W pamięciu Japończyków zapisał się jako wybitny poeta i literata; na tyle, że w szintoizmie uznawany jest za boga nauki, Tenman Tenjin (天満天神).

Michizane zmarł w 903 roku, kilka lat po zesłaniu do Dazaifu. Niedługo po jego śmierci kraj nawiedził szereg kataklizmów i ludzie byli przekonani, że spowodował je żądny zemsty duch Michizane. Zaczęto składać ofiary Michizane, starając się go ukoić i tak powstała tradycja świątyń Tenmangū. Najważniejszą z nich, bo zbudowaną w miejscu, gdzie znajduje się jego grób, jest właśnie ta w Dazaifu.

Z postacią Michizane związanych jest sporo legend. Jedna z nich mówi o tym, że jedno z drzew śliwy tak bardzo tęskniło za nim, że przyleciało z Kioto do Dazaifu (choć jeśli w ogóle ma coś wspólnego z drzewami w dawnej stolicy, to pewnie dlatego, że Michizane albo ktoś inny posadził podobną śliwę). Niektórzy nazywają ją „latającą śliwą”, tobi-ume (飛梅).

W kilku małych sklepikach na drodze prowadzącej do świątyni można kupić umegae mochi (梅ヶ枝餅), dosłownie „mochi z gałązką śliwy” – kluski ryżowe nadziewane moją ukochaną pastą anko i ozdobione właśnie motywem ume. Całość jest grillowana i gdy dostaje się ją parzącą do rąk, trzeba się mocno starać, żeby nie zjeść jej od razu (słodycz anko i ciągnąca się gorąca kluska to coś, co po prostu trzeba spróbować). Ponoć podobne przekąski jadł sam Michizane – nie wiem czy to chwyt marketingowy czy nie, ale zjadłam dwa takie cuda i gdybym nie śpieszyła się na powrotny pociąg, zmieściłabym też pewnie i trzecie.

Jak wiecie, mam słabość do tradycyjnych produktów, kojarzonych z konkretnym miejscem, z jakimś głębszym znaczeniem: czasem są to omamori, czasem kokeshi, nieraz rękodzieła-cuda takie jak otakapoppo. Dazaifu znane jest z kiuso (木鷽). Teoretycznie jest to figurka przedstawiająca gila (takiego ptaka), ale dla mnie wygląda on raczej jak szalona pokrwawiona sowa. W każdym razie ma przynieść dobre szczęście, więc nie mogłam wrócić do domu bez takiego cuda. Uso to także po japońsku „kłamstwo” (嘘). A jako że Michizane ponoć (ach te legendy!), był szczerym i prawdomównym człowiekiem, kiuso mają ochronić nas w życiu od kłamstw i oszustw.

Co roku w styczniu odbywa się w świątyni festiwal usokae (うそ替え), dosłownie „wymiana gili”, ale także „wymiana kłamstw”. Ludzie spotykają się po zmroku w Dazaifu z figurkami kiuso, które wymieniają w tłumie z przypadkowymi ludźmi, z nadzieją, że podzielą się ze wszystkimi dobrą fortuną w nadchodzącym roku. Kiuso można dostać nie tylko w Dazaifu, ale także w pozostałych świątyniach Tenjingū w Japonii (i wszystkie z nich trochę się różnią!)

Nie wiem czy będzie mi kiedykolwiek dane uczestniczyć w takim festiwalu, więc podzielę się z Wami odrobiną szczęścia przez bloga (i zdjęciami pięknie kwitnących hortensji). Trzymajcie się!

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Komentarze

  1. cudowne miejsce !!!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *