Hachinohe (八戸) – miasto niespodzianek.

Uwielbiam takie zaskoczenia. W pociągu do Hachinohe zastanawiałam się – „Po co ja tam w ogóle jadę? Po co aż na trzy dni?”. Na miejscu okazało się jednak, że te kilka dni były pełne pozytywnych niespodzianek.

Na pierwszy rzut oka Hachinohe wydaje się sennym portowym miastem. Wystarczy jednak wejść w jedną z bocznych uliczek pełną malutkich barów izakaya. Każda z alejek zwanych yokochō – Miroku Yokochō (みろく横丁) czy Harmonica Yokochō (ハーモニカ横町) to tylko kilka z nich. W jednej z nich znalazłam nawet pyszną nepalską knajpkę, ostatnie miejsce, jakiego spodziewałam się na północy Japonii.

Jedna z wielu alejek z mini izakayami w Hachinohe 🍹

A post shared by W krainie tajfunów | Karolina (@wkrainietajfunow) on

Z każdą podróżą uświadamiam sobie, jak niewiele wiem o Japonii – o historii, o lokalnych dialektach, o zwyczajach. Zaszywam się zawsze w jakiejś lokalnej kawiarence i zaczynam czytać garść podstawowych informacji. Część mnie cofa się w czasie, jakbym oglądała jakiś film, z niektórymi slajdami już przepalonymi albo popękanymi.

Odkrywam Hachinohe! Dwa dni w sennym portowym mieście ☺️

A post shared by W krainie tajfunów | Karolina (@wkrainietajfunow) on

Dawno dawno temu mieszkali tutaj ludzie Emishi (蝦夷), o których niewiadomo zbyt wiele. Najprawdopodobniej byli potomkami ludzi Jōmon (縄文), pierwszych ludzi zamieszkujących japoński archipelag. W okolicy Hachinohe znajduje się sporo wykopalisk, gdzie można zobaczyć wykopane figurki czy ceramikę, która ma kilka tysięcy lat. Niektórzy specjaliści twierdzą, że Emishi byli krewnymi Ajnów, zamieszkujących dzisiaj jedynie kawałek Hokkaidō. Pewnie nigdy nie dowiemy się, jak było naprawdę.

Do siódmego wieku zapisywano nazwę „Emishi” jako 毛人, dosłownie „włochaci ludzie”.

Emishi nie byli jednolitą grupą. Ale jedno ich łączyło – konie. Miłość do koni przetrwała do dziś: są one głównym elementem lokalnych festiwali i motywem w rękodziełach. Zostali pokonani przez Japończyków (czyli w dużej mierze imigrantów z półwyspu Koreańskiego, którzy osiedlili się na nizinie w okolicach Kioto i Nary) dopiero w okolicach VIII wieku. Dlaczego dopiero wtedy? Japończykom trochę zajęło nauczenie się metod walki, które dla Emishi były normą: konna jazda, łucznictwo, podchody.

Stanęli przed wyborem: poddać się Japończykom albo wyemigrować jeszcze bardziej na północ, na Hokkaidō.

Ale do tej pory niektórzy w rejonie Tōhōku mówi o sobie Tōhōkujin (東北人), a nie Nihonjin (日本人), Japończyk. Wiele razy podczas mojej podróży słyszałam: „No tak, ale tutaj jest inaczej”. Za każdym razem, gdy wspominam o tym, że lubię Tōhōku moim znajomym Tokijczykom, wzdychają: „No tak, ale to inaka, wieś”. Patrzą na nich z góry. Ale według mnie nie mają powodu. Bo w Tokio brakuje czegoś, co w miastach jak Hachinohe jeszcze nie do końca zanikło – społecznych więzi.

Najlepszym przykładem na to jest poranny market przed dworcem Mutsu-Minato (陸奥湊). To nie tylko targ, gdzie można kupić świeże owoce morza, zwłaszcza lokalny przysmak uni (うに). To przede wszystkim miejsce, gdzie przychodzą mieszkańcy, żeby zjeść śniadanie.

Nie udało mi się wstać wystarczająco wcześnie, żeby zasmakować prawdziwej atmosfery targu – ale nie miałam siły zrzucać się z łóżka w środku nocy, jak lokalni rybacy. Zjawiłam się za to na miejscu na drugie śniadanie. I okazało się, że nawet w mieście, które słynie ze wszystkiego związanego z morzem, nie było problemu ze znalezieniem wegańskich opcji.

Śniadanie na targu jest bardzo dobrze przemyślane. Kupuje się dodatki na różnych stoiskach u babć: w moim przypadku były to różne warzywa i shiso maki (紫蘇巻き). Następnie idzie się do dużego stoiska na samym końcu i kupuje ryż z zupą miso. Herbatka i woda są za darmo i z tym wszystkim na stole, dołącza się do innych jedzących śniadanie osób i plotkuje o świecie przed ruszeniem do pracy.

Mam ogromną słabość do starszych japońskich kobiet, do kobiet, które przeżyły wojnę i które mają w sobie taką siłę, której nawet nie umiem ubrać w słowa. Pracowały ciężko całe życie, wstając często w środku nocy i dźwigając skrzynie z rybami. Ale robią to nadal – bez względu na to, czy mają siedemdziesiąt czy dziewięćdziesiąt lat. Przychodzą na targ, rozmawiają ze swoimi koleżankami, zagadują do stałych klientów i do tych nowych.

I biadolą nad tym, że nie mam jeszcze męża (!). A ja staram się rozsupłać ich żarciki wypowiedziane szybko w dialekcie Nambu (南部弁), gdzie większość zdań kończy się na „be”. Zamiast „suzushii darō” (涼しいだろう), czyli „jest chłodno, prawda?”, mówią: „sunzushibee” (す()ずしべえ). Do tego niektóre spółgłoski są wokalizowane, więc zamiast „samukatta” (寒かった), czyli „było zimno”, jest: „sabigatta” (さびがった). Wyczytałam gdzieś, że ludzie z rejonu Hachinohe są ponoć nieśmiali, w przeciwieństwie do tych z regionu Tsugaru (津軽), czyli na przykład okolic Hirosaki (弘前) i Aomori (青森). Nie do końca się z tym zgadzam, ale to prawda, że oba te regiony w prefekturze Aomori są trochę inne. (Ale o tych innych miejscach jeszcze napiszę, obiecuję.)

Miejscem, które wywarło na mnie największe wrażenie było chyba nowoczesne Hachinohe Portal Museum hacchi. Piękna przestrzeń pełna dziennego światła, kilka ciekawych wystaw, kawiarenki z lokalnymi przysmakami (wielki plus za smoothies na bazie amazake!), sklep z lokalnymi produktami… i totalny hit, czyli ogromny zegar wybijający godzinę za pomocą kłapiących drewnianych paszcz lwów shishi (狛犬).

Te lwy są idealnym odzwierciedleniem japońskiej tradycji tworzenia mechaniczny lalek: karakuri ningyō (からくり人形). Można powiedzieć, że były prototypem współczesnych robotów, choć opierały się na mechanizmie zębatkowo-sprężynowym A w Hachinohe tę sztukę do perfekcji opracował Minoru Takashi (高橋みのる), który tworzy zegary karakuri – także to cudo w muzeum.

"Zegar ścienny" w muzeum w Hachinohe 🙀

A post shared by W krainie tajfunów | Karolina (@wkrainietajfunow) on

Najpopularniejszą pamiątką z Hachinohe jest jednak Yawata uma (八幡馬) – piękna figura konia, która odzwierciedla długą tradycję rejonu. Konie są zresztą ważnym symbolem w szintoizmie – uznawane za łączników między ludźmi a bogami kami. Niektóre świątynie mają posążki koni albo ich rysunki na tabliczkach wokatywnych ema. Zresztą – ema (絵馬) to dosłownie „rysunek konia/koński rysunek”.

Zdecydowanie jedne z moich ulubionych japońskich pamiątek – Yawata uma (八幡馬)!

A post shared by W krainie tajfunów | Karolina (@wkrainietajfunow) on

Yawata uma pojawia się nie tylko w sklepach czy na lokalnych festiwalach – konny motyw wykorzystywany jest w wielu miejscach, nawet na studzienkach kanalizacyjnych!

Najbardziej urocza studzienka kanalizacyjna w Japonii? Bardzo możliwe 🐴❤️

A post shared by W krainie tajfunów | Karolina (@wkrainietajfunow) on

Kupiłam całą torbę koni, które tworzone są jeszcze tylko w jednym studio w mieście i obdarowałam nią po powrocie moich bliskich: rodzinę i przyjaciół. Nie ma lepszych pamiątek niż lokalne rękodzieło – nieważne czy mowa o biżuterii, ceramice czy figurkach. Kilka dni wcześniej zrobiłam podobne zakupy w Tsugaru Kokeshi-kan (津軽こけし館), gdzie kupiłam kilka pięknych laleczek kokeshi, ale o tym opowiem przy innej okazji.

Cudne morze w okolicy #Hachinohe 🌊❤️

A post shared by W krainie tajfunów | Karolina (@wkrainietajfunow) on

Z Hachinohe zapamiętam poczucie nadziei. Niewiele wiedziałam o tym mieście i niewiele się po nim spodziewałam (mea culpa!) Gdy ostatniego dnia pobytu jechałam pociągiem wzdłuż wybrzeża i patrzyłam na ocean, nie mogłam uwierzyć, że ten brzeg wyglądał jeszcze kilka lat temu całkowicie inaczej. Wysiadłam w Shirahama (白浜), dosłownie na „Białej Plaży” i wskoczyłam do lodowatej wody, patrząc na spokój dookoła – pustki w morzu, pustki na plaży.

I machając szybko rękoma i nogami, żeby nie zamarznąć, pomyślałam sobie – Boże, ile ja jeszcze nie wiem! W ilu miejscach jeszcze nie byłam!

No i klasycznie: – Jeszcze tu wrócę!

Karolina

autor:

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i piszę tutaj głównie o Azji Wschodniej. W wolnych chwilach czytam, gotuję wegańskie pyszności i próbuję wymyślić, jak choć trochę ulepszyć świat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *